Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z czym do dzieci

Na różowo i na niebiesko: skąd to się wzięło?

Na różowo i na niebiesko: skąd to się wzięło?
Żródło: www.jeongmeeyoon.com

Jak odróżnić dziewczynkę od chłopca? Na pierwszy rzut oka, bez wdawania się w szczegóły, zwłaszcza w wieku niemowlęcym, gdy z daleka wyglądają mniej więcej tak samo?

Rynek poradził sobie z tą zagadką znakomicie, wymyślając kod kolorów, a my z większym lub mniejszym entuzjazmem (albo i z kompletną rezygnacją) temu kodowi się podporządkowujemy. Okazuje się jednak, że rozróżnienie: różowy dla dziewczynek, niebieski dla chłopców, jeszcze niedawno nie było takie oczywiste.

O tym, czym otaczają się niemowlaki, decydują rodzice, ale już taki kilkulatek swoje zdanie ma. I co? I nic! Sytuacja się powtarza. U niektórych trzeba otworzyć szafę, u innych wystarczy rzut oka na półki. Gospodarz pokoju jest zbędny i bez niego trafiamy bez pudła: tu mieszka ON. Albo ONA. Doskonale zmanipulowany człowieczek, który dał sobie wmówić, że bycie dziewczynką to życie na różowej chmurce, a o męskości chłopca świadczyć może liczba akcesoriów w różnych odcieniach błękitu. Znacie to?

Siłę różowego marketingu na własnej skórze poznała południowokoreańska fotografka, JeongMee Yoon. Gdy zauważyła, że jej pięcioletnia córka z lubością otacza się rzeczami w landrynkowym kolorze i odmawia zabawy przedmiotami odbiegającymi od pasteloworóżowej palety, fotografka postanowiła zbadać temat dogłębnie. Tak powstał „The Pink and Blue Project”. Artystka fotografuje dzieci w otoczeniu ich ubrań, zabawek i ulubionych akcesoriów. Dziewczynki ociekają różem, chłopcy wybierają wszystkie odcienie niebieskiego – tu stereotypy widać jak na dłoni. Bohaterami zdjęć są kilkulatki amerykańskie i południowokoreańskie, ale pokoje wielu polskich dzieciaków wyglądałyby podobnie. Zęby bolą od samego patrzenia.

Przy okazji projektu JeongMee Yoon pogrzebała trochę w archiwach i odkryła, że to co w kwestii kolorów i płci uznajemy dziś za oczywistość, w żaden sposób nie jest uzasadnione historycznie. Całkiem niedawno, bo kilka pokoleń wstecz, było zupełnie odwrotnie, a spece od reklamy to chłopcom przypisywali kolor różowy, a dziewczynkom błękit. Skąd to się wzięło? Kiedyś dziecko było po prostu dzieckiem. Rodzice ubierali swoich najmłodszych w powłóczyste białe sukienki, nie zaprzątając sobie głowy faktem, że płeć ich pociech jest czymś, co już od noworodka trzeba manifestować. Pastelowe kolory (a pomiędzy nimi i różowy, i niebieski) pojawiły się w dziecięcych garderobach w połowie XIX wieku, ale żadna z barw nie była przypisywana do konkretnej płci. Dopiero w czasie I wojny światowej, dla podbudowania morale, gazetowi spece od ówczesnego „parentingu” zaczęli radzić czytelnikom, aby ubierali męskich potomków na różowo (bo to kolor zdecydowany, mocny i – jako sprana czerwień – symbolizujący siłę), dziewczynkom pozostawiając stonowane i spokojniejsze błękity. Brzmi logicznie. Skąd więc wziął się dzisiejszy kod kolorów? Trochę z politycznej poprawności, trochę z rosnącej siły marketingu. Po II wojnie przychylniej popatrzono na dziewczynki w różowym i rynek skrupulatnie skorzystał z nowych możliwości. Lawina ruszyła. Czy da się ją jeszcze zatrzymać? Bardziej zdeterminowani rodzice z uporem maniaka próbują wyszukiwać rzeczy w neutralnych kolorach (co często graniczy z cudem, bo w przypadku wielu przedmiotów istnieją tylko dwie słuszne opcje kolorystyczne), pojawia się moda na biel i szarości, ale w mainstreamie królują błękit i róż.

Smutne, że do pewnego wieku dzieci nawet nie mają szansy przekonać się, co lubią, bo rynek zadecydował za nie. Pocieszające, że - jak każda moda - i ta przeminie, a z różu i niebieskiego (i z czarnego, i z miłości do żółci, i z fazy na każdy kolejny kolor) się wyrasta. Zacisnąć zęby i przeczekać!


Tagi: dziecko, zabawy

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Najpopularniejsze na blogu

Śniadanie, które szkodzi

Agnieszka Radziszowska

Dziewczynka czy chłopczyk?

Agnieszka Radziszowska

Powiązane artykuły

Tropiciele przyrody

Codzienny spacer to nie tylko miło spędzony czas, ale też inwestycja w zdrowie i odporność na zimowe...
Codzienny spacer to nie tylko miło spędzony czas, ale też inwestycja w zdrowie i odporność na zimowe miesiące. Gdy na zewnątrz coraz chłodniej, a przechadzka z przyjemności przeradza się w nudny obowiązek, uatrakcyjni ją sprytny plan. Plan poszukiwaczy skarbów.

Moja pierwsza roślinka

Za oknem czasem słońce, czasem deszcz, ale w kalendarzu zdecydowanie wiosna. Idealny moment na prace...
Za oknem czasem słońce, czasem deszcz, ale w kalendarzu zdecydowanie wiosna. Idealny moment na prace ogrodnicze. Nie macie ani wprawy, ani kawałka własnej grządki? Nie szkodzi. Mały ogrodnik nie potrzebuje wielkich przestrzeni i obfitych plonów. Ucieszy go pierwsza własna roślinka.

Kredki w dłoń!

Zabawy z kredką zaczynają się wcześnie. Maluchy uwielbiają bazgrać po wszystkim: po ścianach, szafkach,...
Zabawy z kredką zaczynają się wcześnie. Maluchy uwielbiają bazgrać po wszystkim: po ścianach, szafkach, podłogach. By ocalić meble, podsuńcie im jak największe płachty papieru. Niech rysują! Bo naukowcy dowodzą, że rysowanie świetnie rozwija intelekt!

Mały wielki kolekcjoner

Kto zbierał historyjki z gum do żucia? Resoraki? Gumowe figurki? Pasja kolekcjonerska zaczyna się od...
Kto zbierał historyjki z gum do żucia? Resoraki? Gumowe figurki? Pasja kolekcjonerska zaczyna się od małych rzeczy i tylko u najbardziej zdeterminowanych poza nie wykracza. Małych zbieraczy z ich kolekcjami uwiecznił na zdjęciach Gabriele Galimberti.