Przejdź do treści

„Od trollowania jeszcze nikt nie schudł, ale rozmawianie o życiu grubych ludzi może je zmienić na lepsze” – mówi Ula Chowaniec, blogerka plus-size Galanta Lala

Ula Chowaniec. Zdj: archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
„Nasz organizm nie przeżyje bez tkanki tłuszczowej”. Nie przejmuj się wystającym brzuchem! Fizjoterapeutka tłumaczy, dlaczego to jest zdrowe
istockphoto.com
Chcesz schudnąć? Poznaj 6 zaskakujących trików
Adidas
Adidas Originals wraz z Pharrellem Williamsem i znanymi w środowisku feministycznym działaczkami walczą o prawa kobiet
pexels.com
Często kłócisz się z partnerem? Sprawdź 6 sposobów na to, by wymiana zdań wyszła wam na dobre
Fitness dla oczu. Wypróbuj tych ćwiczeń i ciesz się dobrym wzrokiem przez lata

O Uli Chowaniec zrobiło się głośno, gdy w dosadnych słowach wytłumaczyła Ewie Chodakowskiej, dlaczego fat-shaming jeszcze nikogo nie odchudził. Od trzech lat Ula prowadzi blog galantalala.pl na, którym pisze o ciałopozytywności, życiu plus-size i grubych randkach. – Często słyszę o promocji otyłości. I zawsze mnie to bawi. Bo nie przypominam sobie, żebym ja, albo ktokolwiek inny, kto pisze o ciałopozytywności, zachęcał ludzi do bycia grubymi – mówi Chowaniec.

Na Instagramie obserwuje cię 9 tys. osób. Ewę Chodakowską – 1,6 mln. Czy po wpisie, w którym sugerowałaś jej, aby, delikatnie mówiąc, odczepiła się od diet, stylu życia i zakupowych wyborów innych ludzi, spadła na ciebie lawina hejtu?

Nie i byłam tym bardzo zaskoczona. Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę na komentarze pod tymi postami trenerki na Instagramie — bardzo dużo ludzi jej powiedziało, że chyba spadła z krzesła na głowę. U mnie oczywiście pojawiło się trochę standardowych głosów o promocji otyłości, ale dużo mniej niż się spodziewałam.

Ula Chowaniec
Mimo wszystko Chodakowska jest człowiekiem i jak każdy czasem palnie bzdurę. Najgorzej, jak ją palnie człowiek o statusie półboga, który ma gigantyczną tubę do głoszenia różnych opinii

Mój blog, przynajmniej w mojej głowie, jest bardzo mały. To społeczność, w której są ludzie, którzy szukają konkretnych informacji o ciałopozytywności, o plus-size, o byciu grubym i funkcjonowaniu w społeczeństwie. Dość mało jest ludzi, którzy są przypadkowymi przechodniami. A jak mój post nawiązujący do zachowania Chodakowskiej zaczął zataczać szersze kręgi, to siedziałam zestresowana i z wielkimi oczami wypatrywałam hejtu. Dużo nowych ludzi to dużo ludzi przypadkowych, którzy nie muszą zrozumieć tego, co piszę.

Zastanawia mnie to poczucie bezkarności, czy raczej przekonanie Ewy i innych trenerek, że stygmatyzacja otyłości to dobra rzecz, to sposób, żeby wyleczyć z otyłości, zachęcić do aktywności, zmiany nawyków, etc. Skąd się bierze takie przyzwolenie na krytykowanie tylko tej jednej grupy – ludzi z nadwagą. Bo nie przypominam sobie, żeby fit blogerki pod płaszczykiem troski trollowały palących facetów i mówiły: „Ej stary umrzesz na raka, a twoja sperma ma słabą jakość”.

Na to się składa wiele czynników. Po pierwsze to pewna bezrefleksyjność. Siedzenie w hermetycznym środowisku i postrzeganie świata tylko z jednej strony. Po drugie to poczucie mocy wynikające z grupy, jaka się wokół ciebie uzbierała i która przyklaskuje każdemu słowu. To często sprawia, że ludzie przestają się zastanawiać nad jakością komunikatu, byleby go tylko wypuszczać. A trzeci czynnik jest taki, że mimo wszystko Chodakowska jest człowiekiem i jak każdy czasem palnie bzdurę. Najgorzej, jak ją palnie człowiek o statusie półboga, który ma gigantyczną tubę do głoszenia różnych opinii. Był taki moment, że ja się zastanawiałam, czy ona miała jakąś refleksję, że może jednak przesadziła.

Ewa Chodakowska zrobiła mnóstwo dobrego dla wielu Polek. Jasne, można się zastanawiać czy jej trening jest dobry dla ludzi, którzy do tej pory nic nie robili, nie mają żadnego przygotowania. Ale mimo wszystko ona daje kobietom dużo siły. I chyba dlatego tak mnie zabolało, kiedy tę swoją armię zachęciła do oceniania ludzi po pozorach, po koszykach sklepowych.

Ciekawe, co ona tak naprawdę myśli. Tu empatia, tam walka z hejtem, a potem masowe podżeganie do nienawiści, bo fajnie się poczuć lepiej od grubasa z zupkami chińskimi w koszyku i jeszcze mu zwrócić uwagę w kraju. I to w którym ludzie nie potrafią zadzwonić na policję, gdy sąsiad leje żonę za ścianą.

Te słowa trenerki, wykład, jaki wygłosiła nad sklepowym koszykiem obcego człowieka to przykład concern trollingu, czyli zwykłego trollowania pod płaszczykiem troski. Czy ty padasz ofiarą takich ataków?

Niezmiernie rzadko. Ostatnio miałam taką sytuację na stacji paliw. Kobieta przede mną zastawiła dystrybutor i sobie gdzieś poszła, a ja się spieszyłam, zatrąbiłam. Wyszła ze sklepu, podeszła do mnie, było ciepło, miałam otwarte okno, więc pani wygłosiła tekst, że z moją tuszą to ona by się oszczędzała i tak nie denerwowała, bo na pewno już jestem dostatecznie chora. Zatkało mnie. Nie mogłam uwierzyć, że można tak wyskoczyć do obcej osoby.

Zdecydowanie częściej słyszę o promocji otyłości. I zawsze mnie to bawi. Bo nie przypominam sobie, żebym ja, albo ktokolwiek inny, kto pisze o ciałopozytywności, zachęcał ludzi do bycia grubymi.

Chcesz mieć szybszy metabolizm?

Ciało kobiety cały czas się zmienia. Czasem chcemy mieć więcej przemiany, a mniej materii. Sprawdź jak WIMIN może Ci w tym pomóc

Sprawdź

Może ludzie uważają, że reprezentacja w mediach jest tożsama z promocją?

Zjawisko reprezentacji, czyli pokazywania w mediach różnych typów sylwetek, różnych kanonów piękna, różnych ciał, które odbiegają od głównego nurtu myślenia o tym, co ładne jest bardzo ważne i bardzo go w polskich mediach brakuje. Dzięki bogu mamy ten sam internet co na zachodzie, więc jak ktoś ma potrzebę, to może sobie tak ułożyć listę polubionych kont na Instagramie czy Pintereście, żeby mu internet tej reprezentacji dostarczał.

Jak ważne jest reprezentacja dla ludzi, którzy zajmują się ciałopozytywnością, zdałam sprawę, kiedy obejrzałam pierwszy w życiu serial, w którym główna bohaterka była gruba. To był „Dietoland”. Tam były sytuacje, które znałam ze swojego życia i byłam przekonana, że nikt inny nie ma takich doświadczeń. A tu bach. Są w serialu. Więc inni też muszą tak mieć. Dopóki nie doświadczyłam kontaktu z reprezentacją, nie wiedziałam, jaką to robi różnicę.

View this post on Instagram

Na pytanie "to jakich ubrań plus size Twoim zdaniem brakuje na rynku?" odpowiadam: TAKICH! * Chciałabym ubrań, dzięki którym mogę wyrażać siebie. I żeby był na rynku taki wybór, żeby każda z nas, niezależnie od charakteru, mogła wyrażać siebie. Tak mi się marzy w tej drodze na urlop. * Tym cudownym zdjęciem, zrobionym przez @ewokracja, zaczynam wakacje! Pierwszy raz w życiu jadę na żagle 😲 #whatwatergaveme #flow #girlsjustwannahavefun #leopardprint #cobaltblue #plussizestylewatch #plussizeoutfit #ootd #psootd #plussize #plussizefashion #fatshion #plussizepositive #bodypositive #plussizeandproud #plussizebeauty #plussizebombshell #plussizebarbie #plussizedaily #curvy #curvybabe #thick #thickgirlzrock #fat #fatbabe #bigandbold #bigandbeautiful #celebratemysize #beautybeyondsize #effyourbeautystandards

A post shared by Urszula Chowaniec (@galantalala) on

Człowiek się uczy przez podglądanie innych ludzi. I póki ja w internecie nie widziałam innych grubych ciał, to myślałam, że to, co mi się wydarza, to są moje własne, wstydliwe grzeszki. Choćby to, że latem ocierają mi się uda, albo że się odparzam pod biustem.

Temat żaden, ale jak o nim napisałam na blogu, to zalała mnie fala komentarzy. No właśnie, bo nie było go w żadnych mediach. Nikt o tym nie rozmawia, dziewczyny nie mają z kim się tym podzielić, bo nie mają grubych koleżanek, a jeśli mają, to rozmawiają o innych rzeczach. Gdy ktoś pierwszy zabierze głos, nagle się okazuje, że nie jesteśmy pojedynczymi wybrykami natury, z jakimiś dziwnymi problemami, które nikogo innego nie dotyczą. Nagle się okazuje, że wśród „grubych bab” 95 proc. cierpi na te obcierające się o siebie uda. I nagle się okazuje, że są produkty dedykowane temu zjawisku, że można żyć inaczej, jak się zacznie rozmawiać. Te rzeczy nie brzmią szczególnie poważnie, ale mają ogromny wpływ na jakość życia.

Myślę sobie o tej sensacji, jaką wzbudził fakt, że Nike wystawiło w witrynie grube manekiny.

Ten manekin Nike zawiesił system wielu fat-shamerom. Bo wiesz, z jednej strony mówi się ludziom, że trzeba mniej jeść i więcej się ruszać, a z drugiej – no w czymś się trzeba ruszać. Dla fat–shamerów optymalna opcja jest taka, że gruby człowiek najpierw powinien ćwiczyć w domu, w majtkach, w ukryciu i dopiero jak schudnie i zasłuży, to może założyć ciuchy Nike i pokazać się światu.

Z jednej strony – „Odchudzaj się grubasie!”, a z drugiej: „No chyba zwariowaliście, że promujecie otyłość i pokazujecie grube manekiny na wystawach swoich sklepów”!

Czy to są przejawy fat-fobii?

Absolutnie. Jeśli ktoś do tego stopnia boi się obecności grubych ciał w przestrzeni publicznej, że jeden manekin, w jednym sklepie na drugim końcu świata jest w stanie go tak wzburzyć, że on siedzi w internecie i pisze wkurzone komentarze, to z czegoś to musi wynikać. Jakaś czuła struna musi być poruszona. No bo jak coś cię nie dotyczy, to tego nie komentujesz, prawda? W internecie są miliardy tekstów, dlaczego zatem komentujesz to, co komentujesz?

 

Ula Chowaniec
Jeśli ktoś do tego stopnia boi się obecności grubych ciał w przestrzeni publicznej, że jeden manekin, w jednym sklepie na drugim końcu świata jest w stanie go tak wzburzyć, że on siedzi w internecie i pisze wkurzone komentarze, to z czegoś to musi wynikać

Wiesz, to nie jest pierwszy gruby manekin (śmiech). U mnie w Łodzi w sklepie z odzieżą dla grubych facetów w centrum handlowym jest wielgachny manekin. Wysoki, z brzuszkiem. Nie widziałam jego zdjęć w internecie.

Ten manekin Nike pokazuje, że ciałopozytywność ma dobry moment, jest trwałym zjawiskiem, zmianą sposobu myślenia o wadze, ciele. To nie jest chwilowa moda, która zaraz zniknie. Ten dyskurs trwa i to jest super. Coś, co 3 lata temu było mrzonką, ma miejsce w publicznej debacie. To coś pięknego.

A czym dla ciebie jest ciałopozytywność?

To przestrzeń w głowie, którą robię sobie na to, że moje ciało wygląda tak, jak wygląda. Wiem, że dużo się mówi o ciałopozytywności w kontekście samoakceptacji, miłości do samego siebie. I ja też się do niedawna posługiwałam tymi kategoriami, ale widzę, jak z czasem ten mój pogląd ewoluuje. Bo nie jest łatwo osobie, która całe życie przetrwała przytłoczona swoim ciałem, swoim wyglądem, wytłumaczyć, że teraz musisz to ciało kochać i że jesteś piękna, jaka jesteś. No bo nawet jeśli jesteś, to jest to taki przeskok myślowy, że najpierw trzeba zrobić miejsce na pogodzenie z tym, jakie to ciało jest. Żeby dać sobie trochę luzu na tle wyglądu. Nie trzeba od razu robić tatuażu „kocham swoja dupę”.

View this post on Instagram

#fatandfit to są mnie ścieżka aktywności DLA SATYSFAKCJI. Nie dla odchudzania, nie dla wyników, nie "dla zdrowia". Dla safysfakcji. Wiem, w kraju lipnych szkolnych wuefów i crossfitowej obsesji jest to dosyć egzotyczna wizja. Nie boję się o niej mówić, bo wierzę, że ruch jest dla wszystkich. A może to właśnie my, #SyrenyLądowe, powinnyśmy przypomnieć o tym światu? 🧜‍♀️ Lubicie ruch? Jestem szalenie ciekawa czy i co ćwiczycie! 🧜‍♀️ Cokolwiek wybieracie, jeśli szukacie świetnej jakości ubrań sportowych #plussize, to przypominam, że do 28/04 w @missgym_official trwa powitalna promocja – 20% na wszystko! 🧜‍♀️ #AktywniePiękna #MissGymGirls #lubięsiebienaokrągło #freeyourmind #getmoving #stopbodyshaming #lovetheskinyourein #effyourbeautystandards #selflove #selfloveclub #biggirls #bigandbold #bigandbeautiful #plussize #plussizeandfree #beautybeyondsize #free #proud #bodypositive #bopo #bopowarrior #ciałopozytywność #ciałopozytywne #gruba #goldenconfidence

A post shared by Urszula Chowaniec (@galantalala) on

Jak u ciebie wyglądała droga do akceptacji?

Ja zawsze byłam dużym dzieckiem, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. O tym, że jestem naprawdę gruba dowiedziałam się, gdy poszłam do studium aktorskiego, bo bardzo chciałam być aktorką. I tam usłyszałam, że nie ważne ile ja pracy wkładam i co robię, ale póki nie schudnę 20 kg, to nie mam szans się dostać do szkoły aktorskiej. Spotkałam się z kompletnie nowym dla mnie nastawieniem, w którym ciało i jego wygląd warunkują, czy ja będę, czy nie będę tym, kim chcę być. A ja tak bardzo chciałam się dostać, że uwierzyłam w te słowa. I zaczęłam się odchudzać.

 

Ula Chowaniec
Moja droga do ciałopozytywności prowadziła przez robienie rzeczy, które lubiłam. I tu muszę wspomnieć trenera, który odkrył przede mną prawdę objawioną. Że mogę uprawiać sport nie dla wyników, nie dla rekordów, a dla przyjemności, jaką mi ten sport daje

Bez tych diet pewnie ważyłabym o 1/3 mniej niż teraz. To odchudzanie odbywało się falami, aż się w końcu zbuntowałam. Doprowadziłam swoje ciało do takiego momentu, że trudno było mi zredukować masę mimo ogromnego wysiłku, jaki wkładałam. Pilnowałam diety, ćwiczyłam regularnie, a efekty nie były spektakularne. Całe moje życie było wyrzeczeniem. I coś we mnie pękło.

Rzuciłam diety. Zaczęłam uczyć się tańca brzucha, który dał mi ogromną dawkę akceptacji. Bo taniec brzucha to też kostium, który ten brzuch odsłania. Bardzo chciałam tańczyć na scenie, brać udział w konkursach. Goniłam inne dziewczyny, które tańczyły od lat. Ale to byłoby na nic, gdybym nie odważyła się wyjść do ludzi z odsłoniętym brzuchem.

Moja droga do ciałopozytywności prowadziła przez robienie rzeczy, które lubiłam. I tu muszę wspomnieć trenera, który odkrył przede mną prawdę objawioną. Że mogę uprawiać sport nie dla wyników, nie dla rekordów, a dla przyjemności, jaką mi ten sport daje.

Do tego doszedł jeszcze blog, który pierwotnie miał funkcję terapeutyczną. Poznałam dzięki niemu ludzi, którzy bardzo zmienili moje życie. Jak Ewę Michalak, dla której pozuję w bieliźnie. Przez nią zdjęcia mojego grubego tyłka są w sklepach, które sprzedają jej bieliznę na całym świecie. Kiedyś nawet na plażę chodziłam ubrana od stóp do głów. Teraz pozuję w majtkach przed aparatem.

Czy w jakimkolwiek aspekcie twojego życia, twoje ciało cię ogranicza?

Jest aspekt, w którym ograniczeń już nie czuję, ale on jest – to dostępność ubrań w dużych rozmiarach. Jestem tak przyzwyczajona do kupowania ich w sieci, że nie dostrzegam tego, że nie mogę ot tak wejść do sklepu i wybrać sobie czegoś. Dopada mnie to tylko w sytuacjach last minute.

Fit Matka Wariatka

Dostępność ubrań to złożony i głęboki problem. Brak ubrań w dużych rozmiarach to czynnik, który sprzyja wykluczeniu społecznemu grubych ludzi. Jak nosisz rozmiar 56, to w Polsce nawet przez internet nic nie kupisz. Masz rozmowę kwalifikacyjną i nie jesteś w stanie się ubrać stosownie do okazji. A to sprawia, że wiele osób rezygnuje w ogóle z pewnych aspektów życia społecznego.

