Przejdź do treści

Spójrz krytycznie na krytykę

Spójrz krytycznie na… krytykę
Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
doktor michał lipa przodem
Czy USG jest bezpieczne?
Meghan Markle jest w ciąży. Poinformował Pałac Kensington
Marta Frej dla Hello Zdrowie!
smutna kobieta
Czy kobiecy gniew może być zdrowy?
trójka niemowlaków na łóżku
Mama trojaczek zawiedziona swoim poporodowym brzuchem

Boisz się krytyki, słabo ją znosisz, demotywuje cię i psuje nastrój? A może to nie jest kwestia nadwrażliwości, tylko krytyki źle podanej? Wraz z psychologami rozbieramy proces na czynniki pierwsze: naucz się przyjmować krytykę i… być krytykowanym!

Boimy się, że szef zauważy słabe punkty tego, co robimy, i ostro nas skrytykuje. W zaciszu gabinetu albo, o zgrozo, publicznie! Gdy nasz partner wytyka nam błędy w kwestii tego, jak prowadzimy samochód albo jak zachowywaliśmy się na niedzielnym obiedzie, potrafi nam to zepsuć całe popołudnie. Trener na siłowni krytykujący sposób, w jaki wykonujemy ćwiczenia, odbiera satysfakcję ze spalonych kalorii. Znasz to?

Nasza reakcja na krytykę zależy m.in. od tego, jaki typ osobowości reprezentujemy. Ale jedno jest pewne: wbrew temu, co można przeczytać w wielu poradnikach, krytyka nie zawsze musi nieść ze sobą „cenną informację zwrotną”.

Na jednym z warszawskich murów ktoś namalował kiedyś graffiti z napisem: „Krytyk jest jak samochód: im gorszy, tym więcej robi szumu”. Już ten mały fragment jednej ściany pokazuje, że generalnie z krytykami jest problem. I mają go… nie tylko krytykowani.

Krytykującym też nie jest łatwo

– Współczesną komunikację charakteryzuje duża odpowiedzialność za słowo. Zwłaszcza to krytyczne, i zwłaszcza to wypowiadane głośno i publicznie. Wyjątkiem jest może to, co dzieje się na forach internetowych. Wypowiadając jakąkolwiek opinię nieanonimowo, mocno się pilnujemy, żeby przypadkiem kogoś nie urazić – mówi psycholog Tomasz Wojtoń. Podczas gdy w sieci kwitną różne formy hejtu, w bezpośredniej komunikacji twarzą w twarz nierzadko wspinamy się na wyżyny dyplomacji, jak ognia unikając skrytykowania kogoś lub czegoś.

Amerykański pisarz, autor „Małego poradnika życia” H. Jackson Brown podał kiedyś instrukcję, jak należy skutecznie krytykować. Żeby osiągnąć zamierzony efekt. Żeby nie był to zmarnowany czas. Żeby druga strona się nie obraziła. Cały proces zwracania komuś uwagi porównywał do pracy fryzjera. Pisał, że krytykując innych, najlepiej zacząć od pochwały, żeby zachować się w taki sposób, w jaki robi to fryzjer, który zanim sięgnie po brzytwę, najpierw namydla skórę. To obrazowe porównanie z połowy XX wieku to odpowiednik tego, co współcześnie nazywa się „teorią kanapkową”. Ona też dotyczy tego, jak mówić innym, co o nich myślimy, gdy ta opinia jest – delikatnie mówiąc – nie najlepsza.

Ta metoda to nic innego jak krytyka łatwa do przyjęcia. Wszystko, co nieprzyjemne, powiedziane jest w środku rozmowy. Pozytywny początek i koniec ma zbudować klamrę, w której odbiorca naszych słów poczuje się doceniony. To nie koniec teorii. W poradnikach można znaleźć długie rozdziały z poradami, jak krytykować, żeby… nie zniechęcić krytykowanego. Żeby go nie wystraszyć. Żeby słowa krytyki były możliwie jak najbardziej – w nawiązaniu do kanapki – zjadliwe. Właśnie w tym celu menedżerowie w korporacjach przechodzą szkolenia z „dawania informacji zwrotnej”. Już sam ten zwrot brzmi ładnie i gładko, prawda? Dużo przyjemniej niż hasła typu „krytykowanie” czy „upominanie”.

 O czym może to świadczyć? Po pierwsze, co jest mało zaskakujące, że generalnie nie lubimy krytyki. Po drugie, że na to, jak zadziała krytyka, w ogromnej mierze wpływa forma, w jakiej jest podana. – Dochodzi do tego, że są osoby, które zanim otworzą usta, żeby komuś zwrócić uwagę, mocno się gimnastykują, układając w głowie kolejność tego, co i jak powiedzą. Przekazanie negatywnej informacji zwrotnej stanowi dla nich nie lada wyzwanie – mówi Tomasz Wojtoń.

