Przejdź do treści

„Bez wielkich gratulacji, bez straszenia, bez nadawania temu momentowi znaczeń, które dziecko musiałoby unieść”. Jak rozmawiać o pierwszej miesiączce, tłumaczy Paula Wasiluk

mama otula dłońmi twarz córki - Hello Zdrowie
Fot. Getty Images
Podoba Ci
się ten artykuł?

– Nawet przy najlepszym przygotowaniu pierwsza miesiączka może być stresująca, i to jest w porządku. Moja mama bardzo otwarcie ze mną o tym rozmawiała, byłam nawet podekscytowana, że w końcu będę miała okres, a mimo to, kiedy faktycznie się pojawił, i tak się rozpłakałam. Te emocje po prostu są. Ale ogromną różnicę robi to, że dziecko od lat widzi, nie tylko w słowach, ale i w zachowaniach, że nie ma się czego wstydzić – mówi Paula Wasiluk, prezeska Zarządu Fundacji Akcja Menstruacja. Rozmawiamy o tym, czy współczesne kobiety wciąż mają trudność z rozmową z córkami o pierwszej miesiączce, dlaczego okres wciąż bywa tematem tabu i jak rozmawiać o nim z dziećmi tak, by nie dokładać im lęku ani wstydu.

 

Magdalena Tereszczuk, Hello Zdrowie: Niedawno na jednej z grup na Facebooku natknęłam się na wpis mamy, której 11-letnia córka dostała pierwszą miesiączkę. Kobieta prosiła o porady, jakie podpaski wybrać, czy tampony są w tym wieku odpowiednie, jak rozmawiać z córką i czy w ogóle „robić z tego temat”. Pod postem szybko pojawiła się lawina komentarzy innych mam, pełnych wątpliwości i sprzecznych opinii. I to mnie zastanowiło. Skoro miesiączka jest naturalną, nierozerwalną częścią życia, to dlaczego wciąż budzi w nas tyle lęku? Czy jako kobiety mamy trudność z mówieniem o niej nawet naszym córkom?

Paula Wasiluk: Myślę, że jest to bardzo indywidualna kwestia. Ja sama jestem dość specyficzną osobą, ponieważ pracuję z tematem miesiączki, ale prawda jest taka, że jeszcze zanim się tym zajmowałam zawodowo, nigdy nie miałam z okresem problemu. Wiązało się to z moim wychowaniem i z tym, że moja mama nie traktowała miesiączki jako tematu tabu, mogłyśmy na ten temat normalnie porozmawiać. Ale te doświadczenia bywają bardzo różne. Są domy, w których o miesiączce mówi się w miarę neutralnie, może nie jest to najbardziej komfortowy temat, ale nie jest też objęty ciszą. I są domy, w których miesiączka w ogóle nie istnieje w rozmowie, nie jest poruszana, nie ma na nią miejsca. I to, w jakim domu dorastamy, bardzo mocno wpływa na to, jakie później mamy podejście do okresu.

A co mówią dane?

W 2020 roku Kulczyk Foundation wydała raport z badań, z których wynikało, że w około 42 proc. domów nie rozmawia się o miesiączce. To pokazuje, że dla wielu osób nie jest to obszar komfortu. Jednocześnie trudno to całkowicie uogólniać. Jest bardzo wiele kobiet i osób menstruujących, które problemu z rozmową o okresie nie mają, i to właśnie one, rozmawiając z przyjaciółkami, dziećmi czy innymi osobami w swoim otoczeniu, przenoszą dobre praktyki i budują większy komfort wokół tego tematu. Dzięki temu realnie coś się zmienia. Natomiast nie ma wątpliwości, że jako społeczeństwo moglibyśmy być w tym miejscu znacznie dalej.

Czy uważasz, że sytuacja w dużych miastach jest inna niż na przykład w małych miasteczkach lub wsiach?

Myślę, że duże znaczenie ma tutaj nie tylko obecność tematu w domu, ale i w szkole. Szkoła jest jednym z tych miejsc, w których można oswoić tę kwestię, zwłaszcza wtedy, gdy w domu rozmowy o miesiączce nie ma albo jest ona bardzo ograniczona. Z moich doświadczeń w Akcji Menstruacji wnioskuję, ponieważ nie widziałam na ten temat żadnych badań, że np. w dużych miastach częściej niż małych miejscowościach i wsiach podczas zajęć WDŻ realizowany był w ogóle temat menstruacji. Spodziewam się, że również w większych ośrodkach częściej prowadzony będzie nowy przedmiot – edukacja zdrowotna, który nie jest obowiązkowy.

