Leah Hazard: „Gdyby to mężczyźni doświadczali okresów, od dawna byłyby bezbolesne lub zlikwidowane”
Czy krwawimy co miesiąc, żeby obłaskawić papieża? Dlaczego naukowcy nazywają miesiączkę „ściekiem menstruacyjnym”? Czy macica może być „drażliwa” albo „wroga” i dlaczego nigdy żadnym z tych określeń nigdy nie opisujemy męskich organów? I jaka przyszłość czeka ginekologię? O tym wszystkim rozmawiam z Leah Hazard, położną i autorką książki „Macica. Opowieść o naszym pierwszym domu”.
Paulina Dudek, Hello Zdrowie: Nazywasz macicę „najcudowniejszym i najbardziej niezrozumianym organem w ludzkim ciele”. Podczas lektury miałam wrażenie, że nie tyle chciałaś napisać o niej książkę, co wręcz czułaś, że musisz to zrobić.
Leah Hazard: To świetne spostrzeżenie, bo dokładnie tak było. Moja poprzednia książka „Zawód położna. Zapiski z dyżurów” – strasznie trudno wymówić to po polsku (śmiech) – była listem miłosnym do zawodu, który wykonuję, czyli położnictwa, i do wszystkich przyszłych mam. Jej wydanie okazało się cudownym doświadczeniem i chciałam je powtórzyć, ale też poszerzyć perspektywę na zdrowie kobiet w nowy i świeży sposób. Tylko o czym napisać? Siedziałam przy biurku, głowiąc się nad pomysłami, aż przyszło do mnie: „Napisz o macicy”. Od razu jednak siebie zgasiłam: „Na pewno ktoś już to zrobił”. Bo przecież niemożliwe było, żeby książka o macicy nie istniała, skoro w księgarniach znajdziesz pozycje o sercu, płucach, mózgu i pewnie ze sto o penisach*. A jednak gdy otworzyłam stronę Amazona, okazało się, że popularnonaukowej książki o macicy, która opisywałaby ten organ w nowoczesny i przystępny sposób, po prostu nie ma.
Pomyślałam, że to skandaliczne, i zadzwoniłam do mojej agentki. Przyznała, że pomysł jest ciekawy. Prawa do tłumaczeń sprzedały się błyskawicznie. Według mnie to dowodzi, że głód książki badającej macicę wieloaspektowo – społecznie, kulturowo, ale też fizjologicznie – był ogromny. Nieprawdą jest, jak twierdzą niektórzy, że macica ludzi nie interesuje. Połowa populacji jest nią bardzo zainteresowana, a druga połowa powinna się zainteresować, bo opieka zdrowotna związana z reprodukcją dotyczy nas wszystkich. Gdy kobiety nie mogą osiągnąć pełni swojego potencjału, bo cierpi ich zdrowie intymne, cierpią wszyscy.
Kwestie, które poruszam w książce, nie są „dziewczyńskimi sprawami”. Chodzi o prawa człowieka i wkład kobiet w społeczeństwo. A mężczyźni nieznający kobiecej anatomii zwykle nie rozumieją też tego, że zdrowie ich partnerek ma realny wpływ na intymność i przyjemność w związku, co przekłada się na całe życie rodzinne. Więc wracając do twojego pytania: tak, gdy odkryłam, że nikt nie opisał macicy, poczułam, że sama muszę to zrobić.
Dzięki tobie dowiedziałam się o mojej macicy niesamowitych rzeczy. Jest boginią! Gdzie zaczęłaś podróż do miejsca, z którego wszyscy pochodzimy?
W Muzeum Anatomicznym w Edynburgu. Spotkałam tam dwie młode kobiety, które, mijając mnie, wzdrygnęły się na widok macic umieszczonych w słojach w sali poświęconej ginekologii i położnictwu. Jedna rzuciła do drugiej: „Dalej, macice!” i ruszyły oglądać martwe niemowlęta. Pomyślałem: „To ciekawe, że martwe niemowlęta wydają nam się mniej ‘fuj’ niż macica”.
Uznałam, że po prostu prześledzę cykl życia macicy od dzieciństwa aż po menopauzę i sprawdzę, co wiemy o każdym z tych etapów. Potem zerknę w przyszłość badań nad macicą, które są fascynujące. Może obalę jakieś mity? I wreszcie dowiem się, czemu w temacie macicy czujemy się tak nieswojo.
Mogę tylko zgadywać, z iloma macicami miałaś do czynienia w ciągu kilkunastu lat pracy położniczej.
Na pewno z wieloma tysiącami.
W oparciu o te doświadczenia piszesz, że normalna macica nie istnieje.
Pisząc, że nie ma „normalnej macicy”, mam na myśli to, że każda jest inna i wyjątkowa, każda będzie też funkcjonować nieprawidłowo w inny sposób. Dlatego położnictwo i ginekologia są tak trudnymi i tak wciągającymi dyscyplinami. „Przeciętna” macica, w tzw. przodozgięciu, czyli pochylona w miednicy do przodu, to „norma”, która opisuje zaledwie około połowę z nas. Poza tym macica przybiera niezliczone postacie. Niewielka, ale znacząca liczba kobiet rodzi się z dwiema macicami i każda z tych macic może nosić płód poczęty w różnym czasie, więc „bliźnięta” będą w różnym wieku. Czasem kobieta rodzi się bez macicy, za to z macicą przychodzi na świat mężczyzna i miesiączkuje przez penisa – medycyna zna takie przypadki.
”Odkąd napisałam „Macicę”, przeszłam zabieg histerektomii [usunięcia macicy – przyp. red.], więc mam ten etap za sobą. Histerektomia zmieniła moje życie na lepsze”
Macica to przede wszystkim mięsień. Jakoś nigdy tak o niej nie myślałam.
I to potężny mięsień. Całkiem trafnie można ją porównać do zaciśniętej pięści, nie tylko pod względem wielkości, lecz też siły. Wielkością i strukturą przypomina inny, dużo słynniejszy i zdecydowanie lepiej zbadany narząd: serce. I tak jak serce, składa się z trzech warstw. W przypadku macicy to: endometrium (warstwa wewnętrzna, która co miesiąc narasta i złuszcza się w czasie menstruacji, a w ciąży odżywia zarodek i łożysko); miometrium (błona mięśniowa utworzona z ciasno splecionych włókien mięśni gładkich, które mogą się zaciskać i rozprężać, wywołując ból albo skurcze) oraz zewnętrzne perimetrium (przejrzysta błona będąca kontynuacją otrzewnej).
Już na początku książki przytaczasz brytyjskie badania z 2016–2017 roku, które mówią, że wiele młodych kobiet nie potrafi nazwać części swojego układu rozrodczego, a ponad połowa mężczyzn nie potrafi wskazać pochwy. Jak to możliwe?
Podczas mojej niedawnej wizyty w Polsce wiele kobiet opowiadało mi o waszej debacie wokół aborcji, ale też o edukacji zdrowotnej w polskich szkołach i o tym, że sporo rodziców zabiera dzieci z tych zajęć, uznając je za niestosowne. To jest odpowiedź na twoje pytanie. Nawet w Wielkiej Brytanii, gdzie większość dzieci uczęszcza na te zajęcia, braki w wiedzy są ogromne. Może dzieci nie uważają na lekcji, może wstydzą się pytać, a może nauczyciele nie do końca rozumieją, o czym mówią. Dzieci dorastają w kulturze i społeczeństwie, które używa niepoprawnych nazw dla „tych” części ciała. Więc jeśli zapytasz większość mężczyzn, a nawet większość kobiet, „gdzie jest pochwa?”, to wskażą część zewnętrzną, czyli srom, a pochwa znajduje się w miednicy.
Tyle wiem, ale poza tym nie wiedziałam o swojej macicy zbyt wiele i, czytając książkę, co rusz robiłam wielkie oczy. Ty to wszystko wiedziałaś?
Skąd! Mimo że interesuję się swoim ciałem, jestem mamą dwóch córek i doświadczoną położną. Miałam dokładnie to samo doświadczenie co ty: większość informacji na temat macicy była dla mnie totalnym zaskoczeniem. To naprawdę pokazuje, jak mało wiemy o macicy i jak słabo upubliczniane są ekscytujące badania na jej temat. O tym się nie mówi.
Piszesz, jak trudno jest pozyskać fundusze na badania nad macicą, bo decydenci wolą finansować eksperymenty nad rakiem, sercem czy mózgiem. A jednak są na świecie naprawdę oddane macicy badaczki, które mozolnie wypełniają białe plamy i pokazują, jak wiele można zrobić dla przyszłości ginekologii. Które ze współczesnych badań nad macicą są według ciebie najbardziej ekscytujące?
