„Hipnoza jest jak strzykawka, a sugestie są jak lek, który się nią podaje”. O mitach i niebezpieczeństwach związanych z hipnozą rozmawiamy z dr. n. med. Michałem Mielimąką
– Najważniejsza nie jest technika wkłucia, lecz to, co znajduje się w strzykawce. Dobór odpowiednich sugestii wymaga już szerokiej wiedzy psychologicznej, medycznej i klinicznej oraz głębokiej diagnozy. Tego nie da się nauczyć na kilkudziesięciogodzinnym kursie, to wymaga lat studiowania – opowiada dr n. med. Michał Mielimąka, Przewodniczący Komisji ds. Hipnozy Klinicznej Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.
Spotkałam się z przekonaniem, że trzy sesje hipnozy mogą dać więcej niż trzy miesiące klasycznej psychoterapii, a nawet ją zastąpić. Jak pan to ocenia z własnej perspektywy? Czy to jest rzeczywiście możliwe?
To zależy. Każda terapia, również hipnoterapia, a właściwie terapia z zastosowaniem techniki hipnozy, bo wolę używać tego określenia, wymaga wcześniejszego, szczegółowego procesu diagnozy. Dopiero na jego podstawie dobiera się odpowiednie metody, które będą użyteczne w leczeniu konkretnej sytuacji i danego rodzaju zaburzenia. Po przeprowadzeniu dokładnej diagnozy może się okazać, że trudności lub dysfunkcje, z jakimi zmaga się pacjent, da się leczyć z wykorzystaniem techniki hipnozy. Rzadko jednak zdarza się, aby sama hipnoza, zwłaszcza klasyczna, była wystarczająca do usunięcia przyczyn zaburzeń.
To, co często określa się mianem „hipnoterapii”, obejmuje w rzeczywistości złożone nurty psychoterapeutyczne, takie jak psychoterapia eriksonowska czy podejścia oparte na koncepcjach regresji. Są to metody, które wykraczają daleko poza techniczne zastosowanie hipnozy. Mamy tu więc do czynienia z psychoterapią, która jedynie korzysta z elementów hipnozy, aby wywołać skojarzenia, obrazy, fantazje czy treści projekcyjne. Te zaś są następnie analizowane w długotrwałym procesie terapeutycznym, nierzadko trwającym tyle co standardowa psychoterapia psychodynamiczna lub psychoanalityczna.
Warto więc wyraźnie odróżnić krótkotrwałe, punktowe zastosowanie hipnozy, możliwe również poza psychiatrią i psychoterapią, np. w medycynie, od terapii, w której hipnoza służy wydobywaniu treści projekcyjnych, a ich opracowanie odbywa się już w klasycznym dialogu psychoterapeutycznym. W tym drugim przypadku terapia staje się procesem długoterminowym i rządzi się zasadami charakterystycznymi dla psychoterapii jako takiej.
Jak wygląda taka diagnostyka w celu ustalenia, czy hipnoza jest odpowiednim narzędziem terapeutycznym w danym przypadku?
W mojej ocenie proces ten powinien obejmować przede wszystkim szczegółowy wywiad oraz badanie psychiatryczne, a następnie pogłębioną diagnozę psychoterapeutyczną. Oprócz analizy danych wynikających z wywiadu i badania psychiatrycznego diagnoza ta powinna uwzględniać również szerszy kontekst, czyli doświadczenia wczesnodziecięce, różnego rodzaju wydarzenia życiowe oraz elementy rozwojowe. Jeżeli w obrazie zaburzenia pojawiają się również objawy somatyczne, konieczne jest poszerzenie procesu diagnostycznego o diagnostykę somatyczną, aby wykluczyć czysto medyczne przyczyny zgłaszanych dolegliwości. Dopiero na tej podstawie można rozważyć zastosowanie techniki hipnozy, o ile będzie ona użyteczna w leczeniu danej sytuacji czy konkretnego kontekstu. Należy jednak pamiętać, że hipnoza ma swoje ograniczenia.
Pomówmy trochę o przeszłości hipnozy. Czy wiadomo, kiedy po raz pierwszy zaczęła być wykorzystywana?
Trudno jednoznacznie wskazać moment, w którym hipnoza jako odrębna technika rzeczywiście zaistniała. Elementy tego, co dziś kojarzymy z hipnozą, czyli sugestia, trans czy różnego rodzaju oddziaływania o charakterze sugestywnym, były stosowane w medycynie właściwie od początku jej opisywania.

Michał Mielimąka /fot. archiwum prywatne
W zapisie naukowym za punkt odniesienia uznaje się zwykle Jamesa Braida, szkockiego chirurga, który jako pierwszy użył terminu „hipnotyzm”. Co ciekawe, hipnoza weszła do medycyny właśnie poprzez chirurgię. Była stosowana w celu łagodzenia bólu podczas zabiegów chirurgicznych, jeszcze przed erą anestezji farmakologicznej. Braid jest więc uważany za pioniera medycznego wykorzystania hipnozy, choć po nim wielu innych chirurgów również korzystało z tej techniki. Aspekt łagodzenia bólu okazał się na tyle istotny, że przetrwał do dziś. Współcześnie hipnoza nadal jest stosowana jako metoda wspomagająca w leczeniu bólu, zarówno przewlekłego, jak i ostrego, a także pomocniczo w leczeniu fibromialgii, czyli uogólnionych dolegliwości bólowych o niejasnej etiologii.