Krytyka jak zaglądanie za kulisy

Spójrz krytycznie na… krytykę

Skąd się bierze tak duża ostrożność towarzysząca krytykowaniu? Zdaniem psychologów pochwała stała się uniwersalną i naturalną reakcją. Tak jak na widok sąsiada wypada powiedzieć „Dzień dobry”, dobrze widziane jest pochwalenie kogoś lub czegoś. Ktoś mówi nam, że zmienił pracę, a my automatycznie reagujemy, mówiąc: „Fajnie!”, „Super!”. – Robimy to często bez głębszego namysłu. Nie dopytujemy, czy na pewno nowa praca jest rzeczywiście taka świetna. Gdyby chcieć się temu bliżej przyjrzeć, trzeba by stwierdzić, że chwalimy coś bez sprawdzenia, czy są do tego odpowiednie podstawy – zauważa psycholog Edyta Jakubasz. W obliczu tego krytyka staje się czymś podejrzanym. Czymś na specjalną okazję. Tajemniczym narzędziem, po które trzeba sięgać z ostrożnością. Bo nie jest to kolejne hasło z często używanego katalogu pod znakiem „Super” czy „Jest dobrze”. Między innymi przez to stajemy się też mniej odporni na krytykę, co objawia się często już u kilkuletnich dzieci, które zanim poszły do szkoły, były głównie tylko chwalone. – „Mówią, że coś zrobiłem źle? Ojej, to straszne, skoro tak rzadko to słyszę, to musi być to ważne. Co mam zrobić?”. Tak reagujemy na paraliżujące nas słowa krytyki. Stała się ona swoistym tematem tabu, bo zagląda za kulisy. Pokazuje, mówiąc brzydko, bebechy. A współczesność omija kulisy. Liczy się efekt, to, co można pokazać – dodaje Jakubasz.

Patrzymy na wyrzeźbione mięśnie brzucha u jednego z plażowiczów. Jesteśmy pod wrażeniem. Ale nie zastanawiamy się nad tym, czy taki efekt udało się uzyskać dzięki godzinom spędzonym na siłowni, odpowiedniej diecie, czy może zabiegowi chirurgicznemu lub chemicznym odżywkom dla sportowców. – Jednej z moich pacjentek ktoś powiedział, że powinna popracować nad dykcją i wtedy jej publiczne wystąpienia będą lepsze. Ta kobieta prowadziła wiele prezentacji oraz szkoleń i była doskonale przygotowana merytorycznie. Szkopuł w tym, że zwracający uwagę powiedział jej wprost, iż zauważył, że ma przerwę między przednimi zębami, czyli diastemę, i to ona może być przyczyną niedoskonałości, jaką była lekka wada wymowy. On chciał jej pomóc, ona negatywnie to odebrała i mocno przeżyła – mówi Edyta Jakubasz. – Moja pacjentka poczuła się źle, bo ktoś zaczął analizować jej anatomię i szukać w niej przyczyn problemu – mówi.

Inny przykład: koleżanka, prywatnie wielka bałaganiara, wkleja na portalu społecznościowym zdjęcia swojego mieszkania. Fotografie wywołują wrażenie, jakby chodziło o zupełnie inny dom: jest wyjątkowo czysto i schludnie. Kusi nas, żeby w komentarzu napisać, że przecież na co dzień tak to nie wygląda. – Zauważmy, że gdy kogoś krytykujemy, skupiamy się zwykle na kulisach jego działania. Na tym, czego prawdopodobnie wolałby nie odsłaniać za bardzo przed światem. Mówimy: „Może w pracy on jest obowiązkowy i sumienny, ale podobno w domu zachowuje się okropnie” – przekonuje Tomasz Wojtoń. Chwalimy to, co widoczne publicznie. Krytykujemy kulisy, czyli to, co chcielibyśmy najczęściej zostawić za kurtyną, bo tam czai się przyczyna tego, co krytykowane. To jedna strona, czyli krytycy – nadawcy krytyki. W całym procesie bardzo wiele zależy też od jej adresatów.

Osobowość jest jak talia kart

– Istnieją typy osobowości bardziej niż inne podatne na krytykę – twierdzi psycholog Edyta Jakubasz. – Warto sięgnąć po klasyczną niemal typologię czternastu ludzkich typów, którą na podstawie klasyfikacji zaburzeń osobowości stworzyła para psychologów John M. Oldham i Lois B. Morris. Korzystali oni z danych Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego – dodaje. W swoich pracach Oldham i Morris wykorzystali przykład talii kart, które dostajemy w chwili poczęcia. Kolejne wydarzenia i przeżycia, których doświadczamy, decydują o tym, które z nich zostaną wyłożone na stół i jaki typ osobowości będziemy reprezentować.

