Przejdź do treści

Dbaj o zdrowie bez przesady

Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
para leżąca w łóku, on ją całuje w czoło
Innowacyjne prezerwatywy zabezpieczą przed infekcjami
Agnieszka Hyży
Agnieszka Hyży: nie oszukujmy siebie i całego świata słodkimi historyjkami jak z reklamy o pięknym bobasku
Joanna Kurowska o żałobie i wsparciu terapeutycznym. „To żaden wstyd, gdy człowiek szuka pomocy”
Meghan Markle i książe Harry
Meghan Markle podróżuje samolotem. Nasz ekspert odpowiada, czy latanie jest bezpieczne dla ciąży?
Główny Inspektor Sanitarny: teorie przeciwników szczepień to szarlataneria

Umiar to „wszechstronna” cnota. Przydaje się na wielu płaszczyznach życia, również w dbałości o zdrowie. O zdrowie warto dbać właśnie bez przesady, bo może przynieść skutki odwrotne do oczekiwanych.

Jednych trudno zaciągnąć do lekarza na badania kontrolne, innych trudno wyciągnąć z „gabinetu” doktora Google, który podsuwa najstraszniejsze diagnozy dla najdrobniejszych dolegliwości. Nasz stosunek do zdrowia często dąży ku skrajnościom, a przecież podstawą dobrostanu jest umiar – co zauważył już pod koniec zeszłej ery Horacy i jak dotąd nikt przekonująco nie wykazał, że się mylił. O zdrowie warto dbać – to bezdyskusyjne. Mniej oczywiste jest to, że nie warto w tej dbałości przesadzać. Tymczasem przed nadmierną troską o kondycję organizmu przestrzegają specjaliści. Co konkretnie mają na myśli?

Podstawy profilaktyki

Z pewnością nie to, by rezygnować z podstawowych działań profilaktycznych: prawidłowego stylu życia, ograniczania czynników ryzyka i regularnej diagnostyki. O tym, że warto być aktywnym, zdrowo się odżywiać i unikać używek, wie każdy, kto choć raz zajrzał do internetu. Mniej świadomi jesteśmy pożytków płynących z badań okresowych. W zasadzie nie ma się czemu dziwić. W końcu niewiele osób odczuwa dreszczyk ekscytacji na myśl o morfologii. Tymczasem monitorowanie podstawowych wskaźników stanu zdrowia, takich jak poziom glukozy, „złego” cholesterolu, trójglicerydów, OB czy ciśnienie, pozwala zapobiec poważnym chorobom. Nieprawidłowe wskazania dla poszczególnych biomarkerów to światełko alarmowe, które może nawet ocalić życie.

Weźmy za przykład nadciśnienie. Według danych British Heart Foundation (BHF) to problem, który pozostaje niezdiagnozowany u 7 milionów Brytyjczyków. Stanowi on czynnik ryzyka rozwoju chorób układu krążenia i udaru. Wczesne wykrycie nadciśnienia i wdrożenie odpowiedniego leczenia pozwoliłoby uniknąć 14,5 tys. udarów i 9,7 tys. ataków serca w ciągu najbliższych trzech lat – wynika z szacunków BHF. W Polsce, według orientacyjnych danych, ten problem zdrowotny może dotyczyć nawet 8 milionów osób (bez rozróżnienia na przypadki zdiagnozowane i niezdiagnozowane).

Wniosek jest jasny: profilaktyka diagnostyczna niesie ze sobą istotne pożytki. Do momentu, gdy nie zacznie stwarzać zagrożenia.

Zdrowotna puszka Pandory

To nie prowokacja. Specjaliści ostrzegają, że zbyt uważne analizowanie stanu swojego zdrowia może przysporzyć kłopotów. Zakres konsekwencji waha się od przykrych do śmiertelnych. – Zbędny stres, niepotrzebne zabiegi chirurgiczne, powikłania towarzyszące leczeniu, w rzadszych przypadkach zgon – wylicza prof. Gilbert Welch z amerykańskiego centrum badawczego Dartmouth Institute. Sprawa w dużym stopniu rozbija się o nowoczesne narzędzia diagnostyczne. W ostatnich latach medycyna spektakularnie ruszyła pod tym względem do przodu. Pacjenci mają dostęp (oczywiście za odpowiednią cenę) do badań obrazujących stan niemal wszystkich zakamarków ciała oraz do szerokiej gamy testów na podstawie dostarczonych materiałów, np. krwi.

