Przejdź do treści

Surfing – najlepsze destynacje

Surfing – najlepsze destynacje
Surfing - najlepsze kierunki. Zdjęcie: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Stringi na schodach przed sądem w Cork (Irlandia)
Majtki oznaką protestu. Kobiety w Irlandii oburzone po skandalicznym wyroku
dachy domów z kominami, z których leci dym
Smog. W większości polskich gmin nadal bezkarnie spala się śmieci
Modelki Victoria's Secret
Jan Singer, dyrektor generalna, opuszcza Victoria’s Secret
Cytologia – zwróć uwagę na to, czym masz pobierany materiał
płaczące dziecko
Zimne powietrze na obrzęk krtani. 31-letnia matka uratowała swoje dziecko za pomocą zamrażarki

Nasze współrzędne geograficzne wymuszają na nas dosyć ograne formy spędzania wolnego czasu: rowery, kajaki, nurkowanie. Fajnie, ale może by tak dla odmiany dziarsko przywdziać szorty w kwiaty, chwycić deskę pod pachę i ruszyć nad ocean? To będą wakacje na fali!

Zostajemy surferami, bo czemu by nie? Brzmi to odrobinę prowokująco i mało wiarygodnie, ale jak najbardziej jest możliwe. Człowieki (widzieliście chyba „Madagaskar”?) lubią łączyć się w tematyczne grupy wyznaniowe, stąd i ziomy surfujące pod biało-czerwoną banderą w 2005 roku powołały do życia Polskie Stowarzyszenie Surfingu, co bezdyskusyjnie uwiarygadnia ten tekst i czyni go zgodnym z literą obowiązującego prawa (informacja dla niedowiarków). Możemy zatem spokojnie zacząć przygodę naszego życia, bez obaw, że zostaniemy posądzeni o koloryzowanie rodzimej rzeczywistości i szerzenie ciemnoty.

Surfing zawdzięczamy prawdopodobnie Polinezyjczykom, którzy jako pierwsi ludzie ujeżdżali fale. Zapiski jednego z oficerów trzeciej ekspedycji Jamesa Cooka po Pacyfiku z 1778 roku przedstawiają lokalnych surferów, z którymi wyprawa zetknęła się w zatoce Kealakekua. Jako sport surfing narodził się dopiero na początku XX wieku, popularyzowany m.in. przez Jacka Londona.

Kalifornia i jej wybrzeże jako pierwsze przygarnęły wyznawców nowej mody, a dopiero w latach 60. XX w. surfing zawitał do Europy i na stałe osiedlił się w Biarritz. Od tego momentu to francuskie miasteczko na długie lata stało się stolicą europejskiego surfingu. Do Polski dotarł po upadku bloku wschodniego, niechętnie jednak przyjęty przez konserwatywny w poglądach Bałtyk, który sporadycznie oferuje odpowiednie warunki miłośnikom deski. Stąd polscy surferzy dołączyli do nomadycznej grupy poszukującej odpowiedniego miejsca, które jawi się ludom tej części Europy gdzieś hen za horyzontem.

Najszybciej do Portugalii

Najbliższy „hen”, który w lecie umożliwi nam pierwsze kroki na fali, znajduje się w Portugalii. Całe wybrzeże od Algarve, aż po północną granicę z Hiszpanią usiane jest surfowymi spotami. Polskie szkółki organizują tam wakacyjne surf campy, na które warto się wybrać. Surfing wbrew pozorom jest sportem, który wymaga od nas siły i wytrzymałości – chodzi przede wszystkim o przepływanie na desce przez przybój, dlatego jeszcze w domu powinniśmy solidnie się do tego przygotować, aby już na wodzie „buły” nie odmówiły nam posłuszeństwa i nasze ujeżdżanie fal nie skończyło się po 10 minutach ciężką zadyszką i zakwaszeniem mięśni.