Wszystkie, a dzieje się w tej chwili naprawdę dużo. Na pewno niezwykłe są badania nad użyciem krwi menstruacyjnej jako narzędzia diagnostycznego zdrowia kobiet. Poza tym obalony nie tak dawno wielowiekowy paradygmat „jałowej macicy”. Wreszcie, rozwój całej technologii wokół przeszczepów macicy, zarówno od dawczyń, jak i z użyciem sztucznego organu. To ostatnie brzmi jak science fiction, a już się dzieje, i to nie u gryzoni, lecz u ludzi. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam do książki, była podróż do Szwecji, by zobaczyć operację przeszczepienia tego organu: jedna siostra podarowała swoją macicę drugiej, a zabieg w pełni się powiódł. Patrzysz na to i po prostu nie wierzysz.
Byłaś też na Wydziale Patologii na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie zespół dr Margherity Turco tworzy miniaturowe łożyska, by zrozumieć „dialog matczyno-łożyskowy”, a dzięki temu – przyczyny poronień.
Tworzenie łożyska jest prawdopodobnie jednym z najważniejszych procesów fizjologicznych w ciele człowieka, a dialog matczyno-łożyskowy to ciągła wymiana wiadomości między łożyskiem a endometrium. Wszelkie zakłócenia w tej wczesnej wymianie mogą prowadzić do powstania tzw. wielkich zespołów położniczych: poronień, przedwczesnych porodów, stanu przedrzucawkowego i urodzenia martwego dziecka. To katastrofy, które rokrocznie dotykają milionów ludzi, a jednak nie mamy o dialogu matczyno-łożyskowym bladego pojęcia, bo nikt nie chciał sfinansować badań nad częścią ciała, którą po porodzie wyrzuca się do zsypu. Dr Turco nie tylko zdobyła na to pieniądze, ale też opracowała przepis na tworzenie mikroskopijnych modeli łożyska z komórek endometrium konkretnej kobiety. W laboratorium można takie łożysko w nieskończoność reprodukować, podawać mu dowolne hormony i leki, badać reakcje. Dzięki temu w przyszłości może uda się opracować szyte na miarę in vitro: tańsze, szybsze i bardziej skuteczne. Dla mnie organoid Turco jest czymś na miarę położniczego kamienia z Rosetty [płyty ze starożytnego Egiptu, dzięki której odczytano hieroglify – przyp. red.].
Scena, gdy ustawiacie się z dr Turco i jej zespołem do zbiorowego zdjęcia, bardzo mnie poruszyła. Miejsce, gdzie w takim skupieniu i z wielką życzliwością pracują same kobiety, nazwałaś Laboratorium Zapobiegania Złamanym Sercom.
Ta nazwa przyszła mi do głowy, ponieważ one właśnie to robią. Oczekiwanie na dziecko to dla wielu kobiet morze wylanych łez. Na całym świecie kosze na śmieci wypełniają się testami ciążowymi z negatywnym wynikiem; płyną łzy, gdy na czystej bieliźnie pojawia się krew; a na stoły sekcyjne trafiają w pełni dojrzałe, tylko martwe noworodki. Każdy szczęśliwy poród, ale też każde niepowodzenie ciąży bierze swój początek w dialogu matczyno-łożyskowym, tych maleńkich komórkach szepczących do siebie. Jeszcze tego nie rozszyfrowaliśmy, lecz Margherita i jej zespół już słuchają.
”Gdy przechodzisz leczenie niepłodności albo tracisz dziecko i słyszysz z ust lekarza, że twoja szyjka macicy nie zrobiła tego, co powinna, twoja macica jest zła i w ogóle powinnaś się bardziej postarać, to naprawdę czujesz się winna”
Idźmy dalej. Jeden z najbardziej uporczywych mitów na temat macicy mówi, że jest ona sterylnym miejscem. Wiemy już, że to bzdura: życie w macicy buzuje cały czas.
