Przejdź do treści

Małgorzata Halber i Olga Drenda: Często z miłością myli się relacje, w których występuje duża intensywność emocji. One z miłością nie mają nic wspólnego

Małgorzata Halber i Olga Drenda: Często z miłością myli się relacje, w których występuje duża intensywność emocji. One z miłością nie mają nic wspólnego Fot. Albert Zawada
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Kobieta
Depresja ma różne oblicza. O tym objawie rzadko się mówi
Starość zaczyna się od mózgu
Czy dieta ma wpływ na naszą seksualność? Wyjaśnia dietetyczka Paulina Ihnatowicz
Szczepienia przeciwko COVID-19. Czy Polacy mogą zaszczepić się w innym kraju Unii Europejskiej?
Migrena – kwestia genów?

Mówią, że napisały książkę dla osób, które chcą być kochane. Kto by nie chciał? Ale nie powinien sięgać po „Książkę o miłości” Małgorzaty Halber i Olgi Drendy ten, kto liczy na gotową listę rad. To raczej otwierająca horyzonty, czasem do bólu szczera rozmowa dwóch szczęśliwie zakochanych kobiet o tym, co nas w miłości utwierdza, ale też jakie zachowania pod płaszczykiem miłości naruszają nasze granice.

 

Rachela Berkowska: Jak wchodzić w związek z diagnozą – przyznać się do brania leków psychiatrycznych albo uzależnienia – i czy diagnoza to wstyd? Poświęciłyście diagnozie cały rozdział. Zaskoczyłyście mnie, poruszając taki temat w książce o miłości.

Olga Drenda: Ludzie często nie chcą mówić na ten temat. Boją się, że zostaną z tego powodu odrzuceni, zmarginalizowani. Choć nie jest to powód do wstydu.

Małgorzata Halber: Zapytałaś, czy diagnoza to wstyd, mam takie poczucie. Olga uważa, że nie – a ja, że dla tego, kto diagnozę słyszy po raz pierwszy, to jest wstyd. Dla nosiciela/nosicielki diagnozy, to jest wstyd. Kiedy ktoś słyszy o sobie po raz pierwszy: jest pan narkomanem, nie wiem, czy tak się teraz mówi…

…jest pan uzależniony.

M.H.: No właśnie, to też coś nam pokazuje w samej warstwie języka. Pewne określenia są stygmatyzujące. Język niesie ze sobą konsekwencje dla naszego poznania. Jeżeli słyszymy: uzależniony – to jeszcze pół biedy. Jeśli: alkoholik – to już gorzej. Jeśli usłyszymy: spektrum nieneurotypowości – to spoko, ale jeśli ma Aspergera – no to chyba jakiś Rain Man.

To spektrum Aspergera dotyczy Ciebie, Olgo?

O.D.: Mówię raczej o swojej nieneurotypowości dlatego, że nie mam konkretnej diagnozy, raczej kierunek. To dla mnie w pewnym sensie wskazówka od specjalisty, jak lepiej rozumieć siebie, i jak wyjaśnić swoje zachowania innym. Mówi się obecnie o spektrum nieneurotypowości dlatego, że często nakładają się tu różne diagnozy, zachowania właściwe dla autyzmu, ale też np. ADHD.

zespół aspergera

Dobrze jest mówić właśnie o spektrum, bo różne są stopnie jego nasilenia. Mogą się przejawiać w sposób, który przypomina raczej specyficzne cechy osobowości, ale i takie, które są bliższe niepełnosprawności. Jeśli ludzie słyszą słowo „autyzm” – w odniesieniu do kogoś takiego jak ja, kto nie musi starać się o rentę z tytułu stopnia niepełnosprawności i prowadzi w pełni samodzielne życie, nie wymaga pomocy asystenta, to może budzić ich oburzenie. A mówienie o spektrum daje precyzję, bo oznacza, że można mieć niektóre charakterystyczne cechy, a inne nie, i w różnym nasileniu. Trochę tak, jak i wada wzroku -2, i -10 dioptrii jest krótkowzrocznością.

