Przejdź do treści

Żyj jak rolnik!

Źródło: materiały prasowe
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
tabletki na dłoni
Pigułka na samotność wkrótce w aptekach?
Polskie nastolatki uważają się za grube. Badania pokazują co innego
Ginekolog Michał Lipa o tym, jak i kiedy można ocenić długość i wagę dziecka
Chemioterapia: kobiety silniej odczuwają skutki niż mężczyźni
Mama Ginekolog: nie sprawdzajcie w ulotkach, czy dany lek można stosować w trakcie karmienia piersią

Po co człowiekowi ziemia? Czy na balkonie albo na klombie pod domem można hodować pomidory? Dlaczego uprawianie własnych warzyw jest takie ważne? Z Niklasem Kampargardem, autorem książki „Żyj jak rolnik”, rozmawia Anna Rączkowska.

Kim jesteś ‒ podróżnikiem czy rolnikiem? Bo to się chyba wyklucza…

Wychowywałem się na farmie, mój tata jest rolnikiem, ale kiedy wchodziłem w dorosłość, to słowo nie brzmiało dumnie. Pochodziłem ze wsi, nie było się czym chwalić. Dlatego nie chciałem zostać rolnikiem, chociaż nawet poszedłem do stosownej szkoły. Rzuciłem ją po kilku miesiącach, bo zrozumiałem, że to nie dla mnie. Ostatecznie skończyłem szkołę pielęgniarską, przepracowałem jako pielęgniarz kilka lat. Zawsze dużo podróżowałem, kochałem to. Zacząłem więc o tym pisać, zresztą robię to do dziś. Po kilku latach zaczęło mi jednak brakować ziemi między palcami. Zająłem się więc ogrodem. Dzisiaj staram się łączyć obydwie moje pasje.

Mieszkasz na wsi?

Całe życie mieszkałem w małym miasteczku albo na jego przedmieściach. Moi rodzice tak samo. Mam dom z ogrodem i tam, w małej skali, wykorzystuję całą swoją wiedzę, jaką mam o hodowli roślin. Interesuje mnie produkcja własnej żywności.

I nie jesteś już pielęgniarzem?

Nie, utrzymuję się z pisania i robienia zdjęć. Nie jest łatwo, ale ciągle się udaje, chociaż nikt już nie płaci za teksty tyle co 20 lat temu. Piszę głównie o ogrodnictwie, o rolnikach, którzy prowadzą organiczne uprawy, produkują żywność na małą skalę, sami robią kiełbasy, sery, piwo.

Dlaczego napisałeś książkę „Żyj jak rolnik”?

Czułem, że wiedza, którą mam na temat hodowli roślin i uprawy ziemi, ginie. 50 lat temu większość ludzi wychowywała się na wsi, a nawet jeśli mieszkali w miastach, wiedzieli, jak się zajmować ogrodem, warzywami. Dzisiaj ta wiedza zanika. Ludzie mieszkają w blokach, cały dzień spędzają w klimatyzowanych biurach przed komputerem, nie wiedzą, jak się sadzi i uprawia rośliny, żeby zaowocowały. Pomyślałem, że przyszedł czas, żeby się tą moją wiedzą podzielić. Kiedy przedstawiłem swój pomysł na książkę kilku wydawcom, okazało się, że chcą ją opublikować.

W Polsce ogrodnictwo zaczyna być popularne i modne. Ludzie w miastach zakładają warzywniki na balkonach, rabatkach miejskich, kupują lub wynajmują działki. W Szwecji też. Rośnie świadomość ludzi na temat jedzenia i coraz więcej jest tych, którzy nie chcą już kupować go w supermarketach. Nikomu już chyba nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo takie jedzenie różni się od tego uprawianego w sposób organiczny. Chodzi o smak, jakość, ilość użytych w hodowli antybiotyków czy pestycydów. Masowa hodowla zwierząt doprowadziła do absurdów ‒ hodujemy świnie, ale wysyłamy je daleko za granicę, żeby zostały zabite i poćwiartowane, bo tak jest taniej. Kupujemy kurczaki w Tajlandii, bo tak jest taniej, łowimy norweskie ryby, ale wysyłamy je do Chin, żeby zostały wyfiletowane, a potem do Polski, żeby zostały zapakowane, bo tak jest taniej. To szaleństwo!

To jedzenie nigdy nie jest świeże…

Nigdy. Niedawno czytałem o duńskiej firmie hodującej trzodę chlewną, która kupiła wielką farmę w Polsce i tam hoduje „duńskie świnki”. Bo tak taniej.

Masz zwierzęta?

W tej chwili nie. Hodowlę zwierząt trudno pogodzić z podróżowaniem. Uprawę roślin ‒ już tak.

