Agnieszka: „Po każdym ataku dochodzę do siebie przez kilka godzin”
Agnieszka kończy ósmą klasę szkoły podstawowej, mieszka w małej miejscowości w centralnej Polsce. Jest duszą artystyczną – jej największą pasją jest malarstwo. Od dwóch lat leczy się z powodu depresji.
Kryzys rozpoczął się od problemów w szkole. Szczególnie trudne były dla niej relacje z nauczycielem matematyki, który – jak mówi mama nastolatki – „tresował” uczniów. W tym samym czasie zawiodła ją bliska koleżanka, która zaczęła podważać jej poczucie wartości i wmawiać Adze, że nie jest wystarczająco atrakcyjna. Wkrótce pojawiły się zaburzenia odżywiania, jadłowstręt, a także narastający lęk.
Trzy miesiące temu u 14-latki zdiagnozowano anoreksję. W tym samym okresie zaczęły występować również ataki paniki.
– Pierwszy atak zaskoczył nas podczas czwartego pobytu córki na oddziale gastroenterologicznym. Wcześniej przeszła prawdziwy maraton po lekarzach – od pediatrów, przez neurologów i kardiologów, po endokrynologów. Każda kolejna hospitalizacja i kolejne badania coraz bardziej obniżały jej nastrój. W tym czasie psychiatra zmienił też Agnieszce leki. Kilka dni później córka nagle zaczęła mieć omamy. Cała się trzęsła, nie mogła złapać oddechu, skarżyła się na silne kołatanie serca i zawroty głowy. Była przerażona, mówiła, że dzieje się z nią coś złego. Reagowała agresją wobec mnie – drapała, gryzła, biła, szarpała za ubrania i włosy. Prawie tydzień była w amoku, bardzo się bałam – opowiada mama Agi.
Lekarze stwierdzili, że dziewczyna doświadczyła silnego ataku paniki.
Na jednym razie się nie skończyło. Ataki paniki przychodzą mniej więcej raz na tydzień. W ich trakcie Aga często płacze, ma przyspieszony oddech, drżą jej ręce, a napięcie jest tak silne, że nie jest w stanie skupić się na tym, co dzieje się wokół. Zdarza się, że zasłania uszy, zamyka oczy lub zwija się w kłębek, próbując odciąć się od otoczenia. Towarzyszy jej silne poczucie zagrożenia, mimo że jest w bezpiecznym miejscu. Po ustąpieniu napadu zwykle nie pamięta jego przebiegu.
Po ataku jest całkowicie wyczerpana. Niekiedy potrzebuje kilku godzin, by odzyskać spokój i wrócić do codziennych zajęć. Najbardziej obciążająca jest jednak niepewność. Agnieszka nigdy nie wie, kiedy pojawi się kolejny epizod.
Rolki
Mama dziewczyny podkreśla, że podczas ataku najważniejsze jest zachowanie spokoju.
– Staram się wyciszyć wszystkie bodźce wokół córki. Siadam obok niej i razem skupiamy się na spokojnym, równym oddechu. Korzystamy też z prostych ćwiczeń relaksacyjnych, na przykład liczenia oddechów, rozluźniania kolejnych partii mięśni czy skupiania uwagi na przedmiotach znajdujących się w otoczeniu – mówi.
Najtrudniejsze jest to, że nie da się przewidzieć, kiedy atak nadejdzie. Z tego powodu Aga nie uczęszcza obecnie na regularne zajęcia szkolne, korzysta z nauczania indywidualnego. Mimo to nawet szkolne sytuacje rozgrywające się w domu potrafią wywołać kryzys.
– Jeden z takich epizodów pojawił się po wizycie nauczycielki języka polskiego. Agnieszka była wtedy po 5-tygodniowej terapii w prywatnym ośrodku terapeutycznym, gdzie była leczona z powodu depresji i zaburzeń lękowych. Dyrekcja i nauczyciele byli poinformowani, że ze względu na napięty grafik działania ośrodka, Agnieszka nie miała przestrzeni na naukę. Większość pedagogów zrozumiała sytuację i dostosowała program nauczania do stanu zdrowia uczennicy. Niestety z panią od polskiego było inaczej – mówi mama dziewczyny. – Widziałam negatywne nastawienie nauczycielki od samego otwarcia drzwi naszego domu. Pani uznała, że skoro córka kończy szkołę, trzeba ją przepytać z materiału od czwartej klasy. Agnieszka nie znała odpowiedzi na wszystkie pytania, na co nauczycielka reagowała głośnymi westchnieniami. Po 10 minutach córka wybiegła z lekcji z płaczem i roztrzęsiona usiadła na podłodze w swoim pokoju.
Jej mama dobrze zna tematy i sytuacje, które mogą wywoływać u córki poczucie zagrożenia. Należą do nich między innymi rozmowy na temat wyglądu Agnieszki, wagi, zdrowia, dbania o siebie, obsesji kontroli czy liczby spożytych kalorii.
Justyna: „Błagam, by to się skończyło, choćbym miała umrzeć”
Justyna ma dziś 23 lata. Jest na czwartym roku socjologii oraz na pierwszym zarządzania informacją. Do tej pory przeżyła około 50 ataków paniki. Pierwsze zaczęły się, gdy miała 14 lat.
– Byłam szykanowana i prześladowana przez nauczycieli, mój poziom stresu w szkole był bardzo wysoki – wspomina.
Wówczas ataki paniki objawiały się najczęściej bólami w klatce piersiowej, krwawieniem z nosa i bólami głowy. Dla nastolatki były to bardzo krępujące sytuacje, przez które izolowała się od rówieśników. Do najsilniejszego ataku paniki doszło 3 lata temu, po tym, jak zachorowała bliska jej osoba.
– To był zdecydowanie jeden z najgorszych dni w moim życiu. Kompletnie zmienił to, jak postrzegam teraz świat. Najpierw pojawiło się dziwne uczucie niepokoju, po czym zaczęłam się strasznie nakręcać – zwracałam uwagę na każde moje mrugnięcie okiem, każdy oddech. Eskalowało to do takiego stopnia, że były momenty, gdy paraliżowało mi mięśnie, nie mogłam ruszyć nawet małym palcem. Do tego doszła kompletna derealizacja i depersonalizacja. To, jakie emocje i myśli towarzyszyły mi w głowie, jest dla mnie nie do opisania. Za każdym razem, gdy próbowałam zasnąć z przemęczenia, dusiłam się i przestawałam oddychać – Justyna nie kryje emocji.
Na szczęście przy Justynie cały czas byli rodzice. Zawieźli córkę do psychiatry. Przepisane leki szybko pomogły. Dziś ataki zdarzają się rzadziej, ale wciąż występują.
– Głównie wtedy, gdy jestem sama lub nadchodzi noc, a z nią moment „wyciszenia”, który dla mnie jest mało możliwy przez ciągłą gonitwę myśli. Zdarzają się także na uczelni, gdy muszę siedzieć nieruchomo przez parę godzin. Za to bardzo dobrze czuję się wśród tłumów, na wystąpieniach na uczelni czy na imprezach, mogę się wtedy skupić na czymś istotnym – opowiada.
Justyna dzieli ataki na trzy rodzaje. W delikatnych formach jest to wielki dyskomfort psychiczny, roztrzęsienie, drżenie ciała, problemy z poskładaniem myśli. W takich średnich dochodzą skurcze mięśni, zawroty głowy, bóle całego ciała, natrętne myśli, problemy z przełykaniem. W najmocniejszych zdarzają jej się omdlenia, paraliż ciała i tachykardia.
– Wtedy nie jestem w stanie wypowiedzieć słowa, a w mojej głowie pojawia się obawa, że skończę w szpitalu psychiatrycznym. Jednocześnie błagam, żeby się to już skończyło, choćbym miała umrzeć.
Metoda, która najbardziej się u niej sprawdza, to ruch – może to być nawet chodzenie w kółko po pokoju albo spacer. Gdy objawy nie mijają, sięga po doraźne środki na uspokojenie.
– Przez kilka lat poznałam już swoją chorobę i umiem z nią pracować, więc jest lepiej. Szkoda, że zostałam zdiagnozowana dopiero 3 lata temu – psychiatra stwierdził, że choruję na nerwicę lękową z lękiem napadowym.
