Przejdź do treści

Zabójcze terapie

Zabójcze terapie
Obraz: H.Bosch "Leczenie głupoty"
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Główny Inspektor Sanitarny: teorie przeciwników szczepień to szarlataneria
Anja Rubik przekazuje 1000 książek „#SEXEDPL” do polskich szkół
Ewa Chodakowska
Ewa Chodakowska zachęca do badań piersi
Lizi Jackson-Barrett
Łysa Lizi Jackson-Barrett: Rok temu płakałam. Teraz czuję się świetnie
Masaż blizn. Mama Kosmetolog pokazuje jak go wykonywać prawidłowo

Praktyki medyczne, których skutkiem – zamiast ustąpienia dolegliwości – było pogorszenie się stanu zdrowia lub nawet zgon pacjenta, były jeszcze nie tak dawno zupełnie powszechne. A medycyna i zabobon stanowiły nierozłączny duet.

Na ból głowy? Trepanacja

Trepanacja, rozpowszechniona w Europie przez słynnego greckiego lekarza Galena, była zalecana w wypadku krwiaków związanych w urazami „wojennymi” – tu faktycznie mogła pomóc. Gorzej że uparcie stosowano ją przy migrenach, epilepsji i problemach psychicznych, w leczeniu których była nie tylko nieskuteczna, ale też śmiertelnie niebezpieczna.

Przeprowadzano ją z pomocą specjalnego urządzenia, które nazywało się trepan i z wyglądu przypominało duży korkociąg. Z tą jednak różnicą, że zamiast szpikulcem był on zakończony otwornicą z ząbkami. Z jej pomocą robiono otwór w czaszce, przez który miał uchodzić nadmiar chorobotwórczych „humorów” znajdujących się w organizmie lub „złe duchy”, gdy chodziło o związane z opętaniem choroby psychiczne.

Lekarze chętnie wykonywali trepanacje, ponieważ honoraria były spore, a ryzyko zgonu stosunkowo niewielkie. Jeżeli zabieg przeprowadzono poprawnie, istniało jedynie zagrożenie wdania się zakażenia. Dlatego umierało „zaledwie” 10 do 20 procent pacjentów. Pozostali zaliczali się do szczęściarzy, którym terapia nie zaszkodziła. Choć, oczywiście, także nie pomogła.

Pijawka wyciąga „humory”

Zabójcze terapie

Zdjęcie: Musem of Health Care

Sprawką Galena była także powszechność innej metody, którą stosowano przez ostatnie dwa tysiąclecia, chociaż zamiast leczyć – skutecznie przyspieszała zgon chorego. 

Chodzi o upuszczanie krwi, którego popularność była związana z wiarą w chorobotwórczą moc nierównowagi „humorów” w ludzkim ciele. Obowiązującą teorią medyczną było bowiem przekonanie, że organizm człowieka działa za sprawą krwi, flegmy oraz dwóch rodzajów żółci. Zaburzenia w ich ilości miały wywoływać gorączkę, epilepsję i ból głowy. Upuszczenie najważniejszego „humoru”, a więc krwi – miało przywrócić równowagę oraz zdrowie.

Galen dokładnie opisał, które żyły nacinać w przypadku określonych schorzeń. Zupełnie „inną” krew upuszczano w przypadku dolegliwości wątroby, jeszcze „inną” w przypadku chorób płuc. Nie były to małe ilości. Kilkutygodniowa terapia oznaczała zwykle utratę kilku litrów tego „humoru”. W przypadku poważnych schorzeń lub słabych organizmów równało się to z pewną śmiercią. Mimo to leczenie stosowano jeszcze przez niemal cały XIX wiek, a zdarzało się, że lekarze stosowali tę praktykę nawet na początku XX wieku. Z tą jednak różnicą, że później rzadziej nacinano żyły, a częściej stosowano… pijawki. 

Lobotomia i radioaktywne kąpiele

Zabójcze terapie

Zdjęcie: kadr z filmu Lot nad kukułczym gniazdem

Leczenie migreny z pomocą trepanu lub zapalenia płuc brzytwą może dziś nieco dziwić. Jednak jeżeli porówna się prostą i stosunkowo mało ryzykowną procedurę trepanacji z niektórymi pomysłami lekarzy XX-wiecznych, to trzeba uznać, że wcześniejsi pacjenci mogli mówić o szczęściu. A pomysłów medykom nie brakowało.

Gdy Maria Skłodowska-Curie odkryła rad i polon, zaczęto zalecać radioaktywne kąpiele domowe. Z pomocą radioterapii chciano zresztą wtedy leczyć wszystko – od podagry po gruźlicę. Z kolei neurologiczne skutki syfilisu zwalczano zarażając pacjentów malarią, co zresztą działało na tyle dobrze, że wynalazca metody otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny. Ten sam człowiek wymyślił także, by nadmierną masturbację „leczyć” z pomocą sterylizacji.

Wyjątkowo interesujący był też pomysł lobotomii, która polega na rozcięciu połączeń nerwowych pomiędzy korą przedczołową, odpowiedzialną za pamięć roboczą i odnajdywanie się w sytuacji, a resztą mózgu. W pierwszej połowie XX wieku lekarze zalecali taki zabieg jako standardową terapię w wypadku schizofrenii i różnorodnych psychoz. Poddano jej dziesiątki tysięcy pacjentów, którzy na ogół wychodzili z zabiegu żywi, ale bardziej chorzy niż przed nim. Poza chorobą psychiczną cierpieli z powodu zaburzeń empatii i pamięci oraz zmian osobowości. Efekty uboczne towarzyszące lobotomii mogą sobie zresztą bez trudu wyobrazić wszyscy, którzy znają Lot nad kukułczym gniazdem.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Zainteresują cię również:

Angelina Jolie najpierw szokowała, teraz ratuje życie

Strach przed bólem gorszy niż ból

Strach przed bólem gorszy niż ból

6 badań, dzięki którym diagnozujemy nowotwory

Nie odkrywaj swojej pasji – stwórz ją

Zdenerwowany? Zjedz coś

Fitness na zdrowe jelita

Owoce i warzywa bez przemycania

Owoce i warzywa bez przemycania

Pies kontra upał. Jak pomóc zwierzakowi?

10 ekokosmetyków idealnych na lato

10 rzeczy, które czyścisz źle, za rzadko lub wcale

Mamo, mam coś w oku!

Tarta z pomidorami, ricottą i parmezanem