Magdalena Tereszczuk, Hello Zdrowie: Dlaczego u części osób jelita podczas wakacji pracują inaczej niż na co dzień, powodując problemy z wypróżnianiem lub przeciwnie, biegunki. Czy rzeczywiście ma to związek z podróżą?
Maria Żalikowska: Nasze jelita i układ nerwowy można porównać do noworodków. To struktury, które uwielbiają powtarzalność, nie chcą być niczym zaskakiwane i najlepiej funkcjonują wtedy, gdy wiedzą, co po kolei się wydarzy. Kiedy wprowadzamy zmiany u dziecka, nie robimy tego nagle. Nie mówimy: „Od dzisiaj zmieniamy wszystko, śpisz w innym pokoju, a dieta, która do wczoraj była w porządku, nagle staje się restrykcyjna”. Dietę niemowlęcia rozszerza się krok po kroku. Jelita i układ nerwowy lubią, gdy traktuje się je podobnie. Podróż jest z ich perspektywy wywróceniem wszystkiego do góry nogami.
Nie chodzi tylko o to, że wyjeżdżamy na wakacje, ale o wiele zmian zachodzących jednocześnie. Najpierw pojawia się zmęczenie długą drogą, zależne oczywiście od warunków i sposobu podróżowania. Jeśli lecimy daleko, dochodzi zmiana strefy czasowej. Organizm jest zmęczony długą podróżą i chętnie poszedłby spać, a na zewnątrz wciąż jest jasno. Zaburza to jego dotychczasowy rytm, a jet lag potrafi go dodatkowo rozbić, zaburzyć rytm snu. Do tego w ciągu pierwszych godzin podróży często nie dostarczamy też organizmowi wystarczającej ilości płynów. Już na początku nasze układy mogą więc być rozdrażnione i zdezorientowane. To, jak będą z nami współpracować później, zależy od sposobu spędzania wakacji. Możemy je trochę uspokoić albo dalej pogłębiać ten stan.
Co jest więc ważne?
Bardzo ważny jest sen. Znaczenie ma między innymi to, czy jedziemy imprezować i śpimy po dwie godziny dziennie, czy jednak staramy się zadbać o odpoczynek. Później, zaplanowane atrakcje. Z naszej perspektywy mogą być fascynujące, ale dla ciała są także stresem i kolejnym wyzwaniem. Z kolei dieta jest podstawową kwestią dla jelit. W podróży zmienia się nie tylko to, co jemy, lecz także bakterie obecne w posiłkach, inne niż te, z którymi mamy kontakt w domu. Ważne jest też nasze emocjonalne podejście do wypróżniania się poza domem. Jeśli jesteśmy osobami wstydliwymi i mamy z tym trudność, może to dodatkowo wpływać na funkcjonowanie jelit. Nam wyjazd może wydawać się czymś wspaniałym i okazją do odpoczynku, ale dla organizmu często jest rollercoasterem.
No właśnie, chciałam zapytać o kwestie związane z emocjami. Znam osoby, które nie mają żadnego problemu z wypróżnianiem się na stacji benzynowej, a znam też takie, które bardzo często borykają się z problemami jelitowymi podczas podróży. Ja jestem w tej drugiej grupie, a raczej kiedyś byłam. Czy uważasz, że to, jakimi typami osobowości jesteśmy, może wpływać na pracę naszych jelit?
Nie powiedziałabym, że decyduje o tym to, czy jesteśmy ekstrawertykami, czy introwertykami, czyli taki pierwszy klasyczny podział, który przychodzi do głowy. Większe znaczenie ma nasza nerwowość, poziom lęku przed oceną. Ale najwięcej zależy od tego, jakie podejście do wypróżniania mieliśmy wcześniej, a tego po prostu się uczymy. W literaturze opisuje się nawet pojęcie „zespołu wstydliwego jelita”. Jeśli odczuwamy silny wstyd i obawiamy się, że ktoś może nas usłyszeć za drzwiami, szczególnie w obcym lub mało bezpiecznym miejscu, nasz układ nerwowy może odebrać tę sytuację jako zagrożenie. Reaguje wtedy niemal tak, jakby za chwilę miał nas zaatakować dziki zwierz. A czy u ciebie wszystko wyregulowało się, jak urodziłaś dzieci?
