Przejdź do treści

Przyjaźń po rozstaniu? Rozstrzygnij wszystkie za i przeciw

iStock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Podoba Ci
się ten artykuł?

Dziewięć na dziesięć porzucanych kobiet, słysząc: „zostańmy przyjaciółmi”, ma ochotę po raz pierwszy w życiu wypróbować swój prawy sierpowy. Większość mężczyzn po otrzymaniu takiej propozycji odwraca się na pięcie. Bo to banał, kicz, obraza. Ale czy naprawdę nie ma szans na zbudowanie przyjaznej relacji między byłymi partnerami? Od czego zależy powodzenie tak odważnego pomysłu i w jakich sytuacjach jest on z góry skazany na porażkę?

Czy propozycja przyjaźni odbierana jest jak obraza tylko i wyłącznie z racji cierpienia porzucanej osoby? Nic bardziej mylnego. Są oczywiście sytuacje, w których osoba porzucona nadal kocha, więc sam fakt zerwania znajomości jest dla niej niezwykle bolesny. W takich okolicznościach trudno w ogóle wyobrazić sobie utrzymywanie dalszych kontaktów – lepiej za radą psychologów odciąć się od byłej miłości i nawet jeździć okrężną drogą, byle tylko nie przejeżdżać w okolicach jej osiedla. Wszystko dla naszego dobra, oczywiście – kogo oczy nie widzą, tego serce (z czasem) zapomina.

Jest jednak także druga opcja. Związek, który był niewygodny dla obojga. Przymuszony seks, niechęć do spotkań, nuda. Jednym słowem: widać jak na dłoni, że ta relacja w obecnym kształcie zmierza donikąd, ale nikt tego układu nie kończy. W pewnym momencie któreś zrywa – drugie, logicznie rzecz biorąc, powinno rzec: „Też o tym myślałam/em, to dobry pomysł, bo niepotrzebnie się męczymy”. Nic z tego. Urażone ego popycha nas w ramiona stereotypów – „bezczelny cham jeszcze stwierdził, że możemy zostać przyjaciółmi!”, „taki mi ochłap rzuciła, zostańmy przyjaciółmi – to trzeba mieć tupet!”.

para chłopak i dziewczyna

Można by wywnioskować, że wielu z nas ma problem z przerostem ego – przecież nikt nie lubi być porzucany, a reakcje „OK, to bądźmy przyjaciółmi” zdarzają się niezwykle rzadko. Nie tylko o ego tu jednak chodzi, lecz o pracujące na pełnych obrotach mechanizmy obronne. Kiedy ktoś nas porzuca, oznacza to jasny komunikat: „Nie jesteś wystarczająco dobry/dobra. Nie pasujesz mi. Od teraz szukam kogoś lepszego”. Reakcją na tego typu informację musi być protest wyrażony w takiej a nie innej formie – zgoda na przyjaźń tu po prostu… nie pasuje.

Przyjaźń z podszewką

„Zostańmy przyjaciółmi”!?

Znając ten zarys działania ludzkiej psychiki, można by się pokusić o odezwanie się do „eks” – w końcu jesteśmy ponad jakieś tam mechanizmy, możemy się przyjaźnić. Oczywiście – jest tylko jedno małe „ale”. Prawdziwa przyjaźń między byłymi partnerami jest możliwa tylko wtedy, jeśli ani jedno, ani drugie nie liczy na nic więcej. Odezwanie się do proponującej przyjaźń byłej dziewczyny nie ma sensu, jeśli tak naprawdę chodzi tylko o to, by ją zobaczyć („A może coś się zmieni, jeśli będę udawać przyjaciela? Zatęskni za mną?”). Szkoda, że mechanizmy obronne nie działają i tutaj – przydałby się w głowie wielki, mrugający „stop”. Dla jasności – to tak nie działa i prowadzi tylko i wyłącznie do cierpienia jednego z „przyjaciół”. Bo przecież może się okazać, że owszem, ona chce się dalej przyjaźnić. Ale skoro teraz jesteście kumplami, to przecież może ci powiedzieć, że właśnie zakochała się na śmierć w koledze z pracy… prawda?

Jak więc rozpoznać, czy nadajemy się do przyjaźni „pozwiązkowej”, czy raczej darować sobie ten pomysł? Przede wszystkim warto zadać sobie pytanie – czego ci brakuje? Jego/jej poczucia humoru, ciętych ripost, pomysłów na spędzenie ciekawego wieczoru, życiowej energii? Czy raczej ramion, pocałunków, seksu i pocieszenia? Czujesz zazdrość, kiedy myślisz o tej drugiej osobie w ramionach kogoś innego, czy raczej skupiasz się na własnych nadziejach na nowy związek? I czy czasem masz ochotę wziąć telefon i po prostu powiedzieć: „Wiesz co, nie szło nam z tym związkiem, właściwie to beznadziejnie całujesz, ale chyba nikt inny nie rozumie mojego dziwnego poczucia humoru. Idziemy na piwo?”.

Podobno od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok, a poza tym przyjaźń damsko-męska jest niemożliwa. Jednak jak we wszystkim, tak i tutaj zdarzają się wyjątki – jeśli jesteście jednym z nich, szkoda stracić wartościową, bliską znajomość w imię stereotypów… i urażonego ego.

Karolina Wojtaś – psycholog, wykładowca i redaktorka. Od długiego czasu zakochana w swoim Mężu, od krótszego – w synku, a od niedawna – w stylu retro.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy: