Go to content

Naukowcy: dzieci z diagnozą ADHD i ASD coraz bardziej podobne do swoich neurotypowych rówieśników

Dziewczynka siedzi w szkolnej ławce w sali lekcyjnej - Hello Zdrowie

Fot. Compassionate Eye Foundation,Mar, Getty Images

Z roku na rok rośnie liczba dzieci i nastolatków ze stwierdzonymi zaburzeniami neurorozwojowymi. Duńscy naukowcy z Uniwersytetu w Aarhus postanowili przyjrzeć się lawinowemu wzrostowi diagnoz ADHD i spektrum autyzmu, i sprawdzić, z czego on wynika. Analiza danych ponad 2 mln osób pozwoliła im wysnuć tezę, że osoby z tymi zaburzeniami coraz mniej się różnią od swoich neurotypowych rówieśników.

Udostępnij
Przeczytasz w 4 min

Coraz więcej diagnoz ADHD i ASD

W ostatnich dekadach znacznie wzrosła liczba rozpoznań zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD) i zaburzeń ze spektrum autyzmu (ASD). Trend ten można obserwować zarówno w Polsce, jak i na całym świecie.

Dane Ministerstwa Edukacji Narodowej pokazują, że liczba diagnoz ADHD i ASD wzrosła w naszym kraju aż dziesięciokrotnie w ciągu ostatnich 10 lat.

Na świecie bardzo duży wzrost diagnoz widać m.in. w USA. Według danych amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) w USA liczba rozpoznanych przypadków ASD u 8-latków wzrosła o 74 proc. w latach 2016–2022. Natomiast jeśli spojrzymy na ostatnie 20 lat, to w niektórych stanach odnotowano nawet 500-krotny wzrost liczby diagnoz. Z kolei w Danii liczba diagnoz ADHD i spektrum autyzmu potroiła się między 2000 a 2024 r. 

To właśnie tam, na Uniwersytecie w Aarhus, badacze postanowili przyjrzeć się temu, z czego wynika ten trend wzrostowy – ze zmian w praktykach diagnostycznych lub  możliwościach opieki zdrowotnej, czy może to ryzyko występowania zaburzeń neurorozwojowych stało się większe.

Naukowcy przebadali ponad 2 mln Dunek i Duńczyków urodzonych w latach 1994–2022. Spośród nich wyodrębnili ponad 71 tys. dzieci i i nastolatków, którzy pomiędzy 2012 a 2022 r., przed ukończeniem 18. roku życia, dostali diagnozę ADHD lub ASD.

Do każdej osoby z rozpoznanymi zaburzeniami dobrano 10 bez nich, ale co ważne, łączyły ich takie aspekty jak: wiek, płeć, pochodzenie czy miejsce zamieszkania. W sumie grupa porównawcza liczyła więc aż około 700 tys. osób.

Rolki



Tacy sami czy różni?

Kolejnym krokiem w badaniu było wyróżnienie 19 cech, które według wcześniej przeprowadzonych badań wiążą się z ryzykiem występowania ADHD i ASD. Następnie sprawdzono, czy są one związane z diagnozą zaburzeń, czy może wraz z upływem lat ich nasilenie wzrasta lub maleje.

Żadna z 19 analizowanych cech nie przestała odróżniać dzieci z diagnozą od tych bez niej. Przez cały okres 2012–2022 diagnozowani np. częściej pochodzili z rodzin o niższych dochodach, częściej mieli rodziców z problemami zdrowotnymi, częściej rodzili się z niską masą urodzeniową. Zmieniała się natomiast skala tej zależności” – opisuje „Rzeczpospolita”, która omawia wyniki badania.

Najlepiej widać to na przykładzie niskiej masy urodzeniowej. Podczas gdy w latach 2012–2013 dziecko z niską masą urodzeniową miało o połowę większe szanse na otrzymanie diagnozy ADHD bądź ASD, to już w latach 2020-2022 ta spora różnica zmniejszyła się aż trzykrotnie. Warto przy tym zaznaczyć, że zmiana ta była bardziej widoczna w przypadku ADHD niż spektrum autyzmu.

Autorzy badania opublikowanego w „JAMA” wskazują jednak, że w przypadku niektórych cech nie było widoczne zacieranie się różnic pomiędzy dziećmi z diagnozą i bez niej.

„Zaburzenia psychiczne rodziców, ich wielochorobowość oraz liczba wizyt dziecka u lekarza rodzinnego pozostały równie silnie związane z diagnozą jak dekadę wcześniej, a w przypadku wielochorobowości rodziców związek nawet się wzmocnił” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Lepsze diagnozowanie, nie większe ryzyko

Naukowcy z Uniwersytetu w Aarhus wyciągnęli wniosek, który może być zaskoczeniem dla wielu osób: dzieci, które w ostatnich latach otrzymały diagnozę ADHD bądź ASD są coraz bardziej podobne do swoich rówieśników.

„Wyniki te wskazują, że wzrost liczby diagnoz ADHD i ASD może być odzwierciedleniem zmian w praktykach diagnostycznych lub możliwości opieki zdrowotnej, a nie samych zmian w ryzyku podstawowym” – zwracają uwagę autorzy duńskiego badania.

W praktyce oznacza to wzrost świadomości społecznej na temat zaburzeń neurorozwojowych, zmiany w interpretacji kryteriów diagnostycznych, a także większe uprawnienia szkół, jeśli chodzi o kierowanie uczniów i uczennic do specjalistycznych placówek. To wszystko składa się na to, że osoby, które jeszcze 10 lat temu nie dostałyby diagnozy, dziś ją otrzymują. A nie to, jak zdecydowanie podkreślają autorzy badania, że są one naddiagnozowane.

Źródła: „Rzeczpospolita”, „JAMA”

Powiązane tematy: