Aleksandra Zalewska-Stankiewicz, Hello Zdrowie: Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów rak płuca należy do najczęściej występujących nowotworów zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Przez lata taka diagnoza kojarzyła się niemal jednoznacznie z wyrokiem. Nadal należy tak ją postrzegać?
Dr n. med. Bogumił Maciąg: Zachorowalność na raka płuca w Polsce wciąż jest bardzo duża – to około 25 tysięcy nowych przypadków rocznie. To bardzo trudna jednostka chorobowa, ale im wcześniej nowotwór zostanie wykryty, tym większe są szanse na skuteczną terapię, a nawet całkowity powrót do zdrowia. Sposób leczenia zależy przede wszystkim od rodzaju i stopnia zaawansowania nowotworu. Inaczej leczymy raka płaskonabłonkowego, inaczej raka gruczołowego, a jeszcze inaczej raka drobnokomórkowego.
Waldemar Szeloch: Ja na szczęście znalazłem się w gabinecie lekarskim w odpowiednim momencie. Jestem dowodem na to, że można zachorować na złośliwy nowotwór płuca, przejść operację i wrócić do normalnego funkcjonowania.
Jak się pan dziś czuje? Słyszę, że jest pan w dobrym nastroju.
W.Sz.: Jestem aktywny, jeżdżę na rowerze, cieszę się życiem. Pozytywne usposobienie bardzo pomogło mi przejść przez terapię. Staram się optymistycznie patrzeć na to doświadczenie.
B.M.: Pan Waldemar jest przykładem pacjenta, u którego wczesne rozpoznanie choroby i odpowiednie leczenie dały szansę na wyleczenie. Gdyby zgłosił się do lekarza nawet kilka miesięcy później, sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.
Palił pan papierosy? Rak płuca kojarzy się głównie z tym nałogiem.
W.Sz.: Paliłem pół paczki dziennie. Trzy razy próbowałem rzucić palenie, ale sama silna wola nie wystarczyła. Paradoksalnie, dopiero choroba sprawiła, że odstawiłem papierosy.
B.M.: W przypadku raka płuca głównym czynnikiem ryzyka, w 90 procentach, jest palenie papierosów. Ale zdarza się, że chorują pacjenci, którzy nie tknęli papierosa. W ich przypadku decyduje podłoże genetyczne.
Panie Waldemarze, jakie objawy skłoniły pana do wizyty u lekarza?
W.Sz.: Właściwie nie miałem żadnych typowych objawów.
B.M.: To pokazuje, jak podstępny może być rak płuca. Faktycznie we wczesnym stadium najczęściej nie daje charakterystycznych dolegliwości. Z czasem mogą pojawić się między innymi przewlekły kaszel, chrypka, krwioplucie, duszność czy ból. W związku z tym, jeszcze raz podkreślam, tak ważne jest rozpoznanie choroby na wczesnym etapie.

Waldemar Szeloch / fot. archiwum prywatne
W takim razie jakie badania pozwalają wykryć raka płuca, nim choroba się rozwinie?
B.M.: Największe znaczenie ma tomografia komputerowa klatki piersiowej, szczególnie u osób z grup podwyższonego ryzyka. Samo RTG jest mniej czułe. Wyobraźmy sobie na przykład niewielką zmianę w dolnym płacie płuca. Jeżeli znajduje się za sercem, na zwykłym zdjęciu rentgenowskim może być niewidoczna. Żałuję, że w tej chwili nie ma żadnego ogólnopolskiego programu przesiewowego, który poprawiłby możliwości diagnostyczno-lecznicze.
Rolki
Płuca wieloletniego palacza często objęte są rozedmą, przez co trudniej się je operuje niż te o prawidłowej, zdrowej konsystencji
Panie Waldemarze, jak wyglądała pańska droga do diagnozy?
W.Sz.: W 2020 roku przeszedłem zapalenie płuc, po którym zostałem pacjentem Poradni Gruźlicy i Chorób Płuc w szczecińskim szpitalu w Zdunowie. Podczas rutynowych wizyt wykonywano mi spirometrię i kierowano na RTG klatki piersiowej. Po czterech latach pani doktor uznała, że skoro mam dobre wyniki, mogę przejść pod opiekę lekarza rodzinnego. Uznałem jednak, że lepiej będzie nadal pozostawać pacjentem specjalistycznego ośrodka i poprosiłem, żeby mnie nie wypisywano. W kolejnym roku badanie RTG wykazało zacienienie w lewym płucu.
Jak wyglądała dalsza diagnostyka?
W.Sz.: Miałem nadzieję, że to tylko przeziębienie. Zresztą pani doktor również podejrzewała infekcję i przepisała mi antybiotyk. Tomografia wykazała jednak czterocentymetrową zmianę w lewym płucu. Wtedy już wiedziałem, że sprawa jest poważna. Lekarka powiedziała mi wprost, że to rak. Okazało się, że był to ostatni moment na rozpoczęcie skutecznego leczenia.
Jak powiedział pan o diagnozie żonie?
W.Sz.: Podjechałem samochodem pod dom, ale przez około dziesięć minut nie mogłem się zdobyć na to, żeby wejść na górę. Byłem bardzo przestraszony. Zastanawiałem się nawet, czy nie pozostawić dla siebie informacji o rozpoznaniu. W końcu pomyślałem: „Co ma być, to będzie”. Wszedłem do domu i powiedziałem żonie, że istnieje podejrzenie raka i że dostałem skierowanie do torakochirurga.
Wiedział pan, czym zajmuje się taki specjalista? To dość rzadka specjalizacja.
W.Sz.: Wiedziałem, że pulmonolodzy zajmują się diagnostyką chorób płuc. Ale torakochirurgia brzmiała abstrakcyjnie.
B.M.: Wielu pacjentów reaguje podobnie. Tłumaczymy wtedy, że torakochirurdzy zajmują się leczeniem operacyjnym chorób klatki piersiowej, a także diagnostyką inwazyjną.
Jakie metody wykorzystujecie w diagnostyce raka płuca?
B.M.: Stosujemy m.in. takie metody, jak bronchofiberoskopia, kriobiopsja (rodzaj biopsji, w której do pobrania fragmentu tkanki wykorzystuje się bardzo niską temperaturę), EBUS, bronchonawigacja (badanie dróg oddechowych do celowanych biopsji wewnątrzoskrzelowych) oraz biopsje cienko- lub gruboigłowe wykonywane pod kontrolą tomografii komputerowej lub ultrasonografii. To pozwala nam ustalić charakter zmiany i zaplanować odpowiednie leczenie. Jeżeli choroba zostanie wykryty we wczesnym stadium, skuteczna może być operacja.
Jak wyglądała diagnostyka u pana Waldemara?
B.M.: Przeprowadziliśmy diagnostykę przedoperacyjną, jak również skierowaliśmy pacjenta na badanie PET. Pozwala ono z dużym prawdopodobieństwem określić, czy mamy do czynienia ze zmianą nowotworową. Wynik potwierdził, że zmiana wykazuje aktywność metaboliczną. W związku z tym zakwalifikowałem pana Waldemara do wideolobektomii lewostronnej górnej, co w praktyce oznacza, że usunęliśmy pacjentowi około jednej czwartej powierzchni oddechowej płuc. Zabieg przebiegł bez powikłań i został wykonany metodą małoinwazyjną, czyli przez niewielkie cięcie, z wykorzystaniem kamery.
Rozumiem, że rozległość takich operacji jest uzależniona od wielkości zmiany?
B.M.: Tak, intencja leczenia jest przede wszystkim taka, żeby pacjentowi pomóc, a nie doprowadzić do sytuacji, w której jego sprawność zostanie niepotrzebnie ograniczona. Za każdym razem przed operacją musimy dokładnie ocenić, jak rozległą resekcję możemy bezpiecznie wykonać. Wykonujemy też inne badania, jak bronchofibroskopia, kiedy za pomocą kamery oglądamy drogi oddechowe od wewnątrz. Sprawdzamy, czy znajdują się w nich jakiekolwiek nieprawidłowości, na przykład zmiany przerostowe lub naciekowe. Elementem diagnostyki jest diagnostyka przedoperacyjna, czyli wykonanie biopsji.
