Przejdź do treści

Kłóć się konstruktywnie

Kłóć się konstruktywnie
Zdjęcie: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Kampania Fundacji Arena i Świat
Wspaniałe bohaterki w kampanii „Badaj się i żyj pełną piersią. Nie daj się rakowi”
Agnieszka Hyży o macierzyństwie: wszystkie jedziemy na tym samym wózku!
Michał Lipa o dodatkowych kilogramach w ciąży. Ile może przytyć ciężarna?
Fryzjerka znalazła dziwną plamkę na jej głowie. Okazało się, że po 13 latach ma nawrót raka
szczepionka
Grypa – dlaczego się szczepimy?

Rozsypana sól oznacza kłótnię. Gdyby to nie była tylko wróżba, już dawno zabrakłoby nam soli, bo… Bo kłótnia w związku to standard. Tylko że te niesnaski potrafią dać nieźle w kość. Sprawdź, jak zdobyć +50 punktów do porozumienia.

Wiktor: To ja po ciebie przyjadę. Będę za godzinę.
Milena: Nie, nie. Chętnie się przejdę. Nie jest jeszcze późno.
W: Nie, nie chcę, żebyś chodziła sama. Późno się robi. Masz trzy opcje: 1 – przyjeżdżam po ciebie, 2 – bierzesz taksówkę, 3 – zostajesz u siebie.
M: Co!? Tutaj nie ma mojej opcji spaceru!
W: Masz za to inne. Nie chcę mieć ciebie potem na sumieniu.
M: Już nie mam ochoty. Jakoś mi się odechciało, narzucasz mi wszystko, a ja się chcę przejść po prostu. Nie umiesz uszanować mojej decyzji!
W: Szanuję, ale też troszczę się o ciebie.
M: Zatem zmień pojęcie szacunku i troski.
W: To ty zmień swoje postępowanie. Jestem twoim głosem rozsądku…

To sytuacja z życia wzięta. Później była już tylko istna jatka. Bo kłócić się trzeba umieć. To trudna szkoła, ale do opanowania. Najpierw o podstawach, bo bez fundamentów to można tylko sobie namiot gniewu rozbić. A co jest fundamentem kłótni? Ano to, że się od siebie różnimy. Zwykliśmy mawiać o sobie w ujęciu wyjątkowości. To prawda, wszak nie żyjemy wśród własnych klonów i każdy wychowywał się w innych warunkach. Ta osobista etniczność wyróżnia, ale także różni. Wpisana w każdą relację sprawia, że partnerzy w związku jednak nie tworzą kompletnej układanki. Zawsze będzie istniał jakiś element niedopasowania. Każdy taki umysł, będący hermetycznym wytworem, praktycznie jest nie do zdobycia. Ale też nie tędy droga, by go zdobywać. Naszym prawem jest się różnić. Zamiast liczyć na podporządkowanie drugiej strony, korzystniej jest przyjąć tę odmienność za fakt. Bo zmienić możemy „tylko” siebie, a człowieka jedynie zamienić na innego, lecz to wciąż będzie człowiek od nas odmienny. Pozostaje więc jakoś się porozumieć. Jednak przekazywanie własnych spostrzeżeń, uczuć i sądów wcale nie jest łatwe, bo każdy widzi inny kontekst. Do tego służą nam różne systemy mózgu.

Od słowa do słowa

Bezdyskusyjną podstawą ludzkiej komunikacji jest język, który z założenia ma nazywać rzeczy po imieniu. W istocie mózgowy system semantyczny tak robi. Usłyszane zdanie: „Jestem zmęczona” odczytuje wprost, jako informację o moim samopoczuciu. Ale oprócz znaczeń słów jest jeszcze wszystko to, co pomiędzy słowami. To strona pragmatyczna języka. W praktyce każda wypowiedź oprócz znaczeń słów niesie tzw. moc illokucyjną, która sugeruje intencję. Tylko uwaga – więcej niż jedną! Oznacza to, że rozmówca może odczytać naszą intencję w sposób dowolny, a więc: poprawnie lub nie. Opiera się on na własnym przeczuciu i ocenie tonu głosu mówiącego. Zatem intencja mojej wypowiedzi „Jestem zmęczona” dla rozmówcy może oznaczać, że dziś wieczorem zostajemy w domu. Podczas gdy miałam na myśli, że chętnie pójdę gdzieś na kolację, bo nie chce mi się gotować. Właśnie system odczytywania intencji (tzw. mind-reading) ma większe znaczenie w komunikacji i jest bardziej kłopotliwy. Do tego sporo swoich cegiełek dokłada system emocjonalny mózgu przejawiający się pod postacią komunikatów niewerbalnych, czyli niemówionych. To język ciała, mimika i gesty. Na nie i na ton głosu mózg jest szczególnie wyczulony – co gorsze w dużej mierze odczytuje je i reaguje na nie nieświadomie. Te trzy całościowe elementy: znaczenie dosłowne i znaczenie ukryte wypowiadanych słów oraz emocje stanowią wybuchową mieszankę.

Zwierzę w natarciu

Kłóć się konstruktywnie

Zdjęcie: shutterstock

Człowiek to zwierzę z natury apodyktyczne i egoistyczne, jeśli chodzi o wymianę poglądów. W momencie sprzeciwu czuje się atakowany, zatem zaczyna się bronić. Wówczas do boju ruszają gottmanowscy czterej jeźdźcy kłótni: poniżenie, pogarda, wrogość oraz defensywność. Tak – brzmi to strasznie, ale emocje to naprawdę ich żywioł. To jak uderzenie obuchem w głowę. Co tak powala? No to uwaga – kilka przykładów, tylko trzeba koniecznie podnieść ton głosu!

Jesteś hipokrytką.
Chyba nawet sąsiad wie, że wszystko przez ciebie.
Bzdury gadasz. Zrozum, że to ja mam rację.
Gdzie tu logika? Lepiej zrób tak, jak mówię.
No i znowu to samo. Jak zwykle. Nigdy tego nie ogarniesz.
Chyba nałykałeś się za dużo mądrych słów.
Oj, dobra, dobra. Na pewno tak będzie. Dobra, koniec tematu. Nie chce mi się gadać…

Wyzwiska i wulgaryzmy proszę dopowiedzieć sobie we własnym zakresie. O czym to wszystko świadczy? Obezkresnym osądzaniu, egoistycznym myśleniu, niesłuchaniu, stosowaniu wielkich kwantyfikatorów, narzucaniu, umniejszaniu, ubliżaniu, ironizowaniu, krytykowaniu oraz o nadinterpretacji oraz uniku itp. Chyba wystarczy.

Nie ma się czemu dziwić, że „na końcu godzinnej swady nie wiedzą sami, czego szukają” – pisał jakieś pięć wieków temu Michel de Montaigne, francuski filozof. A warto sobie uzmysłowić, że nie jesteśmy na arenie i – choć strony są dwie – nie ma tutaj silnych i silniejszych. Płachta na byka to pryzmat, który możemy zmienić, tylko cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz. Jeśli obie strony nie będą dążyły do ugody, niestety będzie to kolejne kontuzyjne starcie, a wówczas mało kto chce myśleć, wszyscy chcą mieć poglądy, jak rzecze maestro prowadzenia sporów – Artur Schopenhauer. Ale my tej zgody bardzo chcemy, czyż nie? Zatem bierzmy się do roboty. Uprzedzam – recepty nie będzie. Przepis każdy stworzy sam. Będą za to półprodukty, które należy doprawić według własnego uznania.

