Przejdź do treści

„Fotografią łatwiej zrobić dziś krzywdę”

Eastreet 4. Lublin, Centrum Spotkania Kultur. Fot.Tomasz Kulbowski
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Kobieta na treningu z hantelkami
Boisz się, że trening siłowy jest niebezpieczny i może spowodować utratę okresu? Co na to specjalista? Hz kontra mity #14 Trening siłowy
Janusz Kozioł nie żyje. Jego głos zna każdy Polak
Wstążka symbolizująca hiv na dłoniach
Oto lista największych zagrożeń dla naszego zdrowia i życia. Myślisz, że ciebie nie dotyczy?
kobieta siedzi w metrze obok siedzenia w kształcie mężczyzny z widocznym penisem
Penis na siedzeniu w wagonie metra. Niech mężczyźni poczują to, czego doświadczają molestowane kobiety
Na pewno znasz jego głos. Lektor Janusz Kozioł potrzebuje pomocy. „Trwa walka o każdy oddech”

Joanna Kinowska – kuratorka wystaw, wykładowca w warszawskiej Akademii Fotografii, kiedyś też sama stała za obiektywem. Zmieniła jednak zdanie i woli pokazywać zdjęcia innych, opowiadać o nich historię. Często przecież niełatwą. „Kiedy widzę zrozumienie w widzach – to jest wspaniałe spełnienie” – mówi z satysfakcją.

Julia Wiśniewska: Od kiedy zajmujesz się fotografią? Kiedyś sama robiłaś zdjęcia, a stały się one twoim zawodem. Jesteś wykładowcą na Akademii Fotografii, niezależną kuratorką wystaw, no i historykiem sztuki.

Joanna Kinowska: Fotografią zajęłam się na studiach. Miałam wtedy plan zostać fotografką. Magisterkę napisałam o polskiej fotografii lat siedemdziesiątych. Ta część historyczna i teoretyczna znacznie bardziej mnie ciekawiła. Potem, już w Zachęcie robiłam spotkania z fotografami, przegląd polskiej fotografii powojennej. To było niesamowite ich poznać, słuchać jak opowiadają o swojej pracy… Gośćmi byli m.in. Jerzy Lewczyński, Józef Robakowski, Georgia Krawiec, Mariusz Hermanowicz. Trzydziestu wielkich twórców. Jeden z pierwszych gości cyklu, Mikołaj Grynberg powiedział mi, bo to właściwie nie było pytanie: „zostaniesz kuratorką mojej wystawy, z projektu, nad którym pracuję”. Odpowiedziałam mu wprost, że nie mam pojęcia o tym, jak zrobić komuś wystawę. Jeden zaś z ostatnich gości tego cyklu, po spotkaniu, pożalił się, że strasznie trudno się wystawy robi. Wtedy chyba nastąpiło upewnienie, że przecież to nie jest trudne. Sama już miałam wystawy tu i zagranicą. Wiesz, ja swoje umiem zrobić, a on, wielki fotograf – nie może. Zaczęłam po prostu pokazywać zdecydowanie lepsze zdjęcia, nie swoje.

Co chcesz pokazać ludziom przez pryzmat wystaw, które organizujesz i przez to, czego uczysz?

Z twojego pytania wyłania się trochę idylliczna wizja, że ja mogę coś mówić przez to, co proponuję. Zrobiłam jakąś setkę wystaw i tak myślę, że może dwie z nich były tak naprawdę tym, co ja chcę mówić. Jestem freelancerką, nie mam własnych ani powierzonych na dłuższy mi czas ścian, więc wszelkie programowe działanie odpada. W większości wypadków moja rola to bycie tłumaczem, katalizatorem, pomostem pomiędzy twórcą a widzem.

 

Najczęściej to ktoś przychodzi do mnie i pokazuje prace, wspólnie myślimy jak to podać widzowi. Podobnie jest z książkami fotograficznymi, kiedy odpowiadam za fotoedycję – za opowieść, narrację, żeby się dobrze „czytała”. Podobnie na warsztatach, uczymy się razem z twórcami jak najlepiej dotrzeć do widza ze swoimi treściami.

To czym twoim zdaniem jest fotografia?

Fotografia jest fantastyczną dziedziną twórczości, w której jest miejsce na każdego. Każdy z nas robi zdjęcia, ogląda je tysiącami codziennie. Mi zależy na myśleniu o nich, o treściach, o tym, żebyśmy się czasem zatrzymali i wejrzeli w te obrazy.

Aparat to moja broń – pisał w swojej pierwszego pamiętnika „A Choice of Weapons” Gordon Parks, słynny amerykański fotoreporter. Zresztą byłaś kuratorką jego wystawy w Zachęcie. Czy fotograf z powołania właśnie tak postrzega swój zawód czy pasję? Chce coś ważnego przekazać?

Parks wielokrotnie powtarzał, że poprzez fotografię – i pokazywanie rzeczy za jej pomocą, walczy z rasizmem. I mówił to raczej o pracy dla magazynu „Life” niż „Vogue”. Misja i powołanie dotyczą przede wszystkim reporterów i dokumentalistów. Wtedy przeważa dążenie do informowania, docierania do prawdy, poznawania świata i ludzi. Rzeczywiście większość artystów i fotoreporterów ma w sobie potrzebę mówienia o czymś ważnym. To zdanie Parksa da się zastosować.

Ale znowu, fotografia to gigantyczna dziedzina i potrzebujemy właśnie powyższych uściśleń. Sama pasja do fotografowania jest ważna. Najczęściej prowadzi nas do zbytniego skupienia nad formą. U Parksa, jak i u fotografów z misją, chodzi o coś więcej. Ciekawość świata, potrzeba mówienia o czymś ważnym.

 

W „ładnych” zdjęciach nie ma oczywiście niczego złego. Tych jest najwięcej. Jako ogół, oczywiście lubimy ładne i łatwe utwory, czy fotograficzne, czy muzyczne. Na szczęście jest pewna grupa ludzi, którzy cenią treść.

Jakie trudne tematy widzisz w fotografii? Dużo jest zdjęć dotykających nas do głębi, nie tylko tych z World Press Photo. Pokazują ból, problem cielesności, walkę z reżimem, czy o prawa człowieka, prawa kobiet.

Znów jesteśmy bardziej w fotografii prasowej. Generalnie w fotografii wszystkie te tematy, o których mówisz były od zarania, mniej lub bardziej widoczne. Ona ma przemożny wpływ na ludzi. Zdjęcia Lewisa W. Hine pracujących dzieci opublikowane w prasie na początku XX w. wpłynęły na zmianę legislacji. Nie dało się tego odzobaczyć – mówiąc dzisiejszym językiem. Takich przykładów, że zdjęcia zmieniały świat, a może bardziej świadomość i światopoglądy widzów – jest mnóstwo. Zdjęcia uchodźców, ludzi w strefach konfliktów, głodujących – nie spowodowały, że te problemy zniknęły. O tym pisał Krzysztof Miller w swojej książce-testamencie „Fotografie, które nie zmieniły świata”. Ale fotografia ciągle oddziałuje potężnie na widzów, pojedynczych czytelników. Zmieniło się miejsce oglądania zdjęć, bo już fotoreportaży nie zobaczysz w gazecie. Trzeba się niestety wysilić, żeby odnaleźć te materiały. Nie chcę jednak znów wejść w rozmowę o upadku prasy. W końcu, żadne radio nie gra „moich” kawałków. Nie kłócę się z tym, znajduję tę muzykę gdzie indziej. Tak samo znakomite i ważne materiały, zaangażowane społecznie i opowiadające o współczesności powstają codziennie, można je oglądać przede wszystkim w Internecie, w książkach fotograficznych, na wystawach.

Widzisz gdzieś tu problem?

Problem, jaki widzę, to tempo, w jakim otrzymujemy obrazy i bezmyślność widzów. Na Facebooku masz przycisk „polub” i „udostępnij”, ale nie masz „sprawdź informację”. Zanim praca fotoreportera trafi do mediów, one już dawno mają obrazy od uczestników wydarzeń. Co chwila się potykamy o fejki, ustawki. Szerujemy zanim pomyślimy. Tu jest problem, i on dotyczy przede wszystkim fotografii. Jak z niej korzystamy dziś. Bardzo łatwo wyrządzić nią wiele krzywdy w dzisiejszych czasach. Łatwiej niż kiedyś, gdy nie była tak dostępna.

