Przejdź do treści

Przechodzenie na „ty” – uwaga na pułapkę

Przechodzenie na "ty" – uwaga na pułapkę
Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Lekarz bada śledzionę pacjentki
Mama Pediatra zaleca szczepienia przeciwko meningokokom, pneumokokom i Haemophilus influenzae typu B
Stringi na schodach przed sądem w Cork (Irlandia)
Majtki oznaką protestu. Kobiety w Irlandii oburzone po skandalicznym wyroku
dachy domów z kominami, z których leci dym
Smog. W większości polskich gmin nadal bezkarnie spala się śmieci
Modelki Victoria's Secret
Jan Singer, dyrektor generalna, opuszcza Victoria’s Secret
Cytologia – zwróć uwagę na to, czym masz pobierany materiał

„Skończmy już z tym pan/pani…”. Pewnie często to słyszycie, a może równie często sami proponujecie. Bo wygodniej, swobodniej. Czy przechodzenie na „ty” faktycznie pomaga, czy wręcz przeciwnie?

„Pracujemy razem, widzimy się na co dzień, po co utrudniać sobie życie. Janek jestem!” – słyszysz od swojego szefa. Przechodzicie na „ty”, bo to przecież coraz powszechniejsze zjawisko w wielu firmach. Tymczasem jeśli nie potrafimy postawić jasnych granic, „tykanie” może nam się odbić niezłą czkawką.

„Pani Kingo, proszę mi podać numer tej sprawy…”, „Panie Macieju, miałabym prośbę…”, „Drodzy Państwo, czy byliby Państwo uprzejmi zachowywać się nieco ciszej? Rozmawiam z klientem…”. Ciągłe „panowanie” w warunkach zawodowych może być rzeczywiście uciążliwe. Tym bardziej że często zależy nam na czasie oraz szybkiej wymianie zdań oraz poleceń. Co więc robimy? Wszyscy przechodzimy na „ty”. W końcu ma być prościej. I najczęściej rzeczywiście jest. – Z punktu widzenia komunikacji i techniki to przyspiesza i ułatwia kontakt. „Pan”, „Pani”, „Panowie” to przecież kolejne słowo, którego musimy regularnie używać. Zyskuje to znaczenie szczególnie w trakcie dłuższej wypowiedzi czy wielogodzinnego szkolenia – mówi Mateusz Dąbrowski, coach i psycholog z 4GROW. – Mówienie po imieniu wprowadza też atmosferę bliższej relacji, większego zaufania w sprawach zawodowych. To pewien konwenans, ale nie stanowi automatycznego przyzwolenia na coś więcej – dodaje Dąbrowski.

Tak jednak wygląda sytuacja idealna. Mówimy sobie po imieniu, ale jednocześnie się nie spoufalamy. Nie zawsze tak jest, dlatego już na początku zapala nam się czerwona lampka: „Jak to – teraz nie będę »panią Anną«, tylko »Aneczką«? Cała firma będzie chciała mi wejść na głowę!”. – Dla wielu ludzi to ryzyko. Brakuje nam narzędzi, które pozwolą zapobiec przekraczaniu granic czy wywieraniu wpływu przez innych, więc wolimy czasem zostać przy formie „pan” i „pani”. Jeśli ktoś proponuje przejście na „ty”, często pojawia się argument, że to niepotrzebne czerpanie z tradycji zachodnich – komentuje Mateusz Dąbrowski z 4GROW. Poddać się modzie, czy chcemy, czy nie, jednak musimy. Wyłamując się w środowisku, w którym panują określone zasady, będziemy czuli się wyalienowani, i często tak właśnie będziemy traktowani – jak „inni”.

Wentyl bezpieczeństwa

Przechodzenie na "ty" – uwaga na pułapkę

Przechodzenie na „ty” wcale nie oznacza, że stajemy się dla drugiej osoby koleżanką lub kolegą, z którymi za chwilę pójdziemy na piwo i którym będziemy opowiadać o rodzinnych tajemnicach. Niebezpieczeństwo tkwi jednak w tym, że niektórzy mogą tak uważać. I chcieć to wykorzystać.

Przykład nr 1. Pan Marek chce wymóc na pani Agacie zakup usług swojej firmy. „Agatko, nie przejmuj się, przecież was na to stać! Dobrze o tym wiemy”. Jeżeli Agatka nie jest asertywna i nie potrafi postawić jasnych granic w relacji zawodowej, ma problem. Jak tu powiedzieć Mareczkowi, że nawet byłoby nas stać, ale nie jesteśmy zainteresowani?