Rozgryźć, żeby się nie pogryźć

Poróżniliście się, emocje pęcznieją i zaczynacie mówić, co ślina na język przyniesie. „Mówić” – to też delikatnie powiedziane, najchętniej byście krzyczeli. No dobrze – już trochę krzyczycie. Zanim zrobisz przysłowiową scenę, zaproponuj przerwę, ale zaproponuj – nie ucinaj ostentacyjnie tematu i nie odwlekaj z kolei problemu na tydzień. To będzie czas stracony dla wspólnoty. Przenieś sprawę w kulisy swojego umysłu i zastanów się, o co ci tak naprawdę chodzi. Wiedz, że nigdy nie kłócicie się o wszystko. Za tym „wszystkim” zawsze jest konkretne „coś”. Jeśli masz możliwość, zrób to, co w tym momencie cię odstresuje. Jedni robią prasówkę w internecie, inni biegają, a jeszcze inni nurkują za kanapę po swojego kota. Dopiero potem, gdy już nieco ochłoniesz, wejdziesz w dialog (tylko nie rób z tego farsy czy dramatu). Bywa, że czasu na relaks jednak nie ma albo wracacie do rozmowy po przerwie i macie… powtórkę z rozrywki.

Już od początku staraj się gryźć w język. Powielając przytoczone wyżej przykłady, tylko dolejesz oliwy do ognia. Ale pewnie i tak się zagalopujesz. Wtedy, jak już się zatrzymasz, odstaw dumę i złość na bocznicę i normalnie przeproś. Od tego się nie umiera, a przy okazji to zwyczajnie działa. Zważaj na fochy, bo to nie są twoi sprzymierzeńcy. Kłótnia ma służyć pojednaniu, byście wieczorem znów spali w jednym łóżku. Zostaw w końcu swoje rozpasane ego (spokojnie – mamy je wszyscy) i otwórz się na prawdę ust innych niż twoje. Schowaj swoje przekonania, pryzmaty i inne przeźrocza – tutaj rzucą mętne światło. Bierz odpowiedzialność za swoje słowa i czyny, nie doszukuj się przyczyn niezależnych od siebie. Aha, jak coś sknocisz, to przyznaj się do błędu, to żadna ujma na honorze.

Trochę techniki

Pozwól partnerowi w ogóle się wypowiedzieć – słuchaj, nie dopowiadaj i raczej nie przerywaj. Jeśli dialog przeradza się w monolog, daj delikatny znak i poproś o scalenie myśli. Stosuj pozytywny komunikat – dziękuję, masz rację, doceniam to. To wzmacnia. Gdy mówisz, trzymaj się faktów i tematu, dokładnie tłumacz. Mów też dosłownie wprost. Literackie metafory brzmią dobrze w filmie, a spór potrzebuje jasności. To pomoże zminimalizować błędy interpretacji. Parafrazuj wypowiedź partnera, upewniając się, czy dobrze rozumiesz sens. Proś o to samo partnera względem ciebie. Mów o swoich uczuciach i potrzebach w danej sytuacji. Pamiętaj też, że kłótnia to sprawa normalna, bo niezgoda to chleb powszedni. Oznacza to, że wasza relacja jest nadal żywa i można ją przebudować. Daj to do przeczytania partnerowi.

Opanowanie sztuki prowadzenia sporów to ciężka praca. Na początek pomoże indywidualny przepis. Taki związkowy kontrakt, w którym skrupulatnie wypunktujecie prawa waszych sporów. Kurt Vonnegut zrobił to na swój sposób – wy zrobicie po swojemu. Oczywiście może to być luźna rozmowa przy kawie, ale warto go spisać, by móc się do niego odwoływać.

PS: A gdyby tak w czasie kłótni zejść z tonu i rzucić: kocham cię, wiesz? I zerknąć w oczy. Przetestujesz? 

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Stoicyzm dziś, czyli jak być szczęśliwym

Dizajn dla zmysłów

Neurony do lamusa. Czas na glej!

Lenistwo. Służy nam czy nie?

Po zdrowie do lasu!

Kilka faktów o (nie)przytulaniu

Egomaniak

Udręki szczęki – słów kilka o nerwowych nawykach

Związek to wybór – nie zawsze dobry.

Wszyscy kłamiemy

Pozbądź się lęku, żyj tu i teraz

Mózg nie lubi świąt?

Mózg nie lubi świąt?