Masz wyniki w normie, a nadal źle się czujesz? Ekspertka: „Leczy się pacjenta, a nie wynik badania”
Wynik „w widełkach” często uspokaja – zarówno pacjentów, jak i… lekarzy. Problem w tym, że normy laboratoryjne są statystyczne, a zdrowie konkretnej osoby nie zawsze w tej statystyce się mieści. – Organizm człowieka nie jest prostym algorytmem. Interpretacja wyników badań wymaga uwzględnienia wielu niuansów: objawów, wieku, historii chorób czy stylu życia – podkreśla dr n. med. i dr n. o zdr. Marta Budzińska z Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych.
Ewa Podsiadły-Natorska: Niejedna z nas słyszy: „Wyniki są w normie, proszę się nie martwić” – mimo że źle się czuje, czasem od miesięcy. Jak często pojawia się rozdźwięk pomiędzy „widełkami” a realnym stanem zdrowia?
Dr Marta Budzińska: Jako diagnostka laboratoryjna miałam okazję wielokrotnie konsultować wyniki badań moich bliskich, którzy czuli niepokój po ich otrzymaniu. Pacjenci najczęściej zgłaszają się po poradę lekarską właśnie w momencie niepewności o swój stan zdrowia. Wyniki badań laboratoryjnych są bardzo wymierne – dają konkretną liczbę, która wydaje się jednoznaczna, trzeba jednak pamiętać o podstawowej zasadzie: leczy się nie wynik, ale osobę wraz z obserwacją objawów klinicznych i historią ewentualnych chorób. Dlatego diagności laboratoryjni od lat zabiegają o możliwość wprowadzenia laboratoryjnej porady diagnostycznej. Taka konsultacja mogłaby być świetnym uzupełnieniem wizyty lekarskiej; diagnosta mógłby np. zaproponować rozszerzenie badań w sytuacji, gdy wynik budzi wątpliwości albo kiedy pacjent zgłasza objawy, których nie tłumaczą podstawowe parametry.

dr Marta Budzińska
Czym właściwie są normy laboratoryjne? Jak się je ustala i dlaczego to, co mieści się w normie statystycznej, nie zawsze oznacza normę zdrowotną dla konkretnej osoby?
Każde laboratorium przechodzi bardzo długi i wymagający proces wprowadzania nowych badań oraz ustalania zakresów referencyjnych. Wdrożony musi być system zarządzania jakością, a każdy parametr jest dokładnie walidowany. Chcąc wprowadzić nowe badanie, laboratorium musi wykazać, że spełnia określone warunki i że wyniki są wiarygodne. Warto jednak pamiętać, że tzw. normy laboratoryjne to w rzeczywistości zakresy referencyjne ustalone statystycznie dla populacji zdrowych osób. Oznacza to, że wynik mieszczący się w tym zakresie nie zawsze oznacza pełnię zdrowia. Trzeba brać pod uwagę indywidualne cechy organizmu, choroby współistniejące, przyjmowane leki czy styl życia. Dodatkowo wyniki badań wykonywanych w różnych laboratoriach mogą się różnić choćby jednostkami, co utrudnia ich porównywanie. Dlatego w Polsce rozwijany jest obecnie projekt LOINC, który ma pomóc w standaryzacji oznaczeń laboratoryjnych i umożliwić spójne raportowanie wyników, np. w systemie Internetowego Konta Pacjenta.
Opowiedzmy więcej o tym projekcie.
LOINC (Logical Observation Identifiers Names and Codes) to międzynarodowy system standaryzacji nazw i kodów badań laboratoryjnych oraz obserwacji medycznych opracowany w latach 90. przez amerykańską organizację Regenstrief Institute. Przypisuje on jednoznaczny kod każdemu badaniu laboratoryjnemu, dzięki czemu to samo badanie ma ten sam identyfikator niezależnie od laboratorium czy kraju, w którym je wykonano. Co więcej, wyniki mogą być łatwo wymieniane między systemami informatycznymi, a dane medyczne są czytelne dla różnych systemów elektronicznej dokumentacji medycznej.
Brzmi sensownie.
Tak. LOINC pozwala to wszystko ujednolicić, dzięki czemu systemy medyczne „wiedzą”, że np. poziom glukozy na czczo oznaczony w różnych laboratoriach to w istocie to samo badanie. Projekt ten rozwijany jest już na całym świecie. W Polsce nie jest jeszcze obowiązkowy, wprowadza się go już jednak stopniowo w ramach cyfryzacji ochrony zdrowia.
Wracając do badań. Które parametry najczęściej dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa?
