Przejdź do treści

„Kobieta, która potrafi mieć własne zdanie, jest dla pewnej grupy mężczyzn przerażająca” mówi Edyta Broda, autorka najlepszego bloga dla nie-rodziców

Edyta Broda bezdzietnik.pl
fot: Luiza Różycka. źródło: bezdzietnik.pl
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Przeciętny Polak zjada ponad 40 kg cukru w ciągu roku. Trzech na pięciu ma nadwagę, a co czwarty jest otyły. Dietetyk: „Dane są alarmujące”
Jak ubierać dziecko, by go nie przegrzewać? Odpowiada pediatra
Zdjęcia, które poruszają – historie, które chwytają za serce. Ogłoszono nominacje do World Press Photo 2019
Kobieta w ciąży
Czy wywoływanie porodu jest bezpieczne dla dziecka? Rozmawiamy z położną
Zamiast drinków z palemką sączysz syrop przeciwgorączkowy? Dowiedz się, dlaczego chorujesz podczas urlopu

„Szczerze o życiu bez dzieci” – tak podsumowuje swojego bloga Edyta Broda. „Bezdzietnik” powstał z myślą o czytelnikach takich, jak ona – bezdzietnych z wyboru. Stał się jednak przestrzenią do dyskusji – czasem zażartej – nad autonomią kobiecego ciała, świadomym rodzicielstwem i tym, dlaczego tak bardzo lubimy wtrącać się w życie innych. Porozmawiałyśmy o zarzutach, jakie najczęściej słyszy od otoczenia; o tym, czy kłótnia między rodzicami a bezdzietnymi ma sens; i dlaczego trudniej żyć w zgodzie ze sobą, niż iść utartym szlakiem.

 

Marta Ploch: Kto Ci poda szklankę wody na starość?

Edyta Broda: Myślę o tym, oczywiście. Liczę się z tym, że jako osoba bezdzietna będę musiała radzić sobie inaczej. Ale strach przed samotnością to nie jest powód, żeby mieć dzieci.

Domyślam się, ze tego typu komentarze słyszysz na porządku dziennym.

Owszem. Poza tym padają określenia: narcyz, osoba, która nie potrafi kochać, poświęcić się (a przecież grupa rodziców to nie monolit i wśród nich nie brakuje tych niepoświęcających się). Podsumowałam nawet te najczęstsze komentarze na moim blogu. Pod kątem częstotliwości wygrywa szklanka, potem jest „nie powinnaś się wypowiadać, bo nie masz dzieci” i „zobaczysz, jeszcze Ci się odmieni”. To ostatnie brzmi jak proroctwo. A przecież nikt nie jest w stanie przewidzieć mojej przyszłości, nawet ja sama. Świeżo upieczonym rodzicom tez można by powiedzieć „jeszcze wam się odmieni” i co? Brzmi okrutnie, prawda?

Kiedy zapadła u Ciebie decyzja o nieposiadaniu dzieci?

Nie potrafię przypomnieć sobie, żebym kiedykolwiek myślała inaczej. Od zawsze wiedziałam, że nie chcę dzieci.

A partner? Rodzina?

Miałam to szczęście, że z mężem od zawsze byliśmy w tym zgodni. Natomiast już w rodzinie były pewne tarcia, ale na szczęście bliscy zaufali mojej intuicji.

Twój blog nazywa się bezdzietnik.

W angielskim mamy dwie nazwy: childless albo childfree. Po polsku mamy do wyboru bezdzietność, która brzmi negatywnie, jak deficyt; albo niedzietność. Osobiście wolę tę drugą, ale na nazwę bloga wybrałam to najpopularniejsze określenie, żeby ludzie mogli mnie odnaleźć.

Child-free to cudowny termin. Odczarowuje postrzeganie nas –bezdzietnych – jako rzekomo smutnych, niespełnionych, którym coś się nie udało, czegoś nie skosztowali. Moje życie bez dzieci jest bardzo fajnym życiem, nie zamieniłabym go na żadne inne.

W komentarzach często padają zarzuty – jak ktoś nie chce mieć dzieci, to niech nie ma, ale po co na ten temat ewangelizować? Czemu zachęcać?

Wiem, że niektórzy zarzucają mi propagowanie bezdzietności, a to nie tak. Nikogo do bezdzietności nie zachęcam, po prostu o niej piszę. Mówię o swoim wyborze. Każdy z nas ma prawo do samostanowienia, do powiedzenia „nie” macierzyństwu czy ojcostwu.

Presja na posiadanie dzieci wbrew pozorom jest bardzo silna. Odkąd prowadzę bloga, tym mocniej ją czuję. Wcześniej nie zdawałam sobie z niej sprawy, nie tak dobitnie. Mieszkam w dużym mieście, mam tolerancyjną rodzinę, męża, który podziela moje przekonania, moje środowisko mnie nie osądza. Ale odkąd rozmawiam z ludźmi z innych środowisk, czuję, że to, co robię, jest potrzebne. Takiego miejsca jak Bezdzietnik wcześniej po prostu nie było.

Czy jest coś, co Cię zaskoczyło w reakcji czytelników?

To, że mój blog stał się platformą nie tylko dla tych, do których pierwotnie był kierowany. Planowałam pisać go dla bezdzietnych z wyboru. Jednak bezdzietność ma wiele przyczyn – są ludzie, którzy jeszcze walczą z niepłodnością, lub tacy, którzy walczyli i poddali się, żeby nie poświęcać całego życia na pogoń za marzeniem, które nigdy się nie spełni.

Wszystkim potrzebne jest miejsce, gdzie mogą się spotkać i porozmawiać. Na bloga zaglądają także ludzie, którzy wahają się, czy podjąć decyzję o rodzicielstwie. To jest dobry moment i miejsce, żeby podejrzeć, jak inni sobie z tym rodzicielstwem – czy bezdzietnością – radzą. To jest główna idea bloga – rozważanie rozmaitych scenariuszy życiowych.

 

Te najbardziej negatywne komentarze – zastanawiasz się czasem, skąd w nich tyle jadu?

Mówi się czasem uszczypliwie, że zmęczeni rodzice zazdroszczą życia wypoczętym bezdzietnym (śmiech). Ale to byłoby zbyt proste. Nie chcę nikogo oskarżać ani doszukiwać się jakichś niecnych motywów. Jeśli szukać wytłumaczenia socjologicznego, to można by powiedzieć, że jesteśmy narodem, który nie lubi inności. Lubimy natomiast otaczać się ludźmi podobnymi do nas. Odmienność wprowadza dyskomfort, sprawia, że nasze własne decyzje przestają być oczywiste i niepodważalne.

Dziś mam dla was wywiad z dr Renatą E. Hryciuk. Szczery, mocny i bezkompromisowy🙂💪 Jeżeli chcecie wiedzieć, kiedy…

Gepostet von Bezdzietnik.pl am Mittwoch, 12. September 2018

 

Idziemy utartym szlakiem, bo łatwiej robić to, co wszyscy dookoła, zamiast zastanawiać się, czego sami chcemy.

Borykanie się z wewnętrznymi dylematami jest męczące, utarte szlaki – znacznie prostsze. Oczywiście wiem, ze wychowywanie dzieci to bardzo trudna praca, i nie podważam tego. Życie bezdzietnych też nie jest usłane różami, ale żyję w zgodzie z własnymi przekonaniami i to się dla mnie liczy. Bywa, że odczuwam w związku z tym lęk, presję, muszę się tłumaczyć, i bliskim, i obcym – bo nawet obcy ludzie potrafią podważać mój wybór, oceniać moje życie i sugerować, że będę kiedyś żałowała.

To mi przypomina tę sławną sekwencję pytań, którą każda dziewczyna czy kobieta słyszy przy okazji rodzinnych spędów. Kiedy chłopak, kiedy ślub, kiedy dziecko, kiedy drugie? Przy trzecim zapewne padłoby, że to już za dużo. 

To jest taka pozornie nieszkodliwa ciekawość, ale mocno ingeruje w nasze życie, podważa naszą autonomię i kompetencje. Kto ma wiedzieć, co dla mnie najlepsze, jeśli nie ja sama?

Edyta Broda, bezdzietnik.pl
Moja bezdzietność najbardziej irytuje mężczyzn. Od nich słyszę czasem, że nie spełnię się jako kobieta.

I jakoś specjalnie mnie to nie dziwi. Kobieta-matka jest taką bezpieczną figurą, oswojoną przez patriarchat, jest też mniej groźna na rynku pracy, nie stanowi dla mężczyzny zagrożenia. Oczywiście nie wszyscy panowie tak uważają. Ale ci, którzy plotą takie androny, marzą po prostu o tym, by mieć nad nami kontrolę. Tak jak sprawowali ją przez setki lat. Myślę, że kobieta, która potrafi mieć własne zdanie, choćby w kwestiach prokreacji, jest dla nich dość przerażająca.

Na ile świadoma jest decyzja o macierzyństwie? Instynkt macierzyński jest naturalny, czy wpojony społecznie?

Na pewno istnieje społecznie skonstruowany instynkt macierzyński. Był potrzebny, gdy formowały się narody i wciąż wydaje nam się, że powinniśmy mieć dzieci dla narodu, dla społeczeństwa czy dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Naukowcy nie orzekli jednoznacznie: jest czy go nie ma. Kobiety, które nie czują instynktu, postrzegają go jako narzucony z zewnątrz. Inne odczuwają go bardzo mocno.  Na pewno w wielu ludziach jest naturalna potrzeba posiadania dziecka. Ale dzieci przychodzą na świat również z innych przyczyn – bo taka jest kolej rzeczy, bo tak się robi, bo wszyscy tego oczekują, bo dookoła wszyscy mają… Warto o tym myśleć i rozmawiać, by dzieci przychodziły na świat z dobrych powodów.

Według niektórych polityków – nie ma decyzji, jest „powinność macierzyńska”.

Tak, a kobieta jest zobowiązana do roli matki – inaczej społeczeństwo ucierpi. Ale nie tylko politycy zapędzają nas do rodzenia. Mężczyźni, odbierając nagrody czy gratulacje, nie mówią, że ich największym sukcesem jest spłodzenie syna. Kobiety, nawet te ze znakomitym dorobkiem, mówią, że dziecko to ich największy sukces, jakby bycie matką było ich podstawową rolą.

W przeszłości bezdzietność z wyboru nie istniała. Taki scenariusz był nie do pomyślenia, a jeśli już, to tylko w przypadku kobiet o bardzo silnej osobowości.  Przyzwyczailiśmy się więc postrzegać osoby bezdzietne jako gorsze, ułomne, ale ponieważ od lat 30. XX wieku mamy Zakład Ubezpieczeń Społecznych, dzieci przestały być koniecznością i jedynym zabezpieczeniem na starość. Uwolniliśmy się od biologicznego i ekonomicznego przymusu posiadania dzieci. Możemy konstruować życie według własnych wzorców i przekonań. To duża zmiana społeczna, jednak nadal jesteśmy rozliczani i oceniani według tradycyjnych wzorów. To dotyczy zwłaszcza kobiet.

Niewiele w tej materii się zmieniło. Moimi głównymi czytelniczkami są kobiety w wieku 25-35 lat. Czytając ich zwierzenia, nie widzę, żeby teraz było łatwiej. Opowiadają dokładnie te same historie, które ja pamiętam ze swojej młodości.

Słowo na tę dogorywającą niedzielę:Znajoma mama powiedziała mi ostatnio, że w jej życiu jest 80% trosk i 20% szczęścia….

Gepostet von Bezdzietnik.pl am Sonntag, 9. Dezember 2018

 

Dzietni, z natury „dominujący” – panoszą się w przestrzeni publicznej ?

Za każdym razem, kiedy o tym piszę, obrywam. Rodzice są znakomitą większością, więc to naturalne, że na ogół nie widzą problemu, ale ja – bezdzietna – dostrzegam pewne zawłaszczanie przestrzeni. Wystarczy rozejrzeć się dookoła. Pogodna rodzinka z dwójką dzieci sprzedaje niemal wszystko – od margaryny po usługi transportowe. Przyjechałam pociągiem, który cały oplakatowany był zdjęciami rodzin. Jako bezdzietna poczułam się trochę jak intruz. Podobne uczucie miewam u ginekologa, w miejscu pracy albo gdy wchodzę na Facebooka. Dzieci są wszędzie. Nie chcę przez to powiedzieć, że rodzice powinni ukrywać swoje rodzicielstwo. Istnieje jednak pewna nierównowaga w narracjach. Gdy stworzyłam Bezdzietnik, usłyszałam, że mogę sobie nie mieć dzieci, ale nie powinnam o tym pisać. Matce nikt nie powie, że nie powinna pisać bloga parentingowego.

A propos konfrontacji – „dzietni” i bezdzietni mogą się dogadać?

Oczywiście, że tak, mocno w to wierzę, choć dyskusje między tymi dwoma grupami bywają bardzo trudne. Jest sporo złości i niechęci po obu stronach. Zupełnie niepotrzebnie! Przeemocjonowanie tylko spłyca i wykoślawia dyskusję. Wbrew pozorom nie rywalizujemy ze sobą. Prawa prokreacyjne to przecież wolność wyboru, świadome rodzicielstwo, prawa człowieka. Wszyscy chcemy decydować o swoim życiu, nie tylko bezdzietni.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

„Mamy w naszej szerokości geograficznej bardzo dzielne kobiety. Pokoleniowo przekazywano nam, że mamy być silne”. Doula Basia Purgał o swojej pracy i mitach związanych z ciążą

„Czy uczymy naszych synów tego, czego nauczyliśmy nasze córki”? Procter & Gamble zadaje ważne pytanie w reklamie

Kobieta popijająca winko

„Alkoholiczka, pijąc wino albo piwo, usprawiedliwia się, że nie ma problemu, bo nie pije wódki”. Terapeuta uzależnień o alkoholizmie kobiet

O seksie półżartem, półserio. „Jak TO robić?” – nowy kanał na YouTube

Instagram wesprze potrzebujących! Nowa funkcja ułatwi przekazywanie pieniędzy na cele charytatywne

Kobieta leży na łóżku i zakrywa twarz dłońmi

Nie bądźmy obojętni wobec treści, które publikują nasi znajomi. Instagram w walce z samookaleczaniem.

„Zawroty głowy, nudności, ból oczu, jakby mi z orbit miały wyskoczyć, światłowstręt, dźwiękowstręt, wszystkowstręt”. Koszmar migreny – co o niej mówi neurolożka?

Body positive, czyli dlaczego nie musisz kochać swojego ciała, aby dobrze się w nim czuć?

„Powinnyśmy stać z głową do góry, wypięta piersią i być dumne z tego, że jesteśmy pielęgniarkami”. Młoda pielęgniarka o swojej pracy

Katarzyna Szczerbowska: pogłoski o mojej śmierci są przesadzone

Diane von Fürstenberg: feministka w szlafrokowej sukience

Kobiety nie golą się w styczniu! Zobacz najlepsze zdjęcia z akcji #januhairy