Rolki
Wstyd i tabu sprawiają, że wiele osób przez długi czas nie szuka pomocy. Z własnego doświadczenia wiem, że może to prowadzić do ogromnego bólu
Bardzo możliwe. A dlaczego pytasz?
Przed wywiadem wspominałaś, że masz dzieci, a ja mam wrażenie, że wychowywanie ich pomaga zrozumieć, że wypróżnianie jest po prostu normalną częścią życia. Sama nie mam jeszcze dzieci, ale czasem pomagałam się opiekować synem mojej siostry. Gdy zdarzał nam się „incydent kałowy”, myślałam „to jest dziecko, przecież nie będę go krytykować za to, że robi kupę”. A jednocześnie samą siebie potrafiłam wielokrotnie za to oceniać. Często jesteśmy wobec siebie znacznie bardziej krytyczni niż wobec innych.

Maria Żalikowska, psychogastrolog / fot. archiwum prywatne, tło Canva
Moim zdaniem nasze podejście do wypróżniania wynika przede wszystkim z przekonań i wartości wpajanych nam przez lata. Nie tylko przez rodziców czy innych opiekunów, ale także przez otoczenie, na przykład szkołę. Jeżeli jako dzieci usłyszeliśmy, że ktoś śmieje się z innej osoby z „toaletowych powodów”, a bardzo zależało nam na akceptacji, mogliśmy podświadomie uznać, że jest to coś złego i wstydliwego. Takie przekonanie może później zostać z nami na długo.
Ale to jest w sumie dobra wiadomość. Temperament i zespół cech charakteru zmieniają się trudniej, natomiast przekonania i podejście do wypróżniania można zmienić. Skoro kiedyś ich się nauczyliśmy, to możemy się ich oduczyć. Własnemu dziecku nie powiedzielibyśmy przecież, że powinno się wstydzić albo pilnować w toalecie, żeby nikt go nie usłyszał. A skoro potrafimy być wyrozumiali dla innych, to znaczy, że możemy też dla siebie. Nie zawsze jest to łatwe, ale przy odpowiedniej wiedzy i pracy nad sobą naprawdę da się zmienić to nastawienie.
Obserwując twoje konto na Instagramie, widziałam, że ty również nie raz miałaś problem z jelitami podczas podróży.
Tak, zdarzyło się na przykład, że nie mogłam się wypróżnić na wyjeździe przez dziesięć dni. To była podróż, na którą bardzo nie chciałam jechać i podczas której czułam się źle psychicznie. Miałam wtedy 17 lat i znalazłam się w miejscu, w którym nie powinnam była być. Wyjechałam na 10 dni i przez cały ten czas, z powodu silnego stresu, mój organizm nie pozwolił mi na zrobienie kupy. Czułam, że bardzo tego potrzebuję i że powinno już do tego dojść, ale stało się to dopiero po powrocie do domu. Tak długie wstrzymywanie wypróżnienia mechanicznie podrażniło końcowy odcinek mojego układu pokarmowego. Od tego momentu zaczęła się cała kaskada problemów.
Trafiłaś wtedy na SOR?
Nie, wtedy jeszcze nie trafiłam na SOR. W tamtym czasie zaczęłam żyć z zaparciami, a problem rozwijał się stopniowo przez kolejne lata. Na SOR trafiłam dopiero później, kiedy pojawiły się problemy z zakrzepami w hemoroidach. Nie wiedziałam wtedy, jak sobie z nimi radzić, a ból był bardzo silny. Jednej nocy trzy razy zgłaszałam się na SOR. Przez około 24 godziny nie byłam w stanie rozluźnić zwieraczy, przez co nie mogłam się wypróżnić ani oddać moczu. Nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje. Z powodu braku edukacji wydawało mi się, że tak po prostu ma być. Podobnie było podczas tamtej podróży, sądziłam, że to nic złego i że nie ma powodów do niepokoju.