Nie sposób wskazać jednego konkretnego parametru, ważne aby wynik badania był spójny ze stanem klinicznym pacjenta. Jeśli ktoś czuje się dobrze i regularnie się bada, pojedynczy wynik w normie rzeczywiście może być uspokajający. Natomiast jeśli pojawiają się jakieś objawy, a badania są wykonywane sporadycznie, jeden prawidłowy wynik nie zawsze daje pełny obraz sytuacji. Dlatego tak ważna jest profilaktyka i regularność badań. Jak wskazuje prof. Ewa Lech-Marańda, dyrektorka Instytutu Hematologii i Transfuzjologii, obowiązkowa morfologia krwi wykonywana w ramach badań u lekarza medycyny pracy (do 1996 r.) pomagała w wykryciu ok. 20 proc. białaczek, dziś jest to zaledwie 2 proc. Programy, takie jak badania przesiewowe w kierunku HPV czy program „Moje Zdrowie”, pokazują, że systematyczne monitorowanie parametrów zdrowotnych zwiększa szansę na wczesne wykrycie choroby.
Trzeba też pamiętać, że niektóre choroby mają tzw. okres okna diagnostycznego. Przykładem może być borelioza. Jeśli po ukąszeniu przez kleszcza natychmiast wykonamy oznaczenie przeciwciał przeciwko bakterii Borrelia burgdorferi, wynik najprawdopodobniej będzie ujemny, choć choroba może się dopiero rozwijać, przeciwciała pojawiają się bowiem dopiero po kilku tygodniach.
Druga strona medalu: niektóre kobiety czasem latami słyszą, że „taka ich uroda”, mimo że źle się czują, a wyniki badań mają w normie. Jakie sygnały z ciała powinny skłonić do pogłębionej diagnostyki?
Organizm kobiet jest szczególnie wrażliwy na zmiany hormonalne i różne czynniki środowiskowe. Dlatego bardzo ważne jest, aby nie bagatelizować żadnych objawów, nawet jeśli podstawowe wyniki badań mieszczą się w normie. Niepokoić powinny przede wszystkim dolegliwości bólowe, wyczuwalne zmiany w obrębie piersi czy powiększone węzły chłonne. Również nadmierne krwawienia miesiączkowe, nagłe uderzenia gorąca, przewlekłe zmęczenie czy zawroty głowy mogą być sygnałem, że organizm potrzebuje dokładniejszej diagnostyki. U wielu kobiet występuje także tzw. utajona anemia. Objawia się ona m.in. osłabieniem, wypadaniem włosów, spadkiem energii czy problemami z koncentracją. W takich sytuacjach podstawowe parametry krwi mogą jeszcze mieścić się w normie, ale w połączeniu z objawami mogą skłonić lekarza do zlecenia dodatkowych badań, np. poziomu ferrytyny.
Wiemy już, że organizm kobiet jest szczególnie wrażliwy na zmiany hormonalne i czynniki środowiskowe. A jak duży wpływ na wyniki mają wiek, stosowana antykoncepcja, dieta, stres czy intensywny trening?
Wszystkie te czynniki mają wpływ na wyniki badań, choć w różnym stopniu – zależnie od tego, jaki parametr analizujemy. Na przykład osoby intensywnie trenujące mogą mieć wyższy poziom czerwonych krwinek, ponieważ organizm przystosowuje się do zwiększonego zapotrzebowania na tlen. Ciekawym przykładem jest dieta; jeśli zjemy drożdżówkę z makiem i krótko później wykonamy badanie moczu na obecność opiatów, wynik może być dodatni. Nie oznacza to oczywiście zażywania substancji psychoaktywnych – metabolity maku są chemicznie podobne do opioidów i mogą zostać wykryte w badaniu, stąd tak ważne jest, aby przed wykonaniem badań stosować się do zaleceń danego laboratorium i informować lekarza o stylu życia, przyjmowanych lekach oraz suplementach. Zachęcam też do korzystania z laboratoriów, w których możliwy jest kontakt z diagnostą laboratoryjnym – taka rozmowa często pozwala wyjaśnić wątpliwości jeszcze na etapie interpretacji wyniku.
Czy wszystkie badania, również te mieszczące się w „widełkach”, powinny być omówione z lekarzem?
Byłabym ostrożna w samodzielnej interpretacji wyników badań. Wiele osób korzysta dziś z wyszukiwarek internetowych czy narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Sama przeprowadziłam niedawno badanie, zaprezentowane na konferencji Polskiego Towarzystwa Diagnostyki Laboratoryjnej, w ramach którego zapytałam AI o podstawowe zagadnienia związane z diagnostyką laboratoryjną. Odpowiedzi w wielu przypadkach były poprawne, bo takie informacje są powszechnie dostępne. Problem polega jednak na tym, że organizm człowieka nie jest prostym algorytmem. Interpretacja wyników badań wymaga uwzględnienia wielu niuansów: objawów, wieku, historii chorób czy stylu życia. Na razie żadna technologia nie jest w stanie w pełni zastąpić wiedzy i doświadczenia lekarza czy diagnosty laboratoryjnego. Ludzki organizm jest na to zbyt złożony.
Zdarza się też, wcale nierzadko, że porównujemy swoje wyniki z tabelkami dostępnymi w internecie albo z wynikami znajomych. Dlaczego takie porównania bywają mylące?
Dlatego, że dopóki nie ujednolicimy wszystkich parametrów, co staramy się właśnie wdrożyć, wyniki mogą być źle interpretowane. Dodatkowo w dzisiejszych czasach trzeba zwracać bardzo dużą uwagę na to, czy w interpretacji badań uczestniczy medyk, czy może domorosły ekspert, nie mówiąc już o skali dezinformacji w internecie, która być może wkrótce zawitać również do świata wyników badań. Dziś w sieci można znaleźć zarówno rzetelne treści medyczne, jak i zupełnie niezweryfikowane opinie. Dlatego zawsze warto sprawdzić, czy za interpretacją wyników stoi specjalista. Żyjemy w czasach dezinformacji. Proszę sobie wyobrazić, jak dużym kosztem dla społeczeństwa byłoby zrezygnowanie z wykonywania np. badań przesiewowych? Taką sytuację mieliśmy w trakcie pandemii, kiedy ludzie przestali się badać, z różnych powodów, jednak konsekwencje widzimy teraz np. w skali zachorowań na nowotwory. Pacjenci nie przestali chorować, po prostu nie byli diagnozowani.
To prawda. A kiedy pani zdaniem warto wyjść poza podstawowy pakiet badań?
Wszystko zależy od naszego stylu życia, wieku i samopoczucia. W różnych momentach życia organizm ma różne potrzeby diagnostyczne. Na przykład osoby planujące ciążę powinny wykonać szerszy panel badań kilka miesięcy wcześniej, aby sprawdzić poziom żelaza, witamin, hormonów. Podobnie jest u osób prowadzących bardzo intensywny tryb życia albo trenujących wyczynowo. W takich przypadkach rozszerzona diagnostyka może pomóc szybciej wychwycić niedobory lub przeciążenia organizmu. Najważniejsze jest jednak to, aby traktować badania jako element stałej profilaktyki, a nie jednorazową kontrolę. Regularne monitorowanie parametrów zdrowotnych daje lekarzowi znacznie więcej informacji niż pojedynczy wynik wykonany raz na kilka lat. Bo w diagnostyce laboratoryjnej często najwięcej mówi nie sam wynik, lecz jego zmiana w czasie.
I jeszcze jedno. Mój dziadek, rocznik 1940, od kilkunastu lat co roku robi sobie rozszerzony pakiet badań, włączając w to testy czynnościowe na bieżni, okulistyczne czy EKG. Jestem z niego bardzo dumna, ponieważ życie w zdrowiu i szacunku do swojego ciała jest najwyższym wyrazem miłości do siebie i do nas, jego najbliższych. Nie mamy nic cenniejszego niż zdrowie, dlatego w każdej sytuacji, kiedy czujemy, że nasze ciało wysyła nam sygnały, warto go posłuchać, bo próbuje nam powiedzieć coś bardzo ważnego.
Marta Budzińska – dr n. med. i dr n. o zdr., MBA, diagnostka laboratoryjna w trakcie specjalizacji z laboratoryjnej genetyki medycznej, członek Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych. Jej głównym obszarem zainteresowań są badania genetyczne, zdrowie reprodukcyjne i mikrobiologia. Aktywistka, społeczniczka, zaangażowana w rozwój medycyny laboratoryjnej w Polsce.
Podoba Ci się ten artykuł?
Powiązane tematy:
Polecamy
Robert Lewandowski z ważnym apelem do mężczyzn: „Prawdziwa siła to też troska o zdrowie”
„Idź tam, niech cie posprowdzajom”. Frele śpiewają, by kobiety nie odkładały badań na później
Marcin Wrona opublikował zdjęcie ze szpitala. I zaapelował: „Są takie badania, które po 50. trzeba robić”
Umieszczasz na podpasce i sprawdzasz stan zdrowia. MenstruAI umożliwia wczesne wykrywanie raka z krwi menstruacyjnej
się ten artykuł?