Przejdź do treści

5 powodów, dla których warto być pesymistą

Ilustracja: Izabela Dudzik | www.izadudzik.pl
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Agnieszka Hyży
Agnieszka Hyży: nie oszukujmy siebie i całego świata słodkimi historyjkami jak z reklamy o pięknym bobasku
Joanna Kurowska o żałobie i wsparciu terapeutycznym. „To żaden wstyd, gdy człowiek szuka pomocy”
Meghan Markle i książe Harry
Meghan Markle podróżuje samolotem. Nasz ekspert odpowiada, czy latanie jest bezpieczne dla ciąży?
Główny Inspektor Sanitarny: teorie przeciwników szczepień to szarlataneria
Anja Rubik przekazuje 1000 książek „#SEXEDPL” do polskich szkół

Wszyscy każą myśleć pozytywnie. Optymizm podobno zawsze się opłaca. Pesymistyczne nastawienie do świata bywa zaś uznawane za wadę. Tymczasem – jakkolwiek to zabrzmi – pesymizm ma wiele zalet.

Blogi i gazety pękają w szwach od porad dotyczących tego, jak odkryć w sobie optymistę. To podejście popularne, bo popularny jest optymizm, ale nierozsądne. Zamiast zmieniać nastawienie do świata na obce naszej osobowości, lepiej jest bowiem docenić tkwiącego w człowieku pesymistę. Bycie pesymistą ma bowiem wiele zalet, a niektóre z nich są ważne.  Tak jak to, że…

Pesymistom rzadziej zdarzają się fatalne w skutkach wypadki oraz przedwczesne zgony. „Piorun z jasnego nieba — taka powinna być śmierć optymisty”, pisał Stanisław Jerzy Lec i wygląda, że tak się zdarza. Pokazały to 30-letnie badania, w których uczestniczyło 10 tys. Niemców, a ustalono, że ludzie, którzy mieli mniejsze oczekiwania, co do swojego przyszłego zadowolenia z życia, rzadziej przedwcześnie umierali lub byli ofiarami wypadków, które prowadziły do niepełnosprawności. Nie może to dziwić, bo optymistę od pesymisty odróżnia w tym wypadku na przykład to, że ten pierwszy stojąc pod rollercoasterem myśli o tym, jak będzie fajnie na niego wsiąść, a ten drugi o tym, co się stanie, kiedy wagonik się urwie. To jasne, który do niego wsiądzie, a który nie. A wagoniki się przecież czasami urywają. Tak jak koła w samochodach, żagle na łódkach, łańcuchy w górach, linki hamulca w rowerze, sople z okien i kto wie, co jeszcze innego.

Pesymiści mają trwalsze małżeństwa, co także nie powinno dziwić, bo najpewniejszą metodą doprowadzenie do rozpadu związku są zbyt wysokie oczekiwania. Ot takie na przykład, że facet, który przed ślubem skarpetki rozrzucał gdzie popadnie, po ślubie przestanie to robić. Ponieważ pesymiści nie oczekują, że skarpetki zaczną lądować w koszu na bieliznę, a raczej obawiają się, że przestanie tam lądować także reszta prania, rzadko są zawiedzeni, a często zadowoleni, mimo że małżeństwo to może nawet jest droga usłana różami, ale wciąż jest to raczej droga wyboista. Klucz do tego, by ominąć wyboje, jest w tym, że trzeba wiedzieć, że będą. Pesymiści wiedzą to doskonale.

[sticker]

Pesymiści paradoksalnie mają też więcej powodów do radości. Kiedy bowiem przewidujesz, że wszystko pójdzie źle, cieszysz się z tego, że poszło przyzwoicie. Kiedy oczekujesz, że będzie świetnie, „przyzwoicie” jest porażką. Pokazały to badania, w których uczestniczyli studenci. Ci, którzy wysoko oceniali swoje szanse na dobrą ocenę, byli na ogół niezadowoleni po egzaminach. Świetnie czuli się za to ci, którzy zakładali, że nie zdadzą, a dostali solidne dostatecznie. Ale nie tylko u studentów tak jest.

Pesymiści lepiej się komunikują. Badania pokazują, że ludzie będący w złym humorze trafniej oceniają innych, lepiej rozumieją niejasne zdania i efektywniej rozmawiają z innymi. Wprawdzie zły humor to nie pesymizm, ale jednak pesymiści częściej mają zły humor. Mają też niższe – patrz wyżej – oczekiwania dotyczące innych, w tym i ich inteligencji oraz zdolności poznawczych. To, szczególnie w dobie komunikacji przez internet, która nie jest dla ludzi zbyt dobra, okazuje się niezwykle przydatne. Pozwala bowiem traktować ich z większym dystansem oraz cierpliwością. Trudno w końcu podchodzić inaczej do człowieka, co do inteligencji którego jest się pesymistą.

Pesymiści więcej zarabiają i rzadziej chorują na serce. Przynajmniej – to odnośnie pierwszego – kiedy są przedsiębiorcami w Wielkiej Brytanii. Badania samozatrudnionych pokazały tam bowiem, że ci najbardziej optymistyczni mają dochody średnio o około 25 proc. niższe od pesymistów. Najpewniej dlatego, że zakładają, iż każdy pomysł przyniesie wielkie dochody, a przynoszą je tylko niektóre. Frustracja tym spowodowana mogłaby więc tłumaczyć to, że optymiści częściej mają problemy z sercem, bo je mają, ale ja wolę inne wytłumaczenie. Jeśli jestem optymistą, który zakłada, że zawał może być udziałem każdego, tylko nie mnie, to nie odmówię sobie golonki. Ja jako pesymista sobie jej odmówię, bo zakładam, że gdy zawał kogoś dotknie, to na pewno właśnie mnie.

Dlatego warto być pesymistą, choć nie jest o to w dzisiejszych czasach łatwo. „Jakże nie być optymistą, gdy się widzi tylu kretynów, którym się świetnie powodzi, którzy słyną z inteligencji, zdolności, talentów” – pisał przecież wspomniany wyżej Stanisław Jerzy Lec.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Depresja facebookowa

Depresja facebookowa

Poradniki dla rodziców unieszczęśliwiają

Dlaczego diety nie działają? – 5 psychologicznych powodów

Pięć pytań o sen

Nie da się wygrać z cyklem dobowym nastolatka

2 minuty do szczęścia

Małe księżniczki i mali naukowcy

Wpływ różnicy wieku na związek

Nie rób dziś tego, co możesz zrobić jutro

Dlaczego warto iść na masaż?

Dlaczego warto iść na masaż?

Dystans uszczęśliwia rodzica

Samotność fizycznie zmienia mózg