Jako społeczeństwo jesteśmy bardzo nieświadomi w kwestiach związanych z wypróżnianiem. Wstyd i tabu sprawiają, że wiele osób przez długi czas nie szuka pomocy. Z własnego doświadczenia wiem, że może to prowadzić do ogromnego bólu. Nie powinno to tak wyglądać.
To w ogóle dla mnie bardzo aktualny temat, ponieważ czeka mnie zabieg usunięcia polipa. Nie jest to obecnie nic bardzo groźnego, choć teoretycznie, gdybym nic z tym nie zrobiła, z czasem mogłoby się to przekształcić w coś poważniejszego. Po 16 latach problemów jedna z lekarek proktolożek w końcu rozpoznała u mnie szczelinę odbytu, na której ten polip wyrósł. Wcześniejsze kolonoskopie nie wykazywały żadnych nieprawidłowości, a inni lekarze również niczego nie znajdowali, ponieważ szczelina znajduje się w nietypowym miejscu i dość głęboko. Przez wiele lat z punktu widzenia systemu ochrony zdrowia byłam więc zdrową pacjentką. Dopiero gdy pojawił się problem o charakterze okołoonkologicznym i wykryto polipa, system zaczął traktować moją sytuację poważniej. Podczas zabiegu zostanie usunięty polip oraz inne zmiany, które wykryto „przy okazji”.
Mam wrażenie, że gdyby nie ten polip, nadal nie byłby to moment, w którym ktoś rzeczywiście zająłby się moim problemem. Można to porównać do chodzenia z małym kamieniem w bucie. Taki kamień może wydawać się błahostką, ale jeśli chodzi się z nim wystarczająco długo, powstaje odcisk, a potem rana. Ja tak chodziłam 16 lat. Przez cały ten czas słyszałam, że wszystko jest w porządku i niczego tam nie ma, choć problem znacząco wpływał na moje zdrowie i komfort życia. Z jednej strony ewidentnie czułam, że coś jest nie tak, z drugiej myślałam, że „inni mają gorzej” i zastanawiałam się, czy w ogóle mam prawo o tym mówić.
W pewnym momencie zaczęłam uważniej obserwować swój organizm i doszłam do wniosku, że nie powinno to tak wyglądać. Dotarło do mnie, że problem nie jest tylko mój, ale jako społeczeństwo wiemy o tym tyle co nic. Łącząc własne doświadczenia, zainteresowania i chęć pomagania innym, stworzyłam profil na Instagramie „Kupa Zdrowia”. Teraz, kiedy w końcu otrzymałam diagnozę, traktuję ją jako potwierdzenie, że ten profil i moje zainteresowania rzeczywiście wyrosły z osobistych doświadczeń. Czuję, że mam większe przyzwolenie, aby o tym opowiadać.
Własnemu dziecku nie powiedzielibyśmy przecież, że powinno się wstydzić albo pilnować w toalecie, żeby nikt go nie usłyszał. A skoro potrafimy być wyrozumiali dla innych, to znaczy, że możemy też dla siebie
Co się dzieje z naszym organizmem, kiedy przez dłuższy czas nie korzystamy z toalety?