Wiolka Walaszczyk, stand-uperka

Jednocześnie warto podkreślić, że miasto nie jest absolutnym wyznacznikiem. To nie jest tak, że w każdym domu w mieście o okresie rozmawia się swobodnie, otwarcie i pozytywnie. Zresztą miesiączka wcale nie musi być postrzegana jako coś pozytywnego, wystarczy, że będzie traktowana neutralnie. I podobnie, nie jest tak, że w mniejszych miejscowościach temat zawsze jest tabu. Co więcej, różne są też same sposoby mówienia o miesiączce. Na przykład moja babcia, która większość życia spędziła w małej miejscowości, widzi ją jako naturalny proces, część rytmu ciała. To zupełnie inne spojrzenie niż u mojej mamy, ale równie nienarzucające i spokojne. Dlatego powiedziałabym, że w miastach sytuacja bywa łatwiejsza, ale nie zawsze. Tych indywidualnych historii, domowych doświadczeń i sposobów rozmowy o miesiączce jest naprawdę bardzo wiele.

Zastanawiam się, co sprawia, że temat menstruacji wciąż bywa dla nas trudny. Oczywiście widzę, że bardzo dużo się zmienia, ale mam też poczucie, że pewne schematy nadal są obecne. Jeszcze nie tak dawno widziałam reklamę produktów menstruacyjnych, w których zamiast krwi, pokazywano niebieski płyn.

Ostatnio coraz częściej w reklamach pojawia się krew, a nie symboliczny niebieski płyn, ale rzeczywiście nie jest to jeszcze absolutny standard. Warto jednak zaznaczyć, że nie chodzi tu tylko o kwestię reklamy czy dyskursu publicznego. Bardzo symptomatyczne jest to, że jeszcze do niedawna testy chłonności produktów menstruacyjnych były prowadzone z użyciem wody, a nie płynu o gęstości i właściwościach zbliżonych do krwi. Pierwsze badania wykorzystujące taki realistyczny płyn pojawiły się dopiero w 2023 roku. I nagle okazało się, że rzeczywista chłonność wielu produktów jest niższa, niż zakładali producenci. To ostatecznie dowodzi, że menstruacja przez lata nie była traktowana poważnie nawet na poziomie badań i technologii.

Paula Wasiluk - Hello Zdrowie

Paula Wasiluk / Fot. archiwum prywatne

To wręcz szokujące.

Pracując z tematem ubóstwa menstruacyjnego, bardzo często zastanawiam się, skąd bierze się ten wstyd i dlaczego tak trudno jest nam o miesiączce rozmawiać. A bez rozmowy nie da się wprowadzać realnych zmian. Jeśli nie ma języka i widzialności, nie ma też rozwiązań systemowych. Badania Kulczyk Foundation z 2020 roku pokazują, że wiele mitów wokół menstruacji w Polsce funkcjonuje na styku dwóch obszarów: cielesności i seksualności. Z jednej strony mamy ogólne tabu związane z funkcjonowaniem ciała, z tym, że nie rozmawiamy o korzystaniu z toalety, o moczu, kale, wydzielinach, mimo że z perspektywy zdrowotnej są to niezwykle ważne sygnały. Z drugiej strony menstruacja automatycznie uruchamia skojarzenia z seksem, ciążą, genitaliami, intymnością. To wszystko sprawia, że temat jest bardzo silnie naładowany emocjonalnie. W efekcie trudno spojrzeć na miesiączkę po prostu jako na naturalny proces fizjologiczny, taki, który jeśli przebiega regularnie, jest często oznaką dobrego zdrowia i ważnym źródłem wiedzy o funkcjonowaniu organizmu.

Potencjalnie mogłaby to być zupełnie neutralna sprawa. Gdybyśmy częściej rozmawiały o cyklu, nie tylko z ginekologiem, ale też na przykład z lekarzem internistą czy nawet między sobą, mogłoby to realnie poprawiać nasze rozumienie własnego zdrowia. Ale żyjemy w społeczeństwie, w którym silne są także wpływy religijne i kulturowe, a wiele przekonań wynosimy z domu albo z pojedynczych doświadczeń z dzieciństwa. I nawet mając dziś wiedzę, bardzo trudno jest przebić się przez te głęboko zapisane emocjonalne warstwy. To często wymaga lat rozmów, pracy i oswajania tematu, żeby menstruacja stała się czymś lżejszym emocjonalnie.

Bardzo ważne jest, żeby w domu nie pojawiała się atmosfera: „o tym nie mówimy tacie”. To jest coś, co bardzo często przewija się w opowieściach o pierwszej miesiączce i co długofalowo potrafi być trudne

Jak, twoim zdaniem, powinna wyglądać rozmowa mamy z córką o pierwszej miesiączce?

Myślę, że bardzo dużo zaczyna się od przygotowania siebie. Warto na początku przyjrzeć się własnym doświadczeniom z miesiączką, emocjom, które się z nią wiążą, i zastanowić się, co chcemy przekazać dalej. To jest też dobry moment, żeby sprawdzić, czy sami i same czujemy, że mamy wystarczającą wiedzę, a jeśli nie, to ją pogłębić, jeszcze zanim dojdzie do rozmowy z dzieckiem.

