Przejdź do treści

Z dziećmi na ptaki

Z dziećmi na ptaki
Na wyjeździe z tatą przyrodnikiem dzieci obrączkują ptaki, zdjęcie: archiwum własne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Odchudzone wersje świątecznych dań
Chora kobieta stoi z kubkiem w ręku i chusta na głowie i patrzy przez okno
Przełom w leczeniu chorób nowotworowych. „Ostatnia nadzieja dla pacjentów bez nadziei”
Kobieta w ciąży trzyma w ręku zdjęcie z badania USG
Rezygnacja z Banku Tkanek Germinalnych. Czy jest szansa dla kobiet chorych na raka?
kobieta używająca mikroskopu
Leki na cukrzycę i nadciśnienie sposobem na raka?
wegański stek wydrukowany w drukarce 3D
Wegański stek z drukarki 3D

– Tato, a kiedy znów pojedziemy na obrączkowanie ptaków? – marudziły moje dzieci, Ida i Kacper.

Po raz pierwszy na akcję obrączkowania wędrujących ptaków nad polskim morzem, zwaną Akcją Bałtycką [http://akbalt.ug.edu.pl/ab_ab_pl.php], wybraliśmy się wiosną 2009 roku. Prawie tygodniowa wyprawa była bardzo udana i zapadła dzieciom w pamięć. Złożyłem im obietnicę, że pojedziemy po raz kolejny, ale realizacja odwlekała się w nieskończoność. Dzieci regularnie przypominały o danym im słowie. Wiele jednak się zmieniło w naszej rodzinie. Najpierw na rok wyjechaliśmy za granicę. Po powrocie narodził się brat Idy i Kacpra: Jacek. Nie mogliśmy go narażać na trudy terenowej wyprawy, a mama musiała zostać z najmłodszym w Warszawie. Wiosną 2012 roku wybraliśmy się więc na obrączkowanie we trójkę. Ida miała wówczas lat 9, a Kacper 11.

Sprawa wymagała przygotowań, bo w okresie ptasich wędrówek pogoda jest bardzo zmienna. Musieliśmy wziąć ze sobą ubrania na zimno i deszcz oraz ciepło i słońce. Podczas Akcji Bałtyckiej ptaki obrączkuje się w dwóch punktach: Bukowo koło Dąbkowic w województwie zachodniopomorskim oraz Hel (wiosną) lub Mierzeja Wiślana (jesienią) w pomorskim. My wybraliśmy Bukowo. Organizatorzy zapewniają uczestnikom darmowy nocleg w namiotach. Ponieważ jednak bałem się, by dzieci się nie pochorowały, wolałem wynająć pokój w gospodarstwie tuż obok bazy namiotowej. Na akcji zawsze jest kierownik obozu, który ma uprawnienia do obrączkowania. Reszta uczestników, w tym my, pełni funkcję wolontariuszy.

Obok obozu są rozstawione siatki, w które zaplątują się drobne ptaki migrujące (najczęściej rudziki, sikory, drozdy).  Zadaniem uczestników jest obchodzenie siatek co godzinę, wyjmowanie z nich ptaków, wkładanie do bawełnianych woreczków i przynoszenie do obozu.

 

Zdjęcie: archiwum własne

Zdjęcie: archiwum własne

Tam kierownik opisuje schwytane zwierzęta i zakłada im metalowe obrączki, po czym ptaki są wypuszczane na wolność. Praca zaczyna się o szóstej rano i trwa do wieczora. Cały dzień spędza się na wolnym powietrzu, razem gotuje się i je posiłki. Jeśli ptaków jest dużo, wszyscy intensywnie pracują. Jeśli mało, część osób ma wolne, może pojechać na zakupy lub wybrać się nad pustą o tej porze roku plażę, która rozpościera się tuż obok obozu.

Nie planowałem budzić dzieci przed szóstą. Chciałem, by się wysypiały i przychodziły do obozu na śniadanie. Ida i Kacper uparli się jednak, że będą uczestniczyć w porannym obchodzie siatek. Mieli trochę racji, bo o świcie ptaki są najbardziej aktywne i o szóstej łapie się ich  najwięcej. Ku mojemu zdziwieniu przez całe 5 dni trzymały się swego postanowienia. Uwielbiały szukać ptaków w siatkach, pomagać przy wyplątywaniu ich z linek i wypuszczać na wolność po zaobrączkowaniu. Szybko nauczyły się rozpoznawać najczęściej łapane gatunki.

Zdjęcie: archiwum własne

W przerwach między obchodami biegały nad morze lub odrabiały lekcje leżąc na trawie. Frajdą stało się dla nich nawet wspólne gotowanie posiłków w warunkach terenowych. Ida i Kacper, przez mamę uważani za niejadków, na wolnym powietrzu nabrali apetytu. Musieli też wziąć na siebie część obowiązków obozowych, jak przynoszenie wody, zmywanie naczyń, obieranie ziemniaków. Właściwie to, że nie było mamy, która by chętnie je wyręczyła z prac, wyszło i dzieciom i mi na dobre. Razem spędzaliśmy mnóstwo czasu, bawiąc się, ucząc i pomagając. O istnieniu telewizora czy komputera dzieci niemal zapomniały.

I już w drodze powrotnej pytały mnie, kiedy pojedziemy po raz kolejny.

Wojciech Mikołuszko jest dziennikarzem naukowym i przyrodnikiem, autorem dwóch książek dla dzieci „Tato, a dlaczego?” oraz „Tato, a po co?”. W latach 2008-2010 prowadził blog „A dlaczego?”, a na początku 2012 roku uruchomił blog „W przyrodę!”.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Dziewczynka w różowymswetrze siedzi na podłodze w przedszkolu i bawi się klockami

Smog – oczyszczacze powietrza w poznańskich żłobkach

Dziecko jedzące czekoladę

Jak świadomie zmienić nawyki żywieniowe dziecka? Psycholog wyjaśnia

Dwójka dzieci siedząca na kanapie w kaskach korekcyjnych

Kaski korekcyjne dla dzieci. Pediatra zapewnia o bezpieczeństwie i skuteczności

Dziewczynka bawiąca się zabawkami w pokoju

„Ile kosztuje dziecko w Polsce?” Zaskakujące wyniki

Agnieszka Hyży o macierzyństwie: wszystkie jedziemy na tym samym wózku!

Dlaczego warto zabrać całą rodzinę na rower?

Co nam zostanie z wakacji? Lista dobrych praktyk

Daj dziecku komiks

Przez pianino do… języka

Potówki – problem upalnego lata

5 sposobów, jak chronić skórę podczas upałów

Owoce i warzywa bez przemycania

Owoce i warzywa bez przemycania