Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z pamiętnika dietetyka

Domowe wojny jedzeniowe

Domowe wojny jedzeniowe
Ilustracja: Julia Szostak
Na początku mojej przygody z dietetyką czułam, że mogę podbić świat. Zaczęłam studia i wierzyłam w to, że od razu będę w stanie zmienić nawyki żywieniowe nocnych podjadaczy, wielbicieli fast foodów i słodyczoholików jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. No, niestety...

Muszę się przyznać, że rzeczywistość okazała się nie tak kolorowa, jak to sobie wyobrażałam. Nie zdawałam sobie sprawy, jak trudnym i wymagającym czasu procesem jest zmiana sposobu odżywiania. Najważniejsze to się nie poddawać. W ramach treningu postanowiłam poeksperymentować na żywym organizmie. Zaczęłam od swojej rodziny. Niestety, niełatwym zadaniem jest wpływanie na wybory jedzeniowe swoich najbliższych, chyba każdy z Was przyzna mi rację. Żebyście zrozumieli, z jakim potworem przyszło mi walczyć, musicie poznać moją ukochaną rodzinkę.

Mój tata pochodzi z Podlasia i to już w dużej mierze determinuje jego preferencje kulinarne. Babka ziemniaczana, kiszka ziemniaczana, kartacze, pierogi, czyli kluchy z ziemniakami i ziemniaki
z kluchami, a wszystko w towarzystwie dużej ilości tłuszczu i mięsa. Oczywiście domowe, wysokiej jakości produkty – dosłownie z domowego ogródka. No, ale czy zdrowe? Niekoniecznie. I ja też tak jadłam. To wszystko naprawdę było pyszne. Jednak gdy zaczęłam bardziej świadomie podchodzić do odżywiania, serce zaczynało szybciej bić na widok tych rarytasów regionalnej kuchni.

U mnie w domu zawsze się gotowało, nie zawsze zdrowo, ale na pewno pysznie i z finezją. Moja mama jest najlepszą kucharką, jaką znam. Tradycyjne potrawy pod jej wpływem zyskują nową jakość. To ona i moje babcie zaszczepiły we mnie chęć do samodzielnego gotowania i eksperymentowania
w kuchni. I chwała im za to! Miałam szczęście, że w domu zawsze było dużo warzyw
i owoców, jednak przyzwyczajenie do pewnych smaków, potraw i technik kulinarnych było tak silne, że zmiana podejścia do tego, co jemy, wydawała mi się z czasem coraz trudniejsza, a nawet niemożliwa.

Jak działam na rzecz zdrowia i uratowania rodziny przed zawałem od tłustego schabowego?

Na początek tłumaczyłam, wygłaszałam monologi, krzyczałam, prosiłam, przytaczałam wyniki amerykańskich badań. Pomogło? Niekoniecznie. Byłam sfrustrowana, rozdrażniona i sama zmęczona moimi przemówieniami. Szkoda nerwów.

Drugi etap – nie gadać!

Kiedy już byłam sama zirytowana moim ciągłym umoralniającym tonem wypowiedzi, stwierdziłam, że muszę zacząć działać. Były momenty, że czułam się jak przestępca. Dlaczego? Jedna z zabawniejszych historii, które pamiętam, to moment, kiedy po cichu zakradałam się w nocy do lodówki i zdejmowałam tłuszcz z rosołu, żeby nikt nie widział śladów zbrodni. Chowałam słodycze w tylko mnie znane miejsca, żeby ktoś przypadkiem w nocy nie sięgnął po czekoladkę czy ciasteczko. Czy to miało sens?

Niekoniecznie, bo jeżeli ktoś nie zmieni swoich przekonań i świadomie nie zacznie wprowadzać zdrowszych nawyków, to takie działanie po prostu nie ma szans na sukces. Nikt nie może zmusić innych osób do zmiany przyzwyczajeń. Zapamiętajcie i nie powtarzajcie moich błędów.

Próba ostatniej szansy

Przemaglowana przez kolejne studia, czyli psychodietetykę, a teraz coaching zdrowia, zrozumiałam jedną bardzo ważną rzecz. Nie zmienisz innych na siłę. Tylko zmieniając siebie i swoje zachowania, możesz wpłynąć na decyzje otaczających cię osób. I tak też zrobiłam.

Mój tata czy mama, którzy przez całe życie jedli w określony sposób, nie będą w stanie nagle ekstremalnie zmienić swoich nawyków żywieniowych, bo ja tak sobie wymyśliłam. Co w takim razie robię teraz?