Ja zawsze podkreślam, że miesiączka nie musi być czymś pozytywnym, w zupełności wystarczy, jeśli będzie neutralna. Ale przy pierwszej miesiączce, która dla dziecka bywa stresująca, dodanie odrobiny ciekawości i spokoju naprawdę robi różnicę. Dla dziecka nagłe pojawienie się krwi, kojarzonej z bólem czy zagrożeniem, może być przerażające, więc każda emocjonalna miękkość bardzo pomaga.

Jeśli chodzi o same rozmowy z dziećmi, jestem ogromną fanką zaczynania jak najwcześniej, ale nie w formie jednej, długiej pogadanki. Prowadziłam warsztaty dla dzieci w bardzo różnym wieku i nawet sześciolatki są tym tematem autentycznie zaciekawione. Oczywiście nie rozumieją jeszcze wszystkich procesów fizjologicznych, ale bardzo naturalnie się z tym oswajają. Najlepiej działa codzienność i na przykład mówienie mimochodem „mam okres i dziś trochę gorzej się czuję”, niechowanie na siłę produktów menstruacyjnych czy drobne zdania rzucone przy rodzinnych rozmowach. Takie małe sygnały, powtarzane przez lata, pokazują dziecku, że miesiączka jest częścią życia, a nie czymś wstydliwym. To buduje świetny grunt pod późniejsze, bardziej konkretne rozmowy.

Maja Kotala / fot. Sewing Together

Bardzo ważne jest też, żeby porozmawiać o pierwszej miesiączce, jeszcze zanim ona nadejdzie. To daje dzieciom poczucie przygotowania, bo już wiedzą, jak założyć podpaskę, mają ją w plecaku, wiedzą, co zrobić, jeśli okres pojawi się w szkole, na obozie czy na wyjeździe. Wiele osób właśnie w takich sytuacjach przeżywa pierwszą miesiączkę, a rozmowa „na gorąco”, przez telefon, bywa wtedy bardzo intensywna. Wcześniejsze przygotowanie daje spokój i dziecku, i rodzicowi.

I warto pamiętać, że rozmowa o miesiączce nie istnieje w próżni. Ona jest częścią szerszego dyskursu o zmieniającym się ciele, o wzroście, o piersiach, o owłosieniu, o wszystkich tych intensywnych zmianach okresu dojrzewania. Regularne pytanie dzieci, jak się z tym czują, i rozbrajanie wstydu wokół ciała naprawdę bardzo pomaga. Nawet przy najlepszym przygotowaniu pierwsza miesiączka może być stresująca, i to jest w porządku. Moja mama bardzo otwarcie ze mną o tym rozmawiała, byłam nawet podekscytowana, że w końcu będę miała okres, a mimo to, kiedy faktycznie się pojawił, i tak się rozpłakałam. Te emocje po prostu są. Ale ogromną różnicę robi to, że dziecko od lat widzi, nie tylko w słowach, ale i w zachowaniach, że nie ma się czego wstydzić. I to naprawdę bardzo pomaga przejść przez ten moment.

W polskim kontekście kulturowym bardzo często razem z informacją o miesiączce natychmiast pojawia się też myśl o seksualności. Dla wielu mam to pierwszy moment, w którym uświadamiają sobie, że ich córka, czysto biologicznie, mogłaby zajść w ciążę. (...) To napięcie, może nawet niepokój, potrafią bardzo szybko wejść do rozmowy

Myślę, że naprawdę ważne jest to, co już powiedziałaś, czyli żeby najpierw przyjrzeć się sobie i swoim emocjom związanym z tematem miesiączki, a dopiero później rozmawiać z dzieckiem.

Zgadzam się. Uważam, że bardzo dobrym punktem wyjścia jest przyjrzenie się własnym doświadczeniom i zastanowienie się, jakie emocje towarzyszyły naszym pierwszym rozmowom o miesiączce w domu, w szkole, wśród rówieśników i co nam w nich odpowiadało, a co budziło dyskomfort. To pozwala lepiej zrozumieć, czego same chcemy unikać, a co warto przekazać dalej.

Dla mojego pokolenia na przykład bardzo charakterystyczne były szkolne „pogadanki edukacyjne”, w których zamiast realnej rozmowy pojawiały się wizyty przedstawicielek firm od podpasek. Dziewczynkom rozdawano produkty, zeszyty do zapisywania cyklu, często na kłódkę, a wszystko odbywało się w atmosferze tajemnicy i zawstydzenia. Wiedząc dziś, co było w tym trudne, łatwiej jest nie powielać tych schematów.

