Przejdź do treści

Daymak Beast: elektro-bestia

Daymak Beast: elektro-bestia
zdjęcie: www.daymak.com
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Fryzjerka znalazła dziwną plamkę na jej głowie. Okazało się, że po 13 latach ma nawrót raka
szczepionka
Grypa – dlaczego się szczepimy?
Marihuana leczy raka. Mit czy prawda?
Mama i stetoskop
Mama i stetoskop: Nie wierzcie we wszystko co znajdziecie w internecie. Jeśli jest coś, co was nurtuje, to pytajcie lekarzy
Niepożądany odczyn poszczepienny. Jak często występuje?

Wehikuł na głębokie błoto i plażowy piach? Daymak Beast, który jest solidny jak czołg i wygodny na co dzień (napęd elektryczny). I można go naładować bez wtyczki oraz jeździć jak na rowerze…

Beast, czyli bestia. Fajnie się ten pojazd (formalnie e-bike, czyli elektryczny motocykl) nazywa! Oryginalnie „Beast” powstał w Kanadzie w zamyśle, że posłuży w terenie, ale gdyby trzeba to można nim wyruszyć również na miasto. Daymak łączy enduro ze skuterem, bo gdy się skończy piach i błoto, można nim legalnie wyjechać na asfalt lub – dzięki napędowi elektrycznemu – ruszyć choćby do centrum zwykle zamkniętego dla spalinowozów. Grube opony nie boją się kontaktu z krawężnikami, a mocna konstrukcja ramy wydaje się być na lata. Same zalety, ale… No, właśnie. Przecież takich maszyn jest wiele. Co w takim razie odróżnia „Bestię”? Dwie rzeczy. Pierwsza – mniej ważna – to napęd na łańcuch i dwa pedały. Gdy zabraknie prądu w akumulatorze, Daymakiem da się jechać korzystając z siły własnych nóg. Rzecz najważniejsza to czarno-niebieska skrzynka umieszczona pomiędzy przednim zawieszeniem i siodełkiem. Co to jest? Z grubsza przybliżając: baterie słoneczne. Jest ich kilka, więc akumulatory „Beasta” można ładować na każdym postoju, z daleka od gniazdek i źródła prądu z elektrowni. Wystarczy skrzynkę postawić na ławce i dać trochę czasu „luksom” ze Słońca. Proste? I fajne, bo ów panel energetyczny może też służyć do zasilania innych urządzeń wymagających prądu: telefonów, komputera czy aparatu fotograficznego (dwa ekstra gniazda USB).  Ile to kosztuje? Najtańszy model można zamówić za 1300 dolarów, a za model „Beast Ultimate” (topowy) trzeba zapłacić 3,5 tysiąca „zielonych”. Chyba jednak warto, bo taka „bestia” ma aluminiową ramę (cały e-bike waży w związku z tym 55, a nie 75 kg), przejedzie nawet 50 km (najsłabszy model tylko 30 km) i ładuję się go dwie, a nie 6 godzin. Aha, na wyposażeniu jest też gniazdko prądu 110 woltów. W podróż czymś takim można zabrać choćby domową lampkę nocną…

zdjęcie: www.daymak.com

zdjęcie: www.daymak.com

zdjęcie: www.daymak.com

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Zainteresują cię również:

Kubek kawy

Kawa a jakość plemników. Okazuje się, że jest zależność!

Angelina Jolie najpierw szokowała, teraz ratuje życie

Strach przed bólem gorszy niż ból

Strach przed bólem gorszy niż ból

6 badań, dzięki którym diagnozujemy nowotwory

Nie odkrywaj swojej pasji – stwórz ją

Zdenerwowany? Zjedz coś

Fitness na zdrowe jelita

Owoce i warzywa bez przemycania

Owoce i warzywa bez przemycania

Pies kontra upał. Jak pomóc zwierzakowi?

10 ekokosmetyków idealnych na lato

10 rzeczy, które czyścisz źle, za rzadko lub wcale

Mamo, mam coś w oku!