Przejdź do treści

Szczęśliwie na Szczęśliwicach!

Szczęśliwie na Szczęśliwicach!
Zdjęcie: archiwum własne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
kobieta myje twarz
Seks dobry na wszystko, nawet na trądzik? HZ kontra mity #10 Trądzik
Kobieta dekoruje pierniki
8 sposobów na spędzenie świąt bez wyrzutów sumienia
Dobra wiadomość dla chorych na rdzeniowy zanik mięśni – lek na SMA będzie refundowany w Polsce
stół świąteczny
Racjonalne podejście do jedzenia podczas świąt. Dietetyk radzi, jak znaleźć złoty środek
Magiczne portrety chorych dzieci w szpitalach. Zobacz zdjęcia z projektu „Heart Project”

Mój syn w maju skończył 3 lata, jak na razie nie ma rodzeństwa, więc planowanie wspólnych wypadów to bułka z masłem, którą swoją drogą ten młodzieniec uwielbia. Bolesław jest bardzo żywiołowym mężczyzną, więc lubi aktywnie spędzać czas. Jako że mieszkamy na Powiślu, wszystkie okoliczne parki mamy obcykane. Znudziło nam się już trochę karmienie wiewiórek i karpi w pobliskich Łazienkach, no i chcieliśmy spróbować czegoś nowego z założeniem, że mamy ten dzień spędzić aktywnie. Upalny dzień zawiódł nas do Parku Szczęśliwickiego, bo mają tam nowy basen, jest też kolejka grawitacyjna (Alpine Coaster) na Górce Szczęśliwickiej, na której funkcjonuje też całoroczny stok narciarski, no i jest niewątpliwej urody jeziorko – drugi co do wielkości akwen w Warszawie.

Zdjęcie: archiwum własne

Przygotowanie do wyprawy nie zajęło nam dużo czasu. Najpierw zadzwoniliśmy do przystani, żeby zarezerwować kajak na określoną godzinę (w weekendy wypożyczenie kajaka czy canoe bez uprzedniej rezerwacji może okazać się ciężkie). Spakowaliśmy do plecaka krem wodoodporny z filtrem uv50, kąpielówki, ręczniki, kółka, rękawki, rekina, krokodyla, hipopotama, wiaderko, czapki włożyliśmy na głowy, japonki na nogi, do lodówki turystycznej wrzuciliśmy kilka bułek z masłem, parę jajek na twardo, trochę owoców, kilka butelek wody… Ufff. No to w drogę!

Zdjęcie: archiwum własne

Pierwsze kroki skierowaliśmy na basen. 17 złotych za wejście jest tego warte, bo to bez wątpienia najładniejszy odkryty basen w Warszawie, po generalnym remoncie, co widać na pierwszy rzut oka. Czyste, nowe sanitariaty, prysznice, komfortowe przebieralnie. W szafkach możemy zostawić rzeczy, których nie będziemy potrzebować podczas naszego pobytu na basenie, i o które tym samym nie będziemy się martwić podczas radosnych plusków. Wreszcie dajemy nura do krystalicznie czystej wody. Do dyspozycji mamy 2 baseny, ale pluskamy się przeważanie w tym płytszym, ze zjeżdżalnią. Po spędzeniu kilku grubych godzin na basenie, skonsumowaniu jajek na twardo i bułek z masłem udajemy się do przystani. Po założeniu obowiązkowych kamizelek asekuracyjnych ( mają je tu w każdym rozmiarze, również xs) ładujemy się na pokład. Kajak jest nowy, wzbudzający zaufanie i bardzo wygodny. Na wiosłowaniu, obserwacji miejscowych kaczek, ptaków i szuwarów spędzamy równą godzinę.

Zdjęcie: archiwum własne

Kolej na Górkę Szczęśliwicką, gdzie chcieliśmy sprawdzić tutejszy Alpine Coaster. Widząc miny dzieci, które właśnie zjechały na dół, Pan Bolesław też chce wjechać. Nie musi mnie namawiać. Już po chwili wchodzimy do małego dwuosobowego wózka, przypinamy się pasami bezpieczeństwa, dostajemy krótkie przeszkolenie od pana z obsługi i wjeżdżamy na szczyt, z którego rozpościera się piękny widok na całą panoramę Warszawy. Zwalniam hamulec i mkniemy krętym torem (500 m) z zawrotną prędkością (średnia 35 km/h), zapewniając sobie porządną dawkę adrenaliny i emocji. Zgodnie decydujemy się jeszcze na jeden wjazd.

Po takich emocjach musimy coś przekąsić. Decydujemy się na wypad do pobliskiej amerykańskiej knajpki na małe co nieco, mają tu domowe hamburgery, hot dogi, pyszne lemoniady i mały plac zabaw, gdzie testujemy wielką ciężarówkę w oczekiwaniu na posiłek. Okazuje się, że jest tu też przyjęcie dla jakiegoś innego malucha i dzieciaki właśnie rozwalają Piñata, co stanowiło dodatkową nieplanowaną tego dnia atrakcję. Po napełnieniu naszych brzuchów jest już mocno po godzinie 20 (okazuje się, że w parku spędziliśmy jakieś 9 godzin). Lekko zmęczeni, ale w błogich nastrojach pakujemy się do auta i wracamy do domu. To był piękny dzień.

 

Jakub Andrychowicz – z wykształcenia prawnik, na co dzień pracownik służby cywilnej, członek zarządu Fundacji Vlepvnet zajmującej się działaniami artystycznymi w przestrzeni publicznej, prowadzi ze znajomymi niezależny dom kultury i galerię V9 na ulicy Hożej w Warszawie. Mieszka z żoną i synem na Warszawskim Powiślu.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

ojciec całuje niemowlę trzymane na rękach

Późne ojcostwo – czy ma to wpływ na dziecko?

Dziewczynka w różowymswetrze siedzi na podłodze w przedszkolu i bawi się klockami

Smog – oczyszczacze powietrza w poznańskich żłobkach

Dziecko jedzące czekoladę

Jak świadomie zmienić nawyki żywieniowe dziecka? Psycholog wyjaśnia

Dwójka dzieci siedząca na kanapie w kaskach korekcyjnych

Kaski korekcyjne dla dzieci. Pediatra zapewnia o bezpieczeństwie i skuteczności

Dziewczynka bawiąca się zabawkami w pokoju

„Ile kosztuje dziecko w Polsce?” Zaskakujące wyniki

Agnieszka Hyży o macierzyństwie: wszystkie jedziemy na tym samym wózku!

Dlaczego warto zabrać całą rodzinę na rower?

Co nam zostanie z wakacji? Lista dobrych praktyk

Daj dziecku komiks

Przez pianino do… języka

Potówki – problem upalnego lata

5 sposobów, jak chronić skórę podczas upałów