Jednocześnie mam poczucie, że już samo zainteresowanie tematem i intencja rozmowy z dziećmi jest ogromnym krokiem. Moment, w którym rodzic myśli: „chcę porozmawiać, chcę się przygotować”, to w gruncie rzeczy znaczna część sukcesu. To buduje otwartość i sygnał dla dziecka, że może przyjść z pytaniami, nawet jeśli my nie znamy wszystkich odpowiedzi. Równocześnie warto zaufać sobie jako rodzicowi, bo to my najlepiej znamy swoje dzieci. Wiemy, co może być dla nich trudne, jakie mają wrażliwości i doświadczenia. Jeśli dziecko na przykład bardzo boi się krwi, być może warto zacząć rozmowę właśnie od niej, jeszcze zanim przejdziemy do rozmowy o menstruacji jako procesie. Budowanie tej wiedzy krok po kroku, w tempie dziecka, często jest dużo skuteczniejsze. I wreszcie, obserwowanie, co dla dziecka jest komfortowe, a co nie, daje nam ogromną ilość informacji o tym, jak prowadzić te rozmowy dalej. Nie ma jednego gotowego przepisu na rozmowę o miesiączce. Są za to dobre intencje, uważność i elastyczność i to one robią największą różnicę.

Warto unikać przewidywania przyszłości za osobę, która właśnie dostała pierwszą miesiączkę, zarówno w wersji „gratulacje, teraz jesteś kobietą”, jak i w wersji „no to teraz się zacznie”

No dobrze, mamy już ten dzień, kiedy nasza córka dostaje pierwszą miesiączkę. Jakich tekstów powinnyśmy wtedy unikać?

Warto unikać przewidywania przyszłości za osobę, która właśnie dostała pierwszą miesiączkę, zarówno w wersji „gratulacje, teraz jesteś kobietą”, jak i w wersji „no to teraz się zacznie”. Osobiście nie przepadam za łączeniem miesiączki z poczuciem kobiecości. Te rzeczy wcale nie muszą iść w parze, wiele osób, które nie miesiączkują, czuje się bardzo kobieco, i odwrotnie. Poza tym refleksja nad kobiecością często pojawia się w zupełnie innym momencie niż pierwsza miesiączka. Wrzucanie tego wszystkiego naraz może być dla kilkunastoletniej osoby bardzo przytłaczające. Hasło „teraz jesteś kobietą” niesie ze sobą ogromny ładunek znaczeń, oczekiwań i odpowiedzialności, nawet jeśli wypowiadane jest w dobrej intencji. Z drugiej strony, mówienie od razu „teraz zobaczysz, jak to jest, teraz będzie ciężko” też ustawia bardzo negatywne oczekiwania. Jasne, miesiączka bywa trudna, nawet u zupełnie zdrowych osób, ale nie powinna być automatycznie kojarzona z bólem i cierpieniem przez kolejne kilkadziesiąt lat. Takie narracje sprawiają później, że łatwiej akceptujemy rzeczy, które nie są normą, na przykład silny ból, który powinien być diagnozowany, a nie normalizowany.

Dlatego, tak jak już powiedziałam, najbliższe jest mi podejście neutralne, bez wielkich gratulacji, bez straszenia, bez nadawania temu momentowi znaczeń, które dziecko dopiero musiałoby unieść. Ale stawiajmy dziecko w centrum i przyglądajmy się. Bo każde reaguje inaczej. Jedne są podekscytowane, inne zestresowane, jeszcze inne potrzebują czasu, żeby to wszystko przetworzyć same. I to jest w porządku. Choć dla wielu mam pierwsza miesiączka bywa doświadczeniem bardzo „łączącym” i wspólnotowym, warto sprawdzić, czego w danym momencie potrzebuje córka. Zamiast narzucać reakcję, lepiej zapytać: „Jak się czujesz?”, „Czego teraz potrzebujesz?”, „Chcesz być sama czy razem?”, „Chcesz się przytulić?”.

To, co wydaje mi się kluczowe psychologicznie, to poczucie sprawczości. Miesiączka jest czymś, co po prostu się wydarza, nie jest decyzją dziecka. Dlatego pokazanie, że w tej sytuacji ma kontrolę nad tym, co dalej się dzieje, jest bardzo wspierające. Może decydować, czy chce porozmawiać, czy nie, jakiego produktu użyć, czy chce przypomnieć sobie, jak go założyć. Nawet takie drobne pytania przywracają poczucie kontroli nad własnym ciałem. Z wielu historii o pierwszej miesiączce przebija właśnie uczucie bezradności, bycia poddanym temu, co się dzieje. I mam poczucie, że to jest ten element, który dla wielu osób był najtrudniejszy. Dlatego jeśli miałabym wskazać jedną najważniejszą rzecz, na którą warto zwrócić uwagę w tym dniu, to byłoby to właśnie oddanie dziecku podmiotowości, spokoju i poczucia, że to ono decyduje, jak chce przez ten moment przejść.