Typy wskazane przez Oldhama i Morris to typowo akademicka klasyfikacja. – Psychologowie nazywają je typami idealnymi, które w codziennym życiu raczej nie występują w aż tak skrajnych postaciach – mówi Edyta Jakubasz. – Jednak analizując je, sami możemy odpowiedzieć sobie na pytanie, który z typów dotyczy nas mocniej, a który słabiej. Pewnie żaden nie będzie nam odpowiadał w stu procentach. Chodzi raczej o usytuowanie się na skali „więcej ‒ mniej” w przypadku każdego typu – tłumaczy.

Do typów szczególnie wrażliwych na krytykę należy na pewno ten opisywany jako sumienny. – Jego reprezentanci są pracowici, dokładnie przestrzegają wyznaczonych zasad i są bardzo wymagający wobec siebie. Gdy coś im się nie uda i ktoś powie o tym głośno, boli ich to podwójnie, nie tylko dlatego, że nie zrobili perfekcyjnie tego, co sobie zaplanowali. Mają wtedy też wrażenie, że inni nie dostrzegają tego, jak dużo od siebie wymagają – mówi Tomasz Wojtoń. Podobnie jest z typem osobowości określanym przez Oldhama i Morris jako czujny. Ten typ sprzyja temu, żeby mieć duże możliwości osiągania sukcesów w różnych dziedzinach. Jest jednak jedna cecha, która może być dla nich przeszkodą: to duży dystans do tych, którzy mają nad nimi władzę i tym samym… mogą ich skrytykować. – Te osoby są niechętne do podporządkowania się i jakiejkolwiek zależności od innych. Przez to mają one często problemy z odnalezieniem się w hierarchii organizacji – mówi psycholog. – Przy takim typie osobowości mogą się pojawić zaburzenia paranoidalne: zbyt duża podejrzliwość wobec tych, którzy potencjalnie mogą ich skrytykować, a nawet poważne lęki – dodaje.

Jest też jeden typ osobowości, który szczególnie dobrze znosi krytykę: to typ ofiarny. – Jego naczelną cechą jest pragnienie bycia użytecznym. Samo to nie jest groźne. Może nawet wpisywać się w aforyzm, że ci, którzy najbardziej zasługują na pochwały, najlepiej reagują na krytykę. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy taka osoba z szacunku dla innych rezygnuje z własnych ambicji. Tacy ludzie są wytrwali i cierpliwie znoszą cierpienia takie jak krytyka. Może się wydawać, że czerpią przyjemność z poświęcania się dla innych, tak jakby ich życie przypominało służbę – mówi psycholog.

Nadwrażliwość na krytykę

Spójrz krytycznie na… krytykę

W języku angielskim funkcjonuje słowo „self-conscious”, dla którego trudno znaleźć polski odpowiednik. Opisuje ono osobę, która wchodząc do autobusu, na imprezę lub do biura, ma wrażenie, że wszyscy na nią patrzą. Mało tego, gdy taka osoba zauważa, że ktoś z czegoś się śmieje, jest przekonana, że to ona jest przyczyną tego śmiechu. Taki człowiek jest nie tylko samoświadomy, ale wręcz „nadświadomy” siebie i tego, jak działa na innych. Podobnie jest z osobami nadwrażliwymi na krytykę. – Psychologowie mówią o lękliwym, często unikającym, zaburzeniu osobowości, którego elementem jest zahamowanie w kontaktach z innymi ludźmi: zarówno tych osobistych, jak i zawodowych. Takie osoby wolą schować się przed światem, niż zmierzyć się z ewentualną, potencjalną krytyką. Brakuje im odwagi, żeby zmierzyć się z samą możliwością, wciąż tylko hipotetyczną, że ktoś powie im coś niemiłego – mówi psychoterapeuta Filip Karwowski. – Te osoby, mimo że bywają świetnie przygotowane merytorycznie i atrakcyjne fizycznie, doświadczają poczucia nieprzystosowania. Nie zauważają, że ich CV pasuje idealnie do projektu, w którym mogliby pracować. Nie widzą, że mają na sobie błękitną koszulkę – a błękit jest akurat w modzie – która zrobi wrażenie na ich kolegach lub klientach, a im mogłaby dodać pewności siebie – przekonuje.

