Przejdź do treści

Dobre wino – drogie wino?

Dobre wino – drogie wino?
Drogie wino to dobre wino? Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Chora kobieta stoi z kubkiem w ręku i chusta na głowie i patrzy przez okno
Przełom w leczeniu chorób nowotworowych. „Ostatnia nadzieja dla pacjentów bez nadziei”
Kobieta w ciąży trzyma w ręku zdjęcie z badania USG
Rezygnacja z Banku Tkanek Germinalnych. Czy jest szansa dla kobiet chorych na raka?
kobieta używająca mikroskopu
Leki na cukrzycę i nadciśnienie sposobem na raka?
wegański stek wydrukowany w drukarce 3D
Wegański stek z drukarki 3D
Białe rzeźby przedstawiające troje młodych lduzi siedzących na ławce i patrzących w telefony. Telefony oświetlają ich twarze.
Jak bardzo jesteśmy uzależnieni od smartfonów? Zobacz wymowną rzeźbę

Jeżeli drogie wino smakuje ci bardziej niż wino tanie, niekoniecznie od razu musisz być snobem. Odpowiedzialny jest nasz mózg, dla którego dobre wino musi być… drogie. Widać to doskonale, gdy podejrzeć pracę mózgu podczas degustacji!

Zwykle myślimy, że dobre wino powinno być także drogie. Wiadomo wszak, że jakość musi kosztować! Kiedy jednak wziąć to przekonanie na naukową tapetę, to okazuje się, że między jednym i drugim wielkiej różnicy nie ma, a smakujący wino laicy nawet wolą to pochodzące z tańszej butelki. Tak długo w każdym razie, jak długo nie wiedzą, ile ona kosztowała…

Dobre wino vs. jeszcze lepsze

Steven Levitt to ekonomista, który zasłynął z zamiłowania do nietypowych eksperymentów oraz badania sfer życia uważanych przez akademików za niegodne. Badał on między innymi to, dlaczego dilerzy mieszkają z matkami (bo za mało zarabiają!), co wspólnego mają Ku Klux Klan i pośrednicy nieruchomości albo nauczyciele i zapaśnicy sumo (podobnie oszukują).

Jako bardzo znany ekonomista Levitt należał do Harvard Society of Fellows, które spotykało się raz na pewien czas i serwowało gościom bardzo drogie wina. Nasz bohater wina nie lubił w ogóle, a picie czegoś, co kosztowało 60 dolarów za butelkę, wydawało mu się wielkim marnotrawstwem, więc zaproponował, że on wolałby nie pić, a towarzystwo mogłoby mu to wynagrodzić… finansowo.

W końcu – rozumował Levitt – dobre wino jest bardzo drogie, więc mogłoby mu wpaść parę groszy. Propozycja nie spotkała się jednak z uznaniem, co sprowokowało młodego harvardczyka do przeprowadzenia jednego ze swoich słynnych eksperymentów. Podczas kolejnego spotkania akademików zaproponował przeprowadzenie ślepych testów wina, które miały dowieść, jak ważna jest jego cena.

Profesorowie i doktorzy zgodzili się ochoczo, ponieważ myśleli, że kto jak kto, ale oni wiedzą wszystko, więc i wina odróżnią bez najmniejszego kłopotu. Levitt poszedł do klubowej piwniczki, gdzie sięgnął po dwie butelki wykwintnego trunku, które rozlał do trzech lampek (w dwóch wino miało być takie samo), i pobiegł do sklepu, gdzie kupił najtańszy trunek przygotowywany z tego samego gatunku winogron co dwa pozostałe.

Każdy z profesorów testował i oceniał zatem „cztery” drogie wina. Z jakim wynikiem? Pomiędzy drogimi i tanim był remis. A największa różnica ocen dotyczyła… tego samego trunku rozlanego do dwóch kieliszków. Levitt dowiódł tego, co chciał dowieść, a profesorstwo poczuło się oszukane i obraziło na niego. Jak się okazało, smaku wina nie rozpoznało przede wszystkim dlatego, że panowała epidemia przeziębienia. Pojawiła się ona jednak dopiero po degustacji, a nie przed nią.

Dobre wino i degustujący mózg

Dobre wino – drogie wino?

Ilustracja: shutterstock

Test Levitta był eksperymentem niewielkim, ale nie jedynym. Analizy ślepych testów prowadzi się od dawna i wyniki są zgodne. Gdy chodzi o ocenianie ceny wina po jego smaku, to jako tako radzą sobie tylko wytrenowani eksperci. I oni jednak się gubią, kiedy nie mogą ocenić pożądanej liczby „ochów” i „achów” po etykiecie. A laicy w ogóle preferują wina tanie. I wcale nie ze względu na cenę, ponieważ kiedy cenę znamy, to wszyscy preferujemy te droższe.

Pokazał to pewien profesor ze Stanforda, który uczestnikom eksperymentu – umieścił ich w skanerze fMRI – kazał próbować dwóch gatunków caberneta, a jednocześnie informował ich, że jest to wino różne i kosztujące odpowiednio 5 i 45 lub 10 i 90 dolarów za butelkę. Szczęśliwcy, którzy załapali się na darmową degustację w zasadzie za każdym razem wyżej oceniali caberneta droższego, który wcale droższy nie był, bo był dokładnie taki sam.

I wcale nie chodziło o snobizm, co pokazały skany mózgu. Podczas próbowania wina taniego ośrodek przyjemności w mózgu ledwo się iskrzył. Przy tym za 90 dolarów za butelkę pojawiała się prawdziwa feeria barw. Co pokazywało, że drogie wino – choć nie było drogie – naprawdę smakowało lepiej!

A działa to nie tylko w przypadku wina, bo jest też tzw. price-placebo effect, który powoduje, że drogie placebo działa częściej i uśmierza ból lepiej niż tanie. A drogie napoje energetyczne poprawiają koncentrację znacznie lepiej niż te same kupione na wyprzedaży.

Wniosek? Droga etykieta lepiej smakuje i lepiej działa.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

11 powodów, by zrezygnować z wieczornego drinka

5 rzeczy, których nie cierpi twój żołądek

Co robi alkohol kobiecie po 30. urodzinach?

Piwko po treningu? Lepiej nie…

Alkohol wytrąca bakterie z równowagi

5 mitów na temat alkoholizmu

Aktywność mózgu wzrasta, gdy odpoczywasz

Depresja facebookowa

Depresja facebookowa

Poradniki dla rodziców unieszczęśliwiają

7 produktów, za które pokochają cię mięśnie

7 produktów, za które pokochają cię mięśnie

5 powodów, dla których warto być pesymistą

Dlaczego diety nie działają? – 5 psychologicznych powodów