Przejdź do treści

91 kamieni w nerce 16-latka. Zespół dr. Marcina Poloka wykonał operację, jakiej jeszcze nie było. Pomysł brzmiał absurdalnie, ale zadziałał

Dr hab. n. med. Marcin Polok / fot. archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?

Bronchoskop to narzędzie do badania oskrzeli. Używa go anestezjolog na oddziale intensywnej terapii. W grudniu 2025 r. lekarze Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Zielonej Górze weszli z nim do… nerki 16-latka. – Zastanawialiśmy się, jak skutecznie zoperować chłopca, ale jednocześnie oszczędzić mu serii zabiegów – tłumaczy dr hab. n. med. Marcin Polok. Właśnie przy pomocy bronchoskopu i robota da Vinci jego zespół usunął 89 z 91 kamieni. To był pierwszy taki zabieg w Polsce. A pacjent? Wrócił do domu po trzech dniach.

 

Gdy tomografia komputerowa pokazała, co kryje się w nerce 16-letniego chłopca, dr Marcin Polok wiedział, że to będzie wyzwanie. 91 kamieni. Każdy wielkości 1-1,5 cm. – Nerka była praktycznie cała wytapetowana kamieniami, z góry na dół. Zajęte były wszystkie kielichy nerkowe i cała miedniczka – opisuje obrazowo profesor Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Standardowa droga, czyli kruszenie kamieni laserem, nie wchodziła w rachubę. Teoretycznie jedynym wyjściem była operacja na otwartej nerce, a po niej tydzień w szpitalu i seria zabiegów kruszenia ultradźwiękami – może kilka, a może kilkanaście. Trauma, ból, długa rekonwalescencja.

Dr Polok, kierownik Klinicznego Oddziału Chirurgii i Urologii Dziecięcej w Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Zielonej Górze, miał inny pomysł. Postawił na kombinowany zabieg, który połączył robota chirurgicznego da Vinci z… bronchoskopem. Narzędziem używanym zwykle do diagnostyki oskrzeli, nie do operacji nerek. Na początku pomysł brzmiał absurdalnie. Ale zadziałał.

Agata Źrałko, Hello Zdrowie: Panie profesorze, w grudniu 2025 r. przeprowadził pan operację 16-letniego chłopca, który miał w jednej nerce 91 kamieni. Jak w ogóle dochodzi do tego, że nastolatek ma aż tyle złogów – i każdy wielkości 1-1,5 cm?

Dr hab. n. med. Marcin Polok: Przyczyn kamicy u dzieci jest bardzo dużo: metaboliczne, genetyczne, infekcyjne… W przypadku tego chłopca nałożyły się na siebie różne czynniki.  Przede wszystkim chłopiec cierpiał na wadę układu moczowego – miał zwężenie na przejściu nerki w moczowód, które powodowało zastój moczu. Taka wada może powodować różne dolegliwości bólowe, kolki, ale także kamicę. I to był ten drugi problem.

Zatrzymajmy się na chwilę przy zastoju moczu w nerce. Czy wodonercze, które prawdopodobnie przyczyniło się do powstania kamieni, było wrodzone, czy rozwinęło się z czasem?

To była wada nabyta. Chłopiec ma 16 lat, problemy zdrowotne pokazałyby się więc wcześniej. Ale samo wodonercze jest skutkiem tzw. zwężenia podmiedniczkowego moczowodu.

Jakie objawy daje taka wada?

Pacjent może zgłaszać kolki nerkowe, silne bóle, czasem mogą występować zakażenia układu moczowego… A u niektórych pacjentów wodonercze nie daje żadnych dolegliwości. Czasami jest wykrywane zupełnie przypadkowo, np. podczas ultrasonografii brzucha.

Czy chłopiec miał jakieś widoczne objawy?

Operacja, o której rozmawiamy, była zaplanowana, więc przy przyjęciu chłopiec czuł się bardzo dobrze. Natomiast wcześniej miał duże dolegliwości bólowe i właśnie z ich powodu został do nas skierowany.

Gdy chłopiec przyjechał z rodzicami na pierwszą wizytę do Poradni Urologii Dziecięcej w Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Zielonej Górze, miał już wykonaną ultrasonografię. Wtedy dopiero podejrzewaliśmy wodonercze i kamicę, ale żeby potwierdzić diagnozę, skierowałem chłopca na tomografię komputerową. I właśnie w tomografii czarno na białym było widać, z czym mamy do czynienia. Z bardzo nietypową postacią kamicy, bo złogów było kilkadziesiąt, a po operacji okazało się, że 91.

91 kamieni w nerce brzmi… niewyobrażalnie. Co pan pomyślał, oglądając wyniki TK po raz pierwszy?

Że ciężko zliczyć, ile tych złogów naprawdę jest. Nerka była praktycznie cała wytapetowana kamieniami – z góry na dół. Zajęte były wszystkie kielichy nerkowe i cała miedniczka.

Jak na takie wieści zareagowali rodzice chłopca?

Byli zaskoczeni, ale przedstawiłem im plan działania – operację małoinwazyjną. W klinice staramy się w miarę możliwości stosować techniki małoinwazyjne, żeby oszczędzić pacjentowi cierpienia związanego z dużymi cięciami i skrócić rekonwalescencję. Zaproponowałem więc operację na robocie da Vinci.

Dziewczynka z kraniosynostozą w kasku do modelowania kształtu głowy - Hello Zdrowie

Standardowo kamica wymaga kilku zabiegów kruszenia kamieni laserem, które są dla dziecka traumatyczne. Pan zdecydował się na użycie robota da Vinci i… bronchoskopu, czyli narzędzia zwykle wykorzystywanego w diagnostyce oskrzeli. Skąd ten pomysł?

Początkowo, rozmawiając z pacjentem, nie miałem jeszcze w głowie pełnego planu – ten wykrystalizował się później. Wstępnie myślałem o pieloplastyce [to zabieg korekcji zwężenia w miejscu połączenia miedniczki nerkowej z moczowodem – red.], którą od pewnego czasu wykonujemy robotycznie z dużą skutecznością. Ale pomysł na operację kombinowaną, hybrydową, narodził się dopiero w trakcie przygotowań, podczas porannego raportu lekarskiego. Zastanawialiśmy się, jak skutecznie zoperować chłopca, ale jednocześnie oszczędzić mu serii zabiegów.

Od dawna miałem w głowie pomysł, żeby połączyć operację małoinwazyjną – wcześniej laparoskopową, teraz robotyczną – z użyciem giętkiego renoskopu. To narzędzie zwykle wprowadzamy do nerki bezpośrednio przez cewkę moczową. Ja chciałem je wprowadzić nietypowo, z pomocą trokara robotycznego, by w ten sposób usunąć kamienie z nerki.

Jeden z moich asystentów zasugerował, żebyśmy zamiast renoskopu spróbowali użyć bronchoskopu. Na początku pomysł wydał mi się absurdalny, ale jak dłużej się nad tym zastanowiliśmy, uznałem, że to całkiem rozsądne rozwiązanie. Bronchoskop działa dokładnie tak samo jak renoskop, ma te same funkcje, ale jest pięciokrotnie tańszy. Uznaliśmy więc, że warto spróbować.

Lekarzom udało się usunąć 89 z 91 kamieni z nerki 16-latka. Pozostałe 2 planują usunąć niebawem / fot. archiwum prywatne

I jak to zadziałało w praktyce?

Wykorzystaliśmy – można powiedzieć kolokwialnie – umiejętności naszego anestezjologa, doktora Pawła Mateckiego, który wykonuje bronchoskopie w drzewie oskrzelowym na co dzień u swoich pacjentów w Oddziale Intensywnej Terapii Dziecięcej. Razem z doktorem Michałem Koniecznym wykonaliśmy część robotyczną, a doktor Matecki wszedł do nerki bronchoskopem. Nawzajem się wspieraliśmy.

Jestem przekonany, że to był pierwszy taki zabieg w Polsce – nikt wcześniej nie użył tej metody. Tym bardziej, że był to pierwszy zabieg robotyczny i pierwszy u dziecka. Nie ukrywajmy, takich przypadków jest bardzo mało. To nietypowa sytuacja, żeby pacjent miał 91 złogów i jednocześnie zwężenie moczowodu.

Jak ważna jest taka interdyscyplinarna współpraca przy innowacyjnych zabiegach?

Wspieranie się jest niezwykle ważne. Trzeba polegać na osobach, które mają doświadczenie w danej dziedzinie. Nie sztuką jest wykonywać procedury, które się już zna. Prawdziwym wyzwaniem jest próbować czegoś nowego, ale robić to bezpiecznie.

Zapewne są osoby, które podjęłyby się różnych wyzwań, nie mając doświadczenia. Ja jestem zdania, że wyzwania trzeba podejmować, ale wyłącznie w oparciu na wiedzy i doświadczeniu. To gwarantuje bezpieczeństwo. W tym przypadku nie było powikłań. A powikłania w chirurgii niestety bywają bardzo przykre.

Wady układu moczowego u najmniejszych pacjentów najczęściej wiążą się z bólem, więc dzieci są bardzo niespokojne. Zdarzają się też infekcje układu moczowego. Mali pacjenci gorączkują więc bez wyraźnej przyczyny

Chłopiec wrócił do domu po zaledwie trzech dniach od operacji. Jak długo trwałaby rekonwalescencja, gdyby przeszedł standardową serię zabiegów kruszenia kamieni laserem?

W przypadku tego chłopca kruszenie laserowe nie byłoby w ogóle możliwe. Trzeba byłoby wykonać operację na otwartej nerce. Chirurg wyciągnąłby część złogów z miedniczki. Po operacji pacjent leżałby w szpitalu zapewne cały tydzień.

Potem chłopiec zostałby skierowany na kilka albo nawet kilkanaście zabiegów kruszenia kamieni ultradźwiękami, czyli litotrypsję pozaustrojową, tzw. ESWL. Czyli podsumowując: duże cięcie, rekonwalescencja po operacji, wiele zabiegów kruszenia falą ultradźwiękową.

Tymczasem my wykonaliśmy jeden zabieg małoinwazyjny. W nerce zostały dwa kamienie, które były bardzo głęboko położone w kielichu dolnym. Ale i te usuniemy. Chłopiec ma jeszcze pozostawiony cewnik wewnętrzny DJ. Podczas usuwania cewnika spróbujemy wejść giętkim renoskopem przez cewkę i skruszyć dwa ostatnie złogi. Jest więc duża szansa, że przy kolejnej procedurze uda się już całkowicie zakończyć leczenie.

Czy kamica nerkowa u dzieci to problem, który rośnie? Jakie pan widzi tendencje – więcej dzieci trafia do pana z takimi schorzeniami niż jeszcze 5-10 lat temu?

Tak, tendencje są wyraźnie wzrostowe. Rodzi się coraz mniej dzieci, a coraz więcej pacjentów mamy z kamicą.

Ma na to wpływ kilka czynników. Przede wszystkim – nieodpowiednie odżywianie. Nadmiar soli, zbyt dużo białka zwierzęcego, dużo cukrów prostych. Pacjenci zapominają też o odpowiednim nawodnieniu. Dzieci bardzo mało piją wody, szczególnie latem.

Jak na to nałożymy jeszcze czynniki genetyczne, zaburzenia metaboliczne, a czasem – jak w przypadku tego pacjenta – wadę układu moczowego, to tych kamieni jest naprawdę bardzo dużo. Nie ma tygodnia, żebyśmy kilku pacjentów nie leczyli z powodu kamicy. Jako Kliniczny Oddział Chirurgii i Urologii Dziecięcej Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze leczymy praktycznie pół Polski.

na zdjęciu: ręka dziecka leżącego w szpitalu, tekst o tym, jak lekarze z Zielonej Góry uratowali 9-latka z udarem - Hello Zdrowie

Dlaczego jeszcze kamica, którą kojarzymy raczej z dorosłymi, dotyka coraz częściej dzieci, czasem bardzo małych?

Wpływają na to głównie czynniki genetyczne i zaburzenia metaboliczne. To różne zaburzenia, gdzie organizm na przykład nadmiernie wydala z moczem wapń, szczawiany czy kwas moczowy. Czasami zdarzają się też wady układu moczowego u najmłodszych pacjentów, np. wady z grupy uropatii zaporowych, gdzie dochodzi do zastoju i zalegania moczu w nerce. A każde zaleganie moczu predysponuje do tworzenia się złogów, czyli kamieni.

Jakie pierwsze sygnały powinny zaniepokoić rodzica? Dziecko, zwłaszcza małe, nie zawsze potrafi powiedzieć „boli mnie bok” czy „coś jest nie tak”. Na co zwracać uwagę?

Wady układu moczowego u najmniejszych pacjentów najczęściej wiążą się z bólem, więc dzieci są bardzo niespokojne. Zdarzają się też infekcje układu moczowego. Mali pacjenci gorączkują więc bez wyraźnej przyczyny.

Czy są dzieci, które mają kamienie, ale w ogóle nie odczuwają objawów – i dowiadują się o problemie przypadkiem, jak 16-latek z wodonerczem?

Tak, są tacy pacjenci, którzy nie mają żadnych dolegliwości, a mają złogi w nerce. Zdarzają się też kamienie w moczowodzie, ale największe dolegliwości sprawiają zwykle te, które akurat się przemieszczają. Pacjenci bezobjawowi najczęściej są diagnozowani zupełnie przypadkowo, np. podczas przesiewowego USG.

Zabiegi z wykorzystaniem robota są już refundowane w trzech dziedzinach chirurgicznych dla dorosłych. U dzieci – niestety w żadnej. Bardzo liczymy na to, że w przyszłości NFZ zrefunduje zabiegi również dla maluchów

Skoro wiemy, że dieta i nawodnienie mają tak duże znaczenie, co konkretnie mogą zrobić rodzice, żeby ochronić dziecko przed kamicą? Co mówi pan rodzicom swoich pacjentów?

