Przejdź do treści

Stres w pracy – szefowie mają lepiej!

Stres w pracy – szefowie mają lepiej!
Stres zżera szeregowców. Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Michał Lipa o dodatkowych kilogramach w ciąży. Ile może przytyć ciężarna?
Fryzjerka znalazła dziwną plamkę na jej głowie. Okazało się, że po 13 latach ma nawrót raka
szczepionka
Grypa – dlaczego się szczepimy?
Marihuana leczy raka. Mit czy prawda?
Mama i stetoskop
Mama i stetoskop: Nie wierzcie we wszystko co znajdziecie w internecie. Jeśli jest coś, co was nurtuje, to pytajcie lekarzy

Im wyższe stanowisko, tym większy stres? Wielu z nas w to wierzy, ale… to nieprawda. Wyższe stanowisko to więcej zadań, wyższa wypłata, większe poczucie sprawstwa i większa satysfakcja. A wszystko to akurat poziom szkodliwego kortyzolu obniża, a nie podnosi.

Jeśli chodzi o stres, to zdecydowanie gorzej jest: – kiedy zadań mamy zbyt dużo i są one w naszej ocenie bez znaczenia; – o tym, co robimy, decydują inni; – wypłata nie starcza do pierwszego i zwolnić się nie da; – a szef zamiast pochwalić, tylko wytyka błędy. Dlatego na przykład zawał bardziej niż dyrektorom zagraża szeregowym pracownikom. I nie tylko zawał, bo podobnie jest z cukrzycą, wylewami, a nawet… otyłością. Czyli ze wszystkimi chorobami cywilizacyjnymi, które wiążą się ze stresem i z kortyzolem. A z tym ostatnim jest tak, że nawet nawet u szympansów – mierzył to neurobiolog Robert Sapolsky ze Stanford University – jego poziom zależy od pozycji w stadzie. Im wyższa, tym jest go mniej. Można oczywiście pomyśleć, że szympans alfa ma mniej obowiązków niż człowiek alfa i u nas na pewno jest inaczej, ale wcale nie jest.

Stres zżera szeregowców

W ramach projektu badawczego Whitehall II, który od kilkudziesięciu lat prowadzą Brytyjczycy, mierzono poziom kortyzolu we krwi szefów i szeregowych pracowników. Zaraz po pobudce u jednych i u drugich był on taki sam. I w dni wolne pozostawał mniej więcej taki sam, ale gdy trzeba było iść do pracy, to u „szeregowców” już pół godziny później zaczynał się podnosić. Ponoć – tak to tłumaczono – organizm przygotowywał się na kłopoty, których nie można wcześniej przewidzieć, bo zależą od… szefa.

Okazało się też, że im niższe stanowisko tym – poważnie! – wyższe ciśnienie krwi. Jednak, znów, tylko w pracy, bo kiedy mierzono je w domu, to różnic już w zasadzie nie było. Jest to jeden z efektów kortyzolu, ale nie jedyny. Przewlekła ekspozycja na jego podniesiony poziom to także większe ryzyko otyłości (przede wszystkim brzusznej) oraz insulinoodporności. Ale też wspomnianej już „choroby dyrektorów” – zawału.

Ryzyko jego wystąpienia było trzy razy większe u szeregowego portiera lub gońca niż u kierownika. Trzy razy! I nie dało się nawet obronić argumentu, że winny jest styl życia. Ten miał wpływ, i to duży, bo portier lub goniec przeciętnie więcej od swojego szefa pił i palił (kortyzol to znany zapalnik sięgania po używki), i na dokładkę jeszcze mniej odpoczywał. To jednak tłumaczyło tylko część tej przepaści, bo nawet gdy wzięto je pod uwagę, to ryzyko zawału i tak było dwukrotnie wyższe u zwykłych pracowników niż u ich przełożonych.

Karoshi, czyli zabójczy stres

Stres w pracy – szefowie mają lepiej!

Ilustracja: shutterstock

Dlaczego tak się dzieje? Chodzi o poczucie sprawstwa i kontroli nad otoczeniem. Im niżej jesteśmy w służbowej hierarchii, tym większe ryzyko, że zostaniemy zaskoczeni czymś, na co nie będziemy mogli zareagować. Jeżeli to się powtarza, organizm uczy się reagować i już na zapas wytwarza kortyzol, którego rolą jest wywołanie reakcji „walcz lub uciekaj”. Jeżeli do tego dochodzi jeszcze frustracja i poczucie niespełnienia, to jesteśmy ugotowani.

Wtedy hormon stresu szaleje w naszym organizmie i powoduje, że… łatwiej się stresujemy. Nowe nerwy to jeszcze więcej kortyzolu i tak w kółko. Żeby nad tym zapanować, zmieniamy styl życia i – to dobrze znany fakt – częściej sięgamy po używki, co specjalnie zdrowe nie jest. I tak pędzimy w tym kieracie, aż dopadnie nas wieńcówka, cukrzyca, depresja, zawał lub jeszcze coś gorszego, bo od pracy można nawet umrzeć.

Przesadzam? Zapytajcie Japończyków. W tym specyficznym korpoświecie istnieje jednostka chorobowa, która nazywa się karoshi. To śmierć z przepracowania. Jej ofiarą pada tam nawet 30 tys. ludzi rocznie.

Warto pamiętać, że zawodowego stresu nie mierzy się poziomem odpowiedzialności, ale jest on raczej odwrotnie proporcjonalny do wysokości pensji i stanowiska, i trzeba o to zadbać. A jak to zrobić?

Przede wszystkim słuchać siebie i wrzucić na luz, jeżeli organizm mówi – przecież mówi tak tylko czasami – że ma dość. Nie ma takiej pensji, którą warto zamienić na zawał, a dostać zawału za pensję kiepską to już w ogóle nie warto. Jeżeli jednak na luz nie możemy wrzucić, to trzeba popracować nad dystansem i zadbać o styl życia. W końcu im więcej mamy poza pracą, tym zawodowy stres jest mniej dotkliwy. Pomaga też wszystko, co pomaga na nerwy. Według uznania medytacja, melisa, spotkania ze znajomymi, sport, wyjazdy, itd… A o tym na Hello Zdrowie przecież piszemy sporo. Tylko korzystać! I nie umierać za pracę…

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Dlaczego nie czytam regularnie wiadomości?

8 sposobów na obniżenie kortyzolu

Milenialsi nie tak zdrowi jak rodzice

Adaptogeny w obliczu czynników stresogennych

6 skutecznych sposobów na stres

Dlaczego warto iść na masaż?

Dlaczego warto iść na masaż?

Co może boleć ze stresu?

Stres działa jak śmieciowe jedzenie

Chorzy ze stresu

14 skutecznych sposobów na stres

Jak stres wpływa na twoje ciało?

Bakterie jelitowe mieszają w emocjach