Poppy, młoda kobieta, która ma okres od prawie 1000 dni

Czy są jakieś typowe błędy, które mamy popełniają w rozmowach z dziećmi o pierwszej miesiączce? Wspominałaś, że prowadzisz warsztaty w szkołach i pracujesz bezpośrednio z dziewczynkami. Czy docierają do ciebie historie „z pierwszej ręki”, sytuacje, w których dzieci mówią wprost, że coś w tej pierwszej rozmowie było dla nich trudne  albo po prostu nie w porządku?

Mam takie poczucie, że bardzo rzadko docierają do mnie historie o tym, że coś było nie tak od razu, w momencie pierwszej rozmowy. Częściej te refleksje pojawiają się po latach, w retrospekcji. Na przykład wtedy, gdy ktoś usłyszy cudzą historię i nagle zaczyna się zastanawiać, jak to było u niego. I wtedy czasem przychodzą takie momenty olśnienia, że faktycznie, może coś z tamtej pierwszej rozmowy miało znaczenie dla tego, jak dziś podchodzę do miesiączki. Natomiast na szczęście bardzo często słyszę też historie o tym, co było dla dzieci wspierające i dobre. Takie bardzo konkretne, czułe rzeczy, że mama przytuliła, kiedy dziecko powiedziało, że się stresuje, że pokazała różne produkty menstruacyjne i powiedziała, że nic nie jest obowiązkowe, że dała wybór i poczucie bezpieczeństwa. Te historie są super indywidualne, ale łączy je jedno: dzieciaki czują się w nich zauważone w swoich potrzebach.

To świetnie.

Często pojawiają się też opowieści o rozmowach wokół rzeczy, które dla dzieci są naprawdę ważne: czy będę mogła dalej chodzić na basen, trenować sport, robić to, co lubię? I samo to, że ktoś usiadł i spokojnie z nimi to przegadał, bez straszenia, bez odbierania im sprawczości, zostaje bardzo pozytywnie zapamiętane. Że było miejsce na spacer, na poczytanie, na sprawdzenie, jak to działa w praktyce.

A jednocześnie warto pamiętać, że nikt nie jest perfekcyjny. Wychowywanie dzieci to nie jest proces bezbłędny. Nawet jeśli podczas tej pierwszej rozmowy coś nam nie wyjdzie, coś powiemy nie tak albo damy się ponieść własnemu stresowi, to naprawdę bardzo niewiele rzeczy jest nie do naprawienia. To nie jest tak, że pojawia się pierwsza miesiączka, odbywa się jedna rozmowa i temat jest zamknięty. Wręcz przeciwnie, te rozmowy dopiero się zaczynają. Pierwsze lata miesiączkowania bywają intensywne, bo cykl często jest nieregularny, mogą pojawić się bóle, różne wątpliwości, zmiany. Dlatego bardzo ważne jest bycie „na bieżąco”, robienie co jakiś czas takiego prostego check-in: „Jak się z tym czujesz?”, „Czy wszystko jest okej?”, „Czy coś cię martwi?”. A jeśli po czasie pojawi się refleksja, że coś można było zrobić inaczej, to też warto to nazwać. Powiedzieć: „Myślałam ostatnio o tej naszej pierwszej rozmowie, może mogłam powiedzieć ci więcej, może czegoś nie zauważyłam”. Taka szczerość i gotowość do powrotu do tematu jest często bardzo wzmacniająca. Bo ostatecznie to, co naprawdę robi różnicę, to nie perfekcyjna pierwsza reakcja, tylko długofalowa uważność i traktowanie potrzeb dziecka na serio, zwłaszcza wtedy, gdy coś zaczyna być trudne.

Bardzo ważne jest, żeby porozmawiać o pierwszej miesiączce, jeszcze zanim ona nadejdzie. To daje dzieciom poczucie przygotowania, bo już wiedzą, jak założyć podpaskę, mają ją w plecaku, wiedzą, co zrobić, jeśli okres pojawi się w szkole, na obozie czy na wyjeździe

Ta pierwsza rozmowa o miesiączce może nie pójść idealnie też z tego powodu, że może towarzyszyć nam, mamom coś w rodzaju wzruszenia, że to „już”.

Pełna zgoda. Myślę, że bardzo dużo tego, co bywa trudne w rozmowach o pierwszej miesiączce, bierze się z silnych emocji rodziców. To często moment, który uruchamia w nich własne wspomnienia, przeżycia i doświadczenia z dzieciństwa. Pojawia się poczucie, że zaczyna się nowy etap, nie tylko w życiu córki, ale też w samej relacji. I to jest zupełnie naturalne.

