Przejdź do treści

Poradniki dla rodziców unieszczęśliwiają

Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Amy Schumer w czerwonej sukience pozuje na ściance
Amy Schumer w szpitalu. Aktorka cierpi na ciążowe dolegliwości
kobieta, mężczyzna, czwórka dzieci
„Matczyna emerytura” później niż zakładano
Kobieta w aptece rozmawia z farmaceutą
Szczepienia w aptekach? Co na to krajowy konsultant?
Kobieta trzyma w ręku e-papierosa
E-papierosy mają szkodliwy wpływ na układ oddechowy
Anja Rubik na spotkaniu z mediami
Anja Rubik popiera akcję #ThisIsNotConsent

Człowiek czeka na pierwsze dziecko i nie wie, co robić. Kupuje więc podręcznik obsługi małego boba. Pół biedy, jak kupi jeden. Gorzej, kiedy kupi trzy, bo jak w banku ma, że w każdym będzie co innego, a porady będą sprzeczne. Dlatego, okazuje się, ich czytanie szkodzi.

Autorzy poradników dla młodych rodziców mają łatwy cel: oferują pomoc ludziom, którzy często są zmęczeni, niewyspani i zestresowani, a więc tej pomocy bardzo potrzebują. Mówią im więc, co zrobić, żeby było lepiej i mieć „szczęśliwe dziecko”, „spokojne dziecko”, „śpiące dziecko” etc.

Nie mówią jednak, że na ogół metody, które opisują, wymyślili sami i rzecz nie działa. Albo działa u jakiegoś dziecka, ale każdy mały człowiek jest inny, więc jednego dobrego podejścia po prostu nie ma, bo być nie może. I kiedy ludzie je czytają oraz stosują, stają się sfrustrowani i nieszczęśliwi.

I nie wymyśliłem tego sam. Zbadały to dr Amy Brown z walijskiego Uniwersytetu Swansea oraz jej studentka Victoria Harries, które poprosiły 354 matki dzieci w wieku od 0 do 12 miesięcy o wypełnienie prostej ankiety. W niej pytały o stosunek do poradników dla rodziców oraz częstotliwość korzystania z nich, a także objawy depresji i leków. Okazało się, że im więcej poradników czytają kobiety, tym częściej widać u nich problemy z psychicznym samopoczuciem.

Odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje, można szukać w tym, że spadała u nich jeszcze jedna istotna rzecz: samoocena. Namiętne czytelniczki literatury poradnikowej w większości uznawały ją za nieprzydatną i gorzej oceniały siebie. Co dotyczyło szczególnie tych, które czytały książki zalecające trzymanie się stałego reżimu w opiece nad dzieckiem – karmienia zawsze o tych samych porach, spania o tych samych porach, zachowywania się zawsze tak samo i odpowiedzialnie. A więc stosowania metod właściwszych raczej dla żołnierza, niż dla trzymiesięcznego malucha.

I kiedy metody się nie sprawdzały, panie obwiniały siebie. A poza tym – przekonują publicystki, które wzięły badania na tapetę – poradniki dla rodziców, szczególnie w nadmiarze, niosą ze sobą liczne inne niebezpieczeństwa oraz negatywne skutki. Na przykład spory z innymi rodzicami, bo jeżeli dwoje z nich przeczyta różne podręczniki i potraktuje je na poważnie, to na 100 proc. będzie mieć odmienny pogląd o tym, co i jak powinno się robić. Oraz lęki związane z tym, że dzieciak nie rozwija się według książkowego wzoru, kiedy według niego powinien już gadać, a robi „guu…”.

Mimo że – na to rodzice często uwagi nie zwracają – wzór jest owocem bujnej fantazji autora.

Nie da się jednak z tego wyciągnąć wniosku, że wszystkie poradniki dla rodziców szkodzą, bo tak z całą pewnością nie jest. Raczej nie szkodzą te, które traktują o filozofii zen i ją zalecają.

Zen przy niemowlaku przydaje się bowiem bardzo. Służąc i rodzicom, i niemowlakom.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Aktywność mózgu wzrasta, gdy odpoczywasz

Czego nie jeść, by mieć dobry seks?

Czego nie jeść, by mieć dobry seks?

Depresja facebookowa

Depresja facebookowa

5 powodów, dla których warto być pesymistą

Dlaczego diety nie działają? – 5 psychologicznych powodów

Pięć pytań o sen

Nie da się wygrać z cyklem dobowym nastolatka

2 minuty do szczęścia

Małe księżniczki i mali naukowcy

Wpływ różnicy wieku na związek

Nie rób dziś tego, co możesz zrobić jutro

Czy warto biegać w smogu?

Czy warto biegać w smogu?