Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Tech-food – technologia wkracza do kuchni

Jedzenie rzadko kojarzy nam się z innowacją. Najświeższe inspiracje, jakie czerpiemy ze świata, najczęściej dotyczą produktów znanych od stuleci w jakimś zakątku świata, które teraz implementuje się w innym, lub technik dotąd zarezerwowanych dla kuchni etnicznych. Ale jedzenie też podlega transformacjom z udziałem najnowszych technologii i nauki!

Dziś trudno nam sobie wyobrazić, że problemy, nad którymi głowy łamią sobie na całym globie najtężsi naukowcy – jak wyhodować mięso w laboratorium, jak uczynić hodowlę bardziej zrównoważoną, albo czym żywić rasę ludzką, gdy zniknie większość znanych nam gatunków – mogą dotyczyć nas albo w najlepszym razie naszych dzieci. Czy jednak kilka lat temu myśleliśmy, że telefony komórkowe faktycznie zrosną się z naszymi dłońmi, systemy lokalizacji google'a oddadzą de facto transport taksówkarski w ręce prywatnych kierowców, a w sklepach internetowych obsługiwać nas będą boty? No właśnie. Dlatego ciekawość technologicznego świata, który może zrewolucjonizować także to, jak jemy, jest jak najbardziej na miejscu. Przyglądamy się technologiom wymyślonym specjalnie dla branży spożywczej, jak i tym, które znajdują nieoczekiwane zastosowanie w świecie kabaczka i żółtego sera.

Burger przyszłości

Od dłuższego już czasu głowimy się, jak przekonać ludzi do jedzenia mniejszych ilości mięsa bez uszczerbku dla ich przyzwyczajeń smakowych. Hodowla zwierząt na masową skalę jest bowiem bardzo kosztowna ekologicznie i ekonomicznie pod kątem wykorzystania ziemskich zasobów. Nic dziwnego, że mięso próbuje się wytwarzać w laboratorium lub też w roli dostarczycieli białka zamiast dużych i relatywnie długowiecznych ssaków czy ptaków obsadzać namnażające się z prędkością światła insekty. Zanim jednak uda się umasowić technologię hodowli tkanek w laboratorium lub przekonać wszystkich do batoników ze świerszczy, ciekawym wyjściem wydaje się dostępna już na rynku alternatywa warzywna – Impossible Foods. Ten nieco „oszukańczy” produkt to burger, który smakuje jak mięso, choć pochodzenie ma w całości roślinne. Ekipa, która go stworzyła, spędziła pięć lat, analizując wszystkie aspekty burgera idealnego – jego smak, zapach, teksturę, właściwości w trakcie gotowania, a nawet dźwięki, jakie wydaje na patelni. Rozkładając te elementy na czynniki pierwsze, doszła do wniosku, że aromat smażonego mięsa na poziomie molekularnym nie bierze się z jednej charakterystycznej cząsteczki gwarantującej smak mięsa, lecz z kombinacji kilkunastu różnych wrażeń. Następnie zespół rozpoczął misję odtwarzania tych cech z użyciem wyłącznie roślinnych składników – ziemniaków, pszenicy, oleju kokosowego – i magicznego dodatku, który przesądza o mięsnym smaku: hemu. To substancja, która w naszym ciele odpowiada między innymi za transport tlenu z krwi do komórek, nadając białku i krwi czerwony kolor. Jej dodatek sprawia, że całkowicie roślinny Niemożliwy Burger pachnie jak mięso, skwierczy tak samo na patelni i cieszy wrażeniem soczystości. A przy tym nie zawiera w sobie ani grama odzwierzęcych substancji czy śladów antybiotyków, którymi nafaszerowalibyśmy prewencyjnie hodowlane krowy, nie przyczynia się w takim stopniu jak hodowla zwierząt do zużycia wody i emisji CO2, a uprawa roślin pod jego produkcję zajmuje znacząco mniej terenu niż pastwisko dla bydła. Co najlepsze, jedzenie wymyślone przez Impossible Foods jest już dostępne komercyjnie. Roślinnego burgera zjemy póki co w kilku miejscach w Nowym Jorku, Kalifornii (ze szczególnym uwzględnieniem San Francisco), a nawet w Oakland i Las Vegas.

Wirtualna cukinia

Ciekawego przykładu użycia technologii wymyślonej z zupełnie innym zastosowaniem dostarcza projekt, o którym podczas berlińskiej konferencji technologicznej Re:publica w ubiegłym roku wspomniała Daniela Marzavan – badaczka pracująca metodą design thinking i wykładająca ją na Uniwersytecie Bauhaus w Weimarze. W ciekawej prezentacji opowiedziała o tym, jak stosując tę metodę w pracy z grupą rolników, hakerów, farmerów i działaczy ekologicznych w Kolumbii doszli do tego, jak ożywić lokalne targowiska w różnych miejscach tego rozwijającego się kraju, co zostało przez ową grupę zdiagnozowane jako potencjalny zaczyn społecznej zmiany. Pomocą w tym niełatwym zadaniu okazała się... cukinia opowiadająca historie, gdy nakierujemy na dane stoisko na targu swój telefon z włączoną aplikacją do rozszerzonej rzeczywistości. Warzywo powstało bowiem przy jej pomocy – AR (Augmented Reality) znamy chociażby z osławionej gry Pokémon Go. Używana w lotnictwie czy medycynie technologia – tu zaimplementowana do zaciekawienia odbiorców i przywrócenia podupadającemu miejscu właściwej mu roli – powoli się upowszechnia, chociaż na pewno nie wszyscy użytkownicy smartfonów są już w jej posiadaniu. Ciekawych dokładnego przebiegu tego „eksperymentu” odsyłamy tutaj.