Jednym z badań o charakterze „totalnym” jest tzw. whole body scan – rezonans magnetyczny całego ciała. Modę na tego typu diagnostykę zainicjowała na początku wieku… Oprah Winfrey. Amerykańska celebrytka zaprosiła do swojego show dr. Harveya Eisenberga, jednego z pierwszych lekarzy oferujących tego typu usługę. Wywołało to falę zainteresowania „prześwietlaniem” organizmu. Od kilku lat whole body scan dostępny jest również w Polsce, choć oczywiście nie na rachunek NFZ. Za przekonanie się (ale bez uzyskania stopnia pewności), czy w naszych „wnętrznościach” wszystko gra, trzeba zapłacić około tysiąca złotych. Czy warto?

Zdaniem prof. Welcha niekoniecznie. – Scanning całego ciała może otworzyć puszkę Pandory z przypadkowiakami, guzami, którym nie towarzyszą objawy kliniczne. Mogą to być wykryte w badaniu obrazowym plamy na wątrobie, płucach, gruczołach nadnerczowych, tarczycy, jajnikach, trzustce czy nerkach. Lekarze nie są pewni, jakie mogą być konsekwencje występowania przypadkowiaków, więc zazwyczaj w takich sytuacjach kierują na kolejne badania. A to oznacza konieczność wykonania biopsji lub innych inwazyjnych zabiegów – tłumaczy Welch. I dodaje, że nie wiadomo, czy tego typu zabiegi mogą w czymkolwiek pomóc, wiadomo natomiast, że mogą zaszkodzić.

Większa wykrywalność nie przekłada się na większą wyleczalność

O tym, że wzmożenie diagnostyczne często nie daje (zdrowych) owoców, świadczą rezultaty przeprowadzonego w Korei Południowej badania przesiewowego dotyczącego raka tarczycy. We wstępie do opracowania można przeczytać: „W 2011 r. liczba zdiagnozowanych nowotworów tarczycy w Republice Korei była piętnastokrotnie wyższa niż w roku 1993, a jednak śmiertelność z powodu tej choroby nie uległa zmianie. Sugeruje to, że źródłem problemu jest przediagnozowanie będące efektem szeroko zakrojonych badań przesiewowych tarczycy”.

Analogiczne efekty – a raczej ich brak – przyniosły dwa badania przesiewowe pod kątem zdrowia prostaty. Mimo zwiększenia wykrywalności nowotworów gruczołu krokowego nie doszło do zmniejszenia ryzyka zgonu z powodu tej choroby. Testy na poziom antygenu PSA, którego podwyższone stężenie skorelowane jest ze wzrostem narażenia na rozwój raka stercza, to standardowe badanie zalecane mężczyznom wchodzącym w wiek średni. Warto je wykonywać, ale głównie po to, by reagować na wczesne sygnały zmianami w stylu życia. Brnięcie w dalszą diagnostykę i podejmowanie działań o charakterze medycznym może się okazać ryzykowne dla zdrowia. Takiego zdania jest prof. Timothy J. Wilt, który na łamachBritish Medical Journal” stwierdził, że „choć część mężczyzn może odnieść pożytek z takich badań, to jednak większość doznaje uszczerbku wskutek całej serii kolejnych badań i terapii stanowiących następstwo wstępnej diagnozy”.

Zdrowy rozsądek przysparza zdrowia

Powyższe przypadki nie stanowią argumentu za unikaniem badań przesiewowych. Są raczej wskazówką, by nie przesadzać z wyszukiwaniem chorób przy użyciu nowoczesnych metod diagnostycznych. Niepokój związany z niejasnymi rozpoznaniami i oczekiwaniem na ostateczny werdykt rodzi stres, a ten może zrujnować zdrowie bardziej niż lokalny stan zapalny czy niezłośliwa zmiana. Organizm ludzki nie jest doskonały. Analizowanie każdego defektu z histerycznym nastawieniem to krok w kierunku choroby, a nie zdrowia. Zamiast żyć w trwodze, lepiej skupić się na działaniach pozytywnych: zażywać więcej ruchu, spędzać więcej czasu na łonie przyrody, zdrowiej się odżywiać – oraz zachowywać zdrowy rozsądek w podejściu do zdrowia.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Ciemna strona inteligencji emocjonalnej

Nie usuwaj migdałków! (Chyba że naprawdę musisz)

Tylko nie wstawaj lewą nogą

Dlaczego wciąż jestem singlem?

Piwko po treningu? Lepiej nie…

Dr Google cię nie wyleczy

Nie odkrywaj swojej pasji – stwórz ją

Inteligencja jako źródło cierpień

Depresja jako stan zapalny

Żywność przeciwko alergii

Przepis na lidera: skromność z… narcyzmem

Pod kontrolą