Przejdź do treści

Rowery górskie – najlepsze destynacje

Rowery górskie – najlepsze destynacje
Zdjęcie: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Niepożądany odczyn poszczepienny. Jak często występuje?
Mama Kosmetolog o bliznowcu – czym się charakteryzuje i jak powstaje?
Joanna Horodyńska
Karolina Gilon i Joanna Horodyńska zachęcają do badań piersi
magda gessler
Magda Gessler ambasadorką kampanii „Diagnostyka Jajnika”
Keira Knightley
Keira Knightley zakazała swojej córce oglądania filmów Disneya

Zmęczyć się warto, bo to zdrowe. Ale jeśli wyciskać z siebie siódme poty, to z klasą. Nawet jeśli nie jesteśmy fanami Lecha Janerki, „ubieramy się w obcisłe, dzwonimy po Damiana” i wyruszamy na rower, tym razem górski. Bo nie ma to, jak „popedałować”!

Rowery górskie są najpopularniejszą formą kolarstwa w naszym kraju, dzięki nim możemy ekologicznie pokonywać zarówno cudowne bezdroża podmiejskich nizin, jak i wymagające górskie szlaki. To sport dla indywidualistów, którzy ponad towarzystwo przedkładają walkę z własnymi słabościami oraz obcowanie z przyrodą. Moda na rowery górskie narodziła się w Stanach Zjednoczonych, a jej inicjatorem był Gary Fisher, który pod koniec lat 70. XX wieku skonstruował rower do jazdy w terenie. Nowością była mocna i krótka rama, mniejsze koła (26) i grube opony z terenowym bieżnikiem. W niedługim czasie rower górski doprowadził do rewolty w świecie kolarskim, detronizując szosówki. Na długi czas włożył żółtą koszulkę lidera sprzedaży i stał się dla Kowalskiego synonimem słowa „rower” i kolarstwa w ogóle. Do tej pory jest obowiązkową pozycją wśród prezentów na komunię. Dowodem na to są letnie wsady zdobiące subtelnie balkony osiedli dużych miast – prawie na każdym dostrzeżemy wygrzewającego się w słońcu „górala”.

Włoska przygoda

Krainą kolarstwem płynącą są Włochy. Tam na rowerze jeżdżą prawie wszyscy, zatem i my poczujemy kolarskie „la dolce vita”. Proponuję odwiedzić Lago di Garda, a sektor startowy umieścić na północy jeziora w miejscowości Riva del Garda. To właśnie tam znajdziemy kluczyk do „raju MTB”. Zaczynamy od wysokiego C, zatem musimy być na to przygotowani – łydki powinny posiadać przynajmniej kilkuletnie cechy gatunkowe świadczące o kolarskiej pasji objawiające się znaczną „bułą” pod kolanem, poza tym przydałaby się odpowiednia redukcja masy ciała oraz respiracja na poziomie kolibra. Wówczas – pomimo niezbyt korzystnej aparycji na podjazdach (głównie wyraz twarzy) – zawsze będziemy odczuwali wielką satysfakcję i przyjemność – ta druga będzie wiecznie podawana w wątpliwość przez osoby stroniące od pedałowania.

Świętym Graalem tego rejonu jest Tremalzo. Najlepiej zacząć od Vesio przez dolinę Valle San Michele. Nagrodą będzie epicki zjazd szutrówką z przełęczy Passo Nota sześcioma wykutymi w skale tunelami.

Poza tym czekają na nas takie smakołyki jak Monte Baldo, Via del Ponale czy Dosso dei Roveri. Każdy dzień nad Gardą warto zakończyć kąpielą w jeziorze, która przywróci lekkość naszym steranym nogom i pozwoli bezboleśnie (no, prawie) oddać się rozkoszom kulinarnym włoskiej kuchni. Lago di Garda oferuje nam również inne atrakcje niezwiązane z kolarstwem. To mekka windsurfingu i kitesurfingu, więc wszyscy wieloboiści sportowi nie powinni zapomnieć zabrać ze sobą żagli i latawców. Ave Garda!

Tyrolskie wyzwanie

Rowery górskie – najlepsze destynacje

Zdjęcie: shutterstock

Kolarzy spragnionych wysokich wyzwań, którym Galia Przedalpejska jawi się jako nazbyt chaotyczna, krzykliwa i gorąca, z zamiłowaniem do twardo brzmiących rzeczowników typu „ordnung” zapraszam w Tyrol. Do pokonania klasyczne szlaki MTB, szlaki enduro oraz tzw. Big Mountain. Wszystko zależy od naszych warunków fizycznych, preferencji i posiadanego sprzętu. W wielu miejscach leniuszki, zwani też „bedgajs”, mogą skorzystać z wyciągów, rezygnując tym samym z przyspieszonego bicia serca, jakiego dostarczają piękne miss Stromizny zdobiące alpejskie szczyty. Tyrol ma bardzo rozwiniętą sieć wypożyczalni rowerów górskich oraz usług przewodnickich, czyli wszystko możemy mieć podane na talerzu – idealne rozwiązanie dla osób ograniczonych czasem i możliwością wcześniejszego przygotowania topograficznego.

