Przejdź do treści

Mateusz Adamczyk: „Języka niewykluczającego nie trzeba się bać. On nam nic nie zabiera”

Do wyświetlenia tego materiału z zewnętrznego serwisu (Instagram, Facebook, YouTube, itp.) wymagana jest zgoda na pliki cookie.Zmień ustawienia

Podoba Ci
się ten artykuł?
Posłuchaj podcastu

Posłuchaj nas również na:

W tym odcinku podcastu „All Inclusive” Ane Piżl gości w studio Mateusza Adamczyka – polonistę i członka Rady Języka Polskiego. Punktem wyjścia do rozmowy jest napięcie, jakie budzi w niektórych z nas język inkluzywny – często kojarzony z narzucaniem zasad i ograniczeń. Tymczasem, jak podkreśla Mistrz Mowy Polskiej, współcześnie nikt nie ma władzy, by odgórnie regulować nasz sposób mówienia – język zmienia się raczej poprzez społeczne uzgodnienia, empatię i uważność wobec innych.

 

Rozmowa dotyka tego, jak ogromną siłę mają słowa –  i nie chodzi wyłącznie o wymiar symboliczny. – Mówimy, że słowa ranią, i to jest uznawane za metaforę, ale badania psycholingwistyczne pokazują, że słowa naprawdę ranią. To znaczy na poziomie naszego mózgu to jest przetwarzane tak, jak ktoś by nas dźgnął czymś – zauważa Mateusz Adamczyk.

W dyskusji pojawia się też praktyczny wymiar języka inkluzywnego: jak mówić, gdy nie mamy pewności, jak ktoś chce być nazywany, i czy zawsze musimy trafiać w potrzeby wszystkich. Dużo z rozmowy tej dowiecie się o feminatywach, języku instytucji oraz napięciach między indywidualnym komfortem a zasadami obowiązującymi w przestrzeni publicznej. Rozmowa pokazuje też, że język inkluzywny nie polega na eliminowaniu różnic, lecz na świadomym decydowaniu, kiedy i po co je podkreślamy. Ważnym wątkiem jest również odzyskiwanie słów przez grupy mniejszościowe oraz pytanie, kto ma prawo ich używać.

Nie zabrakło refleksji o granicach żartów, wulgaryzmach, o znienawidzonych przez wielu „argumentach płci i wieku”. Ale też o błędach, nieporadności i strachu przed „powiedzeniem czegoś nie tak”. Mateusz Adamczyk zachęca do większej życzliwości wobec siebie i innych oraz do traktowania języka jako procesu, a nie zbioru sztywnych reguł. – Każda osoba ma prawo odbierać słowa różnie. Mogą nam się podobać, nie podobać, możemy uważać, że są trudne, że są dziwne, że nam się „psycholożka” kojarzy z „papużką”. Mamy prawo do tych skojarzeń – wtóruje mu edukator równościowy Ane Piżl.

To rozmowa o uważności, odpowiedzialności i o tym, że porozumienie zaczyna się od gotowości do słuchania.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

Podoba Ci
się ten artykuł?