Przejdź do treści

Zapomnijcie o prezentach

Zapomnijcie o prezentach
Zdjęcie: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Polskie nastolatki uważają się za grube. Badania pokazują co innego
Ginekolog Michał Lipa o tym, jak i kiedy można ocenić długość i wagę dziecka
Chemioterapia: kobiety silniej odczuwają skutki niż mężczyźni
Mama Ginekolog: nie sprawdzajcie w ulotkach, czy dany lek można stosować w trakcie karmienia piersią
michał domaszewski
Dr Michał Domaszewski: nie bójmy się odpoczywać, kiedy chorujemy

Święta od zawsze kojarzą mi się z zapachem kawy, pomarańczy i gorzkiej czekolady. Z dużym stołem w domu moich dziadków, cholernie niewygodną kanapą, na której nigdy nie chciałam siadać, i z pamiętającymi głęboki PRL regałami, w których niezmiennie w tych samych miejscach stały srebrna taca, kryształy i porcelanowe figurki z Cepelii…

Co roku w Wigilię babcia stawiała przede mną zupę grzybową, a ja co roku odpowiadałam, że nie, dziękuję, bo nienawidzę grzybów. Co roku dziadek, łamiąc się opłatkiem, życzył mi „sukcesów oraz powodzenia” i poklepywał mnie przy tym delikatnie po plecach. Dziś dziadków już nie ma, rodzina rozpierzchła się po świecie, a duży stół poszedł na opał.

Kiedy więc czytam w „Polityce”, że w tym roku Polacy wydadzą na święta, a zwłaszcza na prezenty, najwięcej ze wszystkich mieszkańców Europy, mam ochotę opowiedzieć im o tej grzybowej, o kanapie i o dziadku, który już nigdy nie pogłaszcze po głowie. Mam ochotę zatrzymać czas, włączyć śnieg, wyłączyć wyścig po karpia/choinkę/flaszkę dla teścia i zapytać: „Dokąd Wy, drodzy Bracia i Siostry, za przeproszeniem, zap… biegniecie?”.

Wyścig

Od kilku lat mniej więcej tydzień przed świętami obserwuję to samo – kompletne oderwanie mózgów od rzeczywistości. W tescach, realach i innych biedronkach wózki napakowane do granic możliwości i pęd między regałami pełnymi produktów. Zupełnie tak, jakby radzieckie czołgi miały za chwilę wjechać na teren hipermarketu, pozostawiając po sobie jedynie kurz, gruz i ocet.

Dokładnie to samo dzieje się w rozświetlonych niczym pewna część psiego ciała, wypełnionych choinkami, bałwanami i wypchanymi reniferami galeriach handlowych, gdzie blady lud pracujący, z obłąkanym wzrokiem i szalikami rozchełstanymi pod szyją, poluje na kolejne okazje, wydaje kolejne pieniądze i po raz kolejny wścieka się, bo nie wie, co, do ciężkiej, kupić nieczytającemu książek, niesłuchającemu muzyki i nienoszącemu krawatów, uzależnionemu od żołądkowej gorzkiej i hazardu 75-letniemu wujkowi Stefanowi.

Tak więc biegamy, dźwigamy, stoimy w korkach, gotujemy, pucujemy i wściekamy się przy tym niemiłosiernie, bo przecież święta za pasem, a tu jeszcze framugi trza wyszorować, bigosu nagotować, choinkę kupić i do całej rodziny z życzeniami zadzwonić. Nawet człowiek nie ma kiedy usiąść na tyłku i odpocząć po całym roku. A jak już usiądzie, no to zjeść musi, bo tradycja, bo 12 potraw, bo przecież babci się nie odmawia, a i z wujkiem wypadałoby kieliszek wypić. Jedna rodzina, druga rodzina, trzy godziny w samochodzie, „Kevin sam w domu”, no i jaki spacer? Gdzie ja, panie, jeszcze siłę na spacer mam mieć po takim maratonie?

Tym sposobem wieczorem 26 grudnia mamy świąt tak serdecznie dość, że zaczynamy z utęsknieniem myśleć o powrocie do pracy. Obiecujemy sobie, że za rok będzie inaczej: nie wydamy chorej sumy pieniędzy, nie nagotujemy całej masy żarcia i w końcu odbędziemy szczerą rozmowę z ojcem, który od 25 lat kupuje nam pod choinkę skarpety.

Tymczasem za rok…

Jedyne takie święta

Zachłysnęliśmy się kapitalizmem, a jako społeczeństwo na dorobku cały czas leczymy kompleksy, które zostały nam w spadku po komunie. Wielu z nas, zamiast zapytać samych siebie: „Jak chciałbym się czuć w te święta?”, pyta: „Co ludzie powiedzą?”. Zamiast: „Co tak naprawdę jest w tym okresie ważne?”, zastanawiamy się, co, gdzie i za ile kupić.

A przecież stół jest nie po to, by nie móc od niego wstać, ale by zgromadzić wokół ważnych dla nas ludzi, z którymi tego wieczoru dzielić będziemy swoje smutki i radości. Pod choinką nie musisz kłaść absolutnie nic, jeśli własnymi rękami ubrałeś ją ze swoimi bliskimi. I co z tego, że postawisz najlepszą whiskey i najlepszego karpia ever, jeśli nie znajdzie się ani jeden człowiek, który twój trud doceni, który przytuli, pocałuje i powie: „Jesteś najlepsza”?

Abstrahując już nawet od kwestii duchowych, święta Bożego Narodzenia jako jedyne w naszej kulturze są celebrowane na tak ogromną skalę. To z definicji – nawet w świadomości korposzczurów – czas poświęcany dla rodziny i najbliższych. Czemu więc, zamiast wykorzystać te kilka dni dla ludzi, których kochamy, my skupiamy się na wszystkim innym, tylko nie na tym, by być TU i TERAZ?

Zapomnijcie o prezentach

Rok temu trzy dni przed świętami zmarł mój dziadek. W Wigilię trafiłam do szpitala z ostrym zapaleniem nerki. Jak myślicie, co było wtedy ważne? Hiperczyste mieszkanie, niezjedzony śledź i nierozpakowane prezenty?

Życzę Wam zdrowych, rodzinnych i radosnych świąt. Dosłownie.

Pozdrawiam
Malvina Pająk

 

Nazywam się Malvina Pająk, jestem humanistką. Blogerką, dziennikarką, crossfiterką, melomanką, hedonistką i ponoć psychologiem. Inspirują mnie ludzie, emocje, wydobywanie szarości z tego, co próbujemy zdefiniować jako czarne lub białe. Bywam miła.

 

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Zainteresują cię również:

Kubek kawy

Kawa a jakość plemników. Okazuje się, że jest zależność!

Angelina Jolie najpierw szokowała, teraz ratuje życie

Męski „PMS”, czyli Syndrom Poirytowanego Samca

Męski „PMS”, czyli Syndrom Poirytowanego Samca

Strach przed bólem gorszy niż ból

Strach przed bólem gorszy niż ból

6 badań, dzięki którym diagnozujemy nowotwory

10 produktów łagodzących objawy menopauzy

Nie odkrywaj swojej pasji – stwórz ją

Zdenerwowany? Zjedz coś

Fitness na zdrowe jelita

Owoce i warzywa bez przemycania

Owoce i warzywa bez przemycania

Pies kontra upał. Jak pomóc zwierzakowi?

10 ekokosmetyków idealnych na lato