Przejdź do treści

„To my zatrzymujemy chcących wejść do kościoła czy kaplicy. Powiedzenie bliskim zmarłego, że nie mogą uczestniczyć we mszy, nie było proste” – mówi Łukasz pracujący w branży pogrzebowej

Jak wygląda praca pracownika zakładu pogrzebowego. Zdj: rawpixel
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
„Miesiączka to nie to samo co kupa”. Pani Miesiączka rozprawia się z bzdurnymi argumentami
„Miesiączka to nie to samo co kupa”. Pani Miesiączka rozprawia się z bzdurnymi argumentami
Duffy walczy o usunięcie filmu "365 dni" z Netflixa
 „Zostałam odurzona, porwana, byłam gwałcona”. Duffy walczy u usunięcie filmu „365 dni” z Netflixa
Spanie nago jest zdrowe. Korzyści z sypiania bez ubrania
Czarna soczewica to samo zdrowie. Wypróbuj przepis z pomidorami
Ogórki kiszone - właściwości zdrowotne i 3 niezawodne przepisy
Ogórki kiszone – właściwości zdrowotne i 3 niezawodne przepisy

Mówi się o nich łapiduchy, łowcy skór, karawianiarze, albo ,,ci z zimnej erki”. Sami wolą być nazywani po prostu chłopakami z pogrzebówki. Rzadko kto pamięta ich twarze, bo rozpacz i łzy po stracie bliskiej osoby zacierają zdolność zapamiętywania szczegółów. Pracownicy zakładów pogrzebowych są świadkami ludzkiego żalu a ich codziennością jest ubieranie zmarłego i formalności związane z przygotowaniem ostatniego pożegnania. Bez wątpienia są zdystansowani od śmierci, ale także życia.

Łukasz pracuje od 2017 roku w luksusowym, podwarszawskim domu pogrzebowym z krematorium. Z uwagi na specyfikę branży pogrzebowej nie ujawnia swojego wizerunku, chcąc jednocześnie zachować szacunek dla rodzin, z którymi współpracował. W jego fachu o tym, co dzieje się za drzwiami zakładu, lepiej nie mówić publicznie. Specjalnie dla Hello Zdrowie opowiedział, jak to jest obcować każdego dnia ze śmiercią i cierpieniem oraz czy pogrzeb w dobie szalejącej epidemii koronowirusa robi na nim jeszcze jakiekolwiek wrażenie.

Monika Słowik: Jak wygląda typowy dzień w domu pogrzebowym?

Łukasz: Wszystko zależy od tego, ile ma odbyć się pogrzebów i kremacji oraz z iloma sytuacjami nieoczekiwanymi przyjdzie nam się zmierzyć. Zdarza się, że poza zaplanowanymi działaniami dochodzi czasem kilka odbiorów zmarłych i wówczas taki dzień w zakładzie pogrzebowym jest naprawdę mocno zabiegany. W większości zakładów praca rozpoczyna się o 7 czy 8 rano. Po krótkim spotkaniu informacyjnym dostajemy dyspozycje i przydział zadań. Kto ubiera dane ciało, kto zajmuje się wystawieniem w kaplicy innego ciała, kto jedzie na który pogrzeb. Obecnie na zmianie dziennej w mojej firmie pracuje dziesięciu mężczyzn. Każdy dokładnie wie, co ma robić a w przypadku nagłego zlecenia zwiezienia ciała, kto pełni dane zastępstwo w zakładzie. Tradycyjny pogrzeb zajmuje kilka godzin, więc wiadomo, że w przypadku kilku uroczystości jednego dnia musimy być zorganizowani, sprawnie działać, patrzeć czasami na zegarek, by uniknąć jakiegokolwiek opóźnienia. Dzienna zmiana kończy się zazwyczaj o 18.00 i wówczas rozpoczyna się dyżur nocny. Wtedy załoga jest w mniejszym składzie i czeka na wezwania nocne, takie jak odbiór zwłok z wypadku czy domu prywatnego.

Czy teraz, kiedy szaleje epidemia koronowirusa, twoja praca nabrała innego znaczenia? Jest trudniejsza, coś się w niej zmieniło?

Przede wszystkim zwiększone zostały środki ostrożności, których musimy przestrzegać. Rękawiczki, maseczki, dezynfekcja otoczenia nie są dla mnie nowością, bo stosujemy takie procedury codziennie w kontakcie ze zwłokami. Zgodnie z wytycznymi GIS oraz WHO wyposażeni jesteśmy w specjalne kombinezony. Na bieżąco musimy śledzić najnowsze zalecenia i obostrzenia, jakie są wprowadzane w kraju. Największą zmiana dotyczy samego przebiegu uroczystości pogrzebowych, podczas których została ograniczona liczba uczestników. Takie pochówki odbywają się już od połowy marca, a naszym zadaniem jest pilnowanie, by nikt nie łamał zasad. Dla każdego z pracowników pogrzebówki to bardzo trudne zadanie, bo to my zatrzymujemy chcących wejść do kościoła, kaplicy czy sali pożegnań żałobników. Powiedzenie bliskim zmarłego, że nie mogą uczestniczyć we mszy, nie jest proste. Z uwagi jednak na panującą sytuację spotykamy się ze zrozumieniem i nie dochodzi do konfliktów. Ograniczenia w liczbie uczestników pogrzebu wymusiły sięgnięcie po rozwiązania, które w rzeczywistości przed wirusem nie były łatwo dostępne dla zwykłego, szarego człowieka, jak np. transmisje pogrzebów, wyświetlanie pożegnania na telebimach wystawionych przed kościołem.