W tym regionie Alp jest tak wiele tras i ich kombinacji, że nie musimy obawiać się o nasze plany na przyszłość i możemy spędzi

tutaj spokojnie czas aż do emerytury. Ale zawsze, kiedy jest nadmiar, nie wiadomo, co wybrać za pierwszym razem. Niezdecydowanym polecam przejechanie fragmentu lub całości tzw. Tirol Mountain Bike Safari – otwartej w tym roku trasy rowerowej podzielonej na 15 etapów o łącznej długości wynoszącej 660 km i 25 000 m przewyższenia. Pierwszy etap zaczyna się w Nauders, a ostatni kończy w Walchsee nad jeziorem. Każdy z odcinków jest bardzo przemyślany: od klasycznych wspinaczek MTB po cudowne singletracki i karkołomne zjazdy w rytm pieśni: „kiedy Goci pedałują, to kamienie podskakują”. Nic, tylko napierać!

Amerykański odlot

Pielgrzymom szukającym pokuty w odległych wędrówkach światełko w tunelu może przynieść stan Utah w USA. Muezin offroadu nawołuje wszystkich zakręconych do miasta Moab. Jeżeli nie załapaliście się na misję na Marsa, to rejon Moab jest jego namiastką. Głębokie kaniony i czerwone skały piaskowca wraz z pustynią zawładną waszym sercem i rozumem, doprowadzając was na skraj szaleństwa. Totalnego! Żeby odjechać (dosłownie i mentalnie), najlepiej zadomowić się w schronisku Lazy Lizard znajdującym się na obrzeżach Moab, przyciągającym równie pokrętne dusze co nasza. Spotkacie tam wariatów z całego świata, których religią są rowery MTB i kajaki. Inne tematy nie będą poruszane, piękny świat bez politycznej nowomowy. Do Moab przyjeżdża się przede wszystkim na Slickrock Trail. Kto nie wie, o czym mowa, musi nadrobić zaległości na poziomie podstawówki i obejrzeć Kranked lub Down. Slickrock Trail to legenda, jedno z najlepszych miejsc na świecie, to Tora MTB, której zwoje liczą sobie niecałe 20 km i wymagają od nas doskonałego przygotowania i przede wszystkim psychy. Na trasie czekają nas 50-stopniowe zjazdy na skraju przepaści, podczas których nie ma miejsca na błędy. Takie ekstremy umożliwia nam przyczepność lokalnego piaskowca, dzięki czemu możemy sobie pozwolić na dużo więcej, niż podpowiada nam głowa.

Rozumowi już na początku trasy radzę zakneblować usta, a jego gderliwą żonkę Strachini lekceważyć przez cały dzień. Takie panują tu zasady. Cała trasa oznaczona jest w amerykańskim stylu – podnoszącym ciśnienie krwi u Europejczyków, bardzo wrażliwych, gdy ktoś w niezamierzony sposób, a z dobroci serca, robi z nich idiotów – białą, przerywaną linią, która wyznacza nam linię przejazdu i wskazuje, którędy mamy jechać. Na szczęście można odstąpić od jedynej słusznej drogi i wybrać indywidualne warianty. Po drodze wyznaczono punkty widokowe niezdrowe dla naszej dolnej szczęki, której ciągły opad mocno nadwyręża mięśnie policzkowe. Pedałując niespiesznie i delektując się własnym strachem oraz widokami, powinniśmy mieć przy sobie zapas wody na cztery godziny (wytrawnym ścigantom wystarczy półtorej godziny). Po tak intensywnym dniu czekają na nas nie mniej „gorące” rejony Bartlett Wash, Gemini Bridges, Moab Rim z Ukrytą Doliną czy Canyonlands Overlook – ale to są już historie, które musicie napisać sami. Bo, że Janerką zakończę, „rower to jest świat!”.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Speedriding – śmigaj jak James Bond!

Speedriding – śmigaj jak James Bond!

Łyżwy – zimowy trening na każdą pogodę

Łyżwy – zimowy trening na każdą pogodę

Rakiety śnieżne - traperska tradycja

Rakiety śnieżne – traperska tradycja

Zimą biegamy, ale na nartach!

Zimą biegamy, ale na nartach!

Snowboard – szus na jednej desce

Snowboard – szus na jednej desce

Czas na narty!

Czas na narty!

Nurkowanie - najlepsze destynacje

Nurkowanie – najlepsze destynacje

Kanioning – najlepsze destynacje

Kanioning – najlepsze destynacje

Surfing – najlepsze destynacje

Surfing – najlepsze destynacje

Wspinaczka – najlepsze destynacje

Wspinaczka – najlepsze destynacje

Kajakowy reset

Kajakowy reset

Street Workout - powrót na trzepak

Street Workout – powrót na trzepak