U pana Waldemara operacja była jedyną opcją?
B.M.: W niektórych sytuacjach, zanim podejmiemy leczenie chirurgiczne, możemy zaproponować pacjentowi leczenie systemowe przygotowujące do operacji. Może to być chemioterapia lub immunoterapia. Takie postępowanie ma na celu zmniejszenie zaawansowania choroby i zwiększenie skuteczności leczenia operacyjnego. W przypadku pana Waldemara nie było jednak takiej potrzeby. Pacjent został zakwalifikowany bezpośrednio do zabiegu chirurgicznego.
W.Sz.: Doktor powiedział mi, że trafiłem do niego w ostatnim momencie – jak to określił, „to był ostatni moment przed odjazdem pociągu”. Na szczęście nie było jeszcze nacieków. Zapytał, czy decydujemy się na operację od razu, czy jeszcze czekamy. Był wtedy grudzień.
Pomyślałem, że trzeba zrobić wszystko, żeby pokonać tę chorobę. Gdyby człowiek od razu założył, że nic już się nie da zrobić, że „kostucha na niego czeka”, to nie pomogłyby żadne lekarstwa, a tym bardziej operacja
Jaką decyzję pan podjął?
W.Sz.: Stwierdziłem, że od razu idę do szpitala. Ryzyk–fizyk. Jak to mówią, do odważnych świat należy. Pomyślałem, że trzeba zrobić wszystko, żeby pokonać tę chorobę. Gdyby człowiek od razu założył, że nic już się nie da zrobić, że „kostucha na niego czeka”, to nie pomogłyby żadne lekarstwa, a tym bardziej operacja. Chciałbym zaznaczyć, że od pierwszej chwili zaufałem doktorowi Bogumiłowi. Dzięki temu, że wszystko dokładnie mi wyjaśnił, wiedziałem, czego się spodziewać. To bardzo ważne dla pacjenta.
Długo dochodził pan do siebie po operacji?
W.Sz.: Rekonwalescencja zaczęła się od razu po operacji. Po wybudzeniu po zabiegu nie czułem bólu, dostawałem leki przeciwbólowe. W szpitalu jednak nie pozwalano mi długo leżeć — trzeba było wstawać i chodzić. W sumie spędziłem w szpitalu około półtora tygodnia. Dzień przed Wigilią wyszedłem do domu.
B.M.: Pacjenci już w pierwszej dobie po operacji są poddawani rehabilitacji, poznają zasady korzystania z układu drenów i wykonują ćwiczenia oddechowe. Trzeba je kontynuować również w domu. Dodam, że pan Waldemar po operacji nie wymagał chemioterapii ani żadnego dodatkowego leczenia uzupełniającego. Jedyną dodatkową procedurą, jaką wykonaliśmy po zabiegu, było usunięcie szwu po drenażu.
Jak wyglądał powrót do codziennego życia?
W.Sz.: Mieszkamy w bloku, na czwartym piętrze, więc na początku wejście do domu było sporym wyzwaniem. Musiałem zatrzymywać się na każdym piętrze. Doktor powiedział mi, że bardzo dobra jest jazda na rowerze, ponieważ zwiększa wydolność płuc. Tylko że kiedy wyszedłem ze szpitala, była zima! Pozostawały mi więc krótkie spacery. Z czasem zacząłem pokonywać coraz dłuższe dystanse, zabierałem ze sobą drobne „ciężary”, na początku na przykład dwie mandarynki. Doszedłem do etapu, że cztery razy dziennie wychodziłem z mieszkania, na dół i w górę, i tak w kółko. Energia wracała, w końcu wsiadłem na rower. Pamiętałem o tym, aby nie szarżować. Aktywny pozostaję cały czas. Jeśli mam do wyboru przejechać kawałek trasy samochodem albo przejść się pieszo, zdecydowanie wolę spacer.
Jak często pojawia się pan u lekarza?
W.Sz.: Co pół roku zgłaszam się na tomografię komputerową z kontrastem. Z wynikiem odwiedzam doktora Bogumiła.
Panie doktorze, na opakowaniach papierosów widzimy przerażające zdjęcia zniszczonych płuc. Faktycznie tak mogą wyglądać płuca palaczy?
B.M.: Mogą wyglądać podobnie, ale przede wszystkim chodzi o to, co dzieje się wewnątrz płuca, a dokładniej – z pęcherzykami płucnymi. Płuca wieloletniego palacza często objęte są rozedmą, przez co trudniej się je operuje niż te o prawidłowej, zdrowej konsystencji. Tkanka rozedmowa jest bardziej delikatna, łatwo się rozrywa i krwawi, a po operacji częściej może dochodzić do przecieku powietrza. W takich przypadkach rekonwalescencja jest zwykle dłuższa, a sam zabieg technicznie trudniejszy. Operowanie na zmienionych, kruchych tkankach wymaga większej ostrożności, ponieważ mogą one ulec uszkodzeniu nawet przy delikatnym dotyku.
Płuca to narząd, który może się regenerować?
B.M.: To zależy przede wszystkim od tego, w jakim stanie były przed operacją i jak bardzo zostały wcześniej uszkodzone. Płuca są bardzo dobrze ukrwioną tkanką, a organizm ma pewne rezerwy oddechowe. Dlatego każdy pacjent przed operacją ma dokładnie ocenianą wydolność oddechową. Musimy sprawdzić, czy jego rezerwy są wystarczające, aby bezpiecznie przejść przez zabieg i później normalnie funkcjonować. Tak jak wspomniałem – nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której operacja zamiast pomóc, znacząco ograniczy sprawność pacjenta. Jeśli rezerwy oddechowe są niewystarczające, nie kwalifikujemy chorego do tak rozległego zabiegu.
Rak płuca faktycznie we wczesnym stadium najczęściej nie daje charakterystycznych dolegliwości. Z czasem mogą pojawić się między innymi przewlekły kaszel, chrypka, krwioplucie, duszność czy ból
Leczenia raka płuca w Polsce jest na światowym poziomie?
B.M.: Zdecydowanie. W ciągu ostatnich 15 lat dokonał się ogromny postęp, zarówno w diagnostyce, jak i leczeniu. Kiedy zaczynałem pracę, techniki małoinwazyjne dopiero wchodziły do torakochirurgii. Dziś około 70–80 proc. operacji wykonujemy właśnie w ten sposób. Kiedyś operacje wiązały się z dużymi cięciami i rozległymi ranami. Dziś jest inaczej, często wystarcza dostęp o długości 3–4 centymetrów. Do dyspozycji mamy również techniki robotyczne, które dają nam jeszcze większe możliwości. Ogromnie rozwinęła się także diagnostyka. W bronchoskopii pojawiły się nowe narzędzia i metody, takie jak kriosondy, EBUS czy ultrasonografia wewnątrzoskrzelowa. Dzięki temu możemy znacznie dokładniej diagnozować pacjentów i lepiej planować leczenie.
Młodzi ludzie też chorują na raka płuca?
B.M.: Tak, choć nowotwory płuca u młodych osób zdarzają się zdecydowanie rzadziej. W tej grupie możemy również spotkać duże zmiany, które nie zawsze są złośliwe. Zdarzają się guzy o średnicy przekraczającej nawet 10 centymetrów. Takie zmiany mogą nie naciekać na sąsiednie struktury, ale ze względu na swoje rozmiary mogą je uciskać, dlatego również wymagają leczenia operacyjnego. W przypadku bardzo dużych guzów często konieczne jest zastosowanie klasycznej, otwartej techniki operacyjnej.
Panie Waldemarze, co chciałby pan przekazać naszym czytelnikom?
W.Sz.: Aby pamiętali o profilaktyce i nie ignorowali objawów. Poza tym wszystkim życzę dużo szczęścia, ono bardzo pomaga w życiu. Ja je miałem – moja zmiana została wykryta o czasie. Poza tym trafiłem na świetnego specjalistę.