Gaz rozweselający, czyli historia przypadku, który otworzył drogę do znieczulenia
Jeszcze na początku XIX wieku operacji bali się zarówno pacjenci, jak i lekarze. Zabiegi chirurgiczne wykonywano bez znieczulenia, a jedynym sposobem łagodzenia bólu było podanie alkoholu lub opium. Nic więc dziwnego, że wielu chorych wolało cierpieć niż poddać się operacji. Droga do nowoczesnego znieczulenia zaczęła się od gazu rozweselającego, który wykorzystywano do zabawy.
Podtlenek azotu, nazwany później gazem rozweselającym, jako pierwszy zaobserwował w 1772 roku angielski chemik Joseph Priestley. Odkrycie było całkowicie przypadkowe, bo naukowiec eksperymentował z gazami wydzielającymi się podczas różnych reakcji chemicznych. Priestley miał świadomość, że odkryta przez niego substancja jest nieznana, opisał jej właściwości, ale nie umiał wyobrazić sobie jej zastosowania.
Gaz, który poprawia humor
Dopiero prawie trzy dekady później gazem tym zainteresował się młody brytyjski chemik Humphry Davy z bristolskiego Pneumatic Institution. W laboratorium zajmowano się badaniem wpływu gazów na organizm człowieka, a Davy, podobnie jak wielu badaczy tamtych czasów, testował ich działanie przede wszystkim na sobie. Wdychając podtlenek azotu zauważył, że wywołuje on uczucie euforii, napady śmiechu i chwilowe zaburzenia percepcji. To właśnie on ukuł potoczną nazwę tej substancji, czyli gaz rozweselający.
„Przyjemne doznania ograniczyły się z początku do ust i policzków, ale stopniowo rozprzestrzeniało się to po całym ciele i w połowie eksperymentu były tak intensywne i czyste, że pochłaniały całe jestestwo. W tym momencie – i nie wcześniej – straciłem przytomność; prędko ją jednak odzyskałem i poczułem potrzebę podzielenia się z postronnymi obserwatorami przyjemnością, jakiej doznawałem, zacząłem więc śmiać się i tupać” – tak opisywał swoje odczucia. W wydanej w 1800 roku książce, Davy zapisał także, że już kilka wdechów gazu przynosiło mu ulgę w bólu zębów, który mu dokuczał. „Ponieważ podtlenek azotu w swoim szerokim działaniu zdaje się również znosić fizyczny ból, być może będzie można wykorzystać go podczas operacji chirurgicznych niezwiązanych ze znaczną utratą krwi” – napisał w książce. Niestety przez następne czterdzieści lat nikt nie potraktował tego spostrzeżenia poważnie.
Gadżet komików
Tymczasem w pierwszej połowie XIX wieku gaz rozweselający robił karierę, ale w zupełnie innych obszarach życia. Stał się popularną atrakcją pokazów, występów i spotkań towarzyskich. Podczas prezentacji ochotnicy wdychali gaz, po czym wybuchali śmiechem, chwiali się na nogach i zachowywali w zupełnie nieprzewidywalny sposób, co niezmiernie bawiło widzów. Właśnie podczas jednego z takich pokazów w 1844 roku wydarzył się przypadek, który zmienił historię medycyny. Amerykański dentysta Horace Wells obserwował występ z użyciem gazu rozweselającego, gdy jeden z uczestników potknął się i poważnie zranił w nogę. Mimo krwawiącej rany zachowywał się tak, jakby nic się nie stało, był zdziwiony urazem i deklarował, że nie odczuwał bólu.
Horace Wells nie miał wątpliwości, że jest świadkiem fundamentalnego odkrycia, a substancja używana dotąd głównie dla rozrywki, może mieć ogromne znaczenie w leczeniu. Już następnego dnia postanowił przeprowadzić eksperyment na sobie. Wdychał podtlenek azotu, po czym jego kolega po fachu usunął mu chory ząb. Upewnił się, że zabieg przebiegł niemal bezboleśnie.