W polskim kontekście kulturowym bardzo często razem z informacją o miesiączce natychmiast pojawia się też myśl o seksualności. Dla wielu mam to pierwszy moment, w którym uświadamiają sobie, że ich córka, czysto biologicznie, mogłaby zajść w ciążę. I nawet jeśli nie jest to wypowiadane wprost, to napięcie, może nawet niepokój, potrafią bardzo szybko wejść do rozmowy. Pojawia się myślenie o przyszłości, o aktywności seksualnej, o zagrożeniach, często dużo wcześniej, niż dziecko jest na to gotowe. I to właśnie tu czasem pojawia się trudność, nie dlatego, że rodzice chcą źle, ale dlatego, że w jednym momencie próbują pomieścić zbyt wiele nowych znaczeń. Zmienia się ciało dziecka, zmienia się dynamika relacji, pojawiają się tematy, które dla dorosłych są obciążające emocjonalnie. To wszystko może sprawić, że rozmowa staje się cięższa, bardziej napięta, niż faktycznie musi być.

Rozmawiamy głównie o matkach i córkach, a jak to jest z ojcami? Czy ich zaangażowanie w temat pierwszej miesiączki jest równie ważne?

Mój tata był tak samo zaangażowany w moje dojrzewanie jak moja mama i dla mnie to było bardzo ważne doświadczenie. Mam poczucie, że później, już w dorosłych relacjach, bardzo mi to pomogło w byciu szczerą, w niewstydzeniu się tematów związanych z ciałem czy emocjami. Ale jednocześnie wiem, że nie zawsze tak jest i że nawet jeśli tata chce być bardzo zaangażowany, to córka może odczuwać pewną „inność” tej relacji, właśnie dlatego, że to jest tata, a nie mama. Dlatego uważam, że tata w tej sytuacji absolutnie powinien zachowywać się bardzo podobnie jak mama.

Wszystkie te zasady, o których mówiłyśmy wcześniej, czyli neutralność, uważność, zadawanie pytań, oddawanie decyzyjności dziecku, one są w pełni uniwersalne. Kluczowe jest jednak to, jak ta relacja wyglądała wcześniej i jak dziecko ją postrzega. Czasem pojawia się wstyd wynikający nie z braku bliskości, ale po prostu z różnicy płci, i to też trzeba uszanować. Jednocześnie bardzo ważne jest, żeby w domu nie pojawiała się atmosfera: „o tym nie mówimy tacie”. To jest coś, co bardzo często przewija się w opowieściach o pierwszej miesiączce i co długofalowo potrafi być trudne. Dlatego ogromną rolą ojców jest budowanie od samego początku takiego poczucia, że nie ma tematów zakazanych tylko dlatego, że są „kobiece”.

Dla dziecka nagłe pojawienie się krwi, kojarzonej z bólem czy zagrożeniem, może być przerażające, więc każda emocjonalna miękkość bardzo pomaga

I to znowu zaczyna się dużo wcześniej niż w dniu pierwszej miesiączki. Tata powinien być obecny w rozmowach o dojrzewaniu od samego początku, o zmianach w ciele, o trądziku, o wzroście, o wszystkim tym, co jeszcze nie jest obciążone dużym wstydem. To buduje zaufanie i normalizuje rozmowę o ciele, zanim pojawią się trudniejsze tematy.

W samym dniu pierwszej miesiączki bardzo ważne jest oddanie dziecku decyzyjności. Tata może zapytać: „Jak się czujesz?”, „Czego ode mnie teraz potrzebujesz?”. I jeśli odpowiedź brzmi: „chciałabym być teraz tylko z mamą”, to naprawdę nie jest coś, co należy brać do siebie. To nie oznacza odrzucenia ani zamknięcia relacji. To jest po prostu informacja o potrzebach w danym momencie. Jednocześnie nawet wtedy tata może być wspierający na inne sposoby, zadbać o atmosferę w domu, przygotować ulubiony obiad, zrobić coś, co sprawi, że ten dzień będzie po prostu bardziej komfortowy. Tych drobnych, czułych gestów jest bardzo dużo.

I bardzo ważne jest, żeby ojcowie nie wycofywali się po jednej takiej sytuacji. Nawet jeśli w tym konkretnym dniu dziecko woli być bliżej mamy, warto później wracać z pytaniem, być proaktywnym, dawać sygnał: „Jestem, może chcesz pogadać?”. Dla wielu młodych osób to właśnie bywa najtrudniejsze, samodzielne rozpoczęcie rozmowy o czymś wstydliwym czy niepokojącym. Dlatego to dorośli powinni pamiętać o dawaniu przestrzeni na pytania, stresy i wątpliwości. Bo wsparcie w dojrzewaniu nie polega na idealnej reakcji jednego dnia, tylko na długofalowej obecności i gotowości do rozmowy, niezależnie od tego, czy jest się mamą, czy tatą.

… czy bratem.

No właśnie. Myślę, że im więcej wspólnych rozmów o miesiączce i ciele, tym lepiej. Sama, prowadząc warsztaty, jestem dużą fanką grup mieszanych. Oczywiście na początku często pojawia się pewna bariera „tu są chłopcy, tu są dziewczyny”  i ta atmosfera bywa trochę sztywna, ale da się ją przełamać. A im dzieci są młodsze, tym łatwiej to zrobić, bo nie zdążyły jeszcze w pełni przejąć społecznych tabu. W pewnym sensie możemy je w tym wyprzedzić. To samo dotyczy domu i rodzeństwa. Wspólne rozmowy przy stole, mówienie mimochodem o okresie, o tym, że mama gorzej się czuje i na przykład dziś tata przejmuje część jej obowiązków, to wszystko bardzo normalizuje temat. Pokazuje, że miesiączka jest częścią codziennego życia, a nie czymś tajnym czy zakazanym dla części domowników.

Jednocześnie pierwszy okres jest bardzo indywidualnym i intensywnym doświadczeniem. Dlatego w tym konkretnym momencie najważniejsze jest skupienie całej uwagi na osobie, która go przeżywa. Jeśli wydaje się, że obecność brata w tych pierwszych rozmowach byłaby wspierająca – super, nie ma żadnych przeciwwskazań. Ale jeśli córka woli intymność i spokój, to jej potrzeby powinny być absolutnie na pierwszym miejscu. Ważne jest też to, co dzieje się zaraz potem. Fajnie, żeby temat został w miarę szybko oswojony również z rodzeństwem, oczywiście w sposób nienaruszający prywatności. Zamiast tajemnicy w stylu „nie mówimy nikomu”, lepiej zapytać córkę: „Jak chcesz, żeby to było?”, „Czy chcesz powiedzieć sama, czy razem?”. To znowu oddaje jej decyzyjność.

Jasne, miesiączka bywa trudna, nawet u zupełnie zdrowych osób, ale nie powinna być automatycznie kojarzona z bólem i cierpieniem przez kolejne kilkadziesiąt lat. Takie narracje sprawiają później, że łatwiej akceptujemy rzeczy, które nie są normą, na przykład silny ból, który powinien być diagnozowany, a nie normalizowany

To może być też dobry moment, żeby porozmawiać z bratem o jego roli. O tym, że on sam nie będzie mieć okresu, ale będzie żył w świecie, w którym miesiączkują jego koleżanki, siostra, mama, a w przyszłości być może partnerka. Że fajnie mieć przy sobie podpaskę „na wszelki wypadek”, że nie ma się z czego śmiać i że wspieranie nie polega na wielkich gestach, tylko na normalności i szacunku. Nie chodzi o to, żeby ktoś „skakał” wokół osoby mającej okres ani żeby każdorazowo robić z tego wydarzenie. Chodzi o komunikat, że to jest normalne, to jest część życia i każdy z nas w jakiś sposób w tym uczestniczy. Dlatego powiedziałabym tak: jestem ogromną fanką wspólnych rozmów i wspólnej normalizacji tematu. Ale w dniu pierwszej miesiączki, i tu nie ma wyjątku, centrum uwagi, decyzji i tempa zawsze powinna być osoba, która właśnie przez to przechodzi.

Porozmawiajmy o produktach menstruacyjnych, bo wiem, że niektóre mamy paradoksalnie czują się zagubione w tym temacie. Czy są jakieś ograniczenia, o których powinnyśmy pamiętać? Czy jest coś, czego lepiej nie używać na początku?

Osoby miesiączkujące mogą używać dokładnie takich produktów, jakie im pasują. Oczywiście na rynku są specjalne linie produktów skierowane do młodszych osób. Często są one lepiej dopasowane rozmiarem, podpaski bywają dłuższe z tyłu, bardziej zabezpieczone przed przeciekaniem, co ma sens na początku, kiedy jeszcze uczymy się swojego ciała i tego, jak najlepiej umiejscowić podpaskę czy wkładkę. Jeśli chodzi o tampony, dostępne są wersje z aplikatorami, które dla wielu osób są po prostu łatwiejsze w użyciu i to nie jest rozwiązanie tylko dla początkujących. Jeśli coś działa i jest wygodne, to nie ma żadnego powodu, żeby z tego rezygnować później. Ja sama na przykład nie lubię tamponów bez aplikatora i korzystam z tych z aplikatorem do dziś.

Bardzo ważne jest też to, żeby pokazać dziecku, że tych opcji jest więcej. Że można spróbować podpasek, wkładek, tamponów, teraz albo później i że nic nie jest na zawsze.  Moja mama po latach mówiła, że żałuje jednego, że na początku nie miałyśmy większego zestawu różnych produktów do testowania. Jestem jedynaczką, więc to, co mi nie pasowało, po prostu zostawało. A dziś moja mama myśli, że można było się skrzyknąć z innymi mamami i kupić po kilka różnych produktów, żeby każda z ich córek mogła spokojnie sprawdzić, co jej odpowiada. I myślę, że to też jest fajna wskazówka, rozmowy z innymi rodzicami naprawdę mogą pomóc, zwłaszcza jeśli sami dopiero uczymy się tej tematyki. Nie bez powodu najczęściej przy pierwszych cyklach wybiera się podpaski lub wkładki. Ich użycie jest po prostu prostsze i mniej stresujące, nie wymagają wkładania niczego do ciała, co dla wielu osób na początku bywa trudne albo niekomfortowe. Ale jednocześnie, jeśli ktoś chce od razu spróbować tamponów, nie ma ku temu medycznych przeciwwskazań. Najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, komfortu i własnej decyzji.

