Przejdź do treści

„Bez stresu nie ma życia. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy stres jest przewlekły i gdy sobie z nim nie radzimy, nie mamy nad nim kontroli” – mówi prof. Jadwiga Jośko-Ochojska

Jak kontrolować stres?
Prof. Jadwiga Jośko-Ochojska. Zdj: archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Urszula Gacek i jej Octovnia / Octovnia
Była ambasadorką Polski i konsulem generalnym RP w Nowym Jorku. Urszula Gacek dzisiaj warzy żywe (i bardzo zdrowe!) octy
Małgorzata Rozenek-Majdan i Radosław Majdan / Instagram
Małgorzata Rozenek-Majdan i Radosław Majdan zostaną rodzicami! Prezenterka jest w upragnionej ciąży!
pijąca kobieta
Przemarznięta? Te napoje zimą rozgrzeją twój organizm skuteczniej niż herbata i kawa
wigilia
W tym roku Wigilia u… ciebie! Jak przetrwać pierwsze samodzielnie organizowane święta?
kobieta ogląda tv
Co telewizja robi z naszym mózgiem? Od jej oglądania stajemy się głupsi?

Stres to źródło chorób, nie tylko psychicznych, ale też somatycznych. Z drugiej strony – bez stresu nie da się żyć. O tym, jak znaleźć właściwy balans opowiada prof. Jadwiga Jośko-Ochojska, lekarka chorób wewnętrznych, neurofizjolog, specjalistka zdrowia publicznego i kierownik Katedry i Zakładu Medycyny i Epidemiologii Środowiskowej w Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach.

Aneta Wawrzyńczak: W książce „Rozmowy przy kawie o stresie, lęku i traumie” wzięli państwo na tapetę temat niby nośny, na czasie, z drugiej – jednak trudny, obrosły mitami. Mowa o stresie, o którym wszyscy niby wiemy, czym jest.

Prof. Jadwiga Jośko-Ochojska: Właśnie – o stresie mówią wszyscy, a szczególnie psycholodzy i socjolodzy. Lekarze natomiast mówią mało albo wcale, co mnie niezwykle dziwi. Bo to przede wszystkim lekarz powinien zajmować się stresem i traktować go jako przyczynę powstawania większości chorób i czynnik przeszkadzający powrotowi do zdrowia.

Jak zatem wytłumaczyć, czym jest stres z naukowego, medycznego punktu widzenia?

Jako lekarz mogę podać bardzo prostą definicję: stres to przekroczenie normy. Przekroczona norma, obojętnie w którym kierunku, obniżona lub podwyższona, zawsze jest patologią. A jeżeli mamy do czynienia z patologią, to należy ją leczyć.

Tylko, że stres stresowi nierówny.

O to właśnie chodzi. W przypadku stresu krótkotrwałego, zwanego eustresem, owszem, norma zostaje przekroczona, ale nic złego się nie dzieje, bo raz, że samoistnie powracamy do stanu prawidłowego w krótkim czasie, najczęściej do trzech dni, a dwa – że ten rodzaj stresu jest nam potrzebny do życia, chociażby jako motywacja do działania.

Żebyśmy nie skończyli jak myszy z eksperymentu Calhouna, którym zagwarantowano idealne środowisko do życia, bez najmniejszych stresów, co doprowadziło do tego, że spoczęły na laurach i po prostu sczezły?

Tak, bez stresu nie ma życia. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy stres jest przewlekły i gdy sobie z nim nie radzimy, nie mamy nad nim kontroli. Wtedy staje się on przyczyną większości chorób i jest jednym z głównych czynników stojących na przeszkodzie w czasie zdrowienia. Dlatego tak ważna jest wiedza, co się dzieje z nami pod wpływem stresu i jak sobie z tym radzić. Jeśli ją posiądziemy i nauczymy się kontrolować stres, wtedy będzie nam się żyło zupełnie inaczej, zdecydowanie lepiej.

Mam wrażenie, że stres stał się słowem-kluczem, wszędzie dookoła słyszy się: jestem zestresowana, stres mnie zżera, muszę się odstresować…

Rzeczywiście, wszyscy jesteśmy tym dotknięci. I dlatego problem nie polega na tym, by unikać stresu, wyeliminować go z życia całkowicie, bo to niemożliwe, tylko żeby go okiełznać, nauczyć się, jak sobie z nim radzić. Dlatego jako lekarz zwracam uwagę na to, że stres dzieli się na kontrolowany i niekontrolowany. Jeżeli potrafimy go kontrolować nie tylko raz w tygodniu, w weekend czy na wakacjach, ale każdego dnia, to mimo nawet ogromnej ilości bodźców stresowych możemy żyć sto lat w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Jeśli nie kontrolujemy stresu, na pewno będziemy chorować.

prof. Jadwiga Jośko-Ochojska
Pozytywne emocje poprawiają więzi międzyludzkie i rozwijają empatię, bo aktywują odpowiedzialne za nią neurony lustrzane. Sprawniejszy jest też układ immunologiczny, w konsekwencji czego jesteśmy po prostu zdrowsi

Z państwa książki wnioskuję, że szkopuł tkwi w nastawieniu do problemu czy stresującej sytuacji. Jeżeli myślę: zrobię to, dam radę, uda mi się, to znaczy, że mam stres pod kontrolą. Czarnowidztwo z kolei, przekonanie o beznadziejności sytuacji, myślenie: to mnie przerasta, to z kolei stres niekontrolowany.

Dokładnie. Ze stresem niekontrolowanym mamy do czynienia wtedy, kiedy jesteśmy przekonani, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia: nie uda nam się czegoś zrobić, nie poradzimy sobie, bo nie jesteśmy wystarczająco inteligentni, sprytni, zaradni i tak dalej. W przypadku choroby, objawia się to przekonaniem, że jest to bardzo ciężka choroba, nie uda się nam wyleczyć i w konsekwencji umrzemy. Tak człowiek wmawia sobie bardzo wiele rzeczy, które są nieprawdziwe.

Co daje zmiana myślenia na pozytywne?

Jeżeli zmienimy sposób patrzenia na daną sytuację, jeżeli zaczniemy przekonywać, nie ludzi dookoła, ale samych siebie, że to tylko kolejne wyzwanie, kolejny stopień, na który mamy wejść, kolejny most, który trzeba przejść, że po prostu takie jest życie, jak fala, raz jesteśmy na dole, raz na górze, to zaczniemy radzić sobie ze stresem. I będziemy zdrowsi. Warunkiem jest też to, żebyśmy przestali myśleć w kategoriach: „muszę to zrobić”, a zaczęli myśleć: „mogę, chcę to zrobić”. I to w drobnych, codziennych sprawach, na przykład: nie muszę po całym męczącym dniu pracy jechać jeszcze po zakupy, tylko chcę jechać, bo chcę zjeść dobrą kolację. Wtedy żyje nam się zupełnie inaczej.

Kobieta pije kawę przed monitorem

To by się zgadzało. Myśląc, że „muszę” coś zrobić, czuję się jak niewolnik. Wymawiając to słowo,  dosłownie kulę się w sobie, zaciskają mi się ramiona i opada mi głowa. A gdy mówię, że „chcę lub mogę”, czuję się wolna i odruchowo unoszę głowę do góry i wypinam pierś do przodu.

Ma pani rację. W taki sposób rozmawiam właśnie ze studentami. Zadaję im zawsze pytanie: „czy musicie zdać ten egzamin?”, oni odpowiadają: „oczywiście, musimy!”. A ja im na to: „nieprawda, w ogóle nie musicie tu studiować”. I wtedy zapada konsternacja. Tłumaczę im więc, żeby zastanowili się, czy „chcą” studiować medycynę, czy „muszą” – bo zdecydowali się na to na przykład pod wpływem rodziców czy czyichkolwiek namów. Bo jeżeli poczują, że chcą zostać lekarzami z własnej woli, to niczego nie będę musieli, tylko będę mogli i chcieli.

To przejście od stresu niekontrolowanego do kontrolowanego, zamienienie podejścia „nie chcem, ale muszem” na konstruktywne, pozytywne, pchające nas do działania myślenie to nie jest tylko kwestia nastawienia psychicznego, ale także naszego zdrowia fizycznego, prawda?

