Przejdź do treści

Michał Figurski: „Po wylewie stan umysłu wygląda jak po eksplozji bomby pod czaszką. O jakiejkolwiek pracy myśli się na samym końcu”

Michał Figurski - Hello Zdrowie
Michał Figurski /fot. MW Media
Podoba Ci
się ten artykuł?

– Żebym mógł w ogóle wejść do studia nagraniowego, trzech facetów musiało mnie znieść. Później mi ktoś pomógł dojść do fotela, na którym siedziałem i prowadziłem swoje rozmowy. Miałem problemy z przeczytaniem tekstu z promptera, bo leciał za szybko i był za daleko. Bałem się, że to wszystko zostanie. Bałem się, że być może nigdy nie wrócę do poprzedniej sprawności i samodzielności – tak początki swojego powrotu do pracy wspomina Michał Figurski. 11 lat temu jego życie zmienił udar krwotoczny, który spowodował częściowy niedowład lewej ręki i nogi. Teraz, na chwilę przed startem konferencji Fundacji Avalon poświęconej widoczności i prawom osób z niepełnosprawnościami, rozmawiamy o tym, z czym się zmagał, wracając do pracy i co było dla niego największym wsparciem.

 

Ewelina Kaczmarczyk: We wrześniu 2015 r. przeszedłeś wylew, a potem – roczną terapię w szpitalu i różnych ośrodkach rehabilitacyjnych. Dla człowieka, dla którego praca zawsze była bardzo ważna, to chyba była wieczność.

Michał Figurski: Niekoniecznie, dlatego że ja wracałem w ogóle do żywych, a nie tylko do sprawności. Więc przez ten rok starałem się ogarnąć psychicznie i fizycznie, wrócić powoli do możliwości realizacji podstawowych potrzeb. Począwszy od toalety, przez zrobienie sobie jeść, aż po, na końcu, prowadzenie samochodu. Więc to nie było tak, że to była tylko rehabilitacja ruchowa. To był powrót do życia.

Co się czuje, kiedy z błyskotliwego radiowca z ciętą ripostą nagle zamieniasz się w kogoś, komu ciężko złożyć zdanie i obsłużyć telefon?

To jest na początku oczywiście gigantyczny szok, ponieważ po wylewie stan umysłu wygląda trochę tak jak po eksplozji bomby pod czaszką. Przez cały ten rok chciałem wyciszyć ten hałas, który panował w głowie po wylewie. Na początku huk musi umilknąć, później człowiek dopiero zaczyna sprzątać powstałe gruzowisko, a na końcu myśli o jakimkolwiek meblowaniu.

Zanim przychodzą jakieś refleksje, głębsze myśli, to musi opaść kurz samego zdarzenia. To nie jest tak, że od razu człowiek myśli o tym, że „ja bym chciał znowu jeździć na motocyklu albo prowadzić program w radiu”. Bo na początku to jest po prostu walka o życie. Trzeba opanować panikę, depresję. O jakiejkolwiek pracy myśli się na samym końcu.

To kiedy w takim razie zaczęły się pojawiać myśli o powrocie do pracy?

Ja do radia wróciłem przez kolegów. To było kilka miesięcy po wylewie, jeszcze kiedy byłem w ośrodku rehabilitacyjnym w Konstancinie. Na początku miałem kłopoty z wyraźnym mówieniem i z kolegami z Muzo.fm wpadliśmy na pomysł, żeby wykorzystać tę moją niewyraźną mowę. Prowadziłem konkurs, który nazywał się „BLA-BLA-BLA czyli co mówi Figurski”. Polegał na tym, żeby rozszyfrować, co chcę powiedzieć.

Ciężko się było na to zdecydować?

Na początku, słysząc siebie na tych nagraniach, miałem wrażenie, że brzmiało to bardzo żałośnie. Było to dla mnie bardzo krępujące. Ale, obracając to wszystko w żart, bo ten konkurs był żartem, pomagałem sobie z tym wszystkim poradzić. I ta autoironia była w pewnym sensie moim wyjściem z sytuacji, ratunkiem.

Pierwszą audycję po wylewie prowadziłem z Karoliną Korwin-Piotrowska, której też sporo zawdzięczam. Mówiła do mnie: „Przestań się mazać i weź się w garść. Nie licz na specjalne traktowanie. Bierz się do roboty”. Jestem jej za to ogromnie wdzięczny, bo to dawało mi solidnego kopa i było jednym wielkim wyzwaniem.

Najgorsze było właśnie to uzależnienie od otoczenia, od osób trzecich. Przez bardzo długi czas byłem na nie skazany. Ktoś musiał mi pomóc w codziennych sprawach, codziennych czynnościach. (...) Bałem się, że to wszystko zostanie. Bałem się, że być może nigdy nie wrócę do poprzedniej sprawności i samodzielności. Ale to mnie też najbardziej napędzało i nakręcało do szybkiej rehabilitacji

Czego się najbardziej obawiałeś w kontekście powrotu do pracy?

Na pewno tego, że nie wrócę kompletny. I tak też było przez bardzo długi czas. Wciąż miałem jeszcze wadę wymowy. Miałem problem z szybkim, reaktywnym myśleniem, ze sprawnością, taką najprostszą jak chodzenie. Więc stawiałem główny nacisk na to, żeby się przede wszystkim uniezależnić.

Najgorsze było właśnie to uzależnienie od otoczenia, od osób trzecich. Przez bardzo długi czas byłem na nie skazany. Ktoś musiał mi pomóc w codziennych sprawach, codziennych czynnościach.

Przed udarem prowadziłem program publicystyczny i wróciłem do tego kilka miesięcy po udarze. Ten pierwszy raz był straszny. Żebym mógł w ogóle wejść do studia nagraniowego, trzech facetów musiało mnie znieść. Później mi ktoś pomógł dojść do fotela, na którym siedziałem i prowadziłem swoje rozmowy. Miałem problemy z przeczytaniem tekstu z promptera, bo leciał za szybko i był za daleko.

Bałem się, że to wszystko zostanie. Bałem się, że być może nigdy nie wrócę do poprzedniej sprawności i samodzielności. Ale to mnie też najbardziej napędzało i nakręcało do szybkiej rehabilitacji.

Michał Figurski z prof. Mariuszem Baumgartem przed konferencją prasową nt. udaru mózgu

Rok 2016, Michał Figurski z prof. Mariuszem Baumgartem przed konferencją prasową nt. udaru mózgu/ fot. Marek Ulatowski, MWMedia

Po tym pierwszym nagraniu w telewizji dostałeś mnóstwo wsparcia od pracodawcy i kolegów z pracy.

Bez tego wsparcia niczego bym nie zrobił. Bliscy mi ludzie dawali mi ogromną siłę – najbliższa rodzina, przyjaciele czy koledzy z pracy, którzy po prostu we mnie wierzyli. Muszę powiedzieć, że dzisiaj z perspektywy czasu wiem, że mój powrót do pracy był najlepszą rehabilitacją, jaką miałem.

Ze względu na to wsparcie?

Z jednej strony to pozytywne wsparcie, czyli jakiś margines tolerancji na moje warunki fizyczne. Z drugiej strony to był cały czas bardzo silny bodziec, żeby być coraz lepszym. Radio to jest, po pierwsze, dobra dykcja, po drugie: odpowiednie warunki głosowe, ale przede wszystkim to jest bystrość umysłu. To bardzo szybkie medium i tam nie ma czasu na długie przerwy, zastanowienia, szczególnie kiedy się z kimś prowadzi audycję. Bo ta tak zwana radiowa cięta riposta polega na bardzo, bardzo szybkim przemyśleniu tematu, znalezieniu jakiejś pointy. A umysł po udarze bardzo zwalnia.

Praca w radiu dla osoby po udarze jest jak siłownia mózgu. To są trudne, bolesne, długotrwałe ćwiczenia i tylko wielokrotne powtórzenia danej czynności, tak jak podczas rehabilitacji, przywracały jakieś funkcje.

Muniek Staszczyk przed studiem "Dzień Dobry TVN"

Co było najbardziej motywujące? Pochwały czy może wrzucanie na głęboką wodę?

W ogóle nie liczyłem na jakiekolwiek pochwały, bo realnie widziałem swoje możliwości. Najbardziej pomagało mi dochodzenie do coraz większej samodzielności, która była bardzo widoczna. Najlepszą motywacją były dla mnie wszystkie momenty, kiedy czułem, że mogę jeszcze więcej zrobić, więcej osiągnąć.

Wydaje mi się, że kiedy ktoś wraca do pracy po długiej przerwie spowodowanej chorobą, to osoby z jego otoczenia często nie wiedzą, jak się zachować – czy rozpościerać parasol ochronny nad taką osobą, trochę się z nią „cackać”, powoli ją we wszystko wprowadzać, czy może wręcz przeciwnie – dawać jej ważniejsze, trudniejsze zadania.

Było bardzo dużo cackania się ze mną, jak to nazwałaś, i to ja siebie wrzucałem na coraz głębszą wodę, a ludzie wokół prosili mnie, żebym trochę zwolnił. To ja chciałem szybciej i więcej, ale miałem wokół siebie bardzo przytomnych ludzi, którzy mówili: „nie od razu”.

A kiedy uwierzyłeś, że jesteś w stanie wrócić do pracy na pełnych obrotach i pokazać widzom i słuchaczom siebie w dawnej formie?

To w ogóle nie ode mnie zależało, tylko od tych, którzy dawali mi coraz poważniejsze zadania i coraz więcej obowiązków. Moja ocena z zewnątrz była bardzo nieobiektywna. Mnie się cały czas wydawało, że ja już mogę wszystko. Ale tak naprawdę do dużej części rzeczy, które robiłem przed udarem, już nigdy nie wróciłem.

Miałem na przykład firmę producencką, która bardzo dobrze produkowała programy telewizyjne, internetowe. Ale było to zbyt stresujące i wymagające zajęcie, żebym mógł się znowu go podjąć. Potrzebowałem czasu, żeby skupić się na własnym zdrowiu, a nie na zarabianiu kolejnych pieniędzy.

Staram się cieszyć wszystkim tym, co mam. Doceniać to, do czego wróciłem, i cały czas hamować ten swój dziki pęd do tego, żeby było jeszcze więcej. Mój terapeuta mówi: „Nie trzeba być takim słoniem, który jak trafi na oazę i znajdzie zielone drzewa, to od razu chce zjeść wszystkie liście”. I bardzo mi się ta metafora podoba.

Ja się pogrążyłem zdrowotnie dlatego, że zbyt śmiało oceniałem swoje możliwości przez całe życie. Jestem strasznym raptusem. Ciągle chcę więcej i cały czas nad tym pracuję

Czyli po wylewie zacząłeś bardziej selektywnie patrzeć na swoje życie zawodowe?

Nie selektywnie, tylko realnie. To nie ja wybieram, co robię, tylko dopasowuję swoje możliwości do moich wybujałych potrzeb. Najbardziej pomogła mi tutaj terapia, która trwała bardzo długo. Pozwoliła mi realnie siebie oceniać i realnie myśleć o tym, czego chcę i jak to osiągnąć.

Ja się pogrążyłem zdrowotnie dlatego, że zbyt śmiało oceniałem swoje możliwości przez całe życie. Jestem strasznym raptusem. Ciągle chcę więcej i cały czas nad tym pracuję. Ale mam też przy sobie z jednej strony fachowców, a z drugiej strony osoby, które cały czas otwierają mi szerzej oczy na moje możliwości i potrzeby.

Było dużo szans zawodowych, które straciłeś przez wylew?

Zdarzały się takie propozycje zawodowe, których nie byłem w stanie udźwignąć zdaniem potencjalnych pracodawców. Miałem propozycję szefowania w jednej z największych stacji radiowych w Polsce. Ale koniec końców podobno ktoś powiedział, że nie będzie ryzykował i „zatrudniał kogoś w moim stanie”. Dostałem też na przykład propozycję prowadzenia dużej gali. Uprzedzałem wtedy, że będę musiał robić to na siedząco i że mogę być jeszcze niezrozumiały. Pani, która do mnie dzwoniła, powiedziała, że zdają sobie z tego sprawę, ale chodzi o to, że na pewno poznam tam dużo ludzi, którym będę się mógł pokazać, w związku z czym żadne honorarium nie jest dla mnie przewidziane. To była jakaś gala branży reklamowej, bardzo sowicie opłacana przez sponsorów.

Podobnie było w Muzo.fm, kiedy zaproponowali ci połowę pensji po powrocie do pracy.

Tak, tak. Usłyszałem: „No wiesz, już teraz jesteś trochę niekompletny, to i pensja będzie niekompletna”. Niestety trzeba było sobie radzić z takimi komunikatami.

Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać.

Nie pozostawało mi nic innego, jak walczyć po prostu, żeby udowodnić wszystkim, że nie jestem wcale niekompletny.

Pojawiła się w moim życiu bardzo ważna rzecz, której zawsze mi bardzo brakowało. Ta rzecz to świadomość. Dzisiaj, igrając z losem, wiem, co może mnie spotkać i wiem, ile mnie to może kosztować. Więc staram się już nie narażać

Mam wrażenie, że kiedyś towarzyszyło ci motto „work hard, play hard”. To się zmieniło?

Tak naprawdę to dalej za dużo się poświęcam pracy. Cały czas staram się udowodnić sobie, że nic się nie stało, że wciąż mogę wszystko – a nie mogę.

Wychodzi na to, że nie wyzbyłeś się swojego pracoholizmu pomimo wylewu.

Wstyd to przyznać, ale niestety nie. Cały czas o tym myślę, pracuję nad tym. Ale z drugiej strony moja praca to kontakt z ludźmi, który jest dla mnie bardzo ważny. I ten kontakt w kontekście pracy był dla mnie zgubny. Ale też z drugiej strony życie mi to uratowało, dlatego że to właśnie ci wszyscy ludzie w pewien sposób przywrócili mnie to życia.

Jak pracuje się teraz, kiedy grasz w otwarte karty i nie ukrywasz już swojej cukrzycy? Bo ty przecież bardzo długo ją ukrywałeś. Czy to cię uczyniło słabszym, tak jak się obawiałeś, czy wręcz przeciwnie – silniejszym?

Absolutnie silniejszym. Bo pojawiła się w moim życiu bardzo ważna rzecz, której zawsze mi bardzo brakowało. Ta rzecz to świadomość. Dzisiaj, igrając z losem, wiem, co może mnie spotkać i wiem, ile mnie to może kosztować. Więc staram się już nie narażać.

Czy część fanów i potencjalnych pracodawców, którzy lubili cię jako skandalistę, nie odwróciło się od ciebie, kiedy złagodniałeś, założyłeś fundację i zacząłeś mówić dużo o zdrowiu?

Jeżeli ktoś jest moim fanem, to wydaje mi się, że dobrze mi życzy, a takie zatracanie się w jakimś wizerunku wykreowanym na zawodowy użytek jest bardzo toksyczne i zupełnie do niczego niepotrzebne.

Wspomniałeś, że po wylewie stałeś się większym realistą. W jaki jeszcze sposób wylew zmienił twoje podejście?

Na pewno więcej widzę i przez to więcej doceniam. Kiedyś to był trochę taki pęd z górki na pazurki z zamkniętymi oczami. Niech się dzieje, co chce. I też tak zwany jakośtobędzizm. Dzisiaj wiem, że nie jakoś to będzie, tylko żeby w ogóle było, to trzeba na to wszystko mocno zapracować. I naprawdę mieć oczy szeroko otwarte i spodziewać się wszystkiego.

To nie jest tak, że coś jest nam dane raz na zawsze. Wszystko możemy w każdej chwili stracić. To jest na pewno najważniejsza lekcja.

 

Michał Figurski – prowadzący programy w Antyradiu, dyrektor kreatywny Radia ZET. Od 1993 związany z radiem jako dziennikarz, prezenter, reporter i producent – między innymi z Rozgłośnią Harcerską, Radiem Zet, Radiem Kolor, Radiem RMF FM, Eską Rock. Był współzałożycielem Antyradia. Współtworzył i prowadził wiele programów telewizyjnych, między innymi w stacjach TV4, Polsat, Polsat News. Po udarze krwotocznym, na który wpływ miała m.in. nieleczona cukrzyca, w 2019 r. założył Fundację Najsłodsi. Ma ona na celu wsparcie osób zmagających się z tą chorobą, rozprawianie się ze stereotypami na jej temat i promowanie profilaktyki. W 2023 r. Michał Figurski wydał książkę „Najsłodszy. Autobiografia pisana kciukiem”, w której opisuje swoją historię.

Michał Figurski będzie jednym z gości Konferencji Fundacji Avalon, która odbędzie się w dniach 8-9 maja 2026 r. w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Przeciwdziałania Dyskryminacji wobec Osób z Niepełnosprawnościami. Weźmie udział w panelu dyskusyjnym „Jak nas widzą tak nas piszą, niepełnosprawność w mediach – kto tworzy wizerunek?”. Zapisy na konferencję na stronie: konferencja.fundacjaavalon.pl. Fundacja Hello Zdrowie objęła wydarzenie swoim matronatem.

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

i
Treści zawarte w serwisie mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią porady lekarskiej. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.
Podoba Ci
się ten artykuł?