Przejdź do treści

Sanie szybkie jak Ferrari

Sanie szybkie jak Ferrari
Zabawne, że te sanie marzeń wymyślono na... Nowej Zelandii. Zdjęcie Snolo Sled.
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Cytologia – zwróć uwagę na to, czym masz pobierany materiał
płaczące dziecko
Zimne powietrze na obrzęk krtani. 31-letnia matka uratowała swoje dziecko za pomocą zamrażarki
Sałatka: sałata, burak, fiołek trójbarwny
Jadalne kwiaty, które mogą być trujące
mężczyzna w koszulce z kieszenią na piersi, w której siedzi dziecko
T-shirt, który ułatwia ojcom zajmowanie się dzieckiem
Uczestniczki kampanii Rimmel #iwillnotbedeleted
Red Lipstick Monster, Rita Ora i Cara Delevingne w światowej kampanii przeciwko hejtowi

Sześć lat. Tyle dokładnie zajęło wdrożenie do produkcji sań, w których – choć to przecież nie miła memu sercu kobieta – po prostu się zakochałem. Ich projektant Sean Boyd długo nie był zadowolony z prototypu. Sanki z jego wizji miały być lekkie, mocne, składane, a nade wszystko bardzo szybkie. -Jestem słabym narciarzem i niezbyt specjalnie panuje nad snowboardem, ale za to kocham prędkość – Boyd napisał do mnie w krótkim liście. -Dlatego moje sanie miały nie tylko świetnie manewrować i rozpędzać się na stoku jak samochód wyścigowy, ale też prowadzić intuicyjnie. Wsiadasz i jedziesz, bo kto przy zdrowych zmysłach spędzi dwa dni na naukę obsługi czegoś tak prostego i banalnego? Fakt, Boyd zadał pytanie retoryczne. Sanki to sanki, a nie superwehikuł do jazdy po śniegu, którego trzeba się uczyć jak nart, prowadzenia samochodu czy nawigowania jachtem. 

To nie jest plecak. W ten sposób, na własnych ramionach, można nosić… sanki. Zdjęcie Snolo Sled.

Stealth-X w całości zostały zbudowane z włókna węglowego, żeby były lekkie i mocne. Składają się z trzech modułów: wygodnie wyprofilowanego siedziska, niby-kierownicy z centralną płozą z miejscem na wygodne oparcie stóp oraz spinającego te dwie części łącznika. Konstrukcja nieco kojarzy się z tzw. nartosankami, którymi szalało się kiedyś po osiedlowych górkach, prawda? Nie wiem czy Sean Boyd widział takie zabawki, ale w czasach mojego dzieciństwa przeciwpancerne sanie „made in ZSRR” (dla tych co młodsi – ZSRR to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich; obecnie na tamten kraj mówimy Rosja) były bardzo popularne. Wprawdzie każdy widział, że są strasznie toporne i ciężkie jak czołg T-34, ale na takim sprzęcie szalało się jak złoto.

Wszystko to takie cienkie i na oko wiotkie, ale włókno węglowe wytrzyma nawet uderzenie siekierą. Zdjęcie Snolo Sled.

Kierownica – dokładnie jak ta w nowoczesnych Stealth-X – gwarantuje zwrotność. A co z prędkością, o której tak marzył mister Sean Boyd? Próby na łagodnym stoku wypadły rewelacyjnie – sanie rozpędziły się do 65 km/h i to podobno nie jest jeszcze ostatnie słowo. Stealth-X równie dobrze hamują. Producent – nowozelandzka (!) firma Snolo Sled – twierdzi, że pod tym względem są porównywalne ze snowboardami. Da się je łatwo składać i nosić jak plecach, co na pewno docenią fanatycy zjazdów z górek off-piste (delikatnie mówiąc znajdujących się z daleka od narciarskich szlaków). Jest tylko jedno i to niemałe „ale” – Stealth-X znajdą się w sprzedaży dopiero w styczniu i będzie je można kupić za 3000 dolarów. Dziesięć tysięcy złotych za sanki? Dużo, ale pomarzyć przecież można…

 

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Zainteresują cię również:

kubek herbaty trzymany w dłoniach

Herbata dobra na choroby serca

8 nawyków, których warto się pozbyć przed trzydziestką

8 sposobów, jak szybko i bez leków ukoić ból głowy

Sposoby na wzdęcia

6 zaskakujących rzeczy powodujących wzdęcia

Kubek kawy

Kawa a jakość plemników. Okazuje się, że jest zależność!

Bruschetta z pieczoną dynią

Bruschetta z pieczoną dynią

Angelina Jolie najpierw szokowała, teraz ratuje życie

11 rzeczy, które niszczą twoje zęby

10 faktów o napięciowym bólu głowy

10 faktów o napięciowym bólu głowy

11 przyczyn bólu głowy

Męski „PMS”, czyli Syndrom Poirytowanego Samca

Męski „PMS”, czyli Syndrom Poirytowanego Samca

Strach przed bólem gorszy niż ból

Strach przed bólem gorszy niż ból