Plastik w oku pilota. Jak narodziły się sztuczne soczewki
Przez długi czas okulistyka miała jedną, żelazną zasadę: do wnętrza oka nie wkłada się niczego. Gałka oczna jest delikatna, a układ odpornościowy bywa bezwzględny dla obcych materiałów. Dlatego pomysł, by po operacji zaćmy zastąpić usuniętą soczewkę nową, sztuczną, długo brzmiał jak prowokacja. Zmienił to jeden zdeterminowany lekarz.
Przez wieki oko traktowano w medycynie jak narząd niemal nietykalny. Było zbyt delikatne, zbyt podatne na stany zapalne i zbyt łatwo było w nim wyrządzić nieodwracalne szkody. Dotyczyło to także leczenia zaćmy, jednej z najczęstszych przyczyn utraty wzroku. Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku operacja polegała na usunięciu zmętniałej soczewki, bez próby jej zastąpienia. Pacjent odzyskiwał światło, ale ostrość widzenia ratowano grubymi okularami. Był to kompromis, który przez lata uznawano za jedyne rozsądne rozwiązanie.
Wojna i nieoczekiwana obserwacja
Przełom przyniosły doświadczenia II wojny światowej. Robert W. Winters w książce „Przypadkowe odkrycia medyczne” opowiada historię Gordona Cleavera, pilota Królewskich Sił Powietrznych, który w czasie bitwy o Anglię został ostrzelany. Pocisk przebił plastikową osłonę kokpitu, a jej odłamki wbiły się w jego ciało i nieosłonięte okularami oczy. Kiedy mimo oślepienia udało mu się wylądować i trafił do szpitala, okazało się, że uratowanie wzroku wymaga wielu operacji. Odłamki wyjmował mu dr major Harold Ridley, a w czasie trwającego wiele miesięcy leczenia nie zaobserwował, by plastikowe odłamki drażniły oko.
Okulista wrócił do tego kilka lat po wojnie, ale w obawie przed reakcją środowiska, pierwsze doświadczenia z wszczepianiem sztucznych soczewek ukrywał w głębokiej tajemnicy, obawiając się krytyki i pozwów sądowych.
W pracy nad soczewką pomagał mu jego przyjaciel optyk. Jak pisze Robert Winters: tak bardzo obawiali się krytyki, że wszelkie ustalenia prowadzili podczas jazdy samochodem.
Do testów wybrali plastik o dużej przejrzystości produkowany przez jedną z brytyjskich firm. Od razu na początku prac zrzekli się praw autorskich do wynalazku, obawiając się późniejszych zarzutów o chęć dorobienia się. Z czasem okazało się, że ich obawy były uzasadnione.
Eksperymenty w tajemnicy
Kiedy okulista z optykiem mieli już wybrany materiał i opracowaną technikę zamiany zmętniałej naturalnej soczewki na sztuczną, przyszedł czas na pierwsze próby, które także były okryte tajemnicą. Pierwszy zabieg wykonano w listopadzie 1949 roku u czterdziestoparoletniej ochotniczki. Zabieg przeprowadzono w mało znanym ośrodku, by uniknąć zainteresowania personelu i mediów.

Sztuczne soczewki zaprojektowane przez Harolda Ridley’a wyprodukowała wyprodukowała brytyjska firma optyczna Rayner Ltd. /fot. Ridley Eye Foundation
Operacja udała się, oko nie było podrażnione ani kilka dni, ani kilka miesięcy po zabiegu. Podobnie było z innymi pacjentami, którzy zdecydowali się na wziąć udział w eksperymentach. Zanim lekarz ogłosił swoje odkrycie, odczekał jeszcze dwa lata, by uciąć wszelkie dyskusje o ewentualnych długofalowych powikłaniach.
Tajemnica wyszła na jaw przypadkowo, kiedy jeden z pacjentów ze sztuczną soczewką omyłkowo umówił się na wizytę kontrolną do innego okulisty, który ze zdziwieniem odkrył efekty zabiegu.
Konsternacja i krytyka
Zgodnie z przypuszczeniami odkrywcy, informacja o sukcesie wzbudziła konsternację i wściekłość konserwatywnych okulistów. Kiedy w 1951 roku dr Ridley próbował ogłosić swoje odkrycie podczas Oksfordzkiej Konferencji Oftalmologicznej, nie pozwolono mu nawet dokończyć wystąpienia, odmówiono też zbadania pacjentów po zabiegach, których zabrał ze sobą na obrady. „Początkowy niewielki entuzjazm, jaki wzbudziły soczewki wewnątrzgałkowe, został zastąpiony przez lekceważenie, pogardę, a następnie odrzucenie. Zamiast docenić to, jak zaskakująco udane były te pierwsze próby, chirurdzy skupili się na prawdopodobieństwie niepowodzenia. Niektórym z nich na wysiłkach zmierzających do zesłania wszczepianych w oko soczewek do ‘kosza okulistyki’ udało się nawet zbudować karierę” – pisał Robert Winters w swojej książce.
Dr Ridley przypłacił te wydarzenia głęboką depresją i zarzuceniem doświadczeń. Jednak z czasem jego odkrycie zaczęło żyć własnym życiem, znalazło zwolenników i naśladowców.
Ultradźwięki i mikroskop
Wielki przełom w operacji zaćmy dokonał się dekadę później, kiedy inny okulista, także przypadkowo, wynalazł inny sposób operowania gałki ocznej. Zainspirowany wykorzystaniem ultradźwięków w stomatologii spróbował wykorzystać je w okulistyce. Po kilku latach doświadczeń stworzył i opatentował specjalne urządzenie do usuwania zmętniałej tkanki nazywając je fakoemulsyfokatorem. Narzędzie to dostaje się do oka maleńką dziurką, a następnie rozbija zaćmę i wysysa ją. Potem pod mikroskopem o dużej mocy przez ten sam otwór wprowadza się sztuczną soczewkę.
Z czasem soczewki wewnątrzgałkowe stały się integralną częścią operacji zaćmy. Rozwój materiałów i konstrukcji sprawił, że dziś implanty są stabilniejsze, lepiej tolerowane i precyzyjniej dopasowane do potrzeb pacjentów. Operacja zaćmy, kiedyś obarczona dużymi ograniczeniami, stała się jedną z najczęściej wykonywanych procedur chirurgicznych na świecie, a jej skuteczność szacuje się na 99 proc. Dla milionów osób oznacza nie tylko poprawę widzenia, ale też powrót do samodzielności.
Lekarz pacjentem
Historia dra Ridleya zatoczyła koło. Zrehabilitowanemu przez środowisko lekarzowi dane było po latach wszczepić sztuczną soczewkę emerytowanemu już pilotowi Cleaverowi, którego przypadek z czasu bitwy o Anglię dał początek odkryciu. Kiedy lekarz miał 84 lata, także i jemu wszczepiono sztuczną soczewkę. „Jestem jedynym człowiekiem, który wymyślił operację, a potem sam się jej poddał” – stwierdził po udanym zabiegu.
Podoba Ci się ten artykuł?
Powiązane tematy:
Polecamy
Zaczęło się od brudnych bandaży. Historia odkrycia kwasów nukleinowych
Rozrusznik serca. Awaria prądu, a potem błąd inżyniera rozpoczęły rewolucję w kardiologii
Penicylina. Jak bałagan w laboratorium uratował miliony ludzi
Brała prysznic w soczewkach kontaktowych, straciła wzrok. „To może się zdarzyć dosłownie każdemu”
się ten artykuł?