W takich przypadkach hipnoza bywa swego rodzaju mostem między zgłaszanymi przez pacjenta dolegliwościami a psychoterapią. Osoba, która nie akceptuje wpływu psychiki na funkcjonowanie ciała, po doświadczeniu zmiany w stanie hipnotycznym może być bardziej skłonna do podjęcia psychoterapii, co zwiększa jej skuteczność. Warto też pamiętać, że podobnie jak wiele elementów współczesnej medycyny, zjawiska tego typu były stosowane znacznie wcześniej, zanim zostały opisane w XIX wieku. To właśnie ten okres przyniósł bardziej merytoryczne, spisane źródła, do których mamy dziś dostęp. Jednak sama podatność człowieka na sugestię i wykorzystanie tego zjawiska w praktyce medycznej istniały dużo wcześniej, choć nie funkcjonowały jeszcze pod nazwą „hipnoza”.
Kiedy w takim razie hipnoza zaczęła być szerzej stosowana w psychoterapii?
Warto wspomnieć tu o ojcu psychoanalizy, Zygmuncie Freudzie, który na początku swojej drogi zawodowej stosował hipnozę. Można powiedzieć, że to właśnie obserwacje zabiegów hipnotycznych, w których uczestniczył w Paryżu, stały się dla niego źródłem inspiracji. Na ich podstawie Freud stworzył początkowo pewną fantazję, którą później przekształcił w koncepcję dotyczącą wpływu nieświadomości na procesy chorobowe. Koncepcja nieświadomości istniała w filozofii dużo wcześniej, Freud nie był jej autorem. Jednak to, co można uznać za jego autorski wkład, to powiązanie nieświadomości z genezą objawów zaburzeń. W dostępnych źródłach to właśnie Freud w dużej mierze rozpowszechnił tę ideę i nadał jej naukowy charakter. Sama hipnoza była przez Freuda stosowana stosunkowo krótko. Uznał bowiem, że w stanie hipnotycznym pojawiają się bardzo silne reakcje przeniesieniowe i przeciwprzeniesieniowe, które utrudniają zachowanie właściwego dystansu w relacji terapeutycznej. Dlatego szybko zastąpił hipnozę techniką wolnych skojarzeń.
W klasycznej psychoanalizie pojawiła się kozetka, a analityk zaczął siedzieć za głową pacjenta, tak aby nie utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego. Dopiero późniejsze pokolenia, m.in. Jung, odwróciły tę praktykę, a we współczesnych terapiach psychodynamicznych relacja wzrokowa jest już standardem, co uznaje się za ważny element procesu leczenia. Freud, obserwując demonstracje hipnozy w paryskiej klinice Salpêtrière, użył swoich skojarzeń i przemyśleń, by połączyć nieświadome pragnienia, szczególnie te o charakterze libidalnym z objawami chorobowymi, głównie konwersyjnymi i somatycznymi. Dzięki temu w klasycznej psychoanalizie utrwaliło się przekonanie, że dolegliwości cielesne, takie jak np. ból ręki, mogą wynikać z przeżyć emocjonalnych, a niekoniecznie z organicznych uszkodzeń. Innymi słowy, ciało może stać się przedłużeniem psychiki.
Wspomniał pan na początku o zastosowaniu hipnozy w medycynie. Znalazłam kilka artykułów opisujących sposoby, w jakie pacjenci, którym nie można było podać anestetyków, byli wprowadzani w stan hipnozy. W latach 60. pionierką analgezji hipnotycznej w Polsce była prof. Maria Szulc. Czy wciąż korzysta się z tego narzędzia terapeutycznego na salach operacyjnych?
Jeżeli chodzi o Polskę, wykorzystanie hipnozy nadal jest zjawiskiem rzadkim. W krajach Europy Zachodniej występuje nieco częściej, ale przede wszystkim nie jako wyłączna technika znieczulenia, lecz jako część szerszych oddziaływań sugestywnych, które modulują, a nie zastępują znieczulenie farmakologiczne. W praktyce większość anestezjologów stosuje sugestię, często nieświadomie, aby wpływać na sposób doświadczania znieczulenia przez pacjentów. W sytuacjach zagrożenia życia lub całkowitej zależności od lekarza, gdy pacjent oddaje kontrolę nad sobą innej osobie, każde słowo anestezjologa działa jak sugestia w stanie hipnozy.
Jeśli leżę na stole operacyjnym i anestezjolog mówi do mnie, to niezależnie od tego, czy jest wyszkolony w hipnozie, czy nie, moje reakcje będą miały charakter reakcji hipnotycznych, ponieważ występuje zawężenie i skupienie uwagi, pojawia się zależność od autorytetu, dochodzi do automatycznego wzmocnienia podatności na sugestię, a każde słowo lekarza nabiera ogromnej mocy. Dlatego tak ważna jest precyzyjna, staranna komunikacja anestezjologa. Sugestie, zarówno te korzystne terapeutycznie, jak i te sformułowane niefortunnie np. z powodu zmęczenia, mogą zostać przez pacjenta wiernie zrealizowane, wywołując również działania niepożądane. To zjawisko jest fascynujące i dotyczy sytuacji, w których życie pacjenta zależy od drugiej osoby. I właśnie dlatego techniki związane z językiem, sugestią czy elementami hipnozy powinny być nauczane w medycynie, niezależnie od tego, czy ktoś formalnie nazywa je „hipnozą”.
Warto dodać, że współczesne definicje odchodzą od pojęcia „stanu hipnozy” jako odmiennego stanu świadomości, nie istnieje żadna neuroreprezentacja, która by to potwierdzała. Obecnie opisuje się hipnozę raczej jako „wzmocnioną podatność na sugestię wynikającą z zawężenia i skupienia uwagi”. W sytuacji medycznej, zwłaszcza nagłej, w warunkach SOR-u czy sali operacyjnej, pacjent naturalnie znajduje się w takim stanie, nie trzeba go wywoływać technikami gabinetowymi. Dlatego komunikacja anestezjologa ma zupełnie inne znaczenie niż komunikacja lekarza rodzinnego. W gabinecie lekarza rodzinnego wciąż działa świadomość pacjenta, bo można zasięgnąć drugiej opinii, zweryfikować informację, podjąć decyzję. Na sali operacyjnej nie. Tam każde słowo zostaje przyjęte jak sugestia, którą organizm „wykonuje”.
W gabinetach terapeutycznych osiąga się podobny stan przy pomocy indukcji hipnotycznej, czyli technicznego zawężenia i skupienia uwagi, aby uzyskać zwiększoną podatność na sugestie i następnie, poprzez odpowiednio dobrane komunikaty, zmienić sposób przeżywania pacjenta w sposób bezpieczny i proterapeutyczny.
”Literatura, filmy czy seriale często przedstawiają hipnozę w sposób niezgodny z zasadami etyki czy nauki, jako narzędzie manipulacji lub spektakularnych, a nawet niebezpiecznych zachowań. Z perspektywy widza to atrakcyjne, ale z medycyną nie ma wiele wspólnego i zaburza społeczne przeświadczenia na temat tego, czym hipnoza jest w rzeczywistości.”
Kiedy wpiszemy w wyszukiwarce internetowej hasło “hipnoza”, pojawi się wiele stron z ofertą terapeutyczną wykorzystującą to narzędzie. Część hipnotyzerów to terapeuci, ale część to osoby po kursach czy szkoleniach. Kto z pana punktu widzenia powinien zajmować się hipnozą?
W tym obszarze pojawia się pewna trudność. O ile medycyna jest bardzo ściśle regulowana i można powiedzieć, że sposób jej organizacji jest ważnym dorobkiem cywilizacyjnym, o tyle oddziaływania psychologiczne nie podlegają równie precyzyjnym regulacjom. Obecnie co prawda procedowany jest projekt ustawy o zawodzie psychologa, ale warto pamiętać, że wcześniej ustawa o zawodzie psychologa również istniała, tylko nigdy nie doszło do powołania samorządu, przez co stała się martwa. Jak potoczą się losy nowej ustawy, na razie nie wiadomo. Sejm ją przegłosował, ale dalszy proces legislacyjny wciąż przed nami.
W tle funkcjonuje również projekt ustawy o zawodzie psychoterapeuty. Jeszcze dalej „w kolejce” regulacyjnej znajduje się hipnoza. W praktyce oznacza to, że stosowanie hipnozy w Polsce nie jest obecnie w żaden sposób precyzyjnie uregulowane. Z tego powodu jest ona wykorzystywana głównie komercyjnie przez osoby, które ukończyły różnego rodzaju kursy i szkolenia, często bardzo różniące się jakością. To sprawia, że trudno jest wskazać specjalistów naprawdę kompetentnych w terapeutycznym stosowaniu tej techniki. Moim zdaniem hipnoza powinna być stosowana wyłącznie przez osoby z wykształceniem medycznym lub psychologicznym. W przypadku psychologów preferowałbym psychologów klinicznych. Dotyczy to zresztą nie tylko hipnozy, lecz również całej psychoterapii.
Czyli idąc dalej za tym co pan mówi, hipnozę mogłaby stosować na przykład położna?
Tak. Warto pamiętać, że hipnozy mogą używać także lekarze różnych specjalności, ale wyłącznie w zakresie, w którym mają już kompetencje bez stosowania hipnozy. Przykładowo, położna może stosować elementy hipnozy, jeśli jest współodpowiedzialna za prowadzenie porodu i zna fizjologię tego procesu. Wtedy hipnoza staje się narzędziem wspierającym. Natomiast osoba, która nie ma wiedzy ani doświadczenia w prowadzeniu porodu, nie powinna używać hipnozy w tym kontekście, ponieważ nie wie, jakie sugestie są właściwe na danym etapie i w określonej sytuacji klinicznej.
Organizm ludzki jest złożony, a sytuacje kliniczne bywają bardzo zróżnicowane. Dlatego uważam, że kluczowa jest bazowa kompetencja terapeuty lub lekarza do poradzenia sobie z daną sytuacją również bez hipnozy. Dopiero na tym fundamencie można uczyć się hipnozy i stosować ją, aby wzbogacać proces leczenia, poprawiać jego jakość i skuteczność. Hipnoza nie powinna być wykorzystywana jako metoda „oderwana” od wiedzy o fizjologii, anatomii i funkcjonowaniu psychiki. To absolutnie niezbędne podstawy.
Jak wygląda proces wprowadzenia pacjenta w stan hipnozy?
Niestety, wprowadzenie w stan hipnozy jest stosunkowo łatwe. W związku z tym nie będę opisywał szczegółów, aby nie stanowiło to zachęty do nieprofesjonalnych prób wykorzystania tej techniki. Sam proces indukcji może trwać od kilku minut, ale bywa też, że zajmuje zaledwie kilka, a nawet kilkanaście sekund. W praktyce może więc być bardzo krótki.
Brzmi to trochę niepokojąco, szczególnie jeśli trafimy do kogoś, kto nie ma kompetencji, by stosować taką technikę.
Oczywiście, trzeba pamiętać, że skrócenie czasu indukcji następuje dopiero wtedy, gdy została już zbudowana relacja terapeutyczna i pacjent rozwinął wobec terapeuty zaufanie. W takich warunkach stan hipnotyczny pojawia się znacznie szybciej, a sama indukcja może trwać naprawdę bardzo krótko. Wydłuża się natomiast etap właściwego leczenia, czyli okres zwiększonej podatności na sugestie, w którym stosuje się różnego rodzaju oddziaływania ukierunkowane bezpośrednio na procesy psychiczne, percepcję ciała czy objawy somatyczne, w zależności od sytuacji klinicznej.
Tak jak wcześniej wspomniałem, kluczowa pozostaje diagnoza. Hipnoza może być stosowana jako metoda wspomagająca w terapii dolegliwości bólowych, na przykład w przebiegu chorób nowotworowych, ale absolutnie nie jako metoda zastępująca leczenie podstawowe. Co więcej, można ją włączyć dopiero wtedy, gdy leczenie podstawowe jest prowadzone prawidłowo i pacjent aktywnie współpracuje. Dzieje się tak dlatego, że pod wpływem hipnozy dolegliwości bólowe zwykle się zmniejszają, co może obniżyć motywację pacjenta do wdrożenia terapii przyczynowej. To zaś grozi opóźnianiem lub odraczaniem podstawowego leczenia, na przykład z powodu lęku czy innych trudności psychicznych. Z tego powodu tak ważna jest współpraca wielospecjalistyczna.
Hipnoza może być bardzo wartościowym narzędziem, ale powinna być stosowana jako element leczenia kompleksowego, często we współpracy z innymi specjalistami, a nie jako metoda wyłączna stosowana w izolacji gabinetowej. W tym zakresie zalecałbym dużą ostrożność.
Wróćmy jeszcze na moment do procesu indukcji. Czy może pan chociaż w ogólny sposób opowiedzieć o tym, jak to się dzieje, że pacjent zaczyna być podatny na sugestie ze strony terapeuty? W moim przypadku, kiedy poddawałam się hipnozie, zostałam poproszona o to, by się położyć, prowadzący włączył muzykę relaksacyjną, zaczął odliczać, a na koniec dotknął mojego czoła. Czy to faktycznie powinno tak wyglądać?
Metod indukcji stanu hipnozy jest wiele. Ich wspólnym elementem jest wytworzenie zawężenia i skupienia uwagi osoby hipnotyzowanej na terapeucie lub prowadzącym. Jeśli ktoś chce uzupełnić proces indukcji o elementy kojarzone z popkulturą, takie jak wahadełko, zegar na ścianie, dotyk czy muzyka, może to zrobić, ale absolutnie nie jest to konieczne.
Do wywołania stanu hipnotycznego wystarczy odpowiednio dobrany i właściwie sformułowany język. Można go ewentualnie wzbogacić prostymi bodźcami, takimi jak bodźce wzrokowe, na przykład wpatrywanie się w palec, punkt lub światło albo bodźce słuchowe, jak rytmiczne stukanie o przedmiot. Niektórzy stosują także bodźce dotykowe, choć te wymagają szczególnej ostrożności.
To pokazuje, że indukcja w swojej podstawowej formie jest technicznie bardzo prosta. I właśnie ta prostota bywa niepokojąca, bo daje możliwość wpływania na funkcje psychiczne i somatyczne również osobom, które nie rozumieją, jakie konsekwencje może mieć dana sugestia, zarówno krótkoterminowe, jak i długoterminowe. Stąd wynika potrzeba dużej ostrożności.
Warto jednak zauważyć, że techniki sugestywne nie są stosowane wyłącznie w medycynie. Wykorzystuje się je także w świecie rozrywki czy reklamie i marketingu. W kulturze Zachodu jest to zjawisko akceptowane, a nawet nagradzane, bo reklamy, które najskuteczniej przyciągają uwagę i przekazują sugestie, otrzymują prestiżowe wyróżnienia.
”Hipnoza weszła do medycyny poprzez chirurgię. Była stosowana w celu łagodzenia bólu podczas zabiegów chirurgicznych, jeszcze przed erą anestezji farmakologicznej. Braid jest więc uważany za pioniera medycznego wykorzystania hipnozy, choć po nim wielu innych chirurgów również korzystało z tej techniki. Aspekt łagodzenia bólu okazał się na tyle istotny, że przetrwał do dziś.”
Czy możemy mówić o różnych rodzajach hipnozy, na przykład takich, w których tracimy świadomość lub nie?
Rzeczywiście pojawiają się różne obiegowe opinie dotyczące utraty świadomości czy zmiany świadomości w hipnozie. Tymczasem, na podstawie badań neuroobrazowych, w których uczestniczyłem i które współprowadziłem, mogę powiedzieć jednoznacznie, że nie ma obecnie żadnych naukowych przesłanek pozwalających uznać hipnozę za odrębny stan świadomości.
Co więcej, gdy analizuje się pracę mózgu osoby w stanie hipnozy, okazuje się, że funkcjonuje on tak, jakby intensywnie przetwarzał informacje. Można wręcz powiedzieć, że osoba w hipnozie jest szczególnie świadoma, a nie „nieświadoma”, i przetwarza bodźce zgodnie z podawanymi sugestiami. Jeśli na przykład sugerujemy lekkość prawej ręki albo zmniejszenie bólu, to w neuroobrazowaniu rzeczywiście obserwujemy zmiany charakterystyczne dla efektu analgezji. To fascynujące, ale nie ma to nic wspólnego z utratą świadomości.
Oczywiście odpowiednie sugestie mogą spowodować zniekształcenia percepcji. Można wywołać amnezję, halucynacje czy fałszywe przekonania dotyczące zdarzeń, jednak są to działania zazwyczaj nieetyczne i nie mają uzasadnienia klinicznego. Dlatego zawsze podkreślam podczas szkoleń, że w hipnozie niczego się nie zapomina, osoba pamięta wszystko, co działo się podczas sesji, w każdej chwili można przerwać stan hipnozy, jeśli coś budzi niepokój albo terapeuta zachowuje się niewłaściwie. To obala mit, że po rozpoczęciu hipnozy można z niej „wyjść” tylko z pomocą osoby prowadzącej. To nieprawda, stan hipnotyczny można przerwać samodzielnie. Jeżeli pracujemy z osobą kompetentną i zaufaną, oczywiście nie ma sensu tego robić, bo wówczas chodzi o to, by sugestie mogły zadziałać terapeutycznie. Natomiast jeśli pojawiają się wątpliwości, albo jeśli ktoś już na wstępie twierdzi, że przerwanie hipnozy samodzielnie jest niemożliwe lub grozi skutkami ubocznymi, należy być wyjątkowo ostrożnym. Takie podejście przypomina bowiem budowanie niezdrowej zależności, która może prowadzić do nadużyć.
Które obszary mózgu są bardziej aktywne podczas hipnozy?
Nie ma jednoznacznych wyników badań naukowych, które dawałyby prostą odpowiedź. Natomiast z badań neuroobrazowych można powiedzieć jedno, mózg osoby w stanie hipnozy zachowuje się zgodnie z treścią podawanych sugestii. Innymi słowy, jeśli ktoś wcześniej doświadczył określonego rodzaju analgezji, na przykład podczas zabiegu chirurgicznego, i w trakcie hipnozy zastosujemy sugestię ponownego znieczulenia, jego mózg zacznie funkcjonować tak, jakby rzeczywiście znów był znieczulany. Co więcej, jeśli w przeszłości efektem ubocznym tego znieczulenia było obniżenie tętna, to pod wpływem sugestii analgezji również może dojść do spadku częstości akcji serca, mimo że sam efekt przeciwbólowy tego nie wymaga. Widać więc, jak duże znaczenie mają wcześniejsze doświadczenia pacjenta.
Sugestia niejako uruchamia w mózgu „zapis” tego, co już kiedyś poznał i mózg zaczyna zachowywać się tak, jakby treść sugestii była realnym bodźcem, zastępując percepcję rzeczywistości. To zjawisko jest fascynujące, ale może też budzić niepokój, ponieważ wpływ sugestii jest głęboki i bardzo precyzyjny.
Badania pokazują, że zmiany aktywności mózgowej dotyczą dokładnie tych obszarów, które odpowiadają za daną funkcję, w przypadku bólu będą to np. przednia część zakrętu obręczy, wzgórze czy pierwszo- i drugorzędowa kora somatosensoryczna, w przypadku sugestii dotyczących widzenia, odpowiednie obszary kory potylicznej, i analogicznie w innych modalnościach sensorycznych. Nie są to więc reakcje przypadkowe. To ściśle ukierunkowane zmiany odpowiadające treści przekazanej sugestii.
Czy są pewne grupy problemów, w których hipnoza lepiej się sprawdzi jako narzędzie psychoterapuetyczne?
Zawsze podkreślam, że w procesie diagnozy psychoterapeutycznej nie analizujemy wyłącznie objawów. Równie ważne są zasoby pacjenta, a także jego aktualna sytuacja życiowa. Dopiero na podstawie tych trzech elementów dobieramy odpowiednie techniki terapeutyczne. Przykładowo, jeśli pacjent cierpi na awiofobię, czyli silny lęk przed lataniem, a jednocześnie otrzymał propozycję wymarzonej pracy i musi stawić się na rozmowie kwalifikacyjnej w Nowym Jorku za dziesięć dni, to sytuacja wymaga od nas szczególnego podejścia. W tak krótkim czasie trudno byłoby dotrzeć tam innym środkiem transportu, a stosowanie silnych leków przeciwlękowych mogłoby negatywnie wpłynąć na przebieg rozmowy, dodatkowo dochodzi jeszcze jet lag i inne obciążenia. W takiej sytuacji przeprowadzamy szczegółową diagnostykę i może okazać się, że usunięcie przyczyny lęku wymagałoby długoterminowej psychoterapii. Natomiast usunięcie samego objawu, czyli umożliwienie pacjentowi odbycia lotu, jest możliwe w krótszym czasie. Dzięki technikom hipnozy, i mówię to z pełną odpowiedzialnością, często już po dwóch, trzech sesjach można doprowadzić do tego, że pacjent z minimalnym dyskomfortem, a niekiedy nawet z poczuciem satysfakcji, wejdzie na pokład samolotu, doleci na miejsce, odbędzie rozmowę i wróci. Nie oznacza to jednak, że jest „wyleczony”.
Lęk ten kształtował się często przez lata, utrwalał się poprzez relacje interpersonalne i różne doświadczenia życiowe i jego źródła mogą być poważne. Nie należy oczekiwać, że pojedyncze sugestie w hipnozie usuną głęboko zakorzenione przyczyny. Zdarza się jednak, choć jest to rzadkie, że przyczyny lęku leżały w trudnościach rozwojowych, które w międzyczasie zostały rozwiązane, a sam objaw pozostał jedynie jako nawyk. W takich przypadkach doświadczenie pozytywnego lotu, przeżycie satysfakcji i otwarcia na nowość może wystarczyć, aby procesy rozwojowe i zasoby osobowości dokonały trwałej korekty i lęk nie powrócił. Najczęściej jednak po powrocie z takiej podróży pacjent, jeśli ma motywację, a psychoterapia zawsze opiera się na jego zgodzie i chęci zmiany, będzie potrzebował dalszej pracy w terapii, aby zająć się rzeczywistą przyczyną awiofobii.
A jeśli chodzi o inne problemy zdrowotne, na przykład choroby autoimmunologiczne, o których często mówi się, że mogą mieć związek z emocjami, czy w takich przypadkach hipnoza również może pomóc? Przyznam, że sama skorzystałam z kilku sesji właśnie z powodu choroby autoimmunologicznej i chociaż nie spodziewałam się fizycznej poprawy, bo wiem, że to niemożliwe po tak krótkim czasie, to już po trzecim spotkaniu z hipnoterapeutą, poczułam znaczną ulgę psychiczną.
W takich sytuacjach zalecałbym jednocześnie pewien entuzjazm i ostrożność. Mówimy bowiem o obszarze, który współczesna nauka wciąż bada i który trudno jednoznacznie uchwycić narzędziami, jakimi aktualnie dysponujemy. Jeśli pytamy więc, czy w chorobach autoimmunologicznych można w sposób klasyczny wykazać bezpośredni związek między psychiką a objawami, to byłbym sceptyczny. To nie jest fizyka ani eksperyment w warunkach laboratoryjnych, gdzie możemy stworzyć próżnię i badać zjawisko, które jest powtarzalne. Mamy tu do czynienia z rzeczywistością znacznie bardziej złożoną. Dlatego opieramy się na przesłankach naukowych, na empirii oraz na skuteczności stosowanych metod.
To, co pani opisała, jest klasycznym efektem katarktycznym, zmniejszeniem napięcia i niepokoju w wyniku interwencji psychologicznej. Co ciekawe, efekt katarktyczny nie jest zarezerwowany wyłącznie dla hipnozy. Mogłyby go wywołać również inne formy pracy, choćby terapia śpiewem, techniki ekspresyjne, pantomima czy psychodrama. Natomiast hipnoza rzeczywiście pozwala uzyskać taki efekt stosunkowo szybko i w sposób kontrolowany, więc w tym sensie jest metodą szczególnie użyteczną.
Ulga, którą pani opisała, ma duże znaczenie, nawet jeśli sama w sobie nie wpływa bezpośrednio na przyczyny choroby. W technikach wyobrażeniowych stosowanych w trakcie hipnozy rzeczywiście można pracować w sposób, który pomaga zwiększyć świadomość własnych emocji i odczuć. Czasem umożliwia to „odtworzenie mostów” pomiędzy przeżyciami a świadomością, czyli uświadomienie sobie tego, co wcześniej było przeżywane jedynie cieleśnie. Jeśli w danej chorobie autoimmunologicznej istnieje komponent psychogenny, a nie zawsze tak jest, to przy odpowiednim opracowaniu psychoterapeutycznym można z czasem odciążyć ciało z emocjonalnego obciążenia, które w stanie zdrowia powinno być przetwarzane przez psychikę, a nie somatyzowane.