Przynoszę co jakiś czas do domu książki na temat prawidłowej diety czy zdrowego gotowania. Nawet jeśli z 300 stron książki ktoś zapamięta jeden akapit, to i tak będzie to już duży krok w przód. Od niedawna jestem weganką, a już od dłuższego czasu ograniczałam produkty odzwierzęce w swojej diecie, więc teraz moje wizyty w domu są istną ucztą dla podniebienia. Moja mama szaleje w kuchni, robi takie dania z samych roślin, że nie mogę się nadziwić. Podgląda blogi kulinarne, szukając inspiracji. Dzięki temu cała rodzina na tym zyskuje. Poznają i oswajają nowe smaki, każdy wie, co to tofu, a hummus i awokado to podstawa codziennej diety. Gdy nadchodzą święta, zawsze robię wegańskie pasztety i zdrowsze wersje słodkich wypieków. Nawet mój tata zajada się wtedy czekoladowym tofurnikiem z pełną świadomością, co jest w środku...

No i mam wyjątkowych pomagaczy. Siostry, które moje rady chłoną jak gąbka i wprowadzają je w życie z pełnym zaufaniem i przekonaniem. Wspierają mnie, jak potrafią, w domowych wojnach jedzeniowych. I wiecie co? Teraz widzę efekty! Mama prawie codziennie je siemię lniane, nawet tata łyka dzienną dawkę witaminy D, mleko w lodówce już nie ma 3,2 proc. tłuszczu, tylko 1,5 proc., mięso jest coraz częściej pieczone, a nie smażone, a na stoliku stoją daktyle, owoce i orzechy włoskie zamiast góry lepkich od cukru kupnych ciasteczek.

Wymagało to pracy i cierpliwości, ale mogę powiedzieć, że misja zbawiania rodziny zakończyła się sukcesem.

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij
Pytania zadane przez innych użytkowników
agatuso zapytał(a) 20 kwietnia 2017
Pytanie dotyczy artykułu Domowe wojny jedzeniowe
A dlaczego mleko 1,5% zamiast 3,2%? Nie jem raczej nabiału, ale jak już mi się zdarzy to tylko pełnotłusty.
Bartłomiej Broda odpowiedział(a) 7 maja 2017
Najzdrowsze jest mleko pasteryzowane w niskiej temperaturze i do tego pełno tłuste (kilka miesięcy temu był na tej stronie o tym artykuł). Pełnotłuste dlatego, iż jest najbardziej zbliżone do mleka prosto od krowy, ja osobiście kupuje "piątnickie"
agatuso odpowiedział(a) 18 maja 2017
Nie ma dowodów na to, że tłuszcze nasycone są dla nas złe http://www.womenshealth.pl/odzywianie/Tluszcze-nasycone-dobre-czy-zle,8683,1
Health&Beauty odpowiedział(a) 21 kwietnia 2017
http://hb-dieta.pl/porady-dietetyczne/mleko-0-tluszczu-warto/ Mleko półtłuste pozwala nam na wchłonięcie ważnych dla naszego organizmu witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, dlatego nie ma potrzeby spożywania mleka pełnotłustego, które oprócz zdrowych, potrzebnych nam witamin i minerałów dostarczy również większej ilości cholesterolu i nasyconych kwasów tłuszczowych.

Najpopularniejsze na blogu

Zaplanuj swój lunch!

Natalia Puciłowska

Powiązane artykuły

Śniadanie, które szkodzi

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia – tę formułkę zna już większość rodziców. I stara się do niej...
Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia – tę formułkę zna już większość rodziców. I stara się do niej stosować. Nie wypuszczamy dzieci z domu z pustym brzuchem, ale… nie każde śniadanie najmłodszym służy.

Dietetyczka kontra rodzina na zakupach

To będzie początek historii o tym, jak dzielna dietetyczka chce uchronić świat przed atakującym ludzkość...
To będzie początek historii o tym, jak dzielna dietetyczka chce uchronić świat przed atakującym ludzkość we wszystkich sklepach śmieciowym jedzeniem... Musicie bowiem wiedzieć, że stojąc w kolejce do kasy i zerkając w koszyki kolejkowiczów, przeżywa ona chwile grozy. Opowiem wam o tym, a na pierwszy ogień pójdą zakupy dla rodziny.

Dlaczego tak bardzo lubimy mięso?

Mięso - najbardziej emocjonujący kulinarny temat świata. Dyskusje na jego temat nie ustają - jakie jeść,...
Mięso - najbardziej emocjonujący kulinarny temat świata. Dyskusje na jego temat nie ustają - jakie jeść, jak je jeść, kiedy i czy w ogóle. O mięso ludzie potrafią się nawet pobić i nie mam tu na myśli kolejek z lat 80. Co takiego jest w mięsie, że ludzie nie potrafią się od niego uwolnić? O tym z Martą Zaraską, autorką książki „Mięsoholicy”,...

Dietetyczne mity – cz. 1

W świadomości wielu z nas pełno jest dietetycznych mitów. W sieci możemy się spotkać z wieloma przekonaniami...
W świadomości wielu z nas pełno jest dietetycznych mitów. W sieci możemy się spotkać z wieloma przekonaniami odnośnie zdrowej diety. Które są prawdziwe, a które nie? W co wierzyć? Na pewno nie w poniższe.