Bardzo długo wierzyliśmy, że macica to jałowy krajobraz, którego jedyną funkcją jest noszenie dziecka. Macicę „w spoczynku”, niebędącą w ciąży, całkiem ignorowano. Wydawało się niemożliwe, by paradygmat zakorzeniony tak głęboko jak ten o sterylnej macicy można było obalić w kilka lat, a jednak to też się już stało. Obecnie wielu naukowców uważa, że życie wewnątrz macicy nie ogranicza się do dziewięciu miesięcy ciąży. Macica po prostu żyje swoim życiem też wtedy, gdy nie nosi płodu. I wcale nie jest wtedy bezużyteczna! Jej mikrobiom, czyli miliardy mikroorganizmów, od bakterii i grzybów po wirusy i drożdże, ma dalekosiężny wpływ na zdrowie kobiety, od jej płodności po odporność i predyspozycje do zachorowania na raka endometrium, który rocznie zabija 300 tysięcy kobiet. Konsekwencje tego odkrycia są monstrualne: mogą zrewolucjonizować sposób, w jaki w przyszłości będziemy zapobiegali chorobom ginekologicznym i położniczym, diagnozowali je i leczyli – od włókniaków do niepłodności i od endometriozy do stanu przedrzucawkowego.
Nie każda z nas chce mieć dziecko, ale większość z nas ma okres, a krew miesięczna to kolejny produkt macicy, który trafia dziś pod mikroskopy. Pod dość szokującą nazwą: „ściek menstruacyjny”.
Tak, ściek kojarzy nam się z brudem i szambem, więc przyjęcie tego terminu na opisanie tego, co znajdujesz na podpasce, doskonale współgra z otaczającą menstruację narracją: „kobieta to świątynia wzniesiona nad kloaką”. Tak głosił w II i III wieku naszej ery teolog Tertulian i tak to trwa do dziś. Można się wzdrygnąć na język, który uwłacza kobietom i brzmi jak zniewaga, ale można też spojrzeć na ten termin inaczej: ściek w najbardziej podstawowym sensie oznacza po prostu „coś, co wypływa”. Tak rozumieją „ściek menstruacyjny” naukowcy, którzy dziś pochylają się nad miesiączką: odcinają termin od jego pejoratywnych konotacji. Bo co tak naprawdę znajdujemy na podpasce?
No właśnie, co?
Tylko część tego, co wypływa podczas okresu, to krew. Jedno z niewielu kompleksowych badań wskazało, że stanowi ona średnio 36 procent; reszta to komórki endometrium, śluz, bakterie i wydzieliny z pochwy. Nie ma jednego przepisu na ściek menstruacyjny i u niektórych kobiet krew stanowi aż 81,7 procent, a u innych – jedynie 1,6 procent.
„Ścieki menstruacyjne” są dziś analizowane w ramach bezprecedensowego badania ROSE (ang. Research OutSmarts Endometriosis) przez zespół Amerykanki, prof. Christine Metz. Prof. Metz napotkała wiele przeszkód już na starcie. Gdy prosiła kolegów ginekologów, by zachęcali kobiety do gromadzenia comiesięcznej wydzieliny na wkładki lub do kubeczków i wysyłania jej kurierem do ośrodka badawczego, gdzie klinicyści mogliby zidentyfikować potencjalne markery endometriozy, główną reakcją mężczyzn było: „Fuj!” oraz „O nie, moja pacjentka tego nie zrobi”.
Bardzo się mylili. To lekarze stawiali opór; kobiety wykazały ogromną determinację. Wiele pacjentek z diagnozą endometriozy nie tylko bez problemu wysyłało swoje wydzieliny, ale też wypełniało kilkudziesięciostronicowe formularze, które również miały je zniechęcić. W dodatku robiły to z radością, bo wreszcie mogły odpowiedzieć na pytania, których nie zadał im nigdy żaden lekarz. Dzięki ogromnej ilości zebranych informacji i próbek zespół prof. Metz już zdołał określić cechy komórek będące silnym wskaźnikiem endometriozy. Teraz badają możliwość identyfikowania osób z objawami, którym nie postawiono jeszcze diagnozy tej choroby.
”Pojechałam do Szwecji, by zobaczyć operację przeszczepienia tego organu: jedna siostra podarowała swoją macicę drugiej, a zabieg w pełni się powiódł. Patrzysz na to i po prostu nie wierzysz”
Wydawałoby się, że wszyscy powinni się cieszyć, a jednak…
A jednak, gdy prof. Metz, już z obiecującymi wynikami, starała się o grant na kontynuację projektu, usłyszała: „To niedorzeczne, po co gromadzić ściek menstruacyjny, skoro można po prostu zrobić tym kobietom biopsję?”. Takie zdanie może wypowiedzieć tylko ktoś, kto nigdy nie miał biopsji szyjki macicy, która jest procedurą bardzo inwazyjną i sprawiającą ogromny ból. I pewnie każda kobieta, która przez to przeszła, zrobiłaby cokolwiek, by nie musieć znów się temu badaniu poddawać.