Co masz w swoim ogrodzie?

Rozmaite rzeczy: pomidory, ogórki, cukinię, kapustę, sałatę, marchewkę, buraki, rzodkiewki, paprykę, kalarepkę… Z roku na rok jest tego coraz więcej.

To, co uprawiasz w ogrodzie, wystarcza dla twojej rodziny?

Tak. Między kwietniem a październikiem właściwie nie kupujemy warzyw. Żeby być samowystarczalnym, na czteroosobową rodzinę wystarczy ogród wielkości 400 metrów kwadratowych. Naprawdę nie potrzeba dużo miejsca, żeby żyć z tego, co się wyhoduje. Problemem jest, jak to wszystko przerobić lub przechować, bo na ogół wszystko zaczyna owocować w jednej chwili. Dlatego trzeba sadzić rośliny w odpowiednich odstępach czasu.

Co masz na myśli?

Siejesz rządek sałaty, dwa tygodnie później siejesz kolejny, dwa tygodnie później ‒ kolejny. I w ten sposób zawsze masz świeżą sałatę. A jak już zerwiesz trzeci rządek, znowu możesz siać na pierwszym. Warto się nauczyć sadzić rośliny w cyklach, żeby przez cały sezon móc jeść to, co urośnie. Dlatego właśnie podoba mi się takie małe, ogrodowe rolnictwo ‒ sadzi się rozmaite owoce i warzywa, które potem zjada się przez cały sezon. A zwykły rolnik zazwyczaj hoduje jeden rodzaj roślin na wielu hektarach.

Dlaczego wolisz sam hodować, niż kupować?

Lubię wyjść do ogrodu, zerwać, co mi się podoba, i zjeść dwie minuty później. Lubię wiedzieć, co jem. Jeśli kupujesz jedzenie w sklepie, nie masz pojęcia, skąd pochodzi, jakie środki chemiczne i pestycydy zostały użyte do tego, żeby ta roślina urosła. Poza tym kiedy człowiek uprawia warzywa, patrzy, jak rosną, to bardzo dobrze na niego wpływa.

Ale to chyba nie jest takie proste? Moi rodzice mieli działkę, na której hodowali warzywa, pamiętam, ile to wszystko wymagało pracy.

To prawda, hodowla roślin nie jest taka prosta. Nie jest tak, że posiejesz i samo rośnie. Nasionko potrzebuje wody, ciepła, słońca, gleby, jednym słowem energii do tego, aby urosnąć.

Nawozu?

Ja np. używam ściętej trawy jako okrycia dla roślin. Wysypuję ją na grządki wokół sadzonek. Dzięki tej trawie rozmnażają się tam robaki, te robaki produkują odchody, które użyźniają glebę. Naturalny nawóz! 

Źródło: materiały prasowe

A co z rozmaitymi szkodnikami, insektami? Nie używasz w swoim ogrodzie środków chemicznych?

Bycie rolnikiem to nieustanna walka. Ciągle o coś albo z czymś walczysz. Ze złą pogodą ‒ za dużo deszczu, za mało, za sucho, za duży wiatr. Ze szkodnikami. To naprawdę trudna praca, jeśli nie chce się używać pestycydów i nawozów sztucznych. Ale nie niemożliwa. Ze szkodnikami w naturalny sposób można walczyć na wiele sposobów. Można spryskiwać rośliny zwykłym mydłem z wodą, są już dostępne środki biologiczne składające się z bakterii, które niszczą szkodniki na pewnym etapie rozwoju. Jeśli w naszym ogrodzie jest dużo rozmaitych roślin, insektom trudniej się zadomowić. One najbardziej lubią wielkie, jednouprawowe pola, wtedy mają mnóstwo jedzenia i mogą się wspaniale rozmnażać. Małe poletka z różnymi roślinami nie są dla nich korzystne.

Jakie jedzenie potrafisz przygotować sam?

Kiedy kupię mleko od zaprzyjaźnionych hodowców, potrafię sam zrobić ser halloumi, feta, lody, kwaśne mleko, jogurt. Czasem robię sam salami. Sami pieczemy chleb, z dodatkiem rozmaitych warzyw ‒ z cukinią, marchwią, z dynią. O przetworach nie wspominam, bo to chyba jasne?

Plony ze swojego ogrodu też sprzedajesz czy uprawiasz rośliny tylko dla siebie?

