Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowe emocje

Oporni na przyjemność

Oporni na przyjemność
CAPOTE, Philip Seymour Hoffman. Zdjęcie: East News | Sony Pictures/Courtesy Everett Collection

Ludzki mózg to doskonałe narzędzie do uzależniania się. Problem pojawia się wtedy, gdy nasza tolerancja na dostępne przyjemności się zwiększa, a reakcje słabną. Na długiej liście sławnych i podziwianych, którzy przegrali z własnym mózgiem, nazwisk wciąż przybywa. Ostatnie to Philip Seymour Hoffman.

Przed nim, i to tylko w ostatnich latach, podobne porażki z heroiną, kokainą, barbituranami, alkoholem i lekami ponieśli Amy Winehouse, Whitney Houston, Jeff Hanneman. A jeszcze wcześniej: nasz Rysiek Riedel, Jim Morrison, Jimi Hendrix, Judy Garland itd., itp. Coś chyba musi być w tym, że w świecie gwiazd jest wielu ludzi, o których nie sposób pisać inaczej, niż Boy pisał o Przybyszewskim. Czyli tak: „Istotnie, mówić o oddziaływaniu Przybyszewskiego, nie mówiąc o alkoholu, to byłoby tyle, co pisać dzieje Napoleona, a nie wspomnieć o wojsku”.

Więcej, bardziej, mocniej

Jest takie modne, bowynoszone ze szkoły przekonanie, że zwykle chodzi o artystyczną wrażliwość i o to, że artysta musi być rozpity, bo inaczej nie byłby artystą. Tymczasem bohema często za bohemę jedynie uchodzi, bo w rzeczywistości bywa wzorowym drobnomieszczaństwem. Wszak talent buduje się nie piciem, lecz pracą. Jest po prostu tak, że w tym świecie – tak jak w każdym innym – obok wzorowych mieszczan żyją wzorowi nałogowcy i jest ich wielu. To dlatego, że nasz mózg i współczesny świat to połączenie niebezpieczne i dla mózgu, i dla współczesnego świata.

To już wprawdzie truizm, ale wart kolejnego powtórzenia. Homo sapiens i jego najważniejszy organ ewoluowały w świecie wiecznego braku. Stąd mamy układ nagrody, który każe nam szukać przyjemności i dostarcza jej, kiedy jemy, uprawiamy seks lub sięgamy po cukierki. Nie ma jednak układów doskonałych. I ten też taki nie jest. Zwłaszcza że świat wiecznego braku zmienił się w świat, który może zapewnić wszystko.

Nasz gatunek zmienia się jednak wolniej i wciąż dajemy się otumanić kolorom, zapachom i innym obietnicom przyjemności. Okazji jest dużo, więc je kolekcjonujemy. Z czasem jednak może przyjść przesyt. Nasza tolerancja na dostępne przyjemności się zwiększa, a reakcje słabną. To, co cieszyło – nudzi. To, co dawało mnóstwo radości – daje jej tylko trochę. Jest tak jak z piciem. Z czasem trzeba pić coraz więcej, żeby być tak samo pijanym.

Kiedy już niewiele cieszy, to układ nagrody trzeba oszukać. Najłatwiej zrobić to za pomocą środków psychoaktywnych, ale z nimi jest tak samo. Zyskujemy tolerancję i potrzebujemy ich coraz więcej albo innych. Zwykle dostęp do innych mamy ograniczony lub utrudniony, ale gwiazdy i bogacze nie mają. A ze środkami psychoaktywnymi jest też tak, że mają różny tzw. potencjał uzależniający.

Do tego podatność na uzależnienie jest różna u różnych osób. Nie każdy uzależni się od wszystkiego, ale wszyscy uzależnimy się od czegoś. Dlatego nie każdy, kto pije, zostaje alkoholikiem, ale są tacy, którzy wypiją kilka razy i już nie mogą przestać. Są wreszcie tacy, którzy sięgają po jeden narkotyk i się od niego wcale nie uzależnią. Za to od innego uzależnią się od razu. Gdy ktoś próbuje różnych, w końcu „coś” go złapie. Nie alkohol, to kokaina. Nie kokaina, to amfetamina. Albo heroina.

Efekt Wertera

Gwiazda niczym się tutaj nie różni od Kowalskiego. Jej układ nagrody, tak samo jak u każdego innego, wpada w pułapkę i każe szukać alkoholu/heroiny/kokainy etc. Człowiek to robi, a kiedy znajdzie, to po nią sięga. Jak już sięga, to zawsze jest ryzyko, że przedawkuje. I dopiero wtedy pojawia się różnica. Kiedy umiera ktoś nieznany – wzruszamy ramionami. Gdy dotyczy to osoby sławnej, konsekwencje są większe. Pojawia się odmiana tzw. efektu Wertera, który polega na tym, że medialne doniesienia o samobójstwie znanej osoby wywołują falę samobójstw w całej populacji. Skoro ona nie mogła znieść życia, to kto może? Przedawkowanie to rodzaj samobójstwa i komunikat jest bardzo podobny.

Tymczasem nie chodzi o „ból świata”. To nie on decyduje o śmierci takiej osoby. Decyduje choroba, bo uzależnienie to właśnie ciężka, a czasami śmiertelna choroba, i przedawkowanie można odczytywać jedynie jako przypomnienie, że nie chronią przed nią ani sława, ani bogactwo, a z jej leczeniem wciąż nie radzimy sobie zbyt dobrze. Choć, i to pozytyw, za sprawą neurobiologii rokowania wyglądają coraz lepiej.


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

najpopularniejsze artykuły

Powiązane artykuły

Uzależnienia – w pogoni za przyjemnością

Używki, zakupy, internet. Tak naprawdę nie wiesz, od czego jesteś uzależniony, dopóki sobie tego nie...
Używki, zakupy, internet. Tak naprawdę nie wiesz, od czego jesteś uzależniony, dopóki sobie tego nie odmówisz. Co ciekawe, mechanizm uzależnienia zawsze jest ten sam. Chodzi oczywiście o przyjemność.