„To wywróciło moje życie do góry nogami”
Pamela Anderson została uhonorowana Nagrodą Odwagi podczas gali amfAR, organizacji wspierającej badania nad HIV i AIDS, w ramach trwającego 83. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji. Przy tej okazji wróciła pamięcią do swoich problemów zdrowotnych, z którymi zmagała się przed laty.
Chodzi o wirusowe zapalenie wątroby typu C, o którym aktorka po raz pierwszy poinformowała media w 2002 r., wyjaśniając, że do zakażenia doszło podczas wspólnego korzystania z igieł do tatuażu z jej ówczesnym mężem Tommym Lee. On jednak stanowczo zaprzeczał tej wersji wydarzeń.
Choć aktorka kilkukrotnie już poruszała temat choroby, teraz po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o trudnych emocjach, które jej towarzyszyły.
„To był wyrok śmierci. Tak powiedział mi mój lekarz – że zostało mi prawdopodobnie około 10 lat życia” – tak aktorka wspomina diagnozę zapalenia wątroby typu C, którą otrzymała w latach 90. „Jestem przekonana, że to wpłynęło negatywnie na moje decyzje. Nie wynikało to ze strachu przed śmiercią, ale przed tym, co może się stać z moimi małymi dziećmi. To wywróciło moje życie do góry nogami” – dodaje.
Jak podkreśla Anderson, diagnoza WZW C wiązała się z wieloma trudnymi emocjami, z którymi ciężko było jej sobie poradzić.
„Byłam zła. Bałam się. Wpadłam w tryb autodestrukcji. Podobnie jak po molestowaniu seksualnym, którego doświadczyłam w dzieciństwie, czułam się, jakby ktoś wypalił mi na czole napis: 'uszkodzony towar’. I właśnie tak siebie przedstawiałam światu. Chyba nigdy całkowicie nie otrząsnęłam się z tej wiadomości” – wyznaje aktorka.
Rolki
„Nie jestem ofiarą”
WZW typu C to choroba wywoływana przez wirusa Hepatitis C Virus (HCV). To stosunkowo młody wirus, zidentyfikowany w 1989 r., który powoduje uszkodzenie komórek w miąższu wątroby. Do zakażenia dochodzi przez kontakt z krwią osoby zakażonej. WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) szacuje, że w 2024 r. na wirusowe zapalenie wątroby typu C zmarło około 239 tys. osób, głównie z powodu marskości wątroby i raka wątroby.
Obecnie skuteczność leków na WZW C to 95-99 proc., jednak na przełomie lat 90. i 2000. wahała się ona w granicach zaledwie 10-40 proc. Opracowywanie terapii, która będzie przynosiła oczekiwane efekty, dopiero raczkowało. Z roku na rok terapia lekowa przynosiła jednak coraz lepsze rezultaty. W 1991 roku leki pomogły wyleczyć chorobę u mniej niż 10 proc., do 2011 roku ich skuteczność wynosiła już 50-75 proc.
To, czy leki, które w tamtym okresie wciąż były w fazie badań, pomogą Pameli Anderson, było wielką niewiadomą. Ale na szczęście dekadę po otrzymaniu diagnozy aktorka rozpoczęła terapię lekową, która przyniosła efekty i w 2015 r. oficjalnie ogłosiła, że pokonała chorobę.
„Miałam szczęście” – mówi dziś aktorka. „Zaproponowano mi to [terapię – red.] na wczesnym etapie i musiałam wydać wszystkie pieniądze, jakie miałam na koncie, żeby opłacić leczenie” – dodaje.
Jak wspomina, leki na wirusowe zapalenie wątroby typu C nie były wtedy jeszcze objęte ubezpieczeniem i czuła ogromne poczucie winy, że inni chorujący nie mieli do nich tak łatwego dostępu jak ona.
Choć droga od diagnozy poprzez leczenie i dojście do zdrowia była dla aktorki bardzo trudna – zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie, to dziś opowiada o niej z dumą.
„Nie jestem ofiarą. Jestem zwyciężczynią. Jestem silna i sprawcza, bardziej niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić. Nie jestem damą w opałach, choć tak łatwo byłoby odegrać tę rolę” – podkreśla Pamela Anderson.
Źródło: New York Post, WHO