A jak w temacie pierwszej miesiączki może wspierać uczniów szkoła?

Przede wszystkim zaczyna się to od rzetelnej edukacji menstruacyjnej. Otwarte mówienie o tych tematach w szkole i pokazywanie, że są one częścią doświadczenia bardzo wielu osób w tej społeczności, jest ogromnie ważne. I nie tylko dlatego, że przekazuje się wiedzę podręcznikową. Umówmy się, często jest tak, że dzieci niekoniecznie chcą się uczyć czegoś tylko dlatego, że jest to w programie. Ale to, co dzieje się wokół lekcji, czyli rozmowy z rówieśnikami, wymiana doświadczeń, pytania typu „a ty już miałaś?”, „a jak to u ciebie było?”, to właśnie tam zachodzi ogromna część oswajania tematu. Sama obecność menstruacji i dojrzewania w szkole wysyła sygnał, że jest to przestrzeń, w której można o tym rozmawiać. Dlatego tak ważne jest, żeby ta edukacja była skierowana zarówno do dziewczynek, jak i do chłopców. To nie jest wiedza dla jednej grupy, to jest wiedza o ciałach, relacjach i codziennym funkcjonowaniu ludzi.

Ale szkoła to nie tylko lekcje. To też atmosfera i konkretne rozwiązania systemowe. Dla mnie jednym z najważniejszych elementów są ogólnodostępne środki menstruacyjne w szkolnych toaletach. Oczywiście ma to ogromne znaczenie w kontekście różnych sytuacji społeczno-ekonomicznych, ale nawet abstrahując od tego, okres po prostu potrafi zaskoczyć. Sama świadomość, że w szkole zawsze można pójść i wziąć podpaskę, sprawia, że to miejsce staje się bezpieczniejsze i bardziej komfortowe.

Bardzo często w historiach, które słyszę podczas warsztatów, pojawia się też temat WF-u. To niestety jedna z sytuacji, w której dzieci doświadczają braku zaufania. Sytuacje, w których uczennica mówi, że ma okres i gorzej się czuje, a nauczyciel jej nie wierzy i każe ćwiczyć, są naprawdę bardzo trudne. Już samo zdobycie się na odwagę, żeby powiedzieć o miesiączce dorosłemu, bywa stresujące, a zakwestionowanie tego doświadczenia potrafi być bardzo raniące. I to nie jest tylko problem „menstruacyjny”, ale w ogóle problem podejścia do zdrowia i sygnałów płynących z ciała. Dlatego otwartość i elastyczność nauczycieli WF-u jest ogromnie ważna. Czasem wystarczy zaproponować lżejsze ćwiczenia, rozciąganie albo po prostu dać dziecku wybór. To jest rozwiązanie, które jest fair wobec wszystkich uczniów, a jednocześnie uwzględnia realne samopoczucie danej osoby.

No i wreszcie bardzo dużą rolę odgrywa widoczność tematu w przestrzeni szkolnej. Kiedy realizujemy akcje zapewniania środków menstruacyjnych, plakaty informacyjne, zaangażowanie szkoły, a czasem nawet dodatkowe zbiórki organizowane przez społeczność, robią ogromną różnicę. To buduje komunikat, że w tej szkole jest miejsce na rozmowę o okresie. Co ciekawe, bardzo często to działa też w drugą stronę – rodzice, widząc, że szkoła podejmuje ten temat, czują się bardziej zachęceni do rozmów w domu. I nagle menstruacja przestaje być czymś wstydliwym, a zaczyna być po prostu jednym z elementów codziennego życia, o którym można i warto rozmawiać. I dokładnie o to w tym wszystkim chodzi.

 

Paula Wasiluk – działaczka społeczna i edukatorka, Prezeska Zarządu i Kierowniczka Zespołu Komunikacji i Edukacji w Fundacji Akcja Menstruacja. Wyróżniona przez Forbes Women i Fundację SEXEDPL jako jedna ze 100 Osób Wspierających Edukację Seksualną w Polsce. Aktywistka Inicjatywy WSCHÓD. Absolwentka polityki społecznej, a obecnie studentka socjologii w ramach Kolegium MISH na Uniwersytecie Warszawskim.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

i
Treści zawarte w serwisie mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią porady lekarskiej. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.
Podoba Ci
się ten artykuł?