Sous-vide dla bezdomnych

Najbardziej niesamowitym pomysłem jest jednak ten stojący za wynalazkiem firmy projektanckiej Gray Design nazwanym „Sous la Vie”. Jest to bowiem niezwykle innowacyjne połączenie istniejących technologii w celu zgoła nienaukowym: uzyskania bardziej smakowitego i odżywczego jedzenia. Student Szkoły Sztuk Pięknych i Rzemiosł Artystycznych Besaleel w Jerozolimie wpadł na pomysł, by połączyć pranie z gotowaniem. Jego projekt to swoiste „sous-vide dla ubogich”, czyli bardzo popularna dziś w restauracyjnych kuchniach metoda gotowania próżniowego wprowadzona pod strzechy. W gastronomii wygląda to tak, że zapakowany w pakowarce próżniowej woreczek, np. z rybą lub kawałkiem mięsa, umieszcza się w urządzeniu z wodą i w kontrolowanej temperaturze poddaje długiemu i powolnemu gotowaniu. Wynalazek Grey Design zaś opiera się na stworzeniu torebek z Tyveku, które pozwalają wykorzystać energię już konsumowaną na pranie ubrań do podobnego gotowania jedzenia w dłuższym czasie w niskich temperaturach, właściwych dla naszych pralek. Jedzeniu, jak wiemy, taka obróbka cieplna bardzo sprzyja, pozwalając zachować więcej smaku, zaś próżniowe opakowanie zatrzymuje wszystkie wartości odżywcze wewnątrz produktu. Pomysł na ten projekt wziął się ponoć z obserwacji stylu życia bezdomnych, którzy szczególnie upodobali sobie amerykańskie pralnie automatyczne, bo za niewielką opłatą można się tam oprać i obmyć, a także podładować sprzęty elektroniczne i odpocząć w cieple. Czemu nie miałoby się tam jeszcze pogotować?

Torebki Sous la Vie opatrzone są instrukcją, która informuje, jak długo i w jakim programie powinniśmy „prać”, żeby uzyskać pożądany efekt – np. chrupkie warzywa lub ugotowaną w punkt, subtelnie rozdzielającą się na płatki rybę. Sama torebka nie gwarantuje jeszcze próżni – do niej wkładamy próżniowo zapakowany wsad spożywczy – stanowi jednak dodatkową ochronę przed przedostaniem się soków z jedzenia do ubrań i mydlin do naszego obiadu. Pytania pozostają w tej sytuacji dwa: kto i kiedy upowszechni pakowarki próżniowe do taniego domowego użytku (pierwsze tego typu urządzenia są już dostępne w portfolio dużych firm AGD, np. Miele, ale nie są wciąż jeszcze produktem pierwszej potrzeby) oraz kiedy Gray Design wprowadzi swoje torebki na rynek. Chętnie bym poeksperymentowała!  

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Powiązane artykuły

Micha zdrowia

Połyskujące różem pestki granatu, tłuściutkie plastry dojrzałego awokado, chrupkie paski makaronu z cukinii....
Połyskujące różem pestki granatu, tłuściutkie plastry dojrzałego awokado, chrupkie paski makaronu z cukinii. Takie dodatki, spiętrzone w apetyczny stosik, coraz częściej zerkają zachęcająco ze zdjęć na Instagramie, coraz chętniej goszczą w kartach polskich restauracji i bistr. Zapanowała michomania. Skąd ta obsesja zdrowego hedonizmu?

Digital detoks

Digital detoks, czyli wyobraźcie sobie dzień bez telefonu, dostępu do internetu i Facebooka.? A trzy...
Digital detoks, czyli wyobraźcie sobie dzień bez telefonu, dostępu do internetu i Facebooka.? A trzy dni? Trudne, o ile w ogóle możliwe. A jednak coraz częściej rzucamy sobie takie wyzwania. Pora na odpoczynek od technologii według recepty Natalii Hatalskiej.

Street food vs. fit & slow food

Miejskie jedzenie ma być szybkie i sycące, ale wcale nie musi być koszmarem dietetyka. Zdrową alternatywą...
Miejskie jedzenie ma być szybkie i sycące, ale wcale nie musi być koszmarem dietetyka. Zdrową alternatywą dla hot doga ze stacji benzynowej będzie np. tacka sushi czy wegetariański burger. Ale jeszcze lepiej postawić na fit & slow street food!

Żywność funkcjonalna ‒ co to takiego?

Szukasz diety, która poprawi odporność, obniży cholesterol lub wzmocni mięśnie? Żywność funkcjonalna...
Szukasz diety, która poprawi odporność, obniży cholesterol lub wzmocni mięśnie? Żywność funkcjonalna powinna cię zainteresować. To produkty dedykowane konkretnym problemom, które nie tylko żywią, lecz także przy okazji leczą.