Przede wszystkim pacjenci z kamicą układu moczowego muszą być świadomi, że to jest choroba, która będzie trwała przez wiele lat. To nie jest tak, że my skruszymy czy usuniemy złóg i na tym całkowicie kończymy leczenie pacjenta. My zakończymy tylko jeden etap w jego historii. Jeżeli nie będzie się stosował do zaleceń, po jakimś czasie do nas wróci, ponieważ kamica to najczęściej choroba metaboliczna.

Dlatego rodzicom powtarzam zawsze jedno: mali pacjenci muszą spożywać dużo płynów, regularnie się nawadniać i dużo się ruszać. Ruch jest bardzo ważny! I oczywiście odpowiednie odżywianie.

Kluczowe jest też to, aby każdy pacjent z kamicą układu moczowego trafił do nefrologa dziecięcego. My na oddziale zajmujemy się leczeniem skutków, a nefrolodzy – leczeniem przyczyn i profilaktyką na przyszłość.

W zeszłym roku pana zespół wykonał ponad 80 operacji robotycznych u dzieci: nerek, żołądka, jajników, śledziony. Jakie schorzenia u dzieci najczęściej wymagają takiej interwencji? Czy kamica to jeden z głównych powodów, czy raczej wyjątek?

W grupie dziecięcej rozpiętość zabiegów wygląda zupełnie inaczej niż u dorosłych. Nie ma takiej powtarzalności. Zabiegi są bardzo różne.

Nie wykonujemy np. tylko prostatektomii, jak bywa u dorosłych. Robotykę w chirurgii dziecięcej stosujemy od grudnia 2024 roku, a do dzisiaj wykonaliśmy 14 czy 15 różnych procedur.

Fakt, wykonaliśmy najwięcej zabiegów pieloplastyki, czyli właśnie takiej operacji wodonercza, jaką miał 16-letni chłopiec. Ale mieliśmy też dużo cholecystektomii, czyli zabiegów usunięcia pęcherzyka żółciowego, operacji guzów jajnika u dziewczynek, usunięcia guzów nadnercza, częściowego usunięcia nerki, usunięcia śledziony, przeszczepienia moczowodu, fundoplikacji żołądka w chorobie refluksowej żołądka. W tej chwili jesteśmy drugim ośrodkiem w Polsce, który wykonuje najwięcej zabiegów robotycznych. W pierwszym roku działalności wykonaliśmy ponad 80 różnych procedur.

Niestety, te zabiegi nie są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. My rozliczamy je tak jak zwykłe procedury laparoskopowe, a koszt narzędzi i systemu robotycznego jest niezwykle wysoki. Około 10 tys. zł dla jednego pacjenta to jednorazowy koszt samych narzędzi.

Tutaj z pomocą przychodzi nam Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Niebawem otrzymamy narzędzia robotyczne na najbliższe trzy lata i dzięki orkiestrze będziemy mogli dalej operować pacjentów. Jestem przekonany, że gdyby nie pomoc, którą otrzymamy jeszcze z 33. finału WOŚP, na pewno nie moglibyśmy się dalej rozwijać i leczyć małoinwazyjnie naszych małych pacjentów.

Zabiegi z wykorzystaniem robota są już refundowane w trzech dziedzinach chirurgicznych dla dorosłych. U dzieci – niestety w żadnej. Bardzo liczymy na to, że w przyszłości NFZ zrefunduje zabiegi również dla maluchów.

 

Dr hab. n. med. Marcin Polok, prof. UZ specjalista chirurg dziecięcy i urolog dziecięcy, kierownik Klinicznego Oddziału Chirurgii i Urologii Dziecięcej w Centrum Zdrowia Matki i Dziecka przy Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze. Ukończył studia na Akademii Medycznej im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Pełni funkcję profesora Uniwersytetu Zielonogórskiego w Instytucie Nauk Medycznych Collegium Medicum. Odbył staże naukowe w Klinice Urologii Dziecięcej UMC w Utrechcie (Holandia), Siloah Krankenhaus w Hanowerze (Niemcy) oraz kursy szkoleniowe z zakresu chirurgii robotycznej i laparoskopowej w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemczech, Danii, na Węgrzech, we Włoszech. Pełni funkcję Konsultanta Wojewódzkiego w zakresie chirurgii dziecięcej dla województwa lubuskiego. Jest autorem i współautorem licznych publikacji w krajowych i zagranicznych czasopismach medycznych.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

i
Treści zawarte w serwisie mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią porady lekarskiej. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.
Podoba Ci
się ten artykuł?