Oczywiście. To nie jest czcze gadanie, chodzi między innymi o wydzielanie hormonów i neuroprzekaźników w mózgu, które mają wpływ na funkcjonowanie całego organizmu. W czasie stresu bardzo istotne jest wydzielanie hormonów stresu, takich jak: adrenaliny, noradrenaliny, glikokortykosteroidów, w tym kortyzolu. Badania dowodzą, że w sytuacji stresu niekontrolowanego, czyli poczucia beznadziejności sytuacji, braku wyjścia z niej, stężenie hormonów stresu we krwi jest nawet dziesięciokrotnie wyższe, niż w stresie kontrolowanym, czyli w takiej samej sytuacji, ale wobec poczucia, że mamy stres pod kontrolą, jesteśmy spokojni i nastawieni kreatywnie i pozytywnie.

prof. Jadwiga Jośko-Ochojska
W ciągu dnia przeżywamy nieraz i dziesiątki sytuacji stresowych, przy czym część z nich jest pozytywna i dodaje nam motywacji do życia

Co to w praktyce znaczy?

Że w stresie niekontrolowanym cały nasz organizm zaczyna zachowywać się zupełnie inaczej,  zaczynamy chorować. Zwłaszcza glikokortykosteroidy mają potężną moc, bo między innymi oddziałują negatywnie na układ immunologiczny. Oznacza to, że w stresie niekontrolowanym nie radzimy sobie z drobnoustrojami, chorujemy więc na choroby bakteryjne, wirusowe, pierwotniakowe, grzybice, itp. Po prostu łapiemy wszelkie infekcje, bo mamy bardzo słaby układ odpornościowy.

A to otwiera furtkę dla kolejnych chorób?

Tak, pojawiają się wszelkiego rodzaju zapalenia: w układzie krążenia, pokarmowym, wydalniczym, pęcherzu moczowym i tak dalej. Co więcej, przy bardzo słabym układzie odpornościowym komórki immunologiczne – limfocyty T, limfocyty B, komórki NK – nie „zabijają” komórek nowotworowych. I tu się zaczyna wielki problem, bo wszyscy jesteśmy nieustannie narażeni na środki rakotwórcze, które znajdują się  w naszym otoczeniu. Nie każdy wie ponadto, że wszyscy ludzie, na całym świecie – posiadamy także komórki nowotworowe w naszych organizmach. I po to mamy sprawnie działający układ odpornościowy, aby sobie radził z nimi i nie dopuścił do powstania raka. Jednym słowem: stres niekontrolowany jest jednym z czynników sprzyjających powstawaniu nowotworów.

Kontrolowany już nie?

W stresie kontrolowanym mamy sprawny układ immunologiczny, co sprawia, że radzimy sobie z komórkami nowotworowymi.

Co jeszcze dzieje się w stresie niekontrolowanym?

Glikokortykosteroidy oddziałują również bardzo silnie na ośrodkowy układ nerwowy, czyli mózg. I nie dość, że powodują śmierć neuronów, to jeszcze hamują powstawanie nowych neuronów.

Co skutkuje na przykład zaburzeniami koncentracji, uczenia się, pamięci, a jednocześnie wzrostem poziomu agresji.

Właśnie. Konsekwencje są bardzo poważne, począwszy od tego, o czym pani wspomniała, ale nie tylko, skutkiem jest również zaburzenie rytmów biologicznych, bo neurony są niszczone również w hipokampie, który odpowiada między innymi za rytm snu i czuwania. To dlatego z powodu stresu wielu ludzi ma problemy z bezsennością. Kolejnym skutkiem stresu niekontrolowanego są problemy emocjonalne, wynikające ze wzrostu poziomu lęku i agresji, bo powiększają się jądra migdałowate, które za nie odpowiadają.

Ale to może być skutek nie tylko aktualnego życia w stresie niekontrolowanym – bo korzenie tych problemów mogą sięgać dzieciństwa.

Zgadza się. Dziecko może nabyć różnego rodzaju zaburzenia, w tym lęk i nierozerwalnie związaną z nim agresję na przykład wtedy, kiedy jest katowane w domu. Ale nie tylko fizycznie, psychicznie również, nawet przez samo bycie niekochanym, bo już to powoduje, że neurