Przejdź do treści

„Matek-lekarek jest w Polsce tysiące. Z bobasem przy piersi czytają literaturę fachową, a prosto ze szpitala gnają do piaskownicy lepić baby z piachu” – mówi Natalia Rogińska, pediatra

Natalia Rogińska
Natalia Rogińska, pediatra / fot. Archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Test Dermedic / Fot. Archiwum Hello Zdrowie
Redakcja HZ testuje: dermokosmetyki polskiej marki Dermedic
jajka
Cholesterol – wróg czy przyjaciel? Jak interpretować wyniki i jakie wartości są właściwe?
Migrena u kobiet / istockphoto.com
„Migrena jest chorobą powszechną, to żadna fanaberia hrabianek. Cierpi na nią 3 mln Polek” – mówi dr Marcin Straburzyński
Joanna Moro / Instagram.com
Joanna Moro morsuje w zaawansowanej ciąży. „A te wyczyny nie mogą zaczekać? Głupota!” Czy jednak na pewno? Ginekolog odpowiada
Lekarka bada gardło pacjentce, dotykając szyi w gabinecie lekarskim. Panie widać przez szybę
Angina bakteryjna a wirusowa – czym się różnią? Przy której podać dziecku antybiotyk? Z quizu lekarki Róży Hajkuś dowiesz się ciekawych faktów

– Pożądane cechy u pediatry to uważność i szczerość. Trzeba być uważnym, bo dzieci nie wszystko powiedzą. Trzeba być też szczerym, bo dzieci wyczują najdrobniejszy fałsz, żadne „nie będzie bolało” nie przejdzie. Dadzą się nabrać tylko raz, a potem stracą zaufanie do nas i trudno będzie je na nowo odbudować – mówi dr Natalia Rogińska, pediatra i mama trójki dzieci, którą zapytaliśmy nie tylko o kulisy zawodu, ale także o bycie matką-lekarką, fenomen instagramowych medyczek i o to, czy na zdrowie wychodzi bycie kumplem małych pacjentów.  

Monika Słowik: Pediatrię wybiera się z miłości do dzieci?

Natalia Rogińska: Myślę, że jest szereg różnych motywacji przy wyborze specjalizacji. Znam wielu znakomitych pediatrów, którzy przyznają, że dzieci zaledwie „tolerują”, a niektórzy wręcz mówią, że za nimi nie przepadają. Ten emocjonalny dystans do pacjenta, jakim jest dziecko, pozwala im mimo wszystko dobrze funkcjonować w zawodzie. Jeśli chodzi o mnie: lubię dzieci (podobnie jak innych ludzi), potrafię z nimi nawiązać dobry kontakt. Myślę, że je rozumiem i potrafię być dla nich lekarzem, którego lubią, którego się nie boją, któremu ufają. Jeśli słyszę z ust kogoś, że wybiera pediatrię, bo kocha maluszki i dzieciaczki są słodkie, to zastanawia mnie jego motywacja i wcale nie uważam, że wróży to zawodowy sukces, jakkolwiek rozumiany.

Wierzy pani jeszcze, że lekarką zostaje się z powołania?

Chciałoby się tak myśleć o lekarzach, że to powołanie sprowadza ich do szpitali i gabinetów. Pamiętajmy, że w tym co robi lekarz jest dużo normalnej administracyjnej, biurowej, komputerowej, papierkowej pracy. Resztę wypełniają relacje z ludźmi i pasja. Nie czuję powołania, ale mam za to ogromne pokłady pasji do tego zawodu i myślę, że dobrze odnajduję się w relacjach z ludźmi (w tym z dziećmi) w różnych, nawet kryzysowych sytuacjach.

Spotykając się non stop z dziećmi w pracy chce się mieć własne? Wie pani, są kobiety, którym zbrzydło macierzyństwo, bo za dużo obcują z najmłodszymi.

Relacja lekarz-dziecko i rodzic-własne dziecko jest zupełnie inna. Coś się zmienia w ludziach, gdy zostają rodzicami i myślę, że to wpływa na pracę każdego pediatry, który doświadczył bycia rodzicem. Czy działa to w drugą stronę? Czy relacja z pacjentami wpływa na nasze rodzicielstwo? Niektóre kobiety przez tryb pracy mają problem z zajściem w ciążę, niektóre przez wyzwania związane z kształceniem odkładają tę decyzję – i to czasem faktycznie obserwuję. Jeśli chodzi o wpływ pracy z chorymi dziećmi na własne plany prokreacyjne i relacje z własnymi dziećmi, to jest sprawa bardzo indywidualna.

A w pani przypadku jak było?

Każde moje dziecko pojawiało się w zupełnie innym momencie mojej zawodowej ścieżki. Pierwsze dziecko miałam przed szkoleniem pediatrycznym (na stażu podyplomowym), drugie w środku rezydentury, a trzecie już gdy byłam specjalistą.

Podczas pracy w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie codziennie spotyka się dziesiątki ciężko, a nawet śmiertelnie chorych dzieci, doświadcza się czasem zaburzenia statystyki pewnych zjawisk. Wydawało mi się, że zdrowe dziecko to rzadkość. I czasem po całym dniu trudnej psychicznie pracy, wracałam do swoich zdrowych dzieci i radość z tego ich zdrowia była spotęgowana, właśnie przez pracę, którą wykonuję. Naprawdę, nie ma ani krzty przesady w mówieniu, że zdrowie jest najważniejsze.

Natalia Rogińska, pediatra
dr Natalia Rogińska, pediatra
Pediatria to specjalizacja wybitnie sfeminizowana. W ogóle współczesna medycyna jest sfeminizowana - większość medyków młodego pokolenia to kobiety

Jakie cechy pani zdaniem powinna mieć lekarka pediatrii? To zawód dla każdej kobiety?

Pediatria jest nie dla każdej kobiety i jednocześnie wiele różnych osób się w niej odnajdzie. Zarówno miłe ciocie, jak i groźne konkretne babki (serio!). Wbrew pozorom to dobrze jeśli wśród pediatrów jest osobowościowa różnorodność. Pediatrzy kojarzeni są z kolorowymi fartuszkami, naklejkami w kieszeniach i pluszowymi otulaczami na stetoskopy, ale nie zawsze tak jest. Zwykle są to po prostu sympatyczni ludzie. Osobiście uważam, że są pożądane cechy to uważność i szczerość. Trzeba być uważnym, bo dzieci nie wszystko powiedzą (ze względu na wiek, umiejętność dobrania słów, lęk). Trzeba być też szczerym, bo dzieci wyczują najdrobniejszy fałsz, żadne „nie będzie bolało” nie przejdzie. Dadzą się nabrać tylko raz, a potem stracą zaufanie do nas i trudno będzie je na nowo odbudować.

Kobiecie jest prościej być pediatrą niż mężczyźnie? 

Nie. Nie widzę tu jakiegoś trendu płciowego odnośnie tego, jaka płeć lepiej odnajduje się w tej specjalizacji, ale ewidentnie jest trend płciowy jeśli chodzi o to, kto tę specjalizację wybiera. Kongresy i oddziały są pełne kobiet. Jest to specjalizacja wybitnie sfeminizowana. Tak w ogóle: współczesna medycyna jest sfeminizowana – większość medyków młodego pokolenia to kobiety.

Coraz większą popularność w sieci zyskują matki-lekarki z przeróżnymi specjalizacjami. Skąd pani zdaniem, wynika to zainteresowanie? Lekarka-matka jest bardziej wiarygodna dla drugiej matki?

Matki-specjalistki to ciekawy konstrukt social-mediowy. Z jednej strony zaznaczają swój autorytet specjalnością, a z drugiej zjednują do siebie masę kobiet tym, że są matkami, czyli mierzą się z tymi samymi wyzwaniami co inne matki. Bywa, że postrzegamy je jako dziewczyny z sąsiedztwa, niemalże nasze przyjaciółki, które w dodatku mają gotowe recepty na wiele macierzyńskich dylematów.

Matek-różnych-lekarek jest w Polsce tysiące. Z bobasem przy piersi czytają literaturę fachową, a prosto ze szpitala gnają do piaskownicy lepić baby z piachu. Kilkadziesiąt z nich działa aktywnie w mediach społecznościowych i czasem przycupnę przy jakiejś treści ich pogadanki, przeczytam post.  Zwykle pozostaje we mnie taka refleksja, że to było całkiem fajne, coś wnosi, jest potrzebne. Sama trochę działam, ale bez jakiejś większej sławy – może dlatego, że mój nickname nie sugeruje ani specjalizacji, ani tego, że jestem matką (śmiech).

Cieszę się, że lekarze w sieci działają, edukują, i że socialowym matkom-lekarkom  w całym kołowrotku macierzyństwa i pracy chce się zrobić coś więcej, chce się na to poświęcać czas i energię. Najczęściej na profilach tych osób spotykamy przystępny kontent medyczny. Niejednokrotnie ich jedno zdanie, czy jeden post znaczy więcej dla innych matek niż wykład uznanych autorytetów medycznych, wyniki badań naukowych, czy stanowisko towarzystwa naukowego. Zwykle mają one w sobie  smykałkę edukatora, zdolność ładnej prezentacji treści via media społecznościowe, a przy tym nie krępują się pokazać siebie w sytuacji domowej, prywatnej, co dodatkowo ociepla wizerunek.

Mowa o wizerunku, więc muszę zapytać o odbiór przez opiekunów. Jak lekarkę pediatrii traktują rodzice pacjentów?

Rodzice to bardzo ważne ogniwo całego procesu diagnozy i leczenia małego pacjenta. Staram się układać tę relację w taki sposób: otóż, ja jestem ekspertem od dzieci, do którego przychodzą rodzice, którzy są ekspertami od swojego dziecka. To oni wiedzą, czy faktycznie zbladło, czy taką ma urodę, czy zachowuje się dziwnie, czy tak jak zwykle. Wierzę im i staram się być ich partnerem. Nie roszczę sobie prawa do nieomylności, chętnie rozmawiam z rodzicami detalicznie na różne tematy, rozwiewam wątpliwości i czasem potrafię się zachwycić jak głęboko weszli w jakiś temat. Czasem niestety – korzystają z niewłaściwych źródeł.

View this post on Instagram

#icojarobietu

A post shared by natalia roginska (@dr_empiria) on

I co wtedy, kiedy ewidentnie wolą Dr Google?

Często przychodzą do mnie rodzice z gotową tezą: na przykład “po antybiotyk” i są początkowo rozczarowani, że go nie dostają tak po prostu. Nie próbuję na siłę przekonać do siebie rodziców pacjenta. Czasem po prostu „nie ma fal” i nikt się nie powinien za to winić: warto wybierać lekarzy, do których ma się zaufanie. Mam szacunek do tego, co wiem i czego mnie uczono, więc nie pozwalam sobie na uległość w kwestiach, w których wiem, że nauka ma racje – a ja ją w pewnym sensie w tej relacji reprezentuję. Nie da się ode mnie wymusić zachowania niezgodnego z dobrą praktyką lekarską, działam w zakresie zasad medycyny opartej na faktach, etyki i prawa, w najlepszym interesie dziecka.

Natalia Rogińska, pediatra
dr Natalia Rogińska, pediatra
Matki-specjalistki to ciekawy konstrukt social-mediowy. Z jednej strony zaznaczają swój autorytet specjalnością, a z drugiej zjednują do siebie masę kobiet tym, że są matkami, czyli mierzą się z tymi samymi wyzwaniami co inne matki

Z jakimi typami matek spotyka się pani najczęściej w swoim gabinecie?

Tyle matek, ilu pacjentów! Oczywiście, można ubrać to w jakąś typologię, bo niektóre schematy się powtarzają, ale unikam tego. Staram się nie szufladkować rodziców: to że nie jedzą całą rodziną glutenu bez wskazań, wcale nie oznacza, że nie będą szczepić swojego dziecka. To że nie zgadzają się na podanie witaminy K, wcale nie oznacza, że chcą źle: po prostu może trafili po drodze na niewłaściwe źródła wiedzy, niekompetentnych doradców.

W relacji lekarz-rodzic pacjenta przypominam czasem, że mamy wspólny cel: dobro ich dziecka i to czasem studzi emocje, w których próbują przelać na lekarza jakieś frustracje na przykład na to, że dziecko zachorowało. Najtrudniejsze „typy” matek, to te, z dużym poziomem lęku, z brakiem przeświadczenia o swojej kompetencji w roli matki oraz te, które nie mają wsparcia w najbliższym otoczeniu.

Kobieta, która leczy dzieci i ma własne potomstwo ma kiedykolwiek wolne? Umie pani nie być pediatrą w swoim własnym domu?

Bywam lekarzem dla swoich dzieci. Oczywiście moje dzieci korzystają z przychodni (szczepię je tam), odwiedzają też sporadycznie różnych specjalistów (ortopedów, stomatologów, okulistów). Czasem dzwonię do koleżanek po fachu, żeby się utwierdzić w przekonaniu, że podejmuję dobrą decyzję, że też by tak zrobiły, że mają podobny tok myślenia do mojego.

Mówi się, że ciężko zachować obiektywizm i trzeźwo myśleć, jeśli chodzi o swoje dzieci. Muszę przyznać, że zdarzyły mi się takie sytuacje, w których zachowałam się jak „typowa matka”, a nie jak lekarz. Na szczęście miałam wokół siebie medyków, którzy potrafili przejąć kontrolę nad sytuacją i pozwolili mi odetchnąć od tej podwójnej roli, a tym samym odpowiedzialności. Mogłam się zająć tylko przytulaniem, towarzyszeniem i „matkowaniem”. Jestem im za to bardzo wdzięczna, jako matka.

Antybiotyk a wirus

Co jest najtrudniejsze w byciu mamą-pediatrą?

Najtrudniejsza jest świadomość zagrożeń. Codziennie widzisz, jak namacalne staje się zagrożenie, o którym większość rodziców zaledwie słyszy, a niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy z ich istnienia. Zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie mięśnia sercowego, „jakieś tam” powikłania ospy czy grypy, którymi straszą, dla niektórych to tylko hasła, nie zawsze rozumieją, jak poważne stany kliniczne się za tym kryją. Pediatrom te choroby i powikłania kojarzą się z konkretnymi pacjentami i tragediami, których byli świadkami.

Trudno też nie wspomnieć o tym, że trudno być matką-lekarką, szczególnie jeśli jest się na etapie nauki, w trakcie specjalizacji. Szczególnie obciążający jest przymus pracy zmianowej (mało którą specjalizację da się zrobić nie dyżurując – a na pewno nie pediatrię). Często mamy-lekarki  pracują w dużym wymiarze godzin, oprócz etatowej pracy podejmuje się dodatkowe wyzwania naukowe albo zarobkowe. Żonglowanie czasem to bardzo trudna sztuka w tym zawodzie, bardzo łatwo stracić balans. Czasem też mi się to zdarzało.

Natalia Rogińska

Natalia Rogińska, pediatra / fot. Archiwum prywatne

Mając własny gabinet pediatryczny często zdarza się pani pracować do późna? Umie pani odmówić zatroskanemu rodzicowi?

Przyznaję się do tego, że z powodu pracy wielokrotnie spóźniałam się, żeby odebrać własne dzieci, albo psułam rodzinie weekend. I beznadziejnie się z tym czułam, więc staram się tego nie robić.

Nie mam zwyczaju odmawiać, jeśli jestem w stanie pomóc (mam czas i warunki), a ktoś jest w sytuacji, która wymaga pomocy pediatry. Rozumiem czym jest poczucie bezradności rodzica, dla którego nie jest oczywiste do kogo się zwrócić z problemem związanym z dzieckiem. Nie ma pojęcia gdzie szukać informacji odnośnie tego, jak postępować w stanach ostrych, kiedy powinien wezwać pogotowie, a kiedy może sobie pozwolić na odroczenie wizyty do następnego dnia.

Nie mam pretensji o to, że rodzice szukają pomocy również u mnie. Unikam porad, których udzielanie byłoby po prostu nieodpowiedzialne (np. nie leczę bólu brzucha przez telefon). Lubię, gdy odbywa się to z szacunkiem dla mojego życia rodzinnego i czasu wolnego. Zdarzały się pytania od pacjentów, zaczynające się od:  „Wiem, że jest pani teraz na urlopie, ale…”, „Pani Doktor, wiem, że właśnie pani urodziła, ale…”. Myślę, że każdy rozumie, że nie zawsze lekarz jest w pracy.

Natalia Rogińska, pediatra
dr Natalia Rogińska, pediatra
Myślę, że pokazując dzieciom jakieś słabości, również to że popełniam błędy, a potem za nie przepraszam, próbuję je naprawić, też ich czegoś uczę

Została pani niedawno po raz kolejny mamą i muszę zapytać, jak radzi sobie lekarka pediatrii ze złotymi radami typu: „załóż czapeczkę”, „przeziębi się z gołymi nóżkami”. Są odważni, którzy udzielają porad pediatrze?

Jestem w dość komfortowej sytuacji, bo nikt moich wyborów jawnie nie krytykuje. Zawsze, gdy ktoś nieproszony udziela nam rad, w duchu sobie myślę, że na pewno ma dobre intencje, więc mu dziękuję za troskę, czasem coś wytłumaczę, ale robię swoje. Osoby, które wiedzą, że jestem pediatrą i psychologiem, pozwalają sobie na trochę inną, mniej ekspercką, formę. Zamiast rady słyszę: „za moich czasów…”, albo „ja to bym zrobiła to o tak…”.  Najchętniej takie uwagi traktuję jako zaproszenie do dyskusji. Przyznam szczerze, że najchętniej dyskutuję z osobami, które miały tuzin dzieci, albo wychowały je w jakichś innych czasach (w PRLu), w innej kulturze, w innym kraju. Takie rozmowy coś wnoszą do mojej wiedzy o świecie, kulturze i historii.

Czy będąc pediatrą można patrzeć na dzieci bez lęku o ich zdrowie? Czy widząc dziecko od razu włącza się pani diagnozowanie małego pacjenta?

Włącza mi się diagnozowanie. Czasem można postawić strassen diagnose, bo już na pierwszy rzut oka widać chorobę. Zdarza się, że widzę jakieś znaki świadczące o chorobie. Miewam dylemat co z tym zrobić, ale raczej zakładam, że to dziecko ma jakiegoś lekarza, który również je widział. A to czy zwrócę uwagę, oczywiście zależy od relacji w jakiej jestem z rodzicem dziecka. Nie zaczepiam z powodów medycznych matek na placach zabaw. Ale jak już jestem z dzieckiem w relacji lekarz-pacjent, staram się kompleksowo podejść do wizyty i zwracam uwagę na różne rzeczy, nie tylko związane z problemem, z którym przychodzą do mnie.

Leczy pani dzieci swoich znajomych, z rodziny?

Tak. Jeśli tego potrzebują i zwrócą się do mnie o pomoc – zwykle to robię.

Mama-pediatra popełnia błędy w wychowywaniu własnych dzieci? 

Nie tylko mama pediatra, ale i mama psycholog. Zdarza mi się źle zareagować, źle poprowadzić jakąś rozmowę, ale zwykle wyłapuję te zachowania u siebie i staram się skorygować swój błąd. Myślę, że pokazując dzieciom jakieś słabości, również to że popełniam błędy, a potem za nie przepraszam, próbuję je naprawić, też ich czegoś uczę. Tak długoterminowo myślę, że mam dobre cele wychowawcze i niezłą strategię na ich realizację. Wychowuję moje dzieci tak, żeby były uczciwe, otwarte na świat i żeby umiały czerpać radość z poznawania świata, relacji z ludźmi. Żeby szanowały przyrodę, były wrażliwe na krzywdę innych, pewne siebie. Dajemy im dobry przykład: to podstawa.

A jak to jest być żoną-pediatrą? Z reguły mężczyźni podchodzą z rezerwą do obaw kobiety związanych ze zdrowiem dziecka. Pani ma łatwiej wytłumaczyć mężowi, że coś jest z dzieckiem nie tak, bo ma oręż wiedzy medycznej? Czy wręcz przeciwnie – zazwyczaj posądza panią o nadopiekuńczość?

Mój mąż w stu procentach ufa moim wyborom, diagnozom, jeśli chodzi o nasze dzieci. Powiem więcej: pozwala sobie nie mieć zdania na wiele tematów związanych ze zdrowiem i docenia ten psychiczny luz. Czasem, gdy któremuś z naszych dzieci coś dolega, jest chore, wydarza się coś stresującego zdrowotnie, po fakcie, jak już rozprawię się z problemem, mówi: „nie wiem co bym zrobił w takiej sytuacji bez ciebie”, albo „jak to dobrze, że jesteś lekarzem i wiesz co robić…”.

Jeśli chodzi zaś o bycie mężem lekarki: to jest trudne. Mój mąż przebył ze mną całą edukacyjną drogę: studia, staże, doktorat, szkolenia, specjalizację i w końcu – egzamin specjalizacyjny. Myślę, że kosztowało go to wiele cierpliwości i wyrozumiałości. Gdy zrobiłam specjalizację i obiecałam mu, że przez chwilę odpocznę od naukowych i zawodowych wyzwań, tylko się uśmiechnął. Bo  wiedział, że na pewno sobie wymyślę jakiś kolejny cel i no cóż. Miał rację. Samokształcenie i stawianie sobie kolejnych zawodowych celów jest po prostu wpisane nierozerwalnie w ten zawód i w moją naturę.

Co najtrudniej jest pani znieść w byciu pediatrą?

Nie lubię, gdy dzieci cierpią, gdy są krzywdzone, zaniedbywane, a z tym pediatrzy się stykają w swojej pracy. Trudno zaakceptować to, że medycyna ma swoje ograniczenia, że nie wszystkim da się pomóc. Trudno zaakceptować przeszkody administracyjne i finansowe, chciałoby się, żeby wszystkie dzieci miały równy dostęp do leczenia i profilaktyki. Trudno pogodzić się, gdy dzieci przedwcześnie umierają, są terminalnie chore. W tej pracy zdarza się, że jest dużo dziecięcych łez, krzyku, smutków, to nie jest łatwe obcować z tym na co dzień.


dr n. med. Natalia Rogińska – pediatra – wykształcona przez Warszawski Uniwersytet Medyczny i wyspecjalizowana przez Klinikę Kardiologii Centrum Zdrowia Dziecka, psycholog z dyplomem magistra Wydziału Psychologii UW, autorka powieści wydanych przez wydawnictwo Prószyński i ska, jak mówią jej dzieci ,,bardzo fajna mama”. Prowadzi własny gabinet lekarski, aktywnie działa w mediach społecznościowych (Instagram, Facebook).

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

para w kuchni

Dieta na płodność. Dbaj o to, co jesz!

dziewczynka na krześle

Gdy rośnięcie u dziecka powoduje ból

kobieta z chorym synem

Przeziębienie czy grypa? Jak odróżnić? Kiedy do lekarza?

6 prostych sposobów na pogorszenie odporności dziecka

Naucz dziecko kichać… w łokieć

Smółka - czym jest u noworodka?

Smółka – czym jest u noworodka?

Jak wyjść na jesienny spacer i nie zwariować

Została mamą w wieku 16 lat

„Kobiety 30-letnie piszą do mnie, że jestem gówniarą i niepotrzebnie się chwalę synem. Że powinnam siedzieć w domu, zamiast wypisywać bzdury” – mówi Patrycja Koziej, która urodziła syna w wieku 16 lat

Depresja u dzieci

„Człowiek, aby się rozwijać, potrzebuje wyzwań adekwatnych do wieku. Jeśli rodzice takich wyzwań nie stawiają, wychowują człowieka podatnego na zaburzenia emocjonalne” – mówi dr Lidia Popek o depresji wśród dzieci

Kłopoty dziecka ze snem. Poznaj możliwe przyczyny

Twoje dziecko nie może zasnąć? Poznaj możliwe przyczyny

Podczas choroby apetyt nie dopisuje twoim maluchom? Podpowiadamy, czym najlepiej je karmić

Rozwój mowy i komunikacji dwulatka. Jak sprawdzić, czy dziecko dobrze się rozwija? Tłumaczy logopedka

Pies jest nie tylko najlepszym przyjacielem człowieka, ale i członkiem rodziny. Traktujemy go jak dziecko

Mama z rócką robią pranie. Mama siedzi ze słożonymi rzeczami a mała dziewczynka przyniosła jej cały kosz ubrań.

W jaki sposób doceniać dziecko? Zachętą czy pochwałą? Podpowiada psycholożka

Ciemieniucha u niemowlaka - przyczyny i metody leczenia

Ciemieniucha u niemowlaka – przyczyny i metody leczenia

Dlaczego warto zabrać całą rodzinę na rower? Oto kilka powodów

Tolerancja kosmetyków pielęgnacyjnych u dzieci. Co oznacza, że emolient powoduje uczucie pieczenia? Tłumaczy dermatolożka

gettyimages.com

Ciężki plecak – jak pomóc dziecku?

Zanim podasz dziecku zamiennik cukru

Zanim podasz dziecku zamiennik cukru… Dietetyczka ostrzega, by uważać z substancjami słodzącymi, które pozornie uważane są za zdrowsze

Karmienie piersią to skuteczna metoda antykoncepcji?

Dlaczego i w jakich dawkach powinno się brać kwas foliowy w trakcie ciąży? Tłumaczy farmaceutka

„Odkąd jestem matką, jestem lepszym pediatrą”. Lekarka Monika Działowska o realiach pracy z ciężko chorymi dziećmi

Szczepienia noworodka w szpitalu – dlaczego tak wcześnie? Odpowiada immunolożka

Jak mamy powinny dbać o kręgosłup?

Najpopularniejsze

8 rzeczy, których organizm kobiety nie wybacza po 30-tce

dziewczyna trzyma blistry z witaminami

11 witamin i minerałów, których potrzebujesz, gdy masz 20, 30, 40, 50 lat

Masturbacja może być jeszcze przyjemniejsza. Co robić, aby przenieść doznania na wyższy poziom?

Lekarz siedzi przy biurku i wypisuje długopisem skierowania

Jak długo ważne są skierowania na badania lekarskie? Najważniejsze informacje, o których warto pamiętać.

pms

„O PMS lubi się żartować, bo to przecież tylko gorsze dni kobiety. Tymczasem u podłoża PMS leży nierównowaga hormonalna”. Jak na nią wpłynąć, tłumaczy dietetyczka i naturopatka Monika Skuza

kobieta, którą bolą plecy

O czym świadczy ból pod łopatką? Charakter bólu, objawy i możliwe sposoby leczenia

Sandra Kubicka

Sandra Kubicka: nigdy już nie powiem, że jestem w stu procentach zdrowa, nawet jeśli kiedyś będę czuła się lepiej

Kobieta pokazuje język, na nim jest zaznaczony czerwony punkt

Krosta na języku – przyczyny powstawania, leczenie. Skąd się bierze krosta na języku i jakie ma formy?

Mama zakleja plaster dziekcu. Na zdjeciu widoczne dłonie na drewnianym stole

Zastrzał – 7 domowych sposobów jak sobie z nim poradzić

Kobieta krzywi się z powodu bólu spowodowanego złamanym palcem

Jak rozpoznać złamanie palca – czyli objawy złamanego palca u ręki i stopy?

kobieta, leżąca na łóżku, z bolącym brzuchem

Jak rozpoznać zakażenie owsikami? Czy pasożytów można pozbyć się domowymi sposobami?

Regeneracja organizmu po odstawieniu alkoholu. Sprawdź, jakie są efekty, kiedy zrezygnujesz z weekendowego drinka

sen

Co oznacza drętwienie rąk w nocy i podczas snu?

kobieta z bólem zęba

Ropień zęba – domowe sposoby na opuchliznę

„Wyjście z toksycznego związku nie łatwe, ale jest możliwe. I trzeba to zrobić. Dla siebie”. Dr Bogdan Stelmach o niezdrowych relacjach w parze

spuchnięta powieka - kobieca powieka

Spuchnięta powieka – przyczyny i leczenie opuchlizny. Domowe sposoby na opuchnięte powieki.