Przy omawianiu tego problemu w podręcznikach psychologii pojawia się hasło fobia społeczna. – Zanim poddałam się terapii, wszystko, co można byłoby nazwać uwagą i co było kierowane pod moim adresem, sprawiało, że czułam się źle i traciłam chęć na zrobienie czegokolwiek konkretnego i sensownego. Byłam cała spocona i trzęsły mi się ręce, gdy na niedzielnym obiedzie wujek sugerował, żebym usiadła w innym miejscu przy stole – mówi Izabela, pacjentka lecząca się z nadwrażliwości na krytykę. Bardzo przeżywałam sytuację, gdy pochłonięta lekturą, nie zauważyłam starszej pani w autobusie i nie ustąpiłam jej miejsca, na co jeden z pasażerów zwrócił mi uwagę. Nawet dzisiaj, kilka lat po tamtym wydarzeniu, mogłabym dokładnie opisać, jak tamten mężczyzna był ubrany! Ze spokoju wytrącało mnie nawet, gdy ktoś prosił mnie, żebym mówiła głośniej przez telefon. Potem okazywało się, że powód był prozaiczny: mój rozmówca miał zepsuty telefon. Ja i tak byłam jednak przekonana, że to ja zrobiłam coś nie tak, że jest w tym moja wina. Czułam się wtedy fatalnie – dodaje Izabela.

– Terapia i pomoc takim osobom polega przede wszystkim na wzmacnianiu w nich poczucia, że krytyka nie jest sytuacją wyjątkową. Że należy do codziennego życia tak jak pochwały i miłe słowa. W trakcie spotkań rozmawiamy z pacjentami w taki sposób, żeby nadać krytyce właściwy rozmiar, nie rozdmuchiwać jej i powstrzymywać myśli, które każą się na niej skupiać. Im bardziej koncentrujemy się na krytyce, tym wydaje się ona większa i poważniejsza – przekonuje psychoterapeuta.

Jak ugryźć (i przełknąć) krytykę?

Psychologowie podsuwają instruktaż, co zrobić z krytyką, gdy już do nas dotrze. Kiedy przejąć się nią i wyciągnąć wnioski, a kiedy szybko o niej zapomnieć i iść dalej. – Po pierwsze, zadajmy sobie pytanie, czy ta krytyka dotyczy konkretnego zachowania. Czy ktoś zwraca nam uwagę, że często się spóźniamy, czy mówi nam o tym, że jesteśmy kiepsko zorganizowani bez podania przykładu. W tym pierwszym przypadku, od razu wyobrażam sobie, że można zrobić kilka rzeczy, które pozwolą to spóźnianie się wyeliminować, zetrzeć je, jak robi się to gumką myszką – mówi psycholog Tomasz Wojtoń. – Gdy ktoś mówi ogólnie o naszym niezorganizowaniu albo o bałaganiarstwie i nie potrafi wskazać jednego czy dwóch zachowań, które mu przeszkadzają, zachęcam do zejścia z tych chmur do poziomu maksymalnego konkretu. Żeby odbiorca tych słów wiedział po tej rozmowie, mniej lub bardziej precyzyjnie, co tak naprawdę powinien teraz zrobić – dodaje psycholog.

Łatwiej znieść krytykę także wtedy, gdy wytłumaczymy sobie, że sam fakt bycia krytykowanym oznacza często robienie czegoś zauważalnego. Niebanalnego. Czegoś, co zwraca uwagę lub też zazdrość czy nawet zawiść. – Może tak jest w przypadku krytyki, którą właśnie słyszymy? Zachęcam do zadania sobie tego pytania – mówi psycholog Edyta Jakubasz. I wreszcie: warto uzmysłowić sobie, że krytyka to nic innego jak opinia. Nic więcej. Jeśli dotyczy ona nas, to jest zwykle inna od tej, którą my mamy na nasz temat. Opinie bywają zmienne, wygłaszamy często pod wpływem nastroju i emocji. Podejdźmy do nich z pewnym dystansem, nie do końca śmiertelnie poważnie, raczej na zasadzie ciekawostki: „O, to interesujące, o tym nie pomyślałem w taki sposób!”. Spróbujmy się nią trochę pobawić, tak jak dziecko, które słyszy coś, co jest dla niego nowe – sugeruje psycholog.

Brytyjczyk William Penn powiedział kiedyś, że krytykować może jedynie ten, kto ma serce gotowe do niesienia pomocy. Może warto w ten sposób potraktować krytykę – jako pewną formę pomocy życiowej, tak jak proponuje się pomoc przy przeprowadzce czy opiece nad dziećmi. Co zrobi z ofertą adresat tej pomocy? To zależy już tylko od niego.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Jak zamykać sprawy?

Ile powinien trwać urlop?

Zerwij z „Czy zasłużyłem?”

Naucz się cieszyć sukcesem

Jak odpocząć w jeden wieczór?

Udawanie kogoś jest groźne

Dlaczego nie warto narzekać

Czy mówienie do siebie jest zdrowe?

Sztuka odpuszczania w 4 krokach

Jak rozpoznać narcyza?

5 rzeczy, za które polubią cię inni

Odkryj potęgę próbowania