„Longevity to nauka, ale też cała filozofia”. O medycynie długowieczności rozmawiamy z dr Aleksandrą Leksińską
– Sedno podejścia longevity to wyłapywać niekorzystne trendy i ryzyko na etapie subklinicznym, zanim pojawią się objawy choroby – mówi Aleksandra Leksińska, kardiolożka, ekspertka medycyny stylu życia i medycyny długowieczności.
Monika Głuska-Durenkamp, Hello Zdrowie: Medycyna długowieczności, czyli longevity, bywa nazywana marzeniem milionerów. Czy to elitarna moda, czy nowa dziedzina medycyny?
Lek. Aleksandra Leksińska: Zdecydowanie to drugie. Longevity to nauka, ale też cała filozofia, która zmienia nie tylko medycynę, lecz także sposób, w jaki myślimy o starzeniu, pracy i stylu życia. Medycyna długowieczności korzysta z najnowszych badań nad starzeniem i technologii monitorowania zdrowia. Dziś nie jest jeszcze w pełni „demokratyczna”, bo bywa kosztowna, ale w kolejnych latach stanie się bardziej dostępna. Nie jest też jeszcze w pełni zakorzeniona w medycynie konwencjonalnej, ale ten proces już trwa. Wiele interwencji z obszaru longevity jest na wczesnym etapie walidacji klinicznej – duże badania populacyjne dopiero powstają, a dane są intensywnie zbierane.
A kiedy pani doktor zajęła się longevity właśnie?
Od dłuższego czasu pasjonuje mnie medycyna stylu życia, która daje mi doświadczenie i jest narzędziem do praktykowania medycyny długowieczności. W kardiologii ważne są wytyczne, algorytmy, schematy postępowania, a w nich jako podstawa pojawia się zmiana stylu życia. I tak odkryłam medycynę długowieczności, która wiąże styl życia z nowoczesnymi technologiami i badaniami.
W medycynie longevity ważne są zegary biologiczne. Na co one nam wskazują?
Zegary biologiczne to narzędzia, które nie mówią nam, ile mamy lat w metryce, ale jak szybko starzeje się nasz organizm. Pokazują tempo zużycia organizmu, a nie sam upływ czasu. Można je traktować jako biologiczny zapis wpływu naszego stylu życia i środowiska na organizm. Przebyte infekcje, antybiotykoterapie, przewlekły stres, nieprzespane noce czy przeciążenia – wszystko zostawia ślad, który znajduje swoje odzwierciedlenie w wynikach tych „zegarów”.
W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że istnieją dwa główne typy zegarów biologicznych: epigenetyczne i funkcjonalne. Zegary epigenetyczne badają zmiany w DNA – nie w samej sekwencji kodu genetycznego, ale w tym, w jaki sposób ten kod jest „odczytywany” przez komórkę. Można powiedzieć, że DNA to książka z przepisami na nasze białka, a epigenetyka to zakładki i notatki na marginesach. Zegary epigenetyczne nie zmieniają treści tej książki, ale pokazują, które fragmenty są częściej „czytane”, a które wyciszane. Styl życia i środowisko nie zmieniają samego kodu genetycznego, ale wpływają na to, jak intensywnie jest on wykorzystywany.
A ten drugi typ zegarów, to?
To są zegary funkcjonalne – narzędzia, które szacują biologiczne tempo starzenia, obserwując, jak działają różne układy organizmu, m.in. odpornościowy i sercowo-naczyniowy. Zegary funkcjonalne nie mierzą jednego, absolutnego „wieku”, tylko tempo zużycia organizmu. To trochę jak z licznikiem przebiegu w samochodzie – nie mówi, ile auto ma lat, ale w jakim jest stanie technicznym. Bazują one na takich parametrach, jak VO₂ max (maksymalna wydolność tlenowa), HRV (zmienność rytmu serca), tętno spoczynkowe i wielu innych markerach fizjologicznych.
Zatem wszystkie zegary biologiczne nie mówią, ile mamy lat, ale jak szybko się starzejemy. Są narzędziami do oceny ryzyka i trendu, a zebrane informacje wskazują, w jakim miejscu jesteśmy zdrowotnie w porównaniu do populacji. Na przykład mogą pokazać, że nasze ryzyko zdrowotne odpowiada ryzyku osoby o kilka lat starszej lub młodszej.