Innymi słowy, zamiast doświadczać biegunek jako nieuświadomionego wyrazu lęku, zdrowiej byłoby świadomie przeżywać niepokój, na przykład związany z niepewną sytuacją na świecie, koniecznością planowania przyszłości czy zmianami zawodowymi. To psychiczne przepracowanie emocji jest bardziej adaptacyjne niż somatyczny objaw, który je maskuje i utrudnia ich świadome rozumienie.
Czyli obciążenie psychiczne jest mimo wszystko lepsze niż fizyczne.
Świadome obciążenie psychiczne, a nie jego somatyczna forma, pozwala uruchomić procesy adaptacyjne. Innymi słowy, jeśli wiem, że coś budzi mój lęk czy niepewność, mogę podjąć konkretne działania, doszkolić się, rozpocząć studia podyplomowe, na przykład z zakresu wykorzystania sztucznej inteligencji czy grafiki komputerowej, zdobyć nowe kompetencje i przygotować się na to, co mnie czeka. Nie jestem jednak w stanie zrobić tego, jeśli całe napięcie przejawia się wyłącznie w postaci biegunek. Wtedy energia idzie w objaw, a nie w realną adaptację. I właśnie w tym miejscu dochodzi do zablokowania procesów rozwojowych. Człowiek zaczyna komunikować się sam ze sobą w sposób niezrozumiały, nawet dla siebie, a tym bardziej dla otoczenia. Bo jak pracodawca miałby zrozumieć, że poprzez biegunki „komunikuję” potrzebę doszkolenia się w jakiejś dziedzinie? To oczywiście nie jest konstruktywny sposób wyrażania emocji, a mimo to z różnych przyczyn właśnie taka forma mogła się ukształtować.
Przyczyn tych może być bardzo wiele, to temat na osobne, dłuższe omówienie. Zrozumienie tych ekscentrycznych, zindywidualizowanych, a jednocześnie dysfunkcjonalnych form komunikowania emocji i napięć byłoby już elementem dłuższego procesu psychoterapeutycznego. W tym kontekście hipnoza może pomóc w ujawnieniu przeżyć, które zazwyczaj są pomijane i ignorowane przez świadomość, ponieważ osobowość danej osoby została w taki sposób ukształtowana, że nauczyła się je od siebie odcinać. Kiedy jednak uda się tę świadomość przywrócić, ciało przestaje być obciążone koniecznością wyrażania emocji w formie somatycznej i objawy mogą ulec złagodzeniu.
”Pojawiają się różne obiegowe opinie dotyczące utraty świadomości czy zmiany świadomości w hipnozie. Tymczasem, na podstawie badań neuroobrazowych, w których uczestniczyłem i które współprowadziłem, mogę powiedzieć jednoznacznie, że nie ma obecnie żadnych naukowych przesłanek pozwalających uznać hipnozę za odrębny stan świadomości. Co więcej, gdy analizuje się pracę mózgu osoby w stanie hipnozy, okazuje się, że funkcjonuje on tak, jakby intensywnie przetwarzał informacje. Można wręcz powiedzieć, że osoba w hipnozie jest szczególnie świadoma, a nie „nieświadoma”.”
Czy hipnozą można wyrządzić komuś krzywdę?
Zdecydowanie tak. Proszę pamiętać, że zwiększona podatność na sugestie w hipnozie funkcjonuje w relacji opartej na pragnieniu ulgi. I właśnie dlatego, gdyby terapeuta był nieetyczny, mógłby prowadzić sesje w taki sposób, aby wzmacniać zależność pacjenta od siebie. Innymi słowy, stałby się dla pacjenta czymś w rodzaju „narkotyku”, bez którego ten nie potrafiłby funkcjonować, bo tylko kontakt z hipnotyzerem dawałby mu dostęp do efektu katarktycznego, o którym pani wspominała. To tylko jeden z możliwych przykładów nadużyć.
Istnieją również inne sytuacje, w których hipnoza może wyrządzić szkody, na przykład poprzez stosowanie sugestii bez odpowiedniej wiedzy medycznej. Można sobie wyobrazić, choć to już bardzo specyficzne przypadki, że intensywne wywoływanie rozluźnienia mięśni u osoby chorującej na miastenię może być niebezpieczne, ponieważ głębokie rozluźnienie nie jest u niej stanem pożądanym. Podobnie szkodliwe mogłoby być sugerowanie bardzo dużego wysiłku fizycznego osobie z tendencją do nadciśnienia złośliwego. To wszystko są kwestie trudne do przewidzenia bez odpowiedniego wykształcenia medycznego, a wiele osób zajmujących się hipnozą komercyjnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak silnie sugestie mogą wpływać na funkcjonowanie organizmu.
Oczywiście lekarz też nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego, ale ponosi odpowiedzialność za swoje działania, również prawnie i posiada wiedzę, która znacząco zmniejsza ryzyko wystąpienia takich skutków. Dlatego właśnie uważam, że stosowanie hipnozy w leczeniu powinno być ograniczone wyłącznie do osób kompetentnych nie tylko w samej hipnozie, ale przede wszystkim w leczeniu jako takim. Tylko wtedy można zapewnić bezpieczeństwo i właściwe, etyczne wykorzystanie tej techniki.
Zdarzyło mi się spotkać z opiniami, że hipnoza nie jest prawdziwym narzędziem terapeutycznym tylko czymś w rodzaju sztuczki magicznej. U części osób hipnoza wywołuje lęk. Pamiętam zresztą, że sama go czułam przed pierwszą sesją. Jak pan myśli, dlaczego tak jest?
Rzeczywiście, tego typu reakcji na hipnozę jest dość sporo. Wynika to przede wszystkim z faktu, że indukcji hipnotycznej można stosunkowo łatwo się nauczyć, w związku z czym bywa ona używana przez osoby, które nie mają kompetencji do leczenia. To często prowadzi do skutków niekorzystnych, a w konsekwencji pogarsza ogólny odbiór hipnozy jako metody terapeutycznej. Warto przywołać tu porównanie profesora Jerzego Aleksandrowicza, pioniera powojennych badań nad hipnozą w Polsce. Uważał on, że hipnoza jest jak strzykawka, a sugestie są jak lek, który się nią podaje. I to porównanie jest bardzo trafne. Nauczenie się samej indukcji jest stosunkowo proste, podobnie jak nauczenie się robienia zastrzyku. Jednak najważniejsza nie jest technika wkłucia, lecz to, co znajduje się w strzykawce. Dobór odpowiednich sugestii wymaga już szerokiej wiedzy psychologicznej, medycznej i klinicznej oraz głębokiej diagnozy. Tego nie da się nauczyć na kilkudziesięciogodzinnym kursie, to wymaga lat studiowania.
Właśnie dlatego hipnoza bywa kojarzona z obszarem bliskim szarlatanerii, ponieważ wiele osób kończących krótsze lub dłuższe kursy ma poczucie, że stają się „hipnoterapeutami”. Ale aby leczyć, trzeba najpierw znać funkcjonowanie organizmu, psychiki i mechanizmy zaburzeń, a dopiero potem, w kontekście tej wiedzy, stosować psychoterapię i dopiero na jej fundamencie sięgać po wysokospecjalistyczne metody, takie jak hipnoza. Jeśli ta kolejność jest zachowana, hipnoza może być stosowana kompetentnie. Jeżeli natomiast zaczynamy „od końca”, robi się z tego metoda sugestywna na poziomie wróżbity czy uzdrowiciela. I dobrze byłoby, by osoby działające w ten sposób miały odwagę nazywać to właśnie uzdrowicielstwem czy działalnością rekreacyjną, a nie leczeniem. Gdy używa się takich metod w celach rzekomo terapeutycznych, jest to po prostu nadużycie.
Drugim problemem, który wpływa na postrzeganie hipnozy, jest popkultura. Literatura, filmy czy seriale często przedstawiają hipnozę w sposób niezgodny z zasadami etyki czy nauki, jako narzędzie manipulacji lub spektakularnych, a nawet niebezpiecznych zachowań. Z perspektywy widza to atrakcyjne, ale z medycyną nie ma wiele wspólnego i zaburza społeczne przeświadczenia na temat tego, czym hipnoza jest w rzeczywistości.
dr n. med. Michał Mielimąka – lekarz, specjalista w dziedzinie psychiatrii, certyfikowany psychoterapeuta Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, przewodniczący Komisji ds. Hipnozy Klinicznej Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, adiunkt w Katedrze Psychiatrii i Psychoterapii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, starszy asystent w Zakładzie Psychoterapii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, prezes-elekt Society for Psychotherapy Research Europe Chapter.
Zobacz także
„Perspektywa psychoterapeuty nie ogranicza się do spojrzenia na indywidualne cierpienie. Sięga do tego, co się dzieje między światem a człowiekiem” – mówi Bogdan de Barbaro
Nabici w butelkę traumy prenatalnej. „To nie jest tak, że matka jest 'czemuś winna’, bo 'za bardzo przeżywa'”
„Niektórzy pacjenci życzą sobie, żeby w trakcie psychoterapii terapeuta coś z nimi skutecznie 'zrobił’. Terapia nie jest leczeniem zęba” – mówi dr Krzysztof Ciepliński
Podoba Ci się ten artykuł?
Powiązane tematy:
Polecamy
Coraz młodsi ludzie przychodzą na terapie par. Psychoterapeutka: „Nie da się na siłę zmienić partnera pod swoje potrzeby”
Katarzyna Skorupska: „Odmawianie kobietom w ciąży dostępu do terapii jest formą porzucenia”
„Gdy dostałam diagnozę, finansowo byłam już tak pod kreską, że jadłam głównie ziemniaki z cebulą”. Ile kosztuje kobiece ADHD?
Dr Małgorzata Desmond: „Rodzice nie głodzą dzieci w sposób oczywisty. Przeciwnie, często starają się jak najlepiej”. Czym jest przeniesiony zespół Münchhausena połączony z ortoreksją?
się ten artykuł?