W sierpniu warto odwiedzić rejon Porto i plażę Praia de Matosinhos – bardzo dobre miejsce dla początkujących oraz już zaawansowanych surferów. To oczywiście propozycja dla osób, które nawet na wakacjach nie mogą rozstać się z miastem. Miastomaniacy po całodziennych zapasach z falami będą mieli możliwość nadrobienia wypłukanych kalorii w knajpkach jednego z najpiękniejszych miast w Europie.

Warto jednak chociaż na dwa tygodnie porzucić swoje miejskie nawyki i poczuć styl życia, jaki powstał wokół tego sportu. Najlepiej byłoby zamieszkać przez ten okres w starym „ogórku” (model Volkswagena) lub innym leciwym busiku ewidentnie wypinającym swój tylny zderzak na szpan nowoczesnego świata. Tak wyposażeni możemy skierować swój wakacyjny domek w okolice miasta Viana do Castelo i zamieszkać np. na plaży w wiosce Afife. Viana stanie się naszym centrum handlowym, w którym możemy uzupełnić braki sprzętowe – polecam lokalnych producentów desek ‒ natomiast w Afife znajdziemy przyjazny surferom spot, w którym każdy znajdzie falę dla siebie. Piaszczyste wybrzeże w tym miejscu nie poobija zbytnio naszego ciała, gdy spóźnimy się ze wstaniem na desce i łamiąca się fala wciągnie nas pod siebie, depcząc nami po dnie, jakbyśmy się do niej przykleili. To spostrzeżenie przyda się początkującym surferom, dla których przebywanie w pralce stanie się chlebem powszednim…

Egzotycznie w Maroku

Surfing – najlepsze destynacje

Zdjęcie: shutterstock

Jeżeli surfowanie weszło nam w krew, to warto ruszyć za morze i zapuścić żurawia na ocean. Maroko czeka. Przygodę warto zacząć w Marrakeszu w rytm słynnej piosenki tria Crosby, Stills & Nash. By wypełnić odpowiednio schemat pierwszego przyjazdu w tę część Afryki, należy obowiązkowo odwiedzić targ, stać się „majfrendem”, zahipnotyzować kobrę i po zrobieniu sobie płatnej słitfoci, już obcykani w lokalnych klimatach udać się do Taghazout. „Tego” miejsca, o którym dowiedzieliśmy się z podsłuchanych przekazów ustnych od surferów wyższego rzędu. Czeka nas około 280 km, które warto przebyć lokalnym autobusem. Kiedy już dotrzemy na miejsce, będziemy innymi ludźmi. W wakacje to spot, który wybacza błędy młodości, a przychodzące fale są w okresie niemowlęcym, dlatego łatwiej poddadzą się naszej woli, zwłaszcza jeżeli dopiero zaczynamy spoufalać się z oceanem. Na te dorosłe musimy poczekać do zimy, ale wówczas pierwsze kroki powinniśmy mieć już za sobą. Jeśli jesteśmy leniuszkami, możemy wynająć sobie wielbłąda z woźnicą (dokładniej prowadzącym nas i wielbłąda jak po sznurku, za sznurek) i codziennie wkraczać na plażę z wielką pompą, siedząc pompatycznie pomiędzy garbami. Nie należy drażnić zwierzęcia, a targować trzeba się z umiarem, w przeciwnym razie narażeni jesteśmy na oplucie (przez wielbłąda). Jeżeli nie chcemy wiązać się z jednym miejscem, to warto wynająć samochód i odwiedzić Banana Point, La Source, Anka Point czy Killers Point. Wieczorem odpłyniemy ponownie, relaksując się na wygodnych pufach miejscowych barów, przy odgłosach zasypiającego oceanu oraz bulgoczących szisz.

Kultowo w Kalifornii

Nadszedł czas powrotu do korzeni. Wracamy w miejsce, w którym wszystko zaczęło się na dużą skalę – do kultowej Kalifornii. To właśnie tam przybył w 1907 roku niejaki George Freeth, jeden z prekursorów sportu, i spowodował, że Kalifornia i jej mieszkańcy dosłownie zwariowali na punkcie surfingu. Do tej pory jest to jedno z najlepszych miejsc do surfowania na świecie. Lecimy do L.A. i odwiedzamy plażę Huntington Beach – stolicę surfingu Zachodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych. To idealne miejsce na sierpień. Pomimo dużych fal można tam rozpocząć naukę surfowania. Poza tym to miejsce dla wodzirejów i wszystkich pragnących bycia w centrum uwagi. Okoliczne mola są doskonałą trybuną dla widzów oglądających nasze zmagania z morskim żywiołem. Miłośnikom likieru kokosowego polecam odwiedzenie plaż Malibu, dobre fale znajdziemy tutaj przez cały rok. Amerykański magazyn „Surfertoday” wybrał Malibu do rankingu spotów, które każdy szanujący się surfer powinien odwiedzić. Poza tym będziemy mieli możliwość spotkania celebrytów z okładek największych lifestyle’owych magazynów – i zgaszenia ich szpanu własną muskulaturą i piękną sylwetką wyrzeźbioną przez niejedną falę. Zawsze możemy spróbować podrywu na deskę – lub miejsce pochodzenia. W końcu surfer z Polski w Kalifornii jest raczej rarytasem.

Rajsko na Bali

I na koniec coś dla wrześniowych rajderów, dla których poszukiwanie odpowiednich fal wiąże się nierozłącznie z egzotycznymi podróżami. Aloha Indonezja! A dokładniej udajemy się na wyspę Bali. Tym razem kołysać nas będzie Ocean Indyjski. Warto zabrać ze sobą swoją drugą połówkę, by przez cały okres pobytu odgrywać Adama i Ewę. Słowo pisane w folderach biur podróży zapewnia nas o raju na ziemi. Ponieważ to słowo było pierwsze, zatem nie powinniśmy podawać w wątpliwość wiarygodności folderów. Nas, surferów, nie rozczarują takie plaże jak słynna Uluwatu, której fale generują odpowiednią ilość watów umożliwiających jazdę nie z tej ziemi. Jest tam odrobinę tłoczno, ale nasze rodzime tradycje lidlowskich promocji wyrobiły w nas odpowiedni nawyk szybkich startów wspomaganych odpowiednią pracą łokci, zatem nie powinniśmy mieć problemów ze znalezieniem fali wyłącznie dla siebie. Kupujących w Biedronce i pozbawionych regularnych treningów gibkości, sprytu i siły zapraszam w bardziej ustronne miejsca o równie interesujących nazwach: Berawa, Padang Galak czy Srilanka. Dłuższy pobyt na wyspie możemy poświęcić również biernemu spędzaniu czasu. To doskonałe miejsce dla zwolenników tej formy chillowania. Nieodzownym atrybutem bierności powinien być domek z bali, wychodzący prosto z lazurowego morza, otoczony nieśmiałą plażą, subtelnie odgrodzoną parawanem palmowego lasu. Wówczas nasza bierność nie będzie narażona na wścibskość świata zewnętrznego i dowolnie będziemy mogli oddawać się „nicnierobieniu”. W końcu natura lubi równowagę i by wyrównać rachunki po bardzo aktywnym sezonie surferskim, musimy przeciwstawić się sobie odrobiną lenistwa.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Speedriding – śmigaj jak James Bond!

Speedriding – śmigaj jak James Bond!

Łyżwy – zimowy trening na każdą pogodę

Łyżwy – zimowy trening na każdą pogodę

Rakiety śnieżne - traperska tradycja

Rakiety śnieżne – traperska tradycja

Zimą biegamy, ale na nartach!

Zimą biegamy, ale na nartach!

Snowboard – szus na jednej desce

Snowboard – szus na jednej desce

Czas na narty!

Czas na narty!

Nurkowanie - najlepsze destynacje

Nurkowanie – najlepsze destynacje

Kanioning – najlepsze destynacje

Kanioning – najlepsze destynacje

Rowery górskie – najlepsze destynacje

Rowery górskie – najlepsze destynacje

Wspinaczka – najlepsze destynacje

Wspinaczka – najlepsze destynacje

Kajakowy reset

Kajakowy reset

Street Workout - powrót na trzepak

Street Workout – powrót na trzepak