Odkrycie dentystów
Był to jeden z pierwszych udokumentowanych przypadków zastosowania znieczulenia wziewnego. Zachęcony sukcesem Wells postanowił zaprezentować swoją metodę lekarzom w Bostonie w prestiżowym Massachusetts General Hospital. Pokaz nie przebiegł jednak zgodnie z jego oczekiwaniami, bo ochotnik, który miał być poddany znieczuleniu, przed ekstrakcją zęba zrezygnował w ostatniej chwili. Kolejny chętny z trzonowcem do wyrwania znalazł się kilka tygodni później, ale podczas zabiegu krzyknął z bólu. Publiczność złożona z lekarzy i studentów była oburzona, dr Wells został nazwany oszustem i wygwizdany. Dopiero dużo później zrozumiano, że przyczyną porażki była zbyt mała dawka gazu.

Horace Wells /fot. Bettmann, Getty Images
Choć próba zakończyła się niepowodzeniem, idea znieczulenia nie została zapomniana. Wkrótce też zaczęto eksperymentować z innymi substancjami o właściwościach znieczulających, takimi jak eter czy chloroform. Środki te powoli zyskiwały przychylność pacjentów i chirurgów przede wszystkim dlatego, że stan uśpienia trwał na tyle długo, by można było przeprowadzić bardziej zaawansowane zabiegi.
Patentowa wojna i uzależnienie
Zanim jednak uznano podtlenek azotu, eter i chloroform za bezpieczne, dużo czasu zajęło znalezienie sposobu podawania znieczulenia tak, by jego dawka była odpowiednia. Nie obyło się przy bez sporów o prawa patentowe do urządzenia, którym podawano pacjentom gazy. Na kontynencie amerykańskim zabiegał o to William T. G. Morton, który uważał się za wynalazcę eteru, eksperymentujący z gazem rozweselającym Horace Wells z kolei wyruszył szukać uznania dla siebie w Europie. Niestety jego historia nie skończyła się dobrze. Zawiedziony biznesowymi rozgrywkami lekarz uzależnił się od zażywania chloroformu i pod jego wpływem popełnił samobójstwo. Nie doczekał chwili, kiedy Societe de Medicine de Paris oficjalnie uznało go wynalazcą anestezji.
Z czasem liczba osób, które rościły sobie prawa do tego tytułu, było jeszcze więcej, zwłaszcza kiedy w 1854 roku amerykański kongres obiecał 100 tysięcy dolarów nagrody za ostateczne udowodnienie, kto jest odkrywcą metody, która rozpoczęła nową erę medycyny.
Nadtlenek azotu wpływa na środowisko
Teraz, prawie 200 lat od tamtych wydarzeń, znieczulenie jest najbardziej powszechną procedurą medyczną na całym świecie, a lekarze dysponują wieloma metodami – od znieczulenia miejscowego i przewodowego, przez podpajęczynówkowe czy zewnątrzoponowe, aż po zaawansowane znieczulenie ogólne stosowane podczas skomplikowanych operacji. Współczesne techniki pozwalają nie tylko całkowicie wyeliminować ból, ale także dokładnie kontrolować oddychanie, pracę serca i inne funkcje życiowe pacjenta w trakcie zabiegu. Rozwijają się również metody monitorowania stanu chorego oraz leki działające coraz szybciej i bezpieczniej.
Od lat trwa już także dyskusja o nadużywaniu znieczulenia nie tylko ze względu na ich nadużywanie i uzależnienie, ale także na klimat. Według opublikowanego w marcu br. badania, przeprowadzonego przez naukowców z University College London (UCL), średni ślad węglowy jednej wizyty w gabinecie stomatologicznym z zastosowaniem gazu rozweselającego wynosi tyle, co … podróż samochodem benzynowym na dystansie 120 km. Wpływ podtlenku azotu na globalne ocieplenie jest aż 273 razy większy niż dwutlenku węgla. Naukowcy apelują do lekarzy, by rozważyli zasadność stosowania tej formy uspokajania pacjentów, skoro mają do dyspozycji inne sposoby, znacznie korzystniejsze dla środowiska.
Podoba Ci się ten artykuł?
Powiązane tematy:
Polecamy
„Obudziliśmy się z ręką w nocniku”. Magda Bigaj o higienie cyfrowej, AI i zakazie telefonów w szkole
Plastik w oku pilota. Jak narodziły się sztuczne soczewki
Zaczęło się od brudnych bandaży. Historia odkrycia kwasów nukleinowych
Maciej Marczak: „Dla mnie bardzo ważne jest to, aby pokazać, jak może wyglądać zdrowa męskość”
się ten artykuł?