Przejdź do treści

Hantawirus dotarł do Europy. Szef WHO: „Nie ma żadnych oznak, że obserwujemy początek wybuchu większej epidemii”

na zdjęciu: jeden z pasażerów statku MV Hondius - Hello Zdrowie
Jeden z pasażerów statku MV Hondius /fot. Chris McGrath , Getty Images
Podoba Ci
się ten artykuł?

WHO uspokaja, że hantawirus, który pojawił się na pokładzie holenderskiego statku, nie stwarza ogólnoświatowego zagrożenia. Jak zaznacza dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia, sytuacja może się jednak zmienić. „Biorąc pod uwagę długi okres inkubacji wirusa, możliwe, że w nadchodzących tygodniach zobaczymy więcej przypadków” – wyjaśnia Tedros Adhanom Ghebreyes w odpowiedzi na doniesienia o coraz większej liczbie zarażeń hantawirusem. Emocje wokół sprawy potęguje fakt, że pojawiły się również doniesienia o ognisku zakażeń innym, stanowczo mniej niebezpiecznym, wirusem i na innym statku.

Hantawirus – skąd wziął się tajemniczy wirus?

147 osób na pokładzie statku MV Hondius, 23 różne narodowości, 8 potwierdzonych przypadków zarażenia, 3 zgony. Tak w tej chwili wygląda sytuacja przedstawiona za pomocą liczb. Stoją za nimi strach, niepewność i chaos informacyjny.

Hantawirus nie jest nowym wirusem, znany jest już od lat. Kiedyś jednak uważano, że może przenosić się tylko poprzez kontakt z gryzoniami (myszami, szczurami czy nornicami). Narracja na ten temat zmieniła się 30 lat temu, kiedy w wiejskich społecznościach Patagonii w Argentynie naukowcy po raz pierwszy udokumentowali możliwość migracji wirusa z człowieka na człowieka. Teza ta potwierdziła się 10 lat lat temu, w tej samej części kraju, kiedy podczas przyjęcia urodzinowego doszło do zarażenia hantawirusem. W jego wyniku zmarło 11 osób.

Temat wraca teraz przy okazji rejsu statku pasażerskiego, który 20 marca wypłynął z Ushuaia w Argentynie – najbardziej wysuniętego na południe miasta na świecie. Na początku kwietnia u pasażerów pojawiły się objawy grypopodobne, żołądkowo‑jelitowe, które szybko przechodziły w ciężkie zapalenie płuc.

Pod koniec kwietnia na pokładzie statku MV Hondius, w rejonie Wyspy św. Heleny zmarł 70-letni Holander. Potem pojawiły się kolejne dwa zgony, w tym żony 70-latka. 2 maja WHO rozpoczęło postępowanie w sprawie „ciężkiej choroby oddechowej” na statku. W jego wyniku stwierdzono, że to, co spowodowało śmierć pasażerów, to hantawirus (szczep Andes). Jednak Światowa Organizacja Zdrowia oceniła, że ryzyko zarażenia globalnego jest niewielkie i nie zaleciła żadnych ograniczeń w podróżach.

Po wykryciu hantawirusa na pokładzie statku MV Hondius rejs został formalnie przerwany, a na pokładzie wdrożono wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa, żeby wirus nie rozprzestrzenił się dalej po wyjściu pasażerów na ląd. Zadbano o izolację, kontrolę objawów i dokładną dezynfekcję kabin.

Kobieta płynie łódką

Hantawirus – ze statku na ląd

Po przerwaniu rejsu WHO wydało komunikat, w którym potwierdza 8 przypadków zarażenia hantawirusem (rozszerzając w ten sposób informacje z pierwszej noty, w której mowa jest o 7 przypadkach). Światowa Organizacja Zdrowa uspokaja jednocześnie wszystkich, u których pojawiły się skojarzenia z pandemią COVID-19: to inna sytuacja i dwa różne wirusy, zachowujące się w odmienny sposób. W przypadku hantawirusa zagrożenie zarażeniem pojawia się przy długotrwałym, bliskim kontakcie z zakażoną osobą.

9 maja statek zacumował na Teneryfie w Hiszpanii, gdzie ewakuowano 94 osoby. Rozdzielają się, żeby udać się na swoje loty czarterowe, wszyscy w restrykcyjnych środkach ochronnych. Część z nich – w kapsułach bioizolacyjnych.

W tym momencie dystans pomiędzy hantawirusem a Polską zaczął się skracać. Do sanepidu trafiła informacja, że Polak mógł mieć kontakt na lotnisku z jednym z zakażonych pasażerów statku.

Obecnie jest on pod obserwacją epidemiologiczną, ale nie wykazuje żadnych objawów. Rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego Marek Waszczewski zaprzecza, jakoby był on „pacjentem zero”. Z kolei Miłosz Parczewski, krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych, uspokaja w rozmowie z Rynkiem Zdrowia: „Żaden oddział zakaźny w Polsce nie raportował zakażeń hantawirusowych, które by były w jakikolwiek sposób zagrożeniem dla naszych obywateli”.

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy pojawiła się informacja o Polaku objętym nadzorem epidemiologicznym, napływały doniesienia o kolejnych przypadkach zakażeń, m.in. w USA, Francji i Hiszpanii. W jednej z holenderskich klinik zdecydowano się na zapobiegawczą kwarantannę 12 pracowników po tym, jak przy opiece nad pacjentem zakażonym hantawirusem nie zadbano o zaostrzone procedury bezpieczeństwa.

Obecnie pod obserwacją epidemiologiczną są osoby z 23 krajów. W każdym z nich, również z Polsce, trwają poszukiwania osób, które mogły mieć kontakt z pasażerami statku. Jak podkreśla w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny, w skali świata może być to nawet kilka tysięcy osób. Z każdą z nich trzeba przeprowadzić szczegółowy wywiad i sprawdzić, czy nie ma objawów choroby.

Szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus ciągle podkreśla, że nie ma powodów do paniki, choć według niego to jeszcze nie koniec informacji o zakażeniach wirusem.

„W tej chwili nie ma żadnych oznak, że obserwujemy początek wybuchu większej epidemii, ale oczywiście sytuacja może się zmienić. A biorąc pod uwagę długi okres inkubacji wirusa, możliwe, że w nadchodzących tygodniach zobaczymy więcej przypadków” – wskazuje dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia.

Na razie nie wiadomo więc, ile dokładnie osób mogło zarazić się hantawirusem. Nie wiadomo też ciągle, czy do pierwszego zarażenia doszło jeszcze na lądzie, czy już na pokładzie statku.

Budowa wirusów i choroby, jakie wywołują te drobnoustroje

Kolejny pechowy rejs

Ostatnio pojawiły się też doniesienia o innym pechowych rejsie – tym razem na statku Caribbean Princess. I choć pojawił się tam zupełnie inny, mało groźny, wirus, to też narobił sporo zamieszania.

Mowa o norowirusie – to często spotykana „jelitówka”, która powoduje wymioty i biegunkę. Jak podaje Amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC), norowirusem zaraziło się 102 pasażerów i 13 członków załogi statku Caribbean Princess. Na pokładzie liniowca były w sumie ponad 4 tys. osób. Wśród nich również Polacy, m.in. projektant Marcin Paprocki.

Osoby chore zostały odizolowane od reszty i pobrano od nich materiał do badań. Wprowadzono też zaostrzone przepisy dotyczące higieny, takie jak dezynfekcja rąk przed wejściem do restauracji oraz przy wchodzeniu na pokład i schodzeniu na ląd.

Kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze informacje o zakażeniach nie obyło się bez chaosu i strachu. Damian Haberny stwierdził w rozmowie z TVN24, że „na początku było trochę paniki”.

„Gdy dowiedzieliśmy się,  że coś wisi w powietrzu, to tak naprawdę nie wiedzieliśmy jeszcze, co to jest. Gdzieś tam jakąś drogą pantoflową ktoś szeptał, że jest jakiś wirus. Ludzie nie wiedzieli, z czym to się je, chodzili w maseczkach, w rękawiczkach. Naciskali przyciski od windy przez chusteczkę, za bardzo nie chcieli skupiać się w większych grupach. Teraz już jest trochę to poluzowane, bo nawet dzisiaj na basenie było mnóstwo ludzi – relacjonował mężczyzna.

Nie było już jednak takiej frajdy z podróży, jak wcześniej. Tym bardziej, że wirus na statku spowodował, że podróżni nie byli wpuszczani do niektórych portów. Finalnie, po 14 dniach rejsu statek dopłynął w poniedziałek, 11 maja, do Portu Canaveral na Florydzie. Tam przeszedł gruntowne czyszczenie i dezynfekcję.

Eksperci podkreślają: istotne jest, żeby nie mylić norowirusa z rzadszym i groźniejszym hantawirusem. Apelują też o to, aby nie panikować i korzystać z rzetelnych źródeł, śledząc informacje.

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

i
Treści zawarte w serwisie mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią porady lekarskiej. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.
Podoba Ci
się ten artykuł?