Kiedy wstrzymujemy wypróżnienie, treść pokarmowa pozostaje dłużej w jelicie grubym. Jednym z jego zadań jest wtórne wchłanianie wody, dlatego z czasem stolec staje się coraz bardziej suchy. Pozostając w jelicie dłużej, dalej fermentuje, co może prowadzić do tak zwanych wzdęć podróżnych. Jeśli taki stan utrzymuje się dłużej, może także wpływać na naszą mikrobiotę, a dla organizmu jest to kolejna zmiana. Z jednej strony samo bycie w nowym miejscu oznacza kontakt z bakteriami innymi niż te, które znamy z domu. Z drugiej, jeśli treść pokarmowa zalega i fermentuje, może to sprzyjać namnażaniu się niekorzystnych bakterii. W efekcie całe nasze jelitowe „mikromiasto” zaczyna się zmieniać, dostaje nowych „mieszkańców” z zewnątrz i przebudowuje się od środka. Jelita były przyzwyczajone do funkcjonowania w określonych warunkach i z konkretnym składem mikrobioty. Wszystko zostaje więc wywrócone do góry nogami.
Dla jelit to dodatkowy stres, który następnie jest komunikowany całemu organizmowi. Bardzo łatwo wtedy wejść w spiralę, w której stres pogłębia problemy jelitowe, a problemy jelitowe zwiększają stres. Naszym zadaniem jest świadomie przerwać tę pętlę. Zauważyć, co się dzieje, spokojnie pooddychać, przypominać sobie, że nic złego się nie dzieje, i spróbować się wypróżnić. Chodzi o to, by jak najbardziej uspokajać organizm i dostarczać mu podstawowych rzeczy, których potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania.
Pomówmy jeszcze o tych kwestiach psychologicznych. W jednym z twoich postów na Instagramie wspomniałaś, że kiedy wracałaś z tamtej feralnej podróży, im bliżej byłaś domu, tym bardziej czułaś potrzebę skorzystania z toalety. Jelita aż tak bardzo „wyczuwają”, co się dzieje?
Do tej pory często mam tak, że kiedy wracam do domu z podróży, ciało zaczyna „puszczać” i pojawia się potrzeba wypróżnienia. Dotyczy to wielu wyjazdów, nie tylko tej jednej konkretnej sytuacji. Jelita same w sobie chciałyby funkcjonować prawidłowo, ale nie działają w odosobnieniu. Pozostają w ciągłej komunikacji z układem nerwowym poprzez tak zwaną oś jelito–mózg. Kiedy autonomiczny układ nerwowy znajduje się w trybie „walcz albo uciekaj”, jelita nie mogą spokojnie pracować. Po powrocie do domu układ nerwowy zaczyna się rozluźniać, ponieważ znów zaczynamy czuć się bezpiecznie. Organizm stopniowo wraca wtedy do prawidłowego funkcjonowania, a jelita mogą podjąć normalną pracę. Dlatego właśnie po powrocie do domu często od razu pojawia się potrzeba wypróżnienia.
Czy kiedy korzystamy z toalety, będąc w podróży, możemy jakoś opanować nasze emocje, co ułatwi wypróżnianie?
Tak. Wszystko w dużej mierze zależy od tego, gdzie czujemy się bezpiecznie, a właściwie od tego, czy potrafimy rozpoznać moment, w którym przestajemy się tak czuć. Ważna jest umiejętność zauważania i kontrolowania automatycznych myśli, takich jak: „Ktoś mnie zaraz oceni” albo „Nie mogę tu tego zrobić”. Każdy ma inne predyspozycje do takich reakcji. U mnie te myśli pojawiają się bardzo szybko, ale staram się wtedy zatrzymać i przypomnieć sobie, że w danym momencie moim celem jest wypróżnienie się. Staram się ocenić sytuację realnie. Toaleta może być mniej lub bardziej komfortowa, ale nic złego się w niej nie dzieje.
Jednym ze sposobów jest więc świadome uspokajanie organizmu i budowanie poczucia bezpieczeństwa poprzez wewnętrzną rozmowę. Możemy powtarzać sobie, że wszystko jest w porządku i że sytuacja nie stanowi zagrożenia. Drugim sposobem jest uruchamianie trybu odpoczynku i trawienia, na przykład za pomocą oddechu przeponowego. Można zastosować go tuż przed wejściem do toalety albo już w jej wnętrzu, szczególnie wtedy, gdy pojawia się napięcie i obawa, że ktoś nas usłyszy. Jeśli ktoś nie potrafi oddychać przeponowo, może przygotować się, na przykład dmuchając bańki albo przez słomkę. Takie czynności pomagają rozluźnić krtań i uruchomić pracę przepony. Pomocna może być też stymulacja nerwu błędnego, który odgrywa ważną rolę w komunikacji między jelitami a mózgiem. Podczas spokojnego oddechu można delikatnie masować okolice uszu. To może ułatwić organizmowi przejście w tryb odpoczynku, trawienia i relaksu.
Ważne jest również odczarowanie procesu wypróżniania w naszych głowach, tłumaczenie sobie, że to nic strasznego. Robienie kupy jest tak samo naturalną częścią funkcjonowania organizmu jak jedzenie, tylko dotyczy drugiego końca tego samego procesu. Krok po kroku można nauczyć organizm, że nie jest to sytuacja niebezpieczna, i stopniowo osłabiać automatyczne reakcje lękowe. Wymaga to jednak praktyki. Nie jest to coś, nad czym można zacząć pracować dopiero na początku wakacji i oczekiwać natychmiastowych sukcesów. Taką pracę warto wykonywać przez cały rok, ponieważ przydaje się ona nie tylko podczas podróży, ale każdego dnia.
Jeżeli jako dzieci usłyszeliśmy, że ktoś śmieje się z innej osoby z „toaletowych powodów”, a bardzo zależało nam na akceptacji, mogliśmy podświadomie uznać, że jest to coś złego i wstydliwego
Czy jest jakiś jeden czynnik, który może najbardziej zaburzać pracę naszych jelit podczas wyjazdu wakacyjnego?
Uważam, że nie da się tego jednoznacznie stwierdzić, ponieważ wszystko zależy od konkretnej osoby i sytuacji. Ktoś może mieć zaparcia, ale po zjedzeniu nieumytego owocu albo wypiciu zanieczyszczonej wody dostać biegunki. Nie oznacza to jednak, że wcześniejszy problem z zaparciami zniknął. Taka osoba nadal może się stresować i mieć trudności z wypróżnianiem. Każdy przypadek trzeba więc rozpatrywać indywidualnie.
Czy to prawda, że jeśli przez kilka pierwszych dni na wyjeździe nie będziemy korzystać z toalety, to rozregulujemy sobie jelita na dobre?
Może się tak zdarzyć, ale tu również wszystko zależy od konkretnego przypadku. Przede wszystkim nie wpadajmy w panikę. Dodatkowy stres może jeszcze bardziej utrudnić sytuację, bo napina mięśnie dna miednicy, a także może wpływać na mikrobiotę. Im bardziej będziemy się obwiniać, tym będzie nam trudniej. Warto dążyć do regularnego, najlepiej codziennego wypróżniania, ale jeśli przez dwa dni do niego nie doszło, zamiast dodatkowo się biczować, lepiej dać organizmowi szansę i sięgnąć po swoją „emocjonalną apteczkę”, czyli omówiony wyżej zestaw nawyków, które wspierają wypróżnianie.
A jak możemy przygotować nasze jelita przed podróżą?
Są dwie rzeczy, które przygotowujesz jeszcze w domu: „emocjonalna apteczka” i probiotyk. Cała reszta dzieje się dopiero na miejscu. O „apteczce” już mówiłam, więc teraz czas na probiotyk. Rekomenduję, aby przed wyjazdem skonsultować się z lekarzem, najlepiej lekarzem prowadzącym lub lekarzem POZ, który zna naszą historię zdrowotną. Nie warto dobierać probiotyku na własną rękę. Taki preparat można zacząć przyjmować około 10 dni przed wyjazdem, aby jelita miały czas stopniowo się do niego przystosować. Następnie, zgodnie z zaleceniami lekarza, można kontynuować jego stosowanie przez cały wyjazd, a także przez pewien czas po powrocie. Chodzi o to, by w tym okresie zapewnić jelitom możliwie największą stabilność. Oczywiście mikrobiota i tak będzie reagowała na zmianę miejsca, diety i kontakt z innymi bakteriami, ale odpowiednio dobrany probiotyk może stanowić dla niej dodatkowe wsparcie. Dlatego ważna jest świadoma probiotykoterapia. Kupowanie przypadkowego preparatu dopiero na wakacjach, tylko dlatego, że na opakowaniu widnieje napis „probiotyk”, nie zawsze przyniesie oczekiwany efekt. Warto wiedzieć, jaki preparat stosujemy, w jakim celu i dlaczego właśnie ten.