Mój blog powstał po to, żeby mówić głośno o wielu stronach życia grubych ludzi. Bo gdy zaczniemy rozmowę, zaczynają się zmiany. Jak z tymi patentami na ocierające się uda latem. Dlatego liczę, że rozmowa o modzie, która może wydawać się błaha, również sprawi, że grubi ludzie będą mieli się w co ubrać, bez wyjeżdżania za granicę czy kupowania wiecznie tych samych legginsów i t-shirtów. Dostępność do ubrań jest im o wiele bardziej potrzebna niż fit-trenerki zaglądające do talerza.

Zainteresował Cię WIMIN?

Zobacz więcej

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

miód

5 najlepszych zamienników cukru

Profile ciałopozytywne na Instagramie, które warto znać! Pokochaj swoje ciało. Te profile ci w tym pomogą

Kaya Szulczewska

„Nie oceniajcie ludzi po wyglądzie, po wadze, po ich zdrowiu, ani po zdjęciach w mediach społecznościowych”. Kaya Szulczewska pokazuje, jak można manipulować obrazem

otyłość

Otyłość brzuszna – sprawdź, czy ją masz. Tłumaczy Pani Fizjotrener

Otyłość kobieca

„Nawet 40 proc. kobiet po 30. roku życia ma problemy z nadwagą, a na otyłość cierpi 30 proc. z nich” – mówi bariatra dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly

Aleksandra Żebrowska pokazała tygrysie pasy. Dołączyła do akcji „Ciało bogini za nic się nie wini”

Kompleksy i historie, które kryją się za nimi. Seria zdjęć „Rock Your Body” pokazuje, jak odważna jest prawda

„Jeśli jesteś kobietą, musisz ciągle udowadniać swoją wartość. Może to mnie nauczyło pracować intensywniej niż inni? Choć taka sytuacja doprowadza mnie do wściekłości” – mówi Agnieszka Sierotnik

Instagram

Paulina Młynarska: kobieta, która poznała prawdziwą moc swojej seksualności, nie wciąga brzucha

Jade Beall, fotografka: niezależnie od kształtu, koloru i wieku, każde ciało zasługuje na to, by być postrzegane jako piękne

Ciało bogini za nic się nie wini. Dzięki akcji Aleksandry Domańskiej tysiące kobiet pokochało swoje ciało

Facebook.com

„Jesteś piękna! Nieważne, czy masz po ciąży wystający brzuch, bliznę po cesarce czy bardziej wiszące cycki” – młoda mama pokazała prawdziwe zdjęcie po porodzie

Chuda niekoniecznie znaczy zdrowa

Uważaj przy odchudzaniu. „Chuda” niekoniecznie znaczy „zdrowa”

sen

5 rzeczy, które dzieją się z tobą, kiedy bardzo mało śpisz

"Natural Beauty"

Nieogolona pacha, widoczne owłosienie w miejscach intymnych. Ta sesja na nowo definiuje kobiece piękno

Screeny z teledysku "Mother's Dauther" Miley Cyrus

Miley Cyrus walczy o wolność i prawo kobiet do niezależności. Zobaczcie ciałopozytywny teledysk do piosenki „Mother’s Daughter”

galeria weekendowa blizny szwy

Blizny na nogach, brzuchu, klatce piersiowej i rękach. Kobiety na Instagramie pokazują, że nie ma się czego wstydzić i dumnie pokazują blizny na plaży!

„A ja mówię Ewie – FUCK OFF”. Blogerka bodypositive odpowiada Ewie Chodakowskiej

mybillie.com

Zobacz pierwszą kampanię maszynek do golenia, która pokazuje włosy łonowe. „Kocham to!” – piszą kobiety z całego świata

Bodymaps SS19 fot. Zuza Krajewska

Ukłon w stronę naturalności i możliwości kobiecego ciała. Zobaczcie fantastyczną kampanię polskiej marki Bodymaps

Maja Hyży pokazała dużą bliznę i napisała mądre słowa o miłości do swojego ciała. „Jestem z niego dumna, jakie nie jest, ale jest moje”

https://www.instagram.com/iamhalsey/

Halsey z niewydepilowanymi pachami na okładce muzycznego czasopisma. „Jesteśmy z ciebie dumni” – piszą fani

Masz zmarszczki? Pokochaj je! Te kobiety już to zrobiły i chwalą się zmarszczkami na Instagramie

„Jestem chuda. Nie znoszę tego słowa, tak jak przez większość życia nie akceptowałam, że taka jestem”. Joanna Osyda szczerze o swojej wadze