Psycholog pielęgniarek: Hejt wobec medyków przenosi się na ich rodziny

Takie pogrzeby w cieniu Covid-19 są jeszcze bardziej bolesne?

Myślę, że są bardziej refleksyjne, nie tylko dla rodzin, ale dla każdego, kto chciałby być obecny podczas tej uroczystości. Licznie zgromadzeni żałobnicy są wyrazem szacunku, sympatii do zmarłego, ale też wsparciem dla pogrążonych w smutku bliskich. Małe pogrzeby stały się intymnym pożegnaniem, może pozwalają rodzinie przeżyć to doświadczenie bez ocen i spojrzeń, dają możliwość selekcji bliskich, którzy jednoczą się wokół trumny czy urny. Na pewno ci, którzy nie mogą uczestniczyć w pogrzebie przeżywają żal, rozczarowanie, ale wtedy mogą zaistnieć inne, ważne rzeczy jak osobista modlitwa, głębsza refleksja, skupienie, uważność. W obliczu panującej epidemii każdy z nas ma ważne zadanie – chronić siebie, ale też innych. Ten wirus dotyka nas na każdej płaszczyźnie, a kwestia śmierci jest w tym czasie mocno aktualna. Chyba nie było takiego okresu w historii zakładów pogrzebowych, żebyśmy obawiali się fali zgonów. Jest to nasza praca, z tego czerpiemy dochód, ale skutki epidemii, czyli zgony, jak pokazują media na całym świecie przeciążają firmy pogrzebowe. Niedawno świat obiegło przerażające zdjęcie korowodu włoskich karawanów w kolejce do krematorium. To dowód, że śmierć, nawet na taką skalę, jaka ma miejsce w czasie koronowirusa, nie pozostaje bez echa. Nie da się do niej przyzwyczaić, nie jest nikomu obojętna.

Żałobnicy zawsze są pogrążeni w smutku, czy pojawiają się też inne emocje?

Ludzi, którzy doświadczają śmierci kogoś bliskiego można podzielić na dwie grupy: oswojonych z odejściem, przygotowanych na rozstanie oraz tych kompletnie rozbitych, załamanych i szalejących z rozpaczy. Wszystko zależy od okoliczności śmierci i wieku osoby zmarłej. Obserwuję, że odejście osoby starej, często schorowanej jest przyjmowane z większym spokojem, jest naturalną koleją rzeczy. Bliscy są bardziej świadomi, że ten dziadek czy babcia musieli odejść. Inaczej sprawa ma się ze śmiercią osoby młodej, dziecka czy w wyniku wypadku. Budzi ona zaskoczenie, niedowierzanie, rozdziera serce matek, ojców, żon, dzieci. Takie pożegnania są zazwyczaj bardzo emocjonalne, burzliwe.

Łukasz, pracujący w branży pogrzebowej
Dla każdego z pracowników pogrzebówki to bardzo trudne zadanie, bo to my zatrzymujemy chcących wejść do kościoła, kaplicy czy sali pożegnań żałobników. Powiedzenie bliskim zmarłego, że nie mogą uczestniczyć we mszy, nie jest proste. Z uwagi jednak na panującą sytuację spotykamy się ze zrozumieniem i nie dochodzi do konfliktów

Jak to się stało, że młody chłopak decyduje się na pracę w firmie pogrzebowej?

Do zakładu pogrzebowego trafiłem całkiem przypadkowo. Miałem kilku znajomych, którzy albo kiedyś pracowali w pogrzebówce, albo niedawno się zatrudnili. Szukałem pracy po powrocie zza granicy. Jeden z moich kolegów rzucił w rozmowie hasło, że szukają w jego firmie pracowników i mógłbym spróbować. Propozycja wydała mi się dosyć sensowna, bo mimo wielu zniechęcających aspektów tej pracy branża pogrzebowa jest dochodowym zajęciem, zarobki kształtują się powyżej średniej krajowej. Myślę też, że przez kontakt z osobami pracującymi w zakładach pogrzebowych ta praca nie jawiła mi się jakoś negatywnie czy niestosownie do mojego wieku.

Pandemia koronawirusa a restauracje / gettyimages

Jak twoje otoczenie zareagowało na wieść, gdzie pracujesz?

Nie mogę przypomnieć sobie ani jednej osoby, która potraktowałaby informację o mojej pracy bez emocji. Zarówno moja rodzina, jak i rodzina mojej żony na wieść o moim zatrudnieniu zareagowały najpierw milczeniem, później zdziwieniem pomieszanym ze strachem, a koniec końców dało się wyczuć swego rodzaju niechęć, unikanie rozmów. Rzadko słyszę pytania ,, jak tam w pracy”, albo ,, co tam w twojej branży”.

Po tych kilku latach twoi najbliżsi zmienili swoje nastawienie?

Mówienie, że syn, brat czy zięć pracuje przy pogrzebach w dalszym ciągu nie przychodzi moim bliskim łatwo i nie raz mi się zdarzyło, że przytłoczone pytaniem o moją pracę mama lub siostra odpowiadały, że pracuję np. w transporcie albo w usługach. Bez zagłębiania się w szczegóły, bez mówienia wprost. Obserwuję, że czas pozwolił się moim bliskim oswoić z tym, co robię. W dalszym ciągu są zdziwieni, jak można każdego dnia odbierać zmarłych ze szpitali, z wypadków, myć i ubierać martwe ciała, szykować zwłoki do kremacji, ale nie dają mi tego odczuć tak, jak to bywało na początku mojej pracy. Wtedy toczyli ze mną dyskusje, że powinienem szukać innego zajęcia, że nabawię się jakichś chorób, że będę miał koszmary nocne. Każdy ma świadomość, że ktoś to musi robić, ale pogodzenie się z faktem, że akurat ja wybrałem taką pracę i umiem ją wykonywać już kilka lat zadziwia, niekiedy ich przeraża.

Pamiętasz pierwszy dzień w zakładzie pogrzebowym? Kto wprowadza nowego pracownika w obowiązki i jakie są to czynności?

Wielu osobom wydaje się, że pogrzeb to jedyne i najważniejsze zajęcie dla pracowników zakładów pogrzebowych. Tymczasem dla nas jest to zdarzenie zamykające cały proces, kilkudniowe zazwyczaj przygotowania zarówno techniczne jak i formalne. O tym, co spoczywa na pracowniku pogrzebówki, informuje zazwyczaj kierownik pogrzebów oraz osoby pracujące w biurze danego zakładu. Te osoby zazwyczaj przyjmują zgłoszenia o zgonach lub odbiorach zwłok po wypadkach. Kierownik pogrzebów przede wszystkim zajmuje się zgromadzeniem całej dokumentacji potrzebnej do pochówku – aktu zgonu, różnego rodzaju pozwoleń. Kolejnym punktem jest ustalenie z rodziną, jakie mają życzenia odnośnie pogrzebu. Do zadań pracownika pogrzebówki należy również rozwieszenie po okolicy, w której zamieszkiwał zmarły, informacji o dacie i miejscu uroczystości pożegnania. Cała procedura związana z przygotowaniem ciała w domu pogrzebowym również leży po stronie pracowników zakładu. Odpowiadam również za takie sprawy jak uaktualnianie ekspozycji z trumnami, urnami, odzieżą pogrzebową, prace porządkowe w pomieszczeniach zakładu, konserwację wnętrza aut do transportu trumien, dbanie o czystość otoczenia zakładu, czyli trawników i parkingów.

Nocny dyżur w zakładzie, za ścianą ciała w trumnach. Miałeś kiedykolwiek obawy podczas takiej zmiany?

Te wszystkie historie o dziwnych dźwiękach w nocy w zakładach pogrzebowych, opowieści o dłoni odciskającej się na okienku przy piecu kremacyjnym to dla mnie próby złamania psychiki osób, które zaczynają pracę w pogrzebówce. Stanowią takie straszaki, aby sprawdzić ,,nowego”, czy wytrzyma w tej branży. I przyznam szczerze, że w ciągu tych trzech lat mojej pracy mnóstwo osób rezygnowało z tej pracy po dniu, czasem nawet po kilku godzinach. Moja babcia zawsze powtarzała, że obawiać się należy żywych, a nie martwych. Poza tym mam zasadę, że podczas nocnego dyżuru zapalam światło w pomieszczeniach, w których będę przebywał – hole, wejście, pokój socjalny i sprawdzam każdy dźwięk, który uznam za niepokojący. To ważne, aby samemu się nie nakręcać, bo lęk rodzi się w naszej głowie i nie zawsze jest ku temu rzeczywisty powód. To, że za ścianą jest chłodnia z ciałami nic nie znaczy, dopóki nie zacznie się tworzyć scenariuszy rodem z filmów grozy.

Pierwszy kontakt z martwym ciałem był dla ciebie trudny? Jakie emocje ci wówczas towarzyszyły?

Pierwsze ciało, jakie odbierałem i transportowałem do zakładu, to był to starszy mężczyzna, który zmarł we własnym domu. Na pewno były stres, zdenerwowanie i ciekawość, ale też adrenalina. Nie da się jednoznacznie nazwać tego, co dzieje się wewnątrz, bo wiele emocji wówczas odczuwasz, ale masz zdanie do wykonania i nie możesz dać się w jakikolwiek sposób zdekoncentrować. Okoliczności, w jakich muszę wykonywać swoje czynności, też maja wpływ na moje emocje. Dużo łatwiej odbierać ciało z wypadku, kiedy nie ma osób trzecich, nie słychać żalu, albo nie ma takiej przeszywającej ciszy, wnikliwej obserwacji każdego twojego ruchu. Dla mnie to rutynowe działanie, dla bliskich symbol pożegnania, strata. Po zwiezieniu zmarłego do firmy, wkłada się go do chłodni. Tam czeka na decyzję rodziny o sposobie pochówku. Wtedy, za moim „pierwszym razem” rodzina zdecydowała o pogrzebie tradycyjnym, więc musiałem umyć ciało, zabezpieczyć wszelkie otwory ciała, z których w wyniku braku pracy mięśni mogłoby dojść do wycieku krwi, kału, ropy, treści pokarmowych. Następnie umyłem ciało i nałożyłem wybrane przez rodzinę ubranie. Tak przygotowane ciało składa się do trumny, w której oczekuje na pogrzeb. Cały ten proces jest serią zabiegów, które przeprowadza się sprawnie, bez chwili na refleksję. Ja wówczas tak to potraktowałem i do dzisiaj właśnie w ten sposób obchodzę się ze zmarłym.

Łukasz, pracujący w branży pogrzebowej
Chyba nie było takiego okresu w historii zakładów pogrzebowych, żebyśmy obawiali się fali zgonów. Jest to nasza praca, z tego czerpiemy dochód, ale skutki epidemii, czyli zgony, jak pokazują media na całym świecie przeciążają firmy pogrzebowe.

Czy psychicznie można uodpornić się na widok martwego człowieka?

Najważniejsze by zachować zimną krew, co nie oznacza obojętności wobec śmierci. Panuje też niepisana zasada w tym zawodzie, że nie skupiamy się na twarzy, nie wpatrujemy się w nią, nie patrzymy, czy ktoś był piękny, młody, miał coś charakterystycznego. To pozwala zachować dystans do tej pracy, bo nie przywiązujesz się do nikogo, nie zapada ci w pamięć, nie budzi skojarzeń. To samo tyczy się nazywania zmarłych imieniem i nazwiskiem. Dla mnie jest to mężczyzna z wypadku, dziewczyna 27 lat. Im mniej wiem o zmarłym, tym szybciej go zapomnę, przejdę nad śmiercią do porządku dziennego. Poza tym, biorąc pod uwagę, że rocznie dokonuje się w zakładzie około 600 pogrzebów, nie sposób skupiać się na imionach czy rysach twarzy. To się zaciera i pozwala nie zwariować.

Stąd obawa twojej rodziny o koszmary nocne.

Zdecydowanie tak. Większość ludzi sądzi, że pracując w zakładzie pamiętam każdego, bo jak nie pamiętać, skoro się kogoś ubierało, widziało tę twarz w kaplicy, wkładało do trumny. Pamiętam, ale kilka sekund, bo przychodzą kolejni zmarli. Sny się zdarzają, ale nie z konkretnym zmarłym. Raczej śni się ta rutyna, te obowiązki, czasem jakieś historie, których byłem świadkiem.

Zwolniona położna: Czułam, jakby ktoś się nade mną znęcał i rozdrapywał rany, które już się zdążyły zabliźnić

Przy dziesięciu pogrzebach tygodniowo trudno mi uwierzyć, że nie nachodzą cię jakiejś refleksje, albo rozważania o śmierci.

Wiem, co kryje się pod tym pytaniem. Zastanawiasz się, czy robiąc pogrzeby tak masowo myślę o własnej śmierci albo o odchodzeniu w ogóle? Obsługa pogrzebu odbywa się mechanicznie. Od początku, czyli od pojawienia się ciała w zakładzie, do końca, którym jest złożenie w grobie, nie masz czasu na refleksje nad przemijaniem, bo jesteś odpowiedzialny za przebieg tego wydarzenia. Musisz zachować profesjonalizm, bo tego oczekują uczestnicy pogrzebu. Tu nie ma miejsca na wzruszenie czy rozmyślanie. Jest kilka zaledwie momentów, kiedy nachodzą mnie myśli natury filozoficznej. Dzieje się tak, kiedy obsługuję pogrzeb osób w młodym wieku, albo tych, które zmarły w bardzo tragicznych, wręcz okrutnych okolicznościach. Wówczas myślę, że życie jest bardzo nieprzewidywalne, zaskakujące, krótkie. Zastanawiam się, jak odejście w młodym wieku rani najbliższych, jak wiele zabiera, jak ważne jest, by czerpać, ile się da ze swojego pobytu na Ziemi. Kiedy natomiast grzebię osobę starszą, w podeszłym wieku, często schorowaną, to przelatuje mi przez głowę pytanie, jak to jest przeżyć 80 czy 90 lat, jak piękny to wiek, jak wiele wspomnień musiało się nazbierać bliskim o tej osobie. Kiedy obsługuję pogrzeb, w którym uczestniczą tłumy, to mam pragnienie, żeby mnie też tak licznie pożegnano. To wszystko, o czym mówię, składa się na wyobrażenie własnego pogrzebu, ale są to ułamki sekundy, kiedy się nad tym zastanawiam. Śmierć własna, czy kogoś z bliskich mi osób, mimo obcowania z nią wciąż pozostaje w kategorii doświadczenia traumatycznego, trudnego.

W jakich sytuacjach, z jakich powodów ludzie decydują się na kremację ciała? 

Zazwyczaj decyzja o dokonaniu kremacji odbywa się z uwagi na stan ciała oraz same okoliczności śmierci. Jeżeli ciało jest w znaczącym rozkładzie, nosi liczne uszkodzenia, pochodzi z wypadku komunikacyjnego lub w wyniku choroby doszło do amputacji kończyn, podskórnych wylewów o dużej powierzchni albo zgon nastąpił w wyniku choroby zakaźnej, w tym koronowirusa, wówczas zaleca się dokonanie kremacji. Jest to dobrowolna decyzja rodziny i pracownikowi zakładu pogrzebowego nie wolno w nią ingerować. Musimy opcję kremacji przedstawić rodzinie, bo jest w ofercie naszej firmy, możemy sugerować, ale ostatecznie rodzina decyduje o formie pochówku. W dużej merze o wyborze kremacji decydują jednak szeroko pojęte względy finansowe. Ten typ pochówku praktycznie na każdym etapie jest tańszy od tradycyjnego pogrzebu. Zarówno ceny urny, jej obsługi przez mniejszą liczbę pracowników, ceny miejsca na cmentarzu są nieporównywalne z cenami trumien, grobów, pomnika. Finanse są kluczowe, bo nie od dziś wiadomo, że pogrzeb jest kosztowny. Kremacja być może właśnie z tego powodu staje się coraz popularniejszą formą ostatniego pożegnania.

Obserwujesz takie zjawisko, że panuje moda na kremację?

Może modą bym tego nie nazwał, ale raczej mającą szansę zaadoptować się tendencją. Kremacje osób sławnych, publicznych, do niedawna postrzegane były w kategorii fanaberii, manifestacji inności. Dzisiaj zwykli ludzie coraz częściej wybierają kremację. W miastach, dużych metropoliach liczba kremacji jest tylko odrobinę niższa niż liczba pogrzebów tradycyjnych. Inaczej rzecz ma się na terenach wiejskich. Podyktowane jest to kulturą, religią, w których spalenie ciała jest utożsamiane z brakiem szacunku, zbezczeszczeniem. Dla wielu ludzi brak ciała to strata większa niż sama śmierć. Wkładanie ciała do grobu ma dla nich znaczenie symboliczne – zmarły wciąż jest obecny na Ziemi, można go odwiedzać. Kremacja jest dla nich pustką, bo nie ma tego namacalnego istnienia, jakim jest ciało. Z pogrzebem tradycyjnym wiąże się jeszcze mnóstwo innych rytuałów, jak potrzeba pobytu zmarłego ostatnią noc w domu, pilnowanie kierunku wynoszenia ciała z domu, aby odbyło się nogami do przodu, składanie kwiatów do grobu. Wiele z tych świeckich obrzędów nie ma miejsca przy urnie z prochami, przez co ludzie czują się odarci z tradycji, przyzwyczajeń. Coraz liczniej zapełnione cmentarze wymuszają jednak zwrot ku kremacji, by minimalizować wystawne prywatne kwatery, rodzinne nagrobki na rzecz skromnych katakumb o znacznie mniejszych rozmiarach. Dla coraz większej liczby osób kremacja jest powrotem do starotestamentowej maksymy „Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”. Ta urna z prochem ludzkim ma wymowny charakter, bo symbolizuje ulotność, lekkość bytu, wolność.

Jak technicznie przebiega kremacja ludzkiego ciała?

Wspominałem już, że podobnie jak w przypadku pogrzebu tradycyjnego bliscy zmarłej osoby wybierają w zakładzie lub sami dostarczają ubranie, które wkłada się zmarłemu. Nie spala się nagich ciał. Ciało trafia do trumny kremacyjnej, która jest skromną, drewnopodobną skrzynią bez ozdób, wyściełań, jakie posiada trumna pogrzebowa. Przed wjazdem trumny do pieca kremacyjnego rodzina ma czas, by pożegnać zmarłego. W zależności od rodzaju obrzędu – świecki, czy wyznaniowy mogą odbywać się modlitwy, przemowy, rytuały w kaplicy lub sali pożegnań. Rodzina widzi tylko i wyłącznie sam wjazd trumny do krematorium. Stosunkowo niewiele kremacji odbywa się w obecności rodziny. Większość ludzi dokonuje pożegnania w innym terminie, zaś sama kremacja odbywa się w czasie wyznaczonym przez zakład pogrzebowy, często w nocy z uwagi na obłożenie krematorium. Piec kremacyjny ma kształt tunelu, służy do spopielania indywidualnego. Nie należy mylić go z piecem krematoryjnym, będącym jedną wielką komorą mogącą pomieścić kilkadziesiąt osób, który powstał do wykonywania masowych morderstw w okresie II wojny światowej. Ta mocna zbieżność nazw sprawia, że wiele osób utożsamia współczesną kremację z tą z czasów wojny, a piec jawi się wciąż jako symbol zła i krzywdy. Kremacja odbywa się w temperaturze 900-1000 stopni Celsjusza i trwa do dwóch godzin, w zależności od masy ciała. Najszybciej spaleniu ulega odzież, po której praktycznie nie pozostaje żaden ślad, żaden popiół. Temperatura jest na tyle wysoka, że wszystko wypala się do zera, znika. Najdłużej palą się kości i to one stanowią popiół, który po zakończonej kremacji wybiera się z pieca i umieszcza w wybranej przez rodzinę urnie. W procesie spalania wydzielają się woda i dwutlenek węgla, przez co krematoria wyposaża się w systemy oczyszczania spalin w trosce o środowisko.

Łukasz, pracujący w branży pogrzebowej
Te wszystkie historie o dziwnych dźwiękach w nocy w zakładach pogrzebowych, opowieści o dłoni odciskającej się na okienku przy piecu kremacyjnym to dla mnie próby złamania psychiki osób, które zaczynają pracę w pogrzebówce. Stanowią takie straszaki, aby sprawdzić ,,nowego”, czy wytrzyma w tej branży. I przyznam szczerze, że w ciągu tych trzech lat mojej pracy mnóstwo osób rezygnowało z tej pracy po dniu, czasem nawet po kilku godzinach

Zdarzyło ci się, że rodzina żałowała kremacji bliskiej im osoby?

Spopielenie zwłok nie jest decyzją spontaniczną. Zazwyczaj bliscy mają te kilka dni od śmierci do pogrzebu, by wybrać, jakiego pochówku dokonają. Nie pamiętam w swojej karierze, żeby ktoś żałował kremacji bliskiej mu osoby. Mało jest też okazji, by taką rozmowę odbyć. Po pogrzebie zostaje niewiele formalności do załatwienia z rodziną, ponadto okoliczności są na tyle trudne, że nietaktem było by pytanie, czy żałują kremacji.

Czy jest jakiś pogrzeb, który pamiętasz szczególnie?

W ciągu tych kilku lat jedynym pogrzebem, który zapadł mi w pamięć, było pożegnanie sześciomiesięcznego dziecka, które zmarło w wyniku choroby. To był też mój pierwszy pogrzeb dziecka, którego byłem kierownikiem. Wraz z innym pracownikiem zakładu odebraliśmy to małe, ważące zaledwie kilka kilogramów ciałko ze szpitala, w obecności rodziców zawinęliśmy w całun i włożyliśmy do niewielkich rozmiarów trumienki. W zakładzie dokonywałem dalszych czynności związanych z przygotowaniem ciała do pochówku. Dziecko było ubrane w białe szatki, które rodzina przygotowała na chrzest. Pożegnanie odbyło się w obrządku katolickim, uczestniczyli w nim jedynie rodzice i dziadkowie oraz dwóch pracowników firmy pogrzebowej. Myślę, że śmierć dziecka jest dla każdego człowieka doświadczeniem niewyobrażalnie bolesnym, niesprawiedliwym i każdy z nas, pracowników firm pogrzebowych jest nią wstrząśnięty. To pożegnanie utkwiło mi w pamięci chyba na zawsze, mimo że jeszcze nie mam własnych dzieci i nawet nie umiem wyobrazić sobie, jakie to musi być trudne dla rodzica.

"Przeżywanie żałoby nie jest pogodzeniem się ze stratą, jest nauką życia w nowej rzeczywistości, bez ukochanej osoby" - mówi psycholog Jarosław Zabojszcz

Praca w zakładzie pogrzebowym obciąża niesamowicie psychicznie. A czy fizycznie również?

Obciążenie fizyczne jest epizodyczne tak naprawdę. Wysiłek towarzyszy nam tylko podczas podnoszenia i przenoszenia ciał a później trumien, ale ciężar wówczas rozkłada się na czterech, czasami sześciu mężczyzn w zależności od masy ciała zmarłej osoby. Na pewno nie można tego porównywać z pracą na budowie, gdzie to dźwiganie jest praktycznie cały czas. Sama trumna wykonana z kilku warstw drewna nie jest lekka a co dopiero ze zwłokami, jednak niesienie jej na ramieniu nie trwa tak długo, by można było mówić o zmęczeniu fizycznym.

Najtrudniejszy dzień w pracy jak dotąd?

Wskazać konkretnego dnia nie potrafię, ale mogę określić, jaki dzień pracownik pogrzebówki może uznać za trudny, męczący. Do takich dni należą te, w których wykonujemy odbiory prokuratorskie, czyli zwiezienie ciał z wypadków komunikacyjnych i samobójstw. Każdy taki odbiór niesie za sobą wiele doświadczeń. Odbieramy wisielców, topielców, królów szos i ich ofiary, ciała w rozkładzie osób samotnych, poćwiartowane szczątki z wypadków pracowniczych. Wiadomo, że taka śmierć będzie szokiem dla najbliższych, a my przez najbliższe kilka dni będziemy z nimi współpracować i towarzyszyć im w ich emocjach.

8 sposobów na poprawienie odporności w czasie epidemii

Nasza rozmowa to doskonała okazja byś odniósł się do kilku mitów, jakie krążą o pracownikach pogrzebówki. Jak to jest z tym piciem alkoholu przed pogrzebem na odwagę, łamaniem kończyn podczas ubierania, robieniem selfie ze zmarłym?

Znam dużo gorsze mity, ale nie będę ich przytaczał, bo są dla naszej branży mocno krzywdzące. Te, które wymieniasz, są w dużej mierze pozostałością po dawnych czasach, kiedy to zakłady pogrzebowe dopiero raczkowały. Nie było wówczas stałej, przeszkolonej załogi, więc pogrzeby obsługiwali mężczyźni z ulicy – sąsiedzi zmarłego, znajomi grabarza, przypadkowe osoby chcące dorobić. Wówczas mogło zdarzyć się, że ktoś wypił ma odwagę. Jak w każdym zawodzie, także w branży pogrzebowej picie alkoholu podczas pracy jest całkowicie zabronione. To niedopuszczalne, aby ktokolwiek mógł spożywać alkohol, tym bardziej, że jesteśmy też kierowcami samochodów pogrzebowych. Co do łamania kości myślę, że to wytwór wyobraźni albo jakaś mocna inspiracja filmami grozy. Moja praca jest mechaniczna, ale z zachowaniem godności osoby zmarłej. Ciało po śmierci podlega również ochronie prawnej a działania, o których mówisz, są wykroczeniem przeciwko przepisom. Selfie pozostawię bez komentarza, bo nawet nie chcę odnosić się do fantazji osób, które widzą fun we wszystkim, zapominając o uczuciach innych.

Jak ludzie traktują pracowników zakładów pogrzebowych?

Z mojego doświadczenia wynika, że jest to zawód społecznie szanowany, podziwiany z uwagi na miejsce wykonywania pracy. Wielokrotnie rodziny zmarłych składają nam podziękowania za pełną szacunku i profesjonalizmu organizację uroczystości pogrzebowych. Docenia się nasze postawy – taktowność, subtelność, zdyscyplinowanie. Są jeszcze osoby, które widzą noszenie trumien na ramionach w kategorii służby. To, że ta ostatnia droga człowieka jest przygotowana z dbałością o każdy szczegół, pomaga rodzinie, dając poczucie, że zaopiekowali się swoimi bliskim zmarłym w sposób godny, z miłością.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

Kobieta w maseczce ochronnej

Nie wierzysz, że maseczki ochronne zabezpieczają przed wirusem? Zobacz ten filmik

Jennifer Aniston

Jennifer Aniston: Jeśli zależy wam na ludzkim życiu, proszę, noście cholerne maseczki

Probówki w laboratorium

Ile będzie kosztować remdesivir – lek na COVID-19? Za kurację trzeba będzie zapłacić prawie 10 tysięcy złotych

Pandemia zmieniła nasze przyzwyczajenia. Tych rzeczy nie będziemy chciały już nigdy dotykać

Koronawirus w Polsce. WUM: tylko co trzeci Polak skorzystałby ze szczepionki przeciw COVID-19

WUM: tylko co trzeci Polak skorzystałby ze szczepionki przeciw COVID-19

Lek na COVID-19? Krajowa Organizacja Weryfikacji Autentyczności Leków przestrzega: uważaj na fałszywe produkty

Lek na COVID-19? Krajowa Organizacja Weryfikacji Autentyczności Leków przestrzega: uważaj na fałszywe produkty

Koronawirus / istock

Brytyjscy psychiatrzy przestrzegają przed kolejnymi negatywnymi skutkami pandemii. To trauma, lęki czy zaburzenia snu

Kobieta w aucie z mapą

„W wypadkach drogowych wszyscy giniemy tak samo”. Historie opisane przez ratownika mrożą krew w żyłach

Wybory prezydenckie 2020 / istock

Wybory prezydenckie 2020. Ministerstwo Zdrowia wydało wytyczne dotyczące zasad bezpieczeństwa epidemiologicznego

Swój smartfon powinnaś czyścić codziennie, nie tylko w związku z pandemią

Plaża

Tłumy ludzi na brytyjskich plażach w trakcie pandemii koronawirusa. Za tydzień nad polskim morzem będzie podobnie?

Płuca z gałązek bzu

Szokujące zdjęcie płuc pacjentki z COVID-19. Pokazuje, jak groźny jest koronawirus

Tajemnice koronawirusa, których nikt nie potrafi wytłumaczyć

Koniec pracy zdalnej? Zobacz, jak uniknąć zarazków w publicznym transporcie

Kobieta stoi w maseczce w tramwaju

Kary do 30 tys. zł za brak maseczek w komunikacji miejskiej. W całym kraju ruszyły kontrole

Lekarka w fartuchu ochronnym ściąga rękawiczki

Zdjęcie dłoni lekarza po 10 godzinach w rękawiczce. Tak wygląda walka na pierwszej linii frontu z COVID-19

Jak dbać o skórę w czasie epidemii?

Jak dbać o skórę w czasie epidemii? Sprawdź, co radzą specjaliści – dermatolog i chirurg

Kobieta z maseczką ochronną stoi obok pociągu

Ministerstwo Zdrowia apeluje do Polaków. „To, co widziałem, woła o pomstę do nieba”

#NieOczerniajGórnika. Sonia Bohosiewicz w poruszających słowach staję murem za górnikami

#NieOczerniajGórnika. Sonia Bohosiewicz w poruszających słowach staje murem za górnikami

Druga fala koronawirusa w Chinach. Władze zaostrzyły restrykcje, żeby uniknąć powrotu pandemii

Druga fala koronawirusa w Chinach. Władze zaostrzyły restrykcje, żeby uniknąć powrotu pandemii

Koronawirus w Polsce. Czy test na za 30 zł, który pokazał Marek Jakubiak na debacie prezydenckiej, rzeczywiście jest skuteczny?

Koronawirus w Polsce. Czy test za 30 zł, który podczas debaty prezydenckiej pokazał Marek Jakubiak, rzeczywiście jest skuteczny?

WHO ogłosiło przełom w poszukiwaniu leku na COVID-19. "To pierwsze sprawdzone leczenie, które zmniejsza śmiertelność u pacjentów z COVID-19"

WHO ogłosiło przełom w walce z COVID-19. Jest pierwszy lek, którego skuteczność została potwierdzona klinicznie

Kobieta na plaży

Koronawirus w Polsce. Jak wyjść z izolacji? Radzi psycholożka Anna Cyklińska

Anna Puślecka

Zamknięte ośrodki, przerażeni pacjenci, odraczane wizyty. „Chorzy na nowotwór są zanurzeni po szyję w bagnie”

Najpopularniejsze

Kortyzol – jak go obniżyć? Objawy i przyczyny podwyższonego poziomu kortyzolu

Masturbacja może być jeszcze przyjemniejsza. Co robić, aby przenieść doznania na wyższy poziom?

Płatki kwiatków na otwartej dłoni

Zastrzał – 7 domowych sposobów jak sobie z nim poradzić

5 rzeczy, które mężczyźni uwielbiają w łóżku

5 rzeczy, które mężczyźni uwielbiają w łóżku

Para na kanapie

Seks analny – co to jest i jakie są najlepsze pozycje analne?

spuchnięta powieka - kobieca powieka

Spuchnięta powieka – przyczyny i leczenie opuchlizny. Domowe sposoby na opuchnięte powieki.

kobieta, ból

Fibromialgia – kiedy boli cię wszystko. Czym objawia się ta tajemnicza choroba?

Kobieta pokazuje język, na nim jest zaznaczony czerwony punkt

Krosta na języku – przyczyny powstawania, leczenie. Skąd się bierze krosta na języku i jakie ma formy?

Ból trzustki - kobieta trzymająca się za brzuch

Ból trzustki – jak boli trzustka i jak odróżnić ból trzustki od bólu żołądka?

kobieta, którą bolą plecy

O czym świadczy ból pod łopatką? Charakter bólu, objawy i możliwe sposoby leczenia

Truskawki - produkty bogate w błonnik

Błonnik – w czym jest go dużo? Sprawdź, jakie owoce i warzywa są bogate w błonnik

Regeneracja organizmu po odstawieniu alkoholu. Sprawdź, jakie są efekty, kiedy zrezygnujesz z weekendowego drinka

Rak kości – objawy i przyczyny

Rak kości – przyczyny i objawy. Jak je szybko rozpoznać?

Kiedy występuje niskie ciśnienie i wysoki puls?

Niskie ciśnienie i wysoki puls – kiedy występują? Co to oznacza?

Co oznacza drętwienie rąk w nocy i podczas snu?

Co oznacza drętwienie rąk w nocy i podczas snu?

kobieta z bólem zęba

Ropień zęba – domowe sposoby na opuchliznę