A jak z dietą?
Przede wszystkim trzeba pamiętać o nawodnieniu. Samo wypicie pięciu litrów wody nie uchroni nas przed zaparciami ani związanymi z nimi powikłaniami, ale jeśli pijemy jej za mało, problem może się nasilać. Podczas podróży warto wybierać wodę mineralną, na przykład zawierającą magnez i siarczany. Ma ona właściwości osmotyczne, dzięki czemu pomaga zatrzymywać wodę w jelicie i może wspierać prawidłowe wypróżnianie. Nie chcę szeroko wypowiadać się na temat diety, ponieważ nie jestem dietetyczką, ale ważne jest, aby po przyjeździe jak najszybciej wrócić do rytmu zbliżonego do tego, który mieliśmy w domu. Jeśli np. zwykle jemy śniadanie, warto jeść je regularnie również na wakacjach, zamiast całkowicie zmieniać porę posiłku albo ograniczać się do dwóch kaw. Produktem, który może w łagodny i przyjemny sposób wspierać walkę z zaparciami, jest kiwi, o ile jest dostępne w miejscu, do którego jedziemy.
Jednej nocy trzy razy zgłaszałam się na SOR. Przez około 24 godziny nie byłam w stanie rozluźnić zwieraczy, przez co nie mogłam się wypróżnić ani oddać moczu. Nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje
O, nie wiedziałam.
Są badania wskazujące, że spożywanie dwóch kiwi dziennie może wspomagać walkę z zaparciami w podobnym stopniu, jak niektóre apteczne preparaty zawierające błonnik. Jeśli więc mamy taką możliwość, warto włączyć kiwi do diety. Może ono pomóc w utrzymaniu regularnego rytmu wypróżnień.
Dużo mówimy o zaparciach, ale inną możliwą reakcją organizmu jest biegunka. Ona również może być związana ze stresem. Niektórzy w sytuacji stresowej się blokują, a inni nieświadomie przyspieszają pracę swoich jelit. To dwa warianty tej samej reakcji stresowej. Można to porównać do reakcji na zagrożenie. Organizm może uznać, że trzeba jak najszybciej uciekać i pozbyć się zbędnego balastu, co prowadzi do biegunki. Może też zdecydować, że nie będzie zużywał energii na trawienie, i całkowicie zahamować pracę jelit. Dlatego gdy zaczynamy się stresować, warto próbować uspokoić organizm, racjonalnie ocenić sytuację, głęboko oddychać i przypominać sobie, że nic złego się nie dzieje.
Inną sytuacją jest biegunka wynikająca z zatrucia. Jeśli utrzymuje się dłużej niż dwa dni, rekomendowałabym skonsultowanie się z lekarzem na miejscu, ponieważ nie wiemy, co ją spowodowało, a przedłużająca się biegunka może prowadzić do odwodnienia. Ważna jest również profilaktyka. Należy zwracać uwagę na to, aby spożywane owoce i inne produkty były dokładnie umyte i nie miały kontaktu z potencjalnie szkodliwymi bakteriami.
A co z kawą? Wiele osób pije ją, bo wie, że przyśpieszy pracę jelit. Czy to prawda?
Kawa często pobudza wypróżnienie, między innymi dlatego, że pijemy ją rano. Wtedy w organizmie najmocniej działa tak zwany odruch żołądkowo-okrężniczy. Polega on na tym, że kiedy pokarm trafia do żołądka, ten wysyła sygnał do jelit, że nadchodzi „dostawa” i trzeba zrobić na nią miejsce. Jelito grube zaczyna wtedy intensywniej przesuwać swoją zawartość, co może wywołać potrzebę wypróżnienia. Sama kawa działa jednak także niezależnie od tego odruchu, bezpośrednio pobudzając jelito grube. Co ciekawe, nie do końca wiadomo, który jej składnik za to odpowiada. Na pewno nie sama kofeina, ponieważ kawa bezkofeinowa daje podobny efekt. Podejrzewa się związki powstające przy paleniu ziaren. Warto też wiedzieć, że kawa działa tak mniej więcej na co trzecią osobę, więc jeśli nie robi na twoich jelitach wrażenia, nie znaczy, że jest coś z tobą nie tak.
Wróćmy jeszcze do wakacyjnej apteczki. Jeśli wiemy, że na wyjazdach możemy mieć problemy z wypróżnianiem, to co jeszcze powinniśmy ze sobą zabrać oprócz probiotyków?
Ze swojej perspektywy zachęcam przede wszystkim do stworzenia wspomnianej „emocjonalnej apteczki”. Sama przez długi czas bardzo chętnie sięgałam po preparaty przeciwbiegunkowe, żeby tylko nie musieć iść do toalety. W ten sposób jednak dodatkowo sobie szkodziłam. Jeśli biegunka wynika z emocji, warto raczej nauczyć się rozmawiać ze swoim organizmem i uspokajać go za pomocą wcześniej wypracowanych sposobów. Inaczej wygląda sytuacja, gdy biegunka jest skutkiem zatrucia. Jeśli towarzyszy jej gorączka albo krew w stolcu, powinniśmy niezwłocznie zgłosić się do lekarza. Jeśli nie ma objawów towarzyszących, a my akurat siedzimy w autokarze albo lecimy samolotem, można sięgnąć po lek przeciwbiegunkowy. Pamiętajmy jednak, że zatrzymuje on objaw, a nie przyczynę. Organizm nie reaguje biegunką bez powodu. Skoro próbuje się czegoś pozbyć, jeśli mamy możliwość, warto dać mu na to szansę, pamiętając o nawodnieniu. Mając biegunkę, tracimy też dużo elektrolitów, więc doustny preparat nawadniający to rzecz, którą naprawdę warto spakować do walizki.
Na koniec stwórzmy krótką instrukcję dla naszych jelit, która może nam pomóc w trakcie wyjazdu.
Podsumowując, warto jak najlepiej poznaj swój organizm, żeby wiedzieć, czego potrzebuje w trudniejszych sytuacjach. Po konsultacji z lekarzem można rozpocząć probiotykoterapię. Podczas podróży należy pamiętać o odpowiednim nawodnieniu, najlepiej wodą mineralną. Po przyjeździe dobrze jest też w miarę możliwości zachować rytm dnia podobny do tego, który mamy w domu. W hotelowej łazience warto również zadbać o komfort podczas wypróżniania. Jeśli nie ma tam podnóżka toaletowego, można wykorzystać na przykład walizkę, żeby ułatwić sobie przyjęcie odpowiedniej pozycji i usunąć kolejną przeszkodę, z którą organizm musiałby sobie poradzić. Przez cały czas trwania podróży istotne jest również nasze nastawienie. Dobre samopoczucie i możliwość cieszenia się wyjazdem naprawdę wpływają na funkcjonowanie układu pokarmowego. Moim zdaniem nie jest to jednak praca, którą wykonuje się dopiero tydzień przed wakacjami. Warto zajmować się tym przez wszystkie pozostałe dni w roku. Ale dobra wiadomość jest taka, że to działa w obie strony, to co wypracujesz w ciągu roku, pojedzie z tobą na wakacje.