Ale fotografia też przełamuje wstyd – często kobiety, którym robi się sesję otwierają się, a widząc siebie na zdjęciach zaczynają siebie doceniać, postrzegać inaczej, lubić siebie,

Ciągle mam w głowie i przed oczami kobiety, które się krygują i mówią, lepiej nie, bo klisza pęknie. Jest to straszne określenie o fotogeniczności. Tu chyba znów kwestia czasu i profesjonalizmu. Jeśli jest czas na spotkanie z fotografem, pobycie, zaufanie – będą lepsze zdjęcia. Zawodowcy wiedzą i widzą, dbają, wiedzą jak to zrobić, żeby nie skrzywdzić. Gorzej może tylko przy fotografiach ślubnych. Ileż to się mówi w środowisku o parach, które najlepiej wiedzą jak wyglądają, jak powinny wyglądać idealnie. Programy graficzne są dostępne jak aparaty cyfrowe, bardzo łatwo jest poprawić swój wizerunek. Już nie tylko pryszcz, który ktoś zapomniał upudrować. Tymczasem, jakiś czas temu, na świecie nieśmiało zaczął się trend nieulepszania, Nie jest to jednak tak popularne.

 

Co do wiary w siebie i doceniania, wiesz, ja to znam głównie z dawnych czasów, z tej drugiej strony, zza obiektywu. Kiedy robiłam ci zdjęcia, to było, o boże, piętnaście lat temu?

Chyba sto (śmiech)!

Ale to była zabawa! Każdej z nas o coś chodziło. W sesji fotograficznej zwykle, po dwóch stronach aparatu są różne ambicje. Potrzeba czasu, żeby były zbieżne, żeby można było zaufać osobie fotografującej. W ostatnich miesiącach stanęłam przed obiektywem dwójki przyjaciół. Jeden to był projekt artystyczny, drugi – moje zdjęcia do dokumentów. Każda z tych sesji była bardzo krótka, bo już to poznanie mieliśmy za sobą. Stając przed obiektywem, byłam zupełnie spokojna, że jestem w dobrych rękach. Nie tylko, że to świetni portreciści, sławni fotografowie, ale miałam pewność, że nie zrobią mi żadnej krzywdy. Co więcej, każdy z nich dodał do tych portretów to, co o mnie wiedział. Mikołaj Grynberg zawinął mnie w płótno – tło fotograficzne, na którym powstały wszystkie jego portrety do serii „Dużo kobiet”. Tak, to ta wystawa, od której się zaczęło moje kuratorowanie, rzeczywiście bardzo osobista sprawa. A to drugie, niby prosta sprawa, bo zdjęcie do dokumentów, zrobił mi Wojtek Grzędziński. Wiedział bardzo dobrze jak się czuję z tym, że muszę zmienić wszystkie dokumenty teraz. Widzę w tym zdjęciu dużo zadowolenia i jakieś nowe otwarcie. To fantastyczne uczucie potem patrzeć na te zdjęcia. Więc tak, finalnie chyba zgodzę się z tobą. Sesja to dobre doświadczenie, jeśli pozwolimy sobie na czas i zdobędziemy się na zaufanie osobie, która robi zdjęcia. Dowiemy się czegoś o sobie.

Joanna Kinowska.
Zdjęcie: Mikołaj Grynberg, z projektu „Portret osobisty vol. 2 Wszyscy Jesteśmy Fotografami”

Ha! No widzisz, czasem mam rację. Czujesz, że to, co wykonujesz zawodowo i też jesteś – powiedzmy to sobie – pasjonatką, jest swojego rodzaju misją?

Uwielbiam oglądać zdjęcia. Żadna ilość mnie nie przeraża: do jednej książki przekopałam się przez setki tysięcy zdjęć (Kancelaria Prezydenta RP), na konkursy fotografii prasowej przychodzi mniej więcej 14-16 tysięcy zdjęć. Teraz pracuję nad wystawą o lądowaniu na księżycu i w archiwum jest lekko licząc 20 tysięcy zdjęć. Fotograf, który podejmuje się ze mną układać zdjęcia czy do wystawy czy książki, musi mi pokazać całe archiwum projektu. Nie tylko po to, żebym znalazła zagubioną perłę, którą już prawie wyrzucał do kosza. Ja to muszę najpierw zrozumieć. Wejść w czyjąś głowę, poznać mechanizmy. Żeby wiedzieć, o co chodziło fotografowi, a co ma dostać z tego widz. Żeby i widz czuł się partnerem w tej rozmowie, żeby się dowiedział, wyrobił swoje zdanie. Żeby popatrzył na dobrą fotografię. Podkreślam to, bo zwykle kuratora ma się za kogoś, kto dopisze kilka mądrych (i zbędnych) słów, w języku niezrozumiałym dla odbiorcy. Widz zawsze zauważy, jeśli fotograf nie był szczery. Rozpozna, że ma przed sobą grubą ściemę. Żadne mądre słowa tego nie odratują. Nie wiem czy mówienie o misji, nie jest zbyt na wyrost. Tym bardziej, że uwielbiam to robić, oglądać i rozumieć, znajdować sensy, dowiadywać się. Zachwycać się obrazami! Jeśli potem mogę dzielić się tymi odnalezionymi obrazami, jeśli mogę stać za fotografem i jego pracą na wystawie czy promocji książki, kiedy widzę zrozumienie w widzach – to jest wspaniałe spełnienie.

To trochę praca u podstaw?

To chyba idealne określenie stanu, w jakim jest coś, co po angielsku brzmi: visual literacy. Oczytanie wizualne. Szczególnie z fotografią jest trudniej. O malarstwie czy jeszcze lepiej – rzeźbie można mówić. O fotografii mówimy do ludzi, którzy jej codziennie używają – albo wykonują. A na pewno posługują się nią codziennie: prasa, Internet. Aż sprawdziłam zawartość lodówki: zdjęcie gruszki na jogurcie, żółtko na opakowaniu jajek. Więc rozumienie obrazu i rozmowa o nim przychodzi już po doświadczeniu, po użyciu. Ta ciągle zmieniająca się dziedzina, z tak wieloma stereotypami (zdjęcie to tysiąc słów, itd.) wymaga ciągłej pracy: i z widzem i z nadawcą. Życzę więcej dobrych zdjęć do oglądania i zatrzymywania się przy nich na dłużej.

 

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Najnowsze w naszym serwisie

Zainteresują cię również:

Ellen Page – jestem tutaj, ponieważ jestem lesbijką

Gdańsk po śmierci Pawła Adamowicza

„Tam jest ogrom cierpienia i duża potrzeba zrozumienia”. Psycholog o rodzinie zabójcy Pawła Adamowicza

Kobieta na treningu z hantelkami

Boisz się, że trening siłowy jest niebezpieczny i może spowodować utratę okresu? Co na to specjalista? Hz kontra mity #14 Trening siłowy

„Nigdy nie usłyszałyśmy dobrego słowa od swoich mężczyzn”

Janusz Kozioł nie żyje. Jego głos zna każdy Polak

Wstążka symbolizująca hiv na dłoniach

Oto lista największych zagrożeń dla naszego zdrowia i życia. Myślisz, że ciebie nie dotyczy?

Kobieta mająca wysportowane ciało

I tak źle, i tak nie dobrze. Dlaczego nawet wysportowanym dziewczynom obrywa się w sieci?

Łukasz Durajski: „Karmienie piersią jest wpisane w naszą naturę. To ogromna przyjemność patrzeć na ten cud”. Zobaczcie przykłady tych cudów

kobieta siedzi w metrze obok siedzenia w kształcie mężczyzny z widocznym penisem

Penis na siedzeniu w wagonie metra. Niech mężczyźni poczują to, czego doświadczają molestowane kobiety

7 nawyków, które odbierają ci energię. Warto się ich pozbyć

Na pewno znasz jego głos. Lektor Janusz Kozioł potrzebuje pomocy. „Trwa walka o każdy oddech”

Znicze w Gdańsku

Oświadczenie Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego po ataku na prezydenta Pawła Adamowicza