Przykład nr 2. Pani Marta (przełożona) prosi pana Jerzego, żeby ten został dłużej w pracy. I zrobił to, co w zasadzie nie należy do jego obowiązków. „Jureczku, dokończyłbyś ten raport? Wiem, że to dużo roboty, ale jestem pewna, że mnie nie zawiedziesz!”. Jureczek wzdycha i idzie po kawę do automatu, bo czekają go długie godziny za biurkiem.

Przykład nr 3. Pan Wiktor chce pożyczyć od pana Henryka pieniądze. Gdyby pan Henryk rzeczywiście był „panem Henrykiem”, sytuacja byłaby o wiele bardziej skomplikowana. Tymczasem „pan Henryk” jest „Heniem”. Większe jest zatem prawdopodobieństwo, że się ugnie. „Heniu, kochany, pożycz do pierwszego… Pięć stów wystarczy. No dobra, sześć. Bądź dobrym kolegą”. Heniek chce być dobrym kolegą, więc pożycza. A potem najczęściej żałuje.

Przykład nr 4. Pani Anna ma problemy w życiu prywatnym, więc korzysta z obecności pani Barbary. „Basiu… jestem taka smutna i nieszczęśliwa. Facet mnie rzucił, dzieci się mną nie interesują, a matka mówi, że powinnam się wziąć w garść. Co ja mam zrobić? Basiu…!”. Basia słucha, bo mają biurka obok siebie. Może uciec najwyżej na chwilę do toalety, ale w końcu ile czasu można tam siedzieć?

Jeśli ktoś jest asertywny – pół biedy, jakoś sobie poradzi. Jednak nawet asertywność musi być zastosowana w odpowiedni sposób. Najczęściej kiedy widzimy, że ktoś ewidentnie przegina, same cisną się na usta słowa „nie życzę sobie, żebyś…”. Tymczasem to błąd! – Mówiąc do drugiej osoby „nie życzę sobie” albo „nie podoba mi się”, stawiamy siebie w roli rodzica mówiącego do dziecka. To wywołuje konflikt, bywa odbierane jako agresywne. Nie powinniśmy więc oceniać tej sytuacji – radzi Mateusz Dąbrowski.

Co więc robić? Przemilczeć, spuścić głowę i zaakceptować to, że ktoś próbuje nadużywać naszej „imiennej” relacji? W żadnym wypadku. Grunt to zachować kontrolę nad sytuacją. Pomocna może być prosta metoda FUKO – czyli fakty, uczucia, konsekwencje i oczekiwania. Zachowajmy więc absolutną szczerość, ale przedstawioną w umiejętny sposób. Na początek mówimy o faktach: „kiedy zachowujesz się w ten sposób… (opisujemy zaistniałe zdarzenie)”. Uczucia: „czuję się z tym źle, niekomfortowo”. Konsekwencje: „w takiej sytuacji mam mniejszą ochotę na dalszą współpracę z tobą”. Oczekiwania: „chcę, żebyś pytał o moje zdanie i moją perspektywę”.

Przechodząc na „ty”, musimy być świadomi czasem nieprzyjemnych konsekwencji. Chociaż z drugiej strony to może my kiedyś będziemy musieli powiedzieć: „Andrzejku, czy mógłbyś?”…

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Z każdym rokiem starsi. Jak pokonać lęk przed upływem czasu?

Nie lubisz świąt? Nie martw się, to… normalne

Wiara w Świętego Mikołaja – magiczne kłamstewko ma moc!

Jak zostać optymistą?

Użalasz się nad sobą? Robisz sobie krzywdę…

Gorszy od innych. Jak zwalczyć kompleks niższości?

Gorszy od innych. Jak zwalczyć kompleks niższości?

"Wszystko będzie dobrze" to banał. Jak umiejętnie pocieszać?

„Wszystko będzie dobrze” to banał. Jak umiejętnie pocieszać?

Zgubny przerost ambicji

Zgubny przerost ambicji

Koszmar senny koszmarem dla organizmu

Koszmar senny koszmarem dla organizmu

Życie w ciągłym strachu. Jak przestać się bać?

Życie w ciągłym strachu. Jak przestać się bać?

Instynkt ma w sobie moc

Instynkt ma w sobie moc

Odpuść sobie – po prostu

Odpuść sobie – po prostu