Dla siebie. Sprzedaję wiedzę, prowadzę wykłady, opowiadam o tym, jak prowadzić ogród. Piszę książki. Myślę o warsztatach, bo widzę, że jest duże zainteresowanie. Uwielbiam dzielić się swoją wiedzą. W listopadzie na ogół wyjeżdżam jako przewodnik do Afryki na trzy tygodnie, bo wtedy jest na to czas. Jeśli myśli się o własnych sadzonkach w ogrodzie, trzeba zacząć je wysiewać w styczniu-lutym. Ja lubię pozyskiwać nasiona z własnych warzyw, suszyć je, przechowywać do następnego roku. Moje podróże bardzo często łączą się z tym, czym się zajmuję. Jeśli jadę do Tunezji, szukam miejscowych rolników, hodowców, przyglądam się, co i jak uprawiają, w jaki sposób produkują jedzenie. Jak powstaje oliwa, jak marynuje się kapary. Rozmawiam z nimi, uczę się od nich.

Jak duży jest twój ogród?

Działka ma jakieś 800 metrów, ale stoi na niej dom, więc na ogród zostaje pewnie jakieś 300‒400 metrów.

I to wystarcza, żeby wyżywić rodzinę?

Tak. Warto ludziom uzmysłowić, że nawet jeśli mieszkają w bloku, mogą coś uprawiać, np. na balkonie. W Szwecji popularne stają się małe ogródki ‒ grządki uprawiane przez mieszkańców bloków na trawnikach. Według mnie bardzo ważne jest, żeby pokazać dzieciom, skąd się bierze jedzenie.

To prawda, w dzisiejszych zdarza się, że dzieci nie tylko nie wiedzą, skąd się biorą pomidory, ale nawet jak wygląda np. cukinia lub bakłażan. Nie wspominając o tym, skąd się bierze mleko.

Bo nigdy tego nie widziały.

Twoje dzieci lubią prace w ogrodzie? Kiedy byłam dzieckiem, nie znosiłam, kiedy rodzice kazali mi jechać na działkę.

Córka, która ma 9 lat, lubi pomagać, syn, lat 13, nieszczególnie. Ale kiedy wyjeżdżam i poproszę go, żeby podlewał rośliny pod moją nieobecność, nie ma z tym problemu. Widziałem też wielokrotnie, jak pokazywał kolegom i koleżankom ogród i dawał im do spróbowania rozmaite rzeczy „prosto z krzaczka”. Chyba jest z niego trochę dumny, choć nie pracuje w nim jakoś szczególnie dużo. Ja go do tego nie zmuszam.

Ile czasu codziennie potrzebujesz, żeby zająć się ogrodem?

Nie tak dużo. Chyba nawet nie muszę być tam codziennie. W sezonie trzeba podlewać, zbierać plony. Jak już wspomniałem ‒ używam ściętej trawy, żeby przykryć ziemię wokół roślin, to też zapobiega wzrostowi chwastów. Ale myślę, że średnio zajmuje mi to ok. 30 minut dziennie. To chyba niezbyt dużo?

To prawda, niedużo. Zawsze mi się wydawało, że ogród wymaga więcej pracy.

To zależy, jak chcesz, żeby wyglądał. Mój nie jest idealny, ale mi to nie przeszkadza. Kiedyś podchodziłem do niego bardziej ambicjonalnie, dzisiaj wolę napić się w nim kawy, niż wyrywać chwasty.

Twoje dzieci lubią jeść warzywa?

Lubią je jeść na surowo, ale np. nie znoszą gotowanej marchewki czy buraków.

Wielu rodziców się skarży, że ich dzieci nie lubią warzyw.

Wydaje mi się, że jeśli dorośli ich nie jedzą, to dzieci też nie chcą. Dzieci jedzą to co ich rodzice. A jak tata nie lubi warzyw, one też nie będą chciały ich jeść. Dzieciom trzeba dawać rozmaite rzeczy do spróbowania, pokazywać różnorodność. Weźmy takie pomidory – ile jest ich rodzajów? Czarne, żółte, tygrysie, paprykowe, malinowe, koktajlowe… Jeśli chcesz nauczyć czegoś dziecko, musisz mu to pokazać na własnym przykładzie. To działa lepiej niż słowa.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Zainteresują cię również:

Kubek kawy

Kawa a jakość plemników. Okazuje się, że jest zależność!

Angelina Jolie najpierw szokowała, teraz ratuje życie

Męski „PMS”, czyli Syndrom Poirytowanego Samca

Męski „PMS”, czyli Syndrom Poirytowanego Samca

Strach przed bólem gorszy niż ból

Strach przed bólem gorszy niż ból

6 badań, dzięki którym diagnozujemy nowotwory

10 produktów łagodzących objawy menopauzy

Nie odkrywaj swojej pasji – stwórz ją

Zdenerwowany? Zjedz coś

Fitness na zdrowe jelita

Owoce i warzywa bez przemycania

Owoce i warzywa bez przemycania

Pies kontra upał. Jak pomóc zwierzakowi?

10 ekokosmetyków idealnych na lato