Kornelia: „Pierwszy zdarzył się pod wieżą Eiffla. Drżały mi nogi”
Kornelia ma 16 lat i uczy się w liceum. Od siódmego roku życia gra na skrzypcach. Jako dziecko lubiła występować, ale nawet nie pamięta, kiedy straciła do tego serce. Egzaminy, konkursy, koncerty, a do tego presja, by być perfekcyjną. Z czasem muzyka przestała sprawiać jej radość. Z pogodnej, otwartej dziewczynki stała się wycofana i zamknięta w sobie. Braku perfekcji zaczęła doszukiwać się również w swoim wyglądzie. Diagnoza: zaburzenia depresyjne. Otrzymała leki i rozpoczęła psychoterapię.
Pierwszy atak paniki pojawił się półtora roku temu, gdy pojechała z klasą na wycieczkę do Paryża. To był dobry dzień, mimo że rano zapomniała o tabletce – zawsze łyka ją po śniadaniu. Cały czas miała to z tyłu głowy. Napisała wiadomość do mamy. Ta wytłumaczyła jej, że jednorazowe pominięcie dawki nie wpłynie na jej samopoczucie, ale lęk okazał się silniejszy.
Po wyjściu z metra grupa kierowała się w stronę wieży Eiffla. Uczniowie ustawiali się właśnie do zdjęć, gdy Kornelia nagle poczuła, że całkowicie opada z sił.
– Bałam się, że zemdleję w tym tłumie, chciało mi się wymiotować, serce mocno mi kołatało. Mimo że było około 25 stopni, zaczęłam trząść się z zimna. Ktoś podał mi wodę. Nie pamiętam, kto pomógł mi usiąść na ziemi. Koleżanki później mówiły, że bardzo drżały mi nogi – opowiada.
Po tym zdarzeniu Kornelia marzyła, żeby wycieczka jak najszybciej się skończyła. Bała się, że podobna sytuacja spotka ją w autokarze – do Polski musieli pokonać prawie 1200 kilometrów. Wtedy do kolejnego ataku paniki nie doszło. Następny zdarzył się miesiąc później, na lekcji biologii. Nauczycielka wywołała dziewczynę do tablicy.
– Zapytała mnie o podział komórki. Dzień wcześniej się uczyłam, znałam pojęcia „mitoza” i „mejoza”, ale stojąc przed całą moją klasą nie mogłam się skupić. Zobaczyłam mroczki przed oczami, poczułam drżenie ciała, zrobiło mi się duszno, chciałam uciekać. Potem całkowicie mnie odcięło, nic nie pamiętam.
Koleżanki zaprowadziły ją do szkolnej pielęgniarki. Kornelia nie przyznała się, że choruje na depresję. – Tak jest lepiej, nie chcę narażać się na niemiłe komentarze albo spojrzenia pełne współczucia. Mam umowę z rodzicami, że kiedy źle się czuję, nie muszę iść do szkoły.
Jednak atak paniki nie zawsze da się przewidzieć.
– I to jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Córka boi się, że znowu ją to spotka, a my boimy się, że będziemy zbyt daleko, żeby jej pomóc – mówi mama dziewczyny.
Kornelia wypracowała kilka metod, dzięki którym potrafi się uspokoić. Najbardziej pomaga jej skupienie na oddechu – przez cztery sekundy wdycha powietrze, potem na tyle samo je zatrzymuje i znów przez 4 sekundy wydycha. Czasami skupia się też na tym, aby wymienić pięć dowolnych słów na konkretną literę, np. na „S”: słońce, słonecznik, słoń, surówka czy skok.
Z danych UNICEF-u wynika, że na świecie blisko 13 procent nastolatków w wieku od 10 do 19 lat żyje ze zdiagnozowanymi zaburzeniami zdrowia psychicznego. W samej Unii Europejskiej to ponad 11 milionów osób. Z kolei według raportu „Młode głowy” przygotowanego przez Fundację „UNAWEZA” aż 10,5 procenta badanych przyznało, że ich życiu nie ma ANI JEDNEJ osoby, która w pełni je akceptuje.