A ten drugi typ zegarów, to?
To są zegary funkcjonalne – narzędzia, które szacują biologiczne tempo starzenia, obserwując, jak działają różne układy organizmu, m.in. odpornościowy i sercowo-naczyniowy. Zegary funkcjonalne nie mierzą jednego, absolutnego „wieku”, tylko tempo zużycia organizmu. To trochę jak z licznikiem przebiegu w samochodzie – nie mówi, ile auto ma lat, ale w jakim jest stanie technicznym. Bazują one na takich parametrach, jak VO₂ max (maksymalna wydolność tlenowa), HRV (zmienność rytmu serca), tętno spoczynkowe i wielu innych markerach fizjologicznych.
Zatem wszystkie zegary biologiczne nie mówią, ile mamy lat, ale jak szybko się starzejemy. Są narzędziami do oceny ryzyka i trendu, a zebrane informacje wskazują, w jakim miejscu jesteśmy zdrowotnie w porównaniu do populacji. Na przykład mogą pokazać, że nasze ryzyko zdrowotne odpowiada ryzyku osoby o kilka lat starszej lub młodszej.
”Badania pokazują jasno: im wyższy VO₂ max i im lepiej zachowana masa mięśniowa, tym większa szansa na długowieczność”
Dlaczego choroby serca są tak niebezpieczne?
Bo rozwijają się podstępnie. Serce rzadko zaczyna chorować nagle. W większości przypadków te choroby rozwijają się prawie bezobjawowo przez 10-20 lat. Często dowiadujemy się o nich dopiero wtedy, gdy pojawią się powikłania. Dlatego tak ogromne znaczenie ma profilaktyka i wczesna prewencja. Im wcześniej zaczniemy działać, tym większy mamy wpływ na długość i jakość naszego życia.
Proszę zatem powiedzieć, w jakim stopniu za choroby serca i długość życia odpowiadają geny, a jaki wpływ ma epigenetyka?
Szacuje się, że geny odpowiadają za istotną część ryzyka zdrowotnego, ale w ogromnym stopniu o tym, jak te predyspozycje się ujawnią, decydują styl życia i środowisko. Są schorzenia, które dziedziczą się monogenowo, na przykład niektóre typy kardiomiopatii. W części chorób dziedziczonych autosomalnie dominująco ryzyko przekazania wariantu genetycznego dziecku może wynosić 50 proc. Zdecydowana większość chorób serca ma jednak charakter poligenowy, czyli zależy od bardzo wielu wariantów genetycznych. I co najważniejsze – samo ich posiadanie nie oznacza jeszcze choroby. Kluczowe jest to, czy predyspozycje ujawnią się pod wpływem stylu życia, stresu, braku snu, braku ruchu, diety czy czynników środowiskowych. W uproszczeniu, epigenetyka działa jak regulator – może wzmacniać lub wyciszać ekspresję części genów.
Jesteśmy zdrowi, nic nam nie dolega, ale chcemy sprawdzić swój stan sercowo-naczyniowy. Od czego zaczyna się diagnostyka?
Zawsze zaczynamy od dokładnego wywiadu, bo to on jest najważniejszym elementem diagnostyki. Dopiero potem, tak jak u internisty czy kardiologa, przechodzimy do klasycznych badań: EKG, pomiaru ciśnienia tętniczego oraz podstawowych badań krwi, ze szczególnym uwzględnieniem oceny ryzyka metabolicznego.
Zaburzenia metaboliczne bardzo silnie wpływają na naczynia krwionośne i ryzyko sercowo-naczyniowe. Podwyższone wartości lipidów oraz nadciśnienie należą do kluczowych czynników ryzyka, a jednocześnie do tych, które najłatwiej poddają się modyfikacji.
Co jeszcze można zbadać?
Jeśli chcemy poszerzyć diagnostykę, sięgamy po mniej oczywiste markery. Jednym z nich jest lipoproteina(a). To badanie z krwi, które daje nam dodatkową wiedzę o ryzyku miażdżycy, niezależnie od klasycznego cholesterolu. Zdarzają się osoby, które całe życie mają dobry cholesterol, a mimo to doznają zawału. U części z nich problemem jest właśnie wysoka lipoproteina(a). To cząstka podobna do LDL, z dołączoną apolipoproteiną(a), która zwiększa jej aterogenność. Im wyższe jej stężenie – zwykle uwarunkowane genetycznie – tym większe ryzyko tworzenia się blaszki miażdżycowej.