Fot. Albert Zawada

Oburzenie, bo ich zdaniem nadużywa się tu słowa autyzm?

O.D.: Kiedy sama byłam dzieckiem, autyzm kojarzył się z koniecznością rehabilitacji, z niewielkimi szansami na osiągnięcie pełnej samodzielności. O takich dzieciach jak ja mówiono raczej opisowo: wycofana, dziwna, bo lubiłam spędzać czas sama. Bo też nie są to wielkie sprawy, raczej drobiazgi, które trochę odbiegają od normy. Pamiętam, że kiedyś, gdy byłam młodsza, pytano mnie, dlaczego wyglądam podobnie niezależnie od tego, czy jestem wesoła, czy smutna. Albo: bezskutecznie robiłam sobie kolejne badania słuchu, z których wynikało, że moje uszy są zdrowe, a mimo to nie umiałam zrozumieć głosu w słuchawce, z drugiego pokoju, albo rozmowy w autobusie. Słyszałam wyraźnie, ale nie rozumiałam, bo nie umiałam oddzielić dźwięku od szumu. Wszystko to jest odbierane jako pewne moje właściwości, idiosynkrazje, ale one są pochodną specyfiki mózgu. Gdy się dowiadywałam o tym, byłam spokojniejsza: „aha, to normalne, tak się może dziać”.

Mówicie, że ze swoją diagnozą zawsze trzeba w końcu wyjść przed szereg i głośno o niej powiedzieć. Małgorzata poświęciła swojej diagnozie książkę „Najgorszy człowiek na świecie”, jej partner miał łatwiej. Zgadzam się, że trzeba o tym powiedzieć, pytanie tylko, na pierwszej, trzeciej randce, kiedy?

M.H.: Michał jest niepijącym alkoholikiem. Może to będzie odpowiedź na twoje pytanie. Poznałam go na spacerze organizowanym przez naszego wspólnego znajomego, pisarza Juliusza Strachotę. Prowadzone przez niego spacery po Warszawie polegają na tym, że zwiedza się sukcesywnie, penetrując kwadrat po kwadracie mapy, nie omijając żadnego miejsca, centrum handlowego, niczego. Michał był przewodnikiem na pierwszym spacerze, na który poszłam. Nie chciałam tam być. Nikogo nie znałam. Zakładałam, że ludzie na pewno będą chcieli robić zdjęcia, a ja chodzić. Byłam na nie. Michał mówił o sobie i na sam koniec dodał, chciałbym jeszcze opowiedzieć, jak poznałem Julka. I zaczął: „Przeczytałem wywiad z Julkiem w Dużym Formacie o tym, że jest uzależniony. Potem przeczytałem jego książkę. Wszystkie książki. W końcu do niego napisałem i w ten sposób znalazłem się na tym spacerze. Sam jestem od pięciu lat niepijącym alkoholikiem”. Gapiłam się w telefon. Miałam w dupie całą tę sytuację. Kiedy Michał wypowiedział to ostatnie zdanie, podniosłam głowę do góry. Co jest, droga Rachelo, dowodem na to, że różnie może być z tym otwartym mówieniem o diagnozach. Gdyby on nie przyznał tego wtedy – publicznie, na spacerze, w gronie iluś osób – to bym się nim nie zainteresowała.

Małgorzata Halber
Stereotyp kobiety-wariatki wciąż u nas pokutuje. Dlatego jest nam o wiele trudniej mówić o swoich diagnozach. Wszystkie jak tu siedzimy (i te Inne też) modlimy się o feministyczną rewolucję. Walczymy o to, żeby kobieta, która przeszła załamanie nerwowe i wyszła z niego, czuła to samo uznanie, jakim obdarzany jest facet, który wyszedł z alkoholizmu

Rozumiem to jako zachętę do mówienia o swojej diagnozie szerzej. Nie tylko partnerowi, ale do dzielenia się tym z innymi. Dobrze wiem, że potrzeba do tego sporej odwagi.

M.H.: Chcę tu powiedzieć, że stereotypy i stygmatyzacja dotyczą głównie kobiet. Stereotyp kobiety-wariatki wciąż u nas pokutuje. Dlatego jest nam o wiele trudniej mówić o swoich diagnozach. Wszystkie jak tu siedzimy (i te Inne też) modlimy się o feministyczną rewolucję. Walczymy o to, żeby kobieta, która przeszła załamanie nerwowe i wyszła z niego, czuła to samo uznanie, jakim obdarzany jest facet, który wyszedł z alkoholizmu. Kobieta usłyszy prędzej: wariatka, „globus”, niezrównoważona. Mamy w psychiatrii stupięćdziesięcioletnią, udokumentowaną historię mówiącą o szaleństwie kobiet. Z mężczyznami jest oczywiście zupełnie inaczej.

O.D.: Jestem wielką zwolenniczką takiego podejścia, które skrótowo można nazwać – i co z tego? Czyli prostego stwierdzenia, że ludziom zdarzają się rzeczy. Większość miała lub będzie mieć jakiś problem zdrowotny, fizyczny lub psychiczny. Jestem zwolenniczką takiego podejścia: ludzie są różni, przechodzą różne zdarzenia losowe, im więcej o tym wiemy i mówimy, tym bardziej normalne się one stają. Jako pasjonatka reportażu i etnografka z wykształcenia, dorobiłam się, pod wpływem wielu lektur, silnego lęku, takiej uzasadnionej obawy, przed zmowami milczenia. To szkodzi nie tylko osobie, która tym rzekomym stygmatem jest obłożona, ale truje całe środowisko wokół niej, bo wszyscy muszą żyć w kłamstwie. Wypowiedziane rzeczy przestają być takie straszne. Zresztą nadawanie nadmiernego ciężaru każdej diagnozie nie jest potrzebne. Na przykład to, że jestem na spektrum, nie ma dzisiaj specjalnego wpływu na moje życie osobiste. Kiedyś miało, dzisiaj już nie.

Pamiętam, że ktoś zarzucał ci zbyt skąpe okazywanie uczuć.

O.D.: Widzisz, zanim dowiedziałam się o mojej diagnozie, nie myślałam o tym, że perspektywa drugiego człowieka może być nieco odmienna od mojej. Dla mnie to normalne, żeby się nie odzywać bite dwadzieścia cztery godziny, bo zmęczyłam się mówieniem, a ktoś może myśleć, że milczę, bo się obraziłam. Nigdy się nie obraziłam na nikogo, w moim oprogramowaniu nie mam takiej funkcji. Natomiast nie zdawałam sobie sprawy, jak mogę być odbierana. No i jeśli nie powiem, że tak już mam, to ten ktoś się nie dowie.

M.H.: Dynamika w związku jest taka, że kiedy rośnie napięcie, wybucha kłótnia, a po którejś kolejnej obydwie strony mówią: nie chcę się tak z tobą kłócić, to beznadziejne, co z tym zrobimy? I wtedy nawet jeśli nie idą na terapię, to próbują ze sobą rozmawiać. Oczywiście wszystkim dla sportu polecam pójście na terapię par. Jeżeli się nie dogadujemy super opór, to zazwyczaj któraś z osób w tym związku powie w końcu: hej, zróbmy coś z tym! I zaproponuje: może pójdziemy do terapeuty?

O.D.: Spółdzielnia to taki mechanizm prewencyjny. Tak jak wiewiórka, która gromadzi zapasy i potem może je wcinać przez całą zimę, tak i spółdzielnia ma zgromadzony pewien zasób zaufania, odpowiedzialności, potencjał wspólnego wysiłku i możliwości liczenia na siebie, że mniej się boimy wzajemnie powiedzieć sobie o problemie. Bo nie wkładaliśmy naszego wysiłku w tworzenie jakiejś fikcji, dobrego PR-­owego obrazu samego siebie, tylko wkładaliśmy ten wspólny wysiłek w budowanie więzi, porozumienia, w poznanie się. I wtedy mówiąc o diagnozie sprawimy, że pewnie ta druga osoba się przejmie i nawet wystraszy. Jak każdy normalny człowiek obdarzony uczuciami, ale też przyjmie do wiadomości. Ludzie chorują. Czasami trzeba iść do laryngologa, ortopedy, a czasem do psychiatry. Nie gramy w filmie typu dramat obyczajowy.

Rozumiem mocny przekaz: nie bać się diagnozy. Czego się bać zatem, kiedy waszym zdaniem wiadomo, że już jest niezdrowo, że spółdzielnia naprawdę szwankuje?

M.H.: Jak mnie ktoś bije, to jest niezdrowo.

O.D.: Nie tylko kiedy bije, ale też kiedy szantażuje. Rzuca na przykład: co się stanie, kiedy zostawię drzwi otwarte i twój kot zaginie? Wtedy też jest niezdrowo. Albo kiedy brzydzi się słowem „przepraszam:.

M.H.: Niezdrowo jest też, jeśli utrzymuję kogoś przez dwa lata i chciałabym porozmawiać na ten temat, ale jakoś się nie zdarza. To są zagadnienia, które dotyczą obu płci i są niezależne od płci. Mój przyjaciel przez trzy lata waletował w swoim mieszkaniu heroinistkę.

O.D.: Też znam przypadek kogoś, kto był ustawicznie szkalowany i niszczony przez kobietę, która prawdopodobnie nie powinna się z nikim spotykać. Widzę, jak często z miłością myli się relacje, w których występuje duża intensywność emocji. Małgorzata zwróciła na to moją uwagę. A one z miłością nie mają nic wspólnego, są wykorzystywaniem drugiego człowieka. Kultura nakłada na miłość konotacje cierpienia, poświęcenia. Mówi się: miłość boli, co jest dezorientujące. Żyjemy w kulturze, która pozytywnie waloryzuje cierpienie. Kobieta dostaje pozytywny komunikat, jeśli wystarczająco się poświęciła, urobiła po łokcie, przeczołgała po ziemi, wtedy jest godna. Bo nie ma godności sama z siebie. To straszne i nie ma gwarancji, że taka kobieta usłyszy słowo: dziękuję. Funkcjonują taki okropne wyrażenia jak „znosiła cierpienia bez słowa skargi”. Albo „nigdy nie domagała się słowa ‚dziękuję'”. Ludzie mówią tak o jakichś czcigodnych kobietach, które straszliwie się umniejszyły, i w ten sposób miały zasłużyć na swoją cześć. To jest waloryzowane. Prawda jest taka, że inni żyją ich kosztem.

M.H.: Moja matka bardzo się poświęcała w małżeństwie. Sama do pewnego momentu myślałam, że kobieta musi się poświęcać. Są pewne wzorce, które wynosimy z domu. Nasiąkamy nimi podczas socjalizacji pierwotnej, one potrafią być nawet mocniejsze niż wzorce kultury.

O.D.: Kiedy dochodzi do skrzyżowania obu tych treści, powstaje betonowe przekonanie, które trudno rozbroić.

Olga Drenda
Mówi się: miłość boli, co jest dezorientujące. Żyjemy w kulturze, która pozytywnie waloryzuje cierpienie. Kobieta dostaje pozytywny komunikat, jeśli wystarczająco się poświęciła, urobiła po łokcie, przeczołgała po ziemi, wtedy jest godna. Bo nie ma godności sama z siebie

Dobrze myślę, że akurat obie jesteście zakochane i ta książka powstała z perspektywy dwóch szczęśliwych kobiet?

O.D.: Tak, obie jesteśmy zakochane, a książka rzeczywiście powstawała w czasie, kiedy obie byłyśmy w relacjach. Ale znamy inną perspektywę. Jestem rozwiedziona. Wzięłam ślub, kiedy miałam 29 lat, to małżeństwo trwało sześć lat, czyli wcale nie tak znowu krótko. Z dzisiejszego punktu widzenia myślę, że poniosła mnie ambicja. Byłam wtedy przekonana o tym, że nikt mi nie może zaszkodzić, a zaszkodził. Przeceniłam swoją odporność. Działy się w mojej relacji rzeczy niedobre, na pewno od pewnego momentu.

Też jesteś zdania, że każdy człowiek powinien przejść terapię?

O.D.: Właśnie kończę krótką, półroczną terapię CBT (poznawczo behawioralną). Przeważającym głosem, żeby z niej skorzystać była dla mnie uwaga mamy. Jej pytanie, dlaczego co chwilę za wszystko przepraszam. Sama nie umiałam tego zauważyć, wydawało mi się to zwyczajne, bo przywykłam do udziału w „sesjach samokrytyki”. Nie chciałabym tutaj wdawać się w szczegóły, jak to wyglądało i jak przegapiłam sygnały alarmowe, bo nie chcę też mówić za dużo o osobach trzecich. Na pewno zapisałam się na terapię, żeby się tego oduczyć. Moje poczucie własnej wartości i integralność zostały bardzo mocno nadkruszone, z czego nie zdawałam sobie sprawy, bo byłam nieustająco na wojnie.

Te trudne doświadczenie, kryzys, który się przepracuje może być źróem siły?

O.D.: Dla mnie bardzo ważną częścią książki była ta, w której mówimy o przemocy psychicznej. Wchodząc w relację często zakładamy, że można się ze sobą dogadać, że każdy jest w miarę uczciwy, mówi prawdę. Ludzie chcą mniej więcej tego samego, świętego spokoju i żeby było dobrze. A to nie zawsze jest prawdą, bo być może natykamy się na kogoś, kto ma skłonności do przemocy psychicznej, lubi innych niszczyć. To się nie mieści w światopoglądzie osoby zrównoważonej, że ktoś zwyczajnie lubi sobie rozkręcać inbę dla jaj. Dla mnie ten fragment poświęcony przemocy nie tylko w związkach, ale też w pracy, wśród przyjaciół, w rodzinie, jest bardzo istotny. Zachowania przemocowe mogą być z pozoru przezroczyste. To, że ktoś nas szantażuje milczeniem, albo odwraca kota ogonem i sugeruje, że coś nam się tylko wydawało. Z takich sytuacji można się tylko ewakuować. Ktoś, kto stosuje przemoc psychiczną, się nie zmieni pod wpływem miłości.

Tak myślisz, może jest jakaś droga poprawy?

O.D.: Zapewne tak. Ale może niekoniecznie musimy mu w tej drodze towarzyszyć.

W książce nie poruszacie tematu rozstania.

M.H.: Bo to jest książka o miłości. O byłych i wnioskach z zakończonych relacji opowiadamy w rozdziale „Happy End”. Każda stoi przy swoim. Ja mówię, że te wszystkie minione związki czegoś mnie nauczyły, dały pewne doświadczenie. Mogę wyciągnąć lekcję, dopisać kolejny warunek na swoją listę wymagań i żyć dalej. Pamiętać, że on mnie nauczył jeździć na ryby i owszem potem było strasznie i nienawidzę go za to, co zrobił, ale życie nie jest logiczne, dwie przeciwne wartości nie zawsze się znoszą. Mówiąc krótko i dosadnie, jeżeli nienawidzę mojego ojca, to nie znaczy, że nie mogę go jednocześnie kochać.

O.D.: To nie jest twierdzenie nakazowo/aksjologiczne. Mówię za siebie, to moja potrzeba. Dla mnie poczucie, że już nigdy więcej nie muszę rozmawiać z tym człowiekiem, przynosi ulgę. Ewentualnie wtedy może się pojawić jakieś neutralne wspomnienie. Na pewno nie mam wewnętrznej presji, obowiązku, żeby być za te doświadczenia wdzięczna. To jest ostatnia z rzeczy, które czuję. Nie rozpamiętuję. Ani nie nienawidzę, ani nie mam przyjemnych, nostalgicznych wspomnień – raczej sprawozdawcze. Kiedy wiem, że już nie muszę więcej się kontaktować z tym człowiekiem, mogę sobie neutralnie poustawiać fakty w pamięci, nie muszę wycinać ze zdjęcia.

M.H.: Chcę zaznaczyć i podkreślić, że to o czym mówię podlega wariacji zależnie od związku. Ta sama osoba może mieć pięciu byłych partnerów. Z czterema nie chce utrzymywać kontaktu, z piątym się przyjaźni. Nie ma zasady.

O.D.: O tak.

M.H.: Wiele osób może myśleć, że nasza książka ma im powiedzieć, jak powinno być. Jakie są zasady. A figę z makiem. Instagramerki się skarżą: „w sumie to nie wiem, po co ta książka została napisana”. Nieznajomy czytelnik z Poznania wysłał mi wiadomość – książka mu się podobała i ma wrażenie, że wzmocniła jego spółdzielnię. Piszemy do ludzi, którzy nie chcą gotowych rozwiązań, lubią się zastanawiać, a jednocześnie zedrzeć pozłotko z niektórych przekonań.


Małgorzata Halber (ur. 1979) – pisarka, rysowniczka, feministka. Skończyła filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. W 2015 roku zadebiutowała głośną powieścią Najgorszy człowiek na świecie. Publikowała na łamach „Gazety Wyborczej”, „Machiny”, „Dwutygodnika” i „Codziennika Feministycznego”. Autorka lifestyle’owego komiksu internetowego „Bohater”. Studiowała grafikę na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Interesuje się obiektami porzuconymi: pustostanami, śmieciami, nieużytkami. Mieszka na warszawskiej Ochocie z narzeczonym i czterema kotami.

Olga Drenda (ur. 1984) – pisarka, eseistka, tłumaczka. Skończyła etnologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 2012 roku prowadzi na Facebooku stronę „Duchologia” poświęconą codzienności lat 80. i 90. w Polsce. Napisała Duchologię polską. Rzeczy i ludzie w latach transformacji (2016), Czyje jest nasze życie (wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim, 2017) i Wyroby. Pomysłowość wokół nas (2018, książka nagrodzona Nagrodą Literacką Gdynia i nominowana do Paszportów Polityki). Prowadziła podcast o współczesnym folklorze, legendach miejskich i teoriach spiskowych. Pochodzi ze Śląska, mieszkała w Krakowie, Mikołowie i Gdańsku, a niedawno wraz z kotką Bubą przeprowadziła się do Warszawy.

Zobacz także

Pierwsze suplementy od kobiet dla kobiet

Poznaj WIMIN

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

Chaos, ciągłe napięcie i ogrom wstydu - tak często wygląda życie DDA. Psycholożka tłumaczy, jakie to może mieć skutki i gdzie szukać pomocy

Chaos, ciągłe napięcie i ogrom wstydu – tak często wygląda życie DDA. Psycholożka tłumaczy, jakie to może mieć skutki i gdzie szukać pomocy

Kobieta z pączkami

Co zrobić, żeby pokonać ochotę na słodycze? Wyjaśnia dietetyczka

Prof. Eleonora Bielawska-Batorowicz

Prof. Eleonora Bielawska-Batorowicz: Kiedy żyjemy wystarczająco długo, dochodzimy do menopauzy. Tak wygląda życie i już

Cyberseks uruchamia w naszych mózgach silne i trudne do skontrolowania emocje. Dlatego się od niego uzależniamy?

Cyberseks uruchamia w naszych mózgach silne i trudne do skontrolowania emocje. Dlatego się od niego uzależniamy?

Delirium – co to jest, objawy, przyczyny, leczenie

Miłosne (nie)porozumienie stron, czyli 7 sposobów na udany związek

Socjoterapia – co to jest, cele, dla kogo, ograniczenia terapii

Zakochana para na tle morza

Zakochanie a miłość. Na czym polega różnica?

Drew Barrymore: Chrzanić operacje plastyczne! Wolałabym wyglądać jak stare, zramolałe psisko, niż tak się torturować

Tilda Swinton

Tilda Swinton: Płeć to tylko rola, którą mamy do odegrania. Ta sama osoba. Żadnej różnicy. Tylko inna płeć

Amy Adams

Amy Adams: To, co naprawdę się zmieniło, to mój dysfunkcyjny stosunek do pracy. Przynosiłam do domu wiele moich kompleksów i oczekiwań

Zakochanie w sieci. Czy w Internecie można spotkać prawdziwą miłość?

Anna Ledwoń

„Narracja w szkołach na temat okresu jest dokładnie taka sama, jak 20 lat temu, kiedy ja byłam uczennicą” – mówi Anna Ledwoń, specjalistka ds. marketingu

Nie wyobrażasz sobie dnia bez “energetyka”? To może być już uzależnienie

Napoje gazowane mogą uzależniać. Jakie są objawy?

Coraz częściej mówi się o zagrożeniach wynikających z użytkowania sieci. Czym „zaraża” nas internet?

Seks tantryczny – co to jest? Tantra, czyli inny wymiar miłości

Toksyczna miłość i toksyczny seks

Ile to “za dużo” alkoholu? Sprawdź, jak procenty wpływają na organizm

Toksyczne związki

Toksyczne związki okiem lekarza. Kiedy związek jest toksyczny?

kobiety w łóżku

„Szantażowanie seksem wciąż cieszy się popularnością” – twierdzi psycholożka

Małże na talerzu. Przy stole para na radnce

„Randki są ogromnie ważne na każdym etapie związku” pisze psychoterapeutka Anna Wietrzykowska. Dlaczego należy je praktykować?

Red Lipstick Monster / YouTube

Red Lipstick Monster szczerze o zaburzeniach odżywiania. „Z jedzeniem zachowuję się jak osoba uzależniona. Mam do niego chory stosunek”

Po co nam ta monogamia?

Monogamia – czym jest związek monogamiczny? Wyjaśnia psychoterapeuta

Najpopularniejsze

Basia Kędzior

Hello My Hero. „Wygląd nie mówi o tym, kim się jest, czy jest się lepszym, czy gorszym. Każdy ma tak samo ważny powód i prawo do życia” – mówi Basia Kędzior, dziewczyna z rybią łuską

Para na kanapie

Seks analny – co to jest i jakie są najlepsze pozycje analne?

Masturbacja może być jeszcze przyjemniejsza. Poznaj sposoby masturbacji

Ból trzustki - kobieta trzymająca się za brzuch

Ból trzustki – jak boli trzustka i jak odróżnić ból trzustki od bólu żołądka?

„Każdy orgazm jest czymś pięknym, jednak ten rodzaj orgazmu jest wyjątkowy”. Seksuolożka o kobiecym wytrysku

para w łóżku

Pozycje seksualne, czyli jak urozmaicić seks. Najlepsze pozycje

5 rzeczy, które mężczyźni uwielbiają w łóżku

5 rzeczy, które mężczyźni uwielbiają w łóżku

Orgazm - jak go osiągnąć? 10 sposobów na lepszy orgazm

Orgazm – jak go osiągnąć? 10 sposobów na lepszy orgazm

Kiedy występuje niskie ciśnienie i wysoki puls?

Niskie ciśnienie i wysoki puls – kiedy występują? Co to oznacza?

kobieta, którą bolą plecy

O czym świadczy ból pod łopatką? Charakter bólu, objawy i możliwe sposoby leczenia

białe plamy na paznokciach

Białe plamy na paznokciach – co oznaczają i jak się ich pozbyć?

Co oznacza drętwienie rąk w nocy i podczas snu?

Co oznacza drętwienie rąk w nocy i podczas snu?

Co oznacza obniżona temperatura ciała i jakie są jej przyczyny? Kiedy spadek temperatury może być niebezpieczny?

Co oznacza obniżona temperatura ciała i jakie są jej przyczyny? Kiedy spadek temperatury może być niebezpieczny?

Morsowanie – wady i zalety. Czy naprawdę warto wbiec do lodowatej wody?

Objawy odstawienia alkoholu. Jakie są korzyści z niepicia alkoholu?

całująca się para

7 rzeczy, które się staną, gdy przestaniesz uprawiać seks