Wiele kobiet chętnie uniknęłoby też comiesięcznego krwawienia. Ale o tym, że krwawić trzeba, również zdecydowali mężczyźni.
Rozumiem te kobiety, które lubią mieć okres, czują się wtedy dobrze, są uspokojone i doceniają fakt, że ich ciało działa prawidłowo. Ale wiem też, że wcale nie brakuje kobiet, które eksperymentują z tabletkami antykoncepcyjnymi, by nie krwawić np. podczas wakacji – po prostu nie robią wtedy 7-dniowej przerwy w braniu pigułek. Ale nawet ja, położna, nie rozumiałam stojącej za tym nauki ani faktu, że można by tak robić cały czas i w ogóle nie miesiączkować. W książce wracam więc do historii pigułki antykoncepcyjnej: jej wynalazca, Carl Djerassi, zaprojektował siedmiodniową przerwę w braniu hormonów tylko po to, by obłaskawić papieża. Dla Watykanu było bowiem bardziej naturalne i akceptowalne, by kobiety – skoro nie zachodzą w ciążę – przynajmniej krwawiły.
Czy takie eksperymenty z pigułką są bezpieczne?
W pełni bezpieczne, co w 2014 roku potwierdził przegląd 12 badań. Nie ma żadnej różnicy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo czy skuteczność antykoncepcyjną, gdy porówna się „tradycyjny” 28-dniowy cykl pigułkowy z braniem pigułek non stop. Wytyczne brytyjskiego Wydziału Zdrowia Seksualnego i Reprodukcyjnego z 2019 roku mówią jednoznacznie, że „7-dniowy interwał w zażywaniu hormonów nie przynosi żadnych korzyści dla zdrowia”. Można łączyć opakowania i po prostu nie mieć żadnych okresów, jeśli się nie chce.
„Gdyby osoby bez macic musiały krwawić raz w miesiącu, wyłączyłyby to już wieki temu. My, osoby z macicami, od bardzo dawna zaciskamy zęby. Powinnyśmy przestać je zaciskać”, mówi dr Sophia Yen, profesorka nadzwyczajna na Uniwersytecie Stanforda.
Dr Yen jest wielką przeciwniczką okresów. Uważa, że kobiety byłyby w życiu dużo bardziej produktywne i miałyby bardziej wyrównane szanse z mężczyznami, gdyby nie krwawiły. Bardzo chce, by jej córki co miesiąc „nie zalewały się krwią”. W książce poglądy dr Yen zestawiam z poglądami Sarah Hill, profesorki ewolucyjnej psychologii społecznej na Chrześcijańskim Uniwersytecie Teksańskim w Fort Worth. Zdaniem Hill stosowanie ciągłej antykoncepcji u nastolatek w celu zahamowania menstruacji może negatywnie wpłynąć na mózg, który rozwija się do 25 r.ż. Hill uważa, że zmiana profilu hormonalnego nie może być obojętna, a powód – wyłączenie okresu – jest według niej zbyt błahy, by ryzykować zaburzenia poznawcze. Obie badaczki mają bardzo silne opinie i wiele dowodów na ich potwierdzenie. Nie odpowiadam jednoznacznie na pytanie, czy okresy są obowiązkowe. Starałam się to zostawić czytelnikom. Nie ukrywam jednak, że dla mnie miesiączka była zawsze bardzo bolesna, a w ciągu ostatnich 10-15 lat też bardzo obfita. Odkąd napisałam „Macicę”, przeszłam zabieg histerektomii [usunięcia macicy – przyp. red.], więc mam ten etap za sobą. Histerektomia zmieniła moje życie na lepsze.
Choć mamy już XXI wiek, kobieta nadal może usłyszeć, że jej macica jest „drażliwa” albo – jeszcze lepiej – „wroga”. Co to właściwie znaczy?