Jeśli pacjent ma podwyższoną lipoproteinę(a), ostrzej ustawiamy cele cholesterolowe, szybciej rozważamy profilaktykę farmakologiczną i dużo intensywniej prowadzimy go pod kątem zmiany stylu życia. Bardzo ważne jest także ApoB (apolipoproteina B), które pokazuje liczbę aterogennych cząstek lipidowych we krwi (LDL, VLDL, IDL, Lp(a)). Do tego hs-CRP jako marker przewlekłego, niskiego stanu zapalnego oraz inne markery zapalne.
Czy są jeszcze jakieś badania wykraczające poza te standardowe?
Na przykład badanie sztywności tętnic, które może bardzo wcześnie zasugerować, że w układzie naczyniowym zaczynają się zmiany, i wskazać na zwiększone ryzyko rozwoju nadciśnienia tętniczego. I to właśnie sedno podejścia longevity – aby wyłapywać niekorzystne trendy i ryzyko na etapie subklinicznym, zanim pojawią się objawy choroby.
”Serce rzadko zaczyna chorować nagle. W większości przypadków te choroby rozwijają się prawie bezobjawowo przez 10-20 lat”
Jakie profilaktyczne badania obrazowe pomagają ocenić ryzyko sercowo-naczyniowe?
Bardzo ważnym badaniem jest USG tętnic szyjnych, zwłaszcza w kierunku obecności wczesnych zmian miażdżycowych, a w ocenie przesiewowej także pomiar IMT, czyli grubości kompleksu intima–media. Pozwala to wykryć subkliniczne zmiany w naczyniach, zanim pojawią się objawy kliniczne. W wybranych przypadkach sięgamy również po tomografię naczyń wieńcowych.
Gdyby miała pani wskazać jeden kluczowy marker w kontekście długowieczności – co by to było?
Bez wątpienia jednym z najsilniejszych pojedynczych markerów długowieczności jest VO₂ max. To wskaźnik wydolności krążeniowo-oddechowej, mówiący wprost, ile tlenu organizm jest w stanie pobrać i efektywnie wykorzystać. VO₂ max bardzo silnie koreluje zarówno z długością życia, jak i z liczbą lat przeżytych w dobrym zdrowiu. Badania pokazują jasno: im wyższy VO₂ max i im lepiej zachowana masa mięśniowa, tym większa szansa na długowieczność.
Jak mierzy się VO₂ max?
Złotym standardem jest ergospirometria, czyli badanie wysiłkowe z maską, podczas którego stopniowo zwiększa się intensywność wysiłku aż do maksymalnego poziomu, jaki dana osoba jest w stanie bezpiecznie osiągnąć. Otrzymujemy wtedy nie tylko sam wynik VO₂ max, ale również indywidualne strefy tętna, które pozwalają bardzo precyzyjnie zaplanować trening, który będzie dostosowany do indywidualnych potrzeb.
Można korzystać także z metod pośrednich, opartych na algorytmach wykorzystujących tętno – na przykład w zegarkach sportowych. Nie są one tak dokładne jak ergospirometria, ale nadal dostarczają wartościowych informacji.
”Zegary funkcjonalne nie mierzą jednego, absolutnego „wieku”, tylko tempo zużycia organizmu. To trochę jak z licznikiem przebiegu w samochodzie – nie mówi, ile auto ma lat, ale w jakim jest stanie technicznym”
Co dalej, jeśli badania pokażą podwyższone ryzyko dla serca?
Zaczynamy od rozmowy i indywidualnej oceny ryzyka. Analizujemy, jak pacjent śpi, jak się rusza, jak się odżywia i jak radzi sobie ze stresem. Dajemy zalecenia, by budować solidne fundamenty, bo bez nich żadna interwencja nie będzie skuteczna. W razie potrzeby włączamy farmakoterapię lub inne strategie, ale fundamentem zawsze pozostaje styl życia.
Jak planować dbanie o serce w perspektywie 30-40 lat?
Dbanie o serce w perspektywie 30-40 lat nie polega jedynie na „kosmicznej” diagnostyce, ale na świadomym zaplanowaniu długiego, zdrowego życia i konsekwentnej pracy nad codziennymi nawykami. To bywa trudne, zwłaszcza u trzydziestolatków, dla których ryzyko choroby czy zgonu w wieku 60 lat wydaje się abstrakcyjne. Nie ma tu drogi na skróty – i nic nie dzieje się naraz. To proces stopniowy: nie rewolucja, a raczej ewolucja, która daje trwałe efekty.
Proszę zatem zdradzić, co najlepszego możemy zrobić dla serca.
Już w latach 80. i 90. dr Dean Ornish, uważany za jednego z ojców medycyny stylu życia, pokazał, że intensywna zmiana stylu życia – obejmująca dietę, ruch, redukcję stresu i wsparcie psychiczne – może nie tylko poprawiać jakość życia, ale także hamować, a u części pacjentów nawet częściowo cofać zmiany w naczyniach wieńcowych. Styl życia ma kluczowe znaczenie dla długofalowego przebiegu choroby i skuteczności leczenia. To był moment, w którym stało się jasne, że medycyna stylu życia jest ważnym uzupełnieniem medycyny konwencjonalnej.
A jaka aktywność jest najlepsza dla serca?
To zależy. Uniwersalna zasada brzmi: najlepszy ruch to ten, który jest lubiany i możliwy do utrzymania. Rekomendacje mówią o 150–300 minutach umiarkowanego wysiłku tygodniowo (takiego, przy którym można mówić, ale nie śpiewać) lub 75–150 minutach wysiłku intensywnego, a także o regularnym treningu siłowym i ćwiczeniach poprawiających równowagę. Bądźmy jednak szczerzy – niewiele osób realizuje te zalecenia w pełni. Dlatego ogromne znaczenie ma także codzienna aktywność pozatreningowa: parkowanie dalej, chodzenie po schodach, wysiadanie przystanek wcześniej czy spacery podczas rozmów telefonicznych. Krótko mówiąc: warto wstać z krzesła i zacząć się ruszać – jakkolwiek i gdziekolwiek.
Co jeszcze warto robić, aby żyć dobrze i długo?
To oprócz aktywności fizycznej także kilka kluczowych filarów: dobre odżywianie (nawyki, nie tylko dieta), sen, unikanie używek, dbanie o relacje międzyludzkie i umiejętność zarządzania stresem. Sen, ruch i redukcja stresu obniżają stan zapalny, który jest wspólnym mianownikiem większości chorób cywilizacyjnych, nie tylko serca. Pamiętajmy, że to, co robimy dla zdrowia codziennie, ma większe znaczenie niż to, co robimy dla niego od święta. Dlatego dbanie o serce nie jest projektem na rok, to plan na całe życie.
Aleksandra Leksińska – lekarka, specjalistka kardiologii, ekspertka Lifestyle Medicine, pasjonatka medycyny długowieczności i nowoczesnych technologii. Współpracuje z Longevity Center w Warszawie. Propaguje medycynę spersonalizowaną i kompleksowe podejście do pacjentów, które wykracza poza ramy jej specjalizacji. Fascynuje się nowoczesnymi technologiami i rozwiązaniami, które wykorzystuje w roli konsultantki i doradczyni start-upów z obszaru MedTech.
Zobacz także
Naukowcy odkryli gen, który wpływa na długowieczność. To także szansa na całkiem nowe metody leczenia
105-latka twierdzi, że joga to sekret jej długiego życia. „Kiedyś ćwiczyłam na podłodze, teraz robię to na krześle”
Stulatek dostał nowoczesny rozrusznik serca. Lekarze: „Musimy zawsze patrzeć na całokształt pacjenta”
Polecamy
Ziemniaki sekretem zdrowych jelit. Zwłaszcza jeśli jesz je w ten konkretny sposób
Najlepszy rodzaj ćwiczeń dla twojego typu osobowości. Nowe badania
Obiecują kobietom kontrolę nad zdrowiem, przejmując kontrolę nad ich danymi. Czym są femtechy i czy można im zaufać? Rozmowa z Sylwią Czubkowską
„Cicha dekada” między młodością a dojrzałością. Ostatni moment, żeby zainwestować w zdrowie na starość
08:29 minsię ten artykuł?