Go to content

Polski psychiatra bada powiązanie zaburzeń mikrobioty z lękiem panicznym. „To perspektywa, która wymaga jeszcze lat badań. Ale na pewno właściwy kierunek pytań”

młoda kobieta ukrywa się za roletami, widać tylko fragment jej twarzy - Hello Zdrowie

Fot. Yana Iskayeva via Getty Images

Badania nad osią jelita–mózg zaczynają zmieniać sposób, w jaki myślimy o chorobach i zaburzeniach psychicznych. Lekarz psychiatra dr n. med. Tomasz Grąźlewski zbadał mikrobiotę jelitową u pacjentów z atakami paniki i znalazł różnice, które trudno zignorować. Co z tego wynika i czego jeszcze nie wiemy? Wyjaśnia w rozmowie z Hello Zdrowie.

Posłuchaj artykułu Udostępnij
Wysłuchasz w 17 min

Przez lata ataki paniki traktowano przede wszystkim jako problem chemii mózgu i leczono lekami regulującymi poziom serotoniny, psychoterapią, technikami oddechowymi. To działało, choć nie u wszystkich i nie zawsze na tyle, żeby objawy nie wracały. Gdzieś w tym obrazie brakowało części układanki.

Dr n. med. Tomasz Grąźlewski, psychiatra i badacz, postanowił poszukać tej części w nieoczywistym miejscu – w jelitach. Jego praca „Gut Microbiota Alterations in Patients with Panic Disorder: A Case-Control Study”, opublikowana w 2025 roku w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Nutrients”, jest pierwszym tego rodzaju badaniem porównującym skład mikrobioty jelitowej pacjentów z zaburzeniem panicznym – zarówno w fazie ostrych napadów, jak i w remisji.

Wyniki są ostrożne, ale intrygujące. U pacjentów w ostrej fazie choroby flora jelitowa okazała się wyraźnie uboższa niż u osób zdrowych: mniej zróżnicowana, potencjalnie mniej sprawna. Jeden szczep bakterii występuje za to znacznie częściej niż u osób zdrowych.

Czy to oznacza, że ataki paniki mają swój początek w jelitach? Nie – i dr Tomasz Grąźlewski jest w tej kwestii jednoznaczny. Ale oznacza, że jelita mogą być jednym z czynników, które wpływają na przebieg choroby i utrudniają leczenie. I że medycyna przez lata mogła nie zadawać wystarczająco wielu pytań.

Agata Źrałko, Hello Zdrowie: W maju media opisywały przypadek 24-letniej Klaudii z Wałbrzycha, która w Pekinie nagle zaczęła odczuwać dezorientację, halucynacje i napady lęku. Źródłem tych objawów okazał się potworniak na jajniku. W ubiegłym roku rozmawiałam z dr Sharon Erdrich, która wykazała, że mikrobiom jamy ustnej może mieć związek z migreną i fibromialgią – chorobami, które przez lata traktowano jako „głównie psychosomatyczne”. Czy pana badanie wpisuje się w tę samą obserwację – że za zaburzeniem panicznym może stać coś fizycznego, czego jeszcze nie szukamy?

Dr Tomasz Grąźlewski: Tak. Nauka jest zgodna: zaburzenia psychiczne mają istotny wymiar biologiczny. Niestety, przez długi czas psychiatria była ograniczana tylko do opisu objawów.

Proszę zwrócić uwagę – zarówno neurologia, jak i psychiatria zajmują się funkcjonowaniem układu nerwowego, zwłaszcza mózgu. To specyfika objawów sprawiła, że na zaburzenia psychiatryczne patrzymy inaczej. Dlaczego? Bo psychiatria dotyka psychiki, czyli tego, co my sami rozumiemy jako „my”. Łatwiej nam traktować np. drżenie rąk jako „problem z naszym ciałem”, niż intensywne przeżywanie emocji, które odbieramy jako coś głęboko własnego.

Dziś w psychiatrii poszukujemy biologicznych mechanizmów wpływających na zdrowie psychiczne. Bo one są, tylko nie zostały jeszcze poznane.

Moje badanie dotyczące osi mózgowo-jelitowej wpisuje się w ten nurt, podobnie jak badania nad układem immunologicznym i stanami zapalnymi czy nad osią podwzgórze-przysadka-nadnercza.

Człowiek to układ naczyń połączonych. Ignorowanie wpływu jednego układu na drugi musi skończyć się fiaskiem terapeutycznym. Problem w tym, że bardzo trudno ustalić, co jest przyczyną, a co skutkiem.

Dr Tomasz Grąźlewski - Hello Zdrowie

Dr Tomasz Grąźlewski / fot. archiwum prywatne

Jak często zdarza się, że objawy wyglądające jak zaburzenia lękowe mają ukryte podłoże somatyczne?

Często. Te powiązania istnieją, ale nie działa to tak, że jedno automatycznie wywołuje drugie. To nie jest zależność zero-jedynkowa. Współwystępowanie obu problemów nie oznacza jednak, że istnieje jedno proste rozwiązanie — jeden probiotyk, jedna zmiana w diecie czy jeden lek. To raczej sygnał, że trzeba patrzeć na pacjenta całościowo.

Podam przykład zespołu jelita drażliwego, który jest dziś tematem coraz bardziej popularnym. Zgodnie z aktualnymi badaniami, nawet do 40 proc. pacjentów z tym zespołem doświadcza zaburzeń psychicznych, w tym m.in. zaburzeń lęku panicznego.

Pana badanie zadaje podobne pytanie z innej strony: czy u pacjentów z lękiem napadowym jelita mogą być takim ukrytym, fizycznym czynnikiem, którego nie szukamy?

Jak najbardziej. Może to być kolejny czynnik wpływający.

Mikrobiota i substancje, które produkuje – zwane metabolitami – oddziałują na układ nerwowy, a układ nerwowy oddziałuje z powrotem na mikrobiotę i pracę układu pokarmowego. To dwukierunkowa zależność, którą nazywamy osią mózgowo-jelitową, i wiemy już, że ona realnie istnieje.

Nasze badanie jednak nie próbowało odpowiedzieć na pytanie, czy zaburzenia lękowe zaczynają się w jelitach – bo tak nie jest. Pytaliśmy raczej, czy jest to kolejny czynnik wpływający na przebieg tych zaburzeń i możliwość szukania nowych metod leczenia. Zawsze będzie część pacjentów z zaburzeniami psychicznymi i bez wyraźnych zaburzeń mikrobioty oraz część pacjentów z zaburzoną mikrobiotą, którzy nie mają żadnych objawów psychicznych.

Rolki



Zgodnie z aktualnymi badaniami, nawet do 40 proc. pacjentów z zespołem jelita drażliwego doświadcza zaburzeń psychicznych, w tym m.in. zaburzeń lęku panicznego

Zbadał pan skład mikrobioty jelitowej u pacjentów z lękiem napadowym, zarówno w fazie ostrych napadów, jak i w remisji, i porównał ze zdrowymi osobami. Czego dokładnie pan szukał i co pana zaskoczyło?

Szukaliśmy wszelkich różnic mogących dać punkt zaczepienia. Analizując mikrobiotę, nie przyglądaliśmy się samej liczbie bakterii, skupialiśmy się też na ich wzajemnych proporcjach. Sprawdzaliśmy, czy jakiś gatunek nie jest nadreprezentowany, czyli czy jego względny udział nie jest większy w jednej z badanych grup.

Naszą uwagę przykuł Ruminococcus gnavus. Sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły. Jego obecność nie oznacza zaburzenia. Natomiast w naszym badaniu jego względny udział był większy u pacjentów w ostrej fazie zaburzenia panicznego niż u osób z grupy kontrolnej.

Dlaczego nadmiar bakterii Ruminococcus gnavus może mieć znaczenie dla kogoś, kto zmaga się z atakami paniki?

To bakteria beztlenowa, która naturalnie żyje w naszym układzie pokarmowym. Może pełnić rolę „wroga” albo „przyjaciela” – zależnie od kontekstu, czyli od całego składu mikrobioty, stanu bariery jelitowej, diety i aktywności układu odpornościowego. W prawidłowych warunkach uczestniczy m.in. w metabolizmie węglowodanów oraz składników warstwy śluzowej jelita, która chroni ścianę jelita przed drobnoustrojami.

Gdy jednak jej udział staje się nadmierny, może „drażnić” układ odpornościowy i sprzyjać sygnalizacji zapalnej w organizmie. Organizm zachowuje się wtedy, jakby był w gotowości do obrony, mimo że realnego zagrożenia nie ma. A wiadomo, że procesy zapalne są dziś jednym z ważnych mechanizmów badanych w kontekście objawów psychicznych.

Jedna z hipotez zakłada, że zmieniona mikrobiota może wpływać na aktywację osi podwzgórze-przysadka-nadnercza – układu odpowiedzialnego za reakcję stresową organizmu – co sprzyja utrzymywaniu się przewlekłego stresu. W zaburzeniach lęku panicznego wzmożone napięcie wewnętrzne i pobudzenie obniżają próg reakcji na bodźce. Mówiąc prościej: mniej istotne bodźce wywołują intensywniejsze reakcje.

Jednym z kluczowych wyników badania jest to, że pacjenci w ostrej fazie mają uboższą florę jelitową, mniej różnych gatunków bakterii. Co to oznacza dla ich organizmu? Czy to stan, który poprzedza napady, czy może raczej ich konsekwencja?

Mniej zróżnicowana mikrobiota może słabiej wspierać ochronę bariery jelitowej, metabolizm i regulację reakcji odpornościowych. Może też mniej efektywnie wspierać pracę jelit – w końcu mikrobiota produkuje enzymy i substancje, których sami nie wytwarzamy.

Dlatego zaburzona mikrobiota może sprawiać, że organizm reaguje na sygnały zapalne zbyt intensywnie – a to może uruchamiać mechanizm stresu i utrzymuje go w przewlekłym napięciu.

A czy to stan, który poprzedza napady, czy ich konsekwencja? Szczerze – nie wiemy. I może się okazać, że nigdy tego jednoznacznie nie rozstrzygniemy, bo oś mózgowo-jelitowa działa dwukierunkowo. Pacjent ze zdrową florą bakteryjną może przechodzić epizod depresyjny, w którego przebiegu zmienia sposób odżywiania. Narasta stres, który zaburza pracę jelit, a to z kolei prowadzi do dysbiozy – zaburzenia równowagi mikrobioty – która nasila objawy. I odwrotnie: u zdrowej osoby zaburzona mikrobiota może z czasem sprzyjać pojawieniu się objawów psychicznych.

W zaburzeniach lęku panicznego istotną częścią jest tzw. lęk antycypacyjny, czyli lęk przed wystąpieniem kolejnych objawów – to, co rozumiemy jako stres endogenny, czyli pochodzący „z wewnątrz”. Może on wywoływać objawy i jednocześnie niekorzystnie działać na jelita, nawet gdy nie ma wyraźnych zaburzeń mikrobioty.

To po prostu błędne koło. Nie możemy zakładać, że gdy wyeliminujemy jeden czynnik, pozostałe naprawią się same.

Dziś w psychiatrii poszukujemy biologicznych mechanizmów wpływających na zdrowie psychiczne. Bo one są, tylko nie zostały jeszcze poznane

Większość pana pacjentów przyjmowała leki z grupy SSRI, które same w sobie mogą wpływać na mikrobiotę. Czy to ograniczenie wpływa na interpretację wyników?

Niestety tak, mogło wpłynąć. Ponieważ to jednak wstępny etap badań, szukaliśmy raczej tendencji niż definitywnych odpowiedzi. Uznaliśmy, że ze względów etycznych nie możemy prosić pacjentów w remisji o odstawienie leków, które im pomagają. Tym bardziej że skład mikrobioty nie regeneruje się z dnia na dzień.

Stąd moja ostrożność w formułowaniu wniosków z badania. Choć chciałbym też zaznaczyć, że wpływ leków z grupy SSRI na mikrobiotę nie musi być jednoznacznie niekorzystny – inaczej niż np. w przypadku części leków przeciwpsychotycznych.

Co zatem pacjent z lękiem napadowym powinien zrobić z tą wiedzą dzisiaj, zanim nauka powie więcej? Gdzie leży granica między obiecującym wynikiem naukowym, a tym, co można dziś powiedzieć pacjentowi w gabinecie?

Granica leży w rozumieniu, że leczenia zaburzenia panicznego nie da się sprowadzić do jednej rzeczy. Oprócz psychoterapii i farmakoterapii, które pozostają podstawą leczenia, jest wiele innych czynników wpływających na nasze zdrowie.

I teraz powiem coś, co zabrzmi banalnie: ważne jest, żeby dobrze spać – wystarczająco długo i o regularnych porach. To dziś jest powszechnie zaniedbywane. Ważna jest też regularna aktywność fizyczna. Nie muszą to wcale być cztery intensywne treningi tygodniowo, ale choćby regularne spacery na świeżym powietrzu. Znaczenie ma sposób spożywania posiłków: czy robimy to w pośpiechu, czy dajemy sobie chwilę na spokojne jedzenie. Warto też pamiętać o odstawieniu używek.

Często mówi się o probiotykach, diecie śródziemnomorskiej i błonniku jako potencjalnym uzupełnieniu terapii zaburzeń lękowych.

Dieta bogata w błonnik i ograniczenie produktów wysokoprzetworzonych mają szerokie uzasadnienie w kontekście zdrowia mikrobioty – to dobra praktyka. Natomiast jeśli chodzi o konkretne probiotyki jako celowaną interwencję w zaburzeniach lękowych… Tu zachowałbym dużą ostrożność.

W codziennej praktyce widzę, że pacjenci kupują suplementy dostępne w aptece, często nie wiedząc, jakiego efektu mogą od nich oczekiwać. Tymczasem nie ustaliliśmy jeszcze, jakie konkretne szczepy bakterii i w jakich zaburzeniach przynoszą realne efekty. Nie można wpaść w pułapkę: „wezmę jakiś probiotyk i będzie lepiej”, bo to tak nie działa. Nie ma jednej tabletki, która rozwiąże wszystkie problemy. Jeśli dysbioza jelit nasila objawy zaburzenia panicznego, a skupimy się wyłącznie na lekach, nie regulując pozostałych czynników – wzrasta prawdopodobieństwo nawrotu objawów po odstawieniu farmakoterapii.

Trzeba pamiętać też, że mikrobiota jest zmienna geograficznie i zależy od diety, stylu życia, oraz środowiska. Ludzie żyjący w obszarach śródziemnomorskich mogą mieć inny skład mikrobioty niż my. Dieta śródziemnomorska ma dobre uzasadnienie ogólnozdrowotne. Ale zanim powiemy, że stanowi celowaną terapię zaburzenia panicznego – nauka musi wykonać jeszcze dużo pracy.

Co jest następnym krokiem w pana badaniach nad powiązaniem zaburzeń mikrobioty z lękiem panicznym?

Nie prowadzę obecnie kolejnego badania, ale powiem, co musi się wydarzyć, żeby przełożyć jego wyniki na realne interwencje terapeutyczne. Konieczne są obserwacje dużych grup pacjentów przez długi czas, czyli tak zwane badania podłużne, z dokładniejszym doborem uczestników. Pozwolą nie tylko obserwować, co po czym następuje, ale także ocenić relację między przyczynami i skutkami.

Kolejny etap to ustalenie, jakie konkretne szczepy bakterii, w jakich dawkach realnie pomagają i w jakich zaburzeniach. Trzeba też uwzględnić zróżnicowanie geograficzne. Mikrobiota jest zmienna w zależności od środowiska, w którym człowiek żyje, więc grupy badanych powinny być zestawiane z uwagą na te różnice.

Zatem kiedy modyfikacja mikrobioty mogłaby stać się realnym elementem leczenia zaburzenia panicznego?

Trudno prognozować. Im większe grupy pacjentów, lepiej zaprojektowane badania, tym wiarygodniejsze wnioski. Dziś jesteśmy na etapie identyfikowania tendencji. Modyfikacja mikrobioty jako element standardowego leczenia zaburzeń lękowych to perspektywa, która wymaga jeszcze lat badań. Ale to na pewno właściwy kierunek pytań.

Dr n. med. Tomasz Grąźlewski – lekarz psychiatra związany z Kliniką Psychiatrii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Oprócz codziennej pracy z pacjentami zajmuje się działalnością naukową i dydaktyczną, koncentrując się na biologicznych mechanizmach zaburzeń psychicznych, w tym roli mikrobioty oraz osi podwzgórze-przysadka-nadnercza.

Powiązane tematy:

i
Treści zawarte w serwisie mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią porady lekarskiej. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.