Termin „drażliwej”, czyli niezadowolonej, kapryśnej i bez powodu stwarzającej problemy macicy, która w dodatku tylko udaje, że rodzi dziecko, ukuł w 1829 roku dr Robert Gooch. Blisko dwieście lat później położnicy nadal go używają. Oczywiście posiadaczka „drażliwej macicy” drażni medyków i jest zwykle odsyłana do domu. Sama do niedawna myślałam, że to pełnoprawne zaburzenie, ale „drażliwa macica” i jej nieślubna kuzynka – „wroga macica” – nie występują we współczesnej literaturze klinicznej.
Dla mnie, jako położnej, zmierzenie się z tym faktem było trudne. Musiałam zrewidować myślenie. Porozmawiałam z wieloma kobietami, którym słowa: „wroga macica” albo „niekompetentna szyjka macicy” (sic!) sprawiły prawdziwy ból i cierpienie w najtrudniejszych momentach życia. Bo gdy przechodzisz leczenie niepłodności albo tracisz dziecko i słyszysz z ust lekarza, że twoja szyjka macicy nie zrobiła tego, co powinna, twoja macica jest zła i w ogóle powinnaś się bardziej postarać, to naprawdę czujesz się winna. A ile razy kobiety słyszą w gabinetach: „Musi się pani zrelaksować. I schudnąć”? Zawsze obwinia się nas w sposób, w jaki nigdy nie obwinia się mężczyzn. Czy jakiś mężczyzna usłyszał, że jego penis jest „gniewny” albo „złośliwy”? Żartuję teraz, by pokazać, że przedstawiciele profesji medycznych personifikują tylko kobiece części ciała. To absurdalny język, a ludzie powinni dwa razy się zastanowić, zanim go użyją.
Wiele kobiet chciałoby, by mężczyźni poczuli na własnej skórze, jak to jest rodzić, mieć bolesny okres albo biopsję szyjki macicy. To by coś zmieniło?
Gdyby mężczyźni doświadczali którejkolwiek z tych rzeczy, problem zostałby rozwiązany natychmiast. Okresy byłyby bezbolesne lub zlikwidowane, a porodówki stałyby się najlepiej dofinansowanymi oddziałami w szpitalach. Nikt nie przekonywałby lekarza latami, że naprawdę go boli. Znam to wszystko z dwóch perspektyw: pacjentki i położnej. Bycie kobietą bywa do bani. Jest naprawdę dużo do zrobienia.
[*lista książek o penisach dostępnych na Amazonie jest bardzo długa i zawiera nawet… kolorowanki – przyp. red.]

materiały wydawnictwa Czarne
Leah Hazard – położna i autorka książek. Absolwentka Wydziału Literatury Angielskiej i Amerykańskiej na Uniwersytecie Harvarda oraz w Królewskim Konserwatorium w Szkocji. Po studiach pracowała jako researcherka w szkockim oddziale BBC. Gdy urodziła pierwszą córkę, całkowicie zmieniła kierunek kariery i została doulą. Gdy urodziła drugą córkę – została położną. Po ukończeniu Uniwersytetu Kaledońskiego w Glasgow pracowała w różnych obszarach położnictwa w ramach brytyjskiego systemu opieki zdrowotnej, w tym na oddziałach porodowych i ratunkowych. Autorka książek „Zawód położna. Zapiski z dyżurów” i „Macica. Opowieść o naszym pierwszym domu”, za którą otrzymała Szkocką Nagrodę Książkową. Prowadzi popularny podcast „What The Midwife Said”. W pisaniu widzi szansę na podniesienie rangi położnych i poprawę sytuacji pacjentek, a także zgłębienie najbardziej fascynujących aspektów zdrowia reprodukcyjnego.
Polecamy
Co mężczyźni wiedzą o okresie i ubóstwie menstruacyjnym? Raport Fundacji Akcja Menstruacja pokazuje, jak wiele jest jeszcze do zrobienia
„Bez wielkich gratulacji, bez straszenia, bez nadawania temu momentowi znaczeń, które dziecko musiałoby unieść”. Jak rozmawiać o pierwszej miesiączce, tłumaczy Paula Wasiluk
Polka w Kalifornii zbada klucz do nowych terapii. „Układ endokannabinoidowy nie powstał po to, by reagować na związki zawarte w marihuanie”
„W naszej kulturze ból i cierpienie kobiet są traktowane jako coś normalnego” – mówi ginekolożka dr Karen Tang
12:28 minsię ten artykuł?