Przejdź do treści

Ciepło urządzeni, czyli przepis na zimową infekcję

Zdjęcie: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Meghan Markle jest w ciąży. Poinformował Pałac Kensington
Marta Frej dla Hello Zdrowie!
trójka niemowlaków na łóżku
Mama trojaczek zawiedziona swoim poporodowym brzuchem
Marihuana
Medyczna marihuana zalegalizowana w Wielkiej Brytanii
Kobieta podczas USG
Punkt Profilaktyki Intymnej zarejestrował 150 kobiet w ciągu pierwszego tygodnia

Gdy za oknami chłód, podkręcamy kaloryfery. Mile spędzony czas w ciepłym mieszkaniu pozwala nam sądzić, że jesteśmy chronieni przed większością infekcji. Okazuje się jednak, że miłość do przegrzewania nie jest tak zbawienna, jak nam się wydaje.

Piękną wizją zimowego wieczoru jest spędzanie czasu przy kominku, na kanapie, pod ciepłym kocem, z kubkiem gorącej herbaty i książką. A za oknem śnieg. Według lekarza medycyny rodzinnej i pediatry Katarzyny Kwiatkowskiej-Rejewskiej mamy ogromne uwielbienie dla „wędzenia się” w okresie grzewczym, a odpowiedzialne za to są właśnie takie wizje.

– Bardzo często czekamy na tę chwilę, gdy po intensywnym dniu wracamy do domu i mamy czas dla siebie. Telewizyjna wizja domowego zacisza, a w nim kominek, gruby koc i książka, powodują, że my też tak chcemy i zalegamy na kanapie, zamiast wyjść na spacer. W ogóle mało chodzimy na spacery, bo boimy się przeziębień, a przecież już nasze babcie mówiły, że od chłodu jeszcze nikt nie umarł. Wręcz przeciwnie – rozkręcając do maksimum ogrzewanie w domu, jesteśmy dużo bardziej narażeni na infekcje.

Zamknięci w piekarniku

Dom to miejsce, w którym chcemy się czuć komfortowo. A komfortowo to ciepło. Wystarczy podkręcić ogrzewanie… Katarzyna Kwiatkowska-Rejewska twierdzi jednak, że lepiej się cieplej ubrać, niż odkręcać kaloryfer, bo im dalej od temperatury pokojowej, tym bliżej infekcji.

– Najlepsza dla ludzkiego organizmu jest temperatura oscylująca między 17 a 19 st. C. Ludzie, którzy przyzwyczajają się do takiej temperatury, dłużej żyją. Dzisiaj w mieszkaniach najczęściej mamy temperaturę powyżej 20 st. C, co wpływa na nasz komfort oddychania, a co za tym idzie – bóle głowy. To jednak jest problem starych i dużych blokowisk, gdzie mamy wysokotemperaturowe kaloryfery bez regulatorów ciepła.

Rozwijająca się technologia podpowiada nam, jak zadbać o ciepło w domu od stóp do głów, dlatego obecnie bardzo modne jest też ogrzewanie podłogowe.

– Niby wszystko super – ciepło w stopy, to i przyjemnie. Jednak kurze, które unoszą się do góry, wzbijają również roztocza i bakterie, które rozprzestrzeniają się wszędzie, co tylko ułatwia im dostęp do człowieka – mówi lekarka.

Tym samym istotną rzeczą podczas prowadzenia domu w okresie jesienno-zimowym jest stałe kontrolowanie temperatury, tak by nie przekraczała 19 st. C. Oczywiście, gdy w domu jest małe dziecko, chętniej rozkręcamy kaloryfery. Warto jednak pamiętać, że zarówno małych dzieci, jak i dorosłych, a nawet chorych, nie warto przegrzewać, bo to nie wpłynie korzystnie na ich zdrowie.

W szklanej pułapce

Większość z nas cieszy się, będąc dumnym posiadaczem plastikowych, szczelnych okien. To ogromna oszczędność energii, co zbawiennie działa na domowy budżet. Niestety, lekko nieszczelne okna są dla nas zdecydowanie zdrowsze.

– Teoretycznie przy nie do końca szczelnych oknach było zimniej, ale i dostawało się więcej świeżego powietrza. Teraz okna są najczęściej zaryglowane, więc nie ma żadnej wentylacji. Okna należy więc bezwzględnie otwierać i wietrzyć mieszkania. Jeśli nie ma odpowiedniej cyrkulacji, to bakterie namnażają się szybciej – twierdzi dr Kwiatkowska-Rejewska.

Zaraz jednak pojawia się w głowie głos sprzeciwu, który zakazuje nam robienia przeciągów. Zdaniem lekarki nie trzeba obawiać się przeciągów i szukać wymówek dla wietrzenia mieszkania.

– Na pewno nie możemy przesadzić i otwierać wszystkich okien w domu naraz. Jeśli jednak będziemy wietrzyć pomieszczenia po kolei, nie musimy się obawiać, że nasze zdrowie zacznie szwankować, bo lekki powiew przeszedł nam po plecach. Wręcz przeciwnie – gorzej, jeśli się spocimy w domu i rozgrzani wyjdziemy na dwór.

Zdjęcie: shutterstock

Wysuszeni

Skóra jak papier ścierny? Skąd my to znamy. Poza poznawaniem kolejnych balsamów na suchą skórę w okresie grzewczym zyskujemy katar i piekące oczy. Według lekarki to stały problem w okresie jesienno-zimowym.

– Bardzo często mamy braki w nawodnieniu organizmu. Centralne ogrzewanie sprzyja wysuszeniu skóry. Zmagamy się z przewlekłymi katarami. A gdy mamy wysuszone śluzówki, zaczyna się zabawa z nawracającym zapaleniem spojówek. Oczywiście „pomagamy sobie” dodatkowo dzięki godzinom spędzonym przed komputerem bez mrugnięcia okiem.

Tu kłaniają nam się babcine sposoby na zimowe suszenie prania. Okazuje się, że suszenie prania na grzejniku to nie tylko dobry sposób, by szybko wyschło, ale również świetny pomysł, by zwiększyć wilgotność powietrza w pomieszczeniu.

– Na rynku są dostępne nawilżacze powietrza, które można powiesić na kaloryfery, ale one działają dokładnie tak jak mokre pranie. Jeśli akurat tego dnia nie zrobiliśmy prania, wystarczy zmoczyć ręcznik i właściwie nawet nawilżacz nie jest potrzebny. Oczywiście są też nawilżacze elektroniczne, bardzo chętnie kupowane przez rodziców małych dzieci.

A skóra? Czy trzeba ją smarować niemal w kółko nawilżającym balsamem? – Byłabym ostrożna z tym nawilżaniem organizmu w nadmiarze, bo za chwilę może się okazać, że pozatykaliśmy sobie pory, co też nie jest dla nas wskazane, chociażby ze względu na potówki. Choć te występują w większości u dzieci. Postawiłabym raczej na nawadnianie od wewnątrz. My ciągle pijemy mało wody. Jesteśmy zachęcani do picia wody w lecie, bo nasłonecznienie, wysokie temperatury etc. Ale zimą, w okresie grzewczym, też wysuszamy śluzówki, więc ja proponowałabym w ogóle przyjmowanie większej ilości wody. Ale wody! Nie ukochanej w zimie ciepłej herbaty, bo ona również wysusza. Ostatnio przeczytałam, że człowiek poza sezonem letnim powinien wypijać ok. 30 ml wody na kilogram ciała. To by oznaczało, że osoba ważąca 60-70 kg powinna wypijać ok. 2 l wody dziennie – mówi Katarzyna Kwiatkowska-Rejewska.

Ugotowani

Według teorii znanych w niejednym polskim domu, jak człowiek chory, powinien się wygrzać. I tak pomimo wysokich temperatur panujących w pomieszczeniach mamy możliwość zaobserwowania zakatarzonego ludzika Michelin w podwójnych skarpetach, szaliku, czapce na głowie, grubym swetrze i kocu, a wszystko po to, by się WYPOCIĆ. I broń Boże otwierać okna!

– Gdy u chorego występuje gorączka, radziłabym zrezygnować z tej podwójnej kołdry na rzecz cieńszej, a nawet koca, bo po co temperaturę jeszcze zwiększać. Oczywiście często sami najchętniej nałożylibyśmy na siebie wszystko, co mamy pod ręką, ale warto zachować zdrowy rozsądek i nie przegrzewać się bez sensu. Ba! Wiele dolegliwości nam mija, gdy pomieszczenie ma niższą temperaturę. Do takich należy np. zapalenie krtani, gdzie kaszle krtaniowe zmniejszają się, gdy jest chłodniej. Wystarczy otworzyć okno lub zrobić nebulizację z zimnej soli fizjologicznej i kaszel się uspokaja.

Przegrzewanie pomieszczeń nie sprzyja również alergikom. To właśnie w ich domach ważna jest odpowiednia temperatura powietrza, a także odpowiednie nawilżenie mieszkania, które nie pozwoli na szybkie rozprzestrzenianie się bakterii i roztoczy. Przy ostrych stanach astmy oskrzelowej wysuszenie powietrza może prowadzić do silnych duszności, które w znacznej mierze utrudnią choremu przetrwanie okresu grzewczego.

Zatem: nie gotujmy się we własnych domach, dbajmy o wilgotność powietrza, wietrzmy pomieszczenia. I spacerujmy, ile się da! Wtedy infekcje będą się trzymać od nas z daleka.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Cukrzyca i nerki – co je łączy?

Choroby wypisane na twarzy

Ból gardła – to nie zawsze infekcja

Co spakować do dziecięcej walizki?

Papierowa skóra – tajemnicza choroba

5 przyczyn powstawania zajadów

Ćwiczenia na receptę

Złamane serce. To nie tylko przenośnia!

5 najczęstszych urazów karnawałowych

5 mitów na temat alkoholizmu

Odmrożenia – sprawdź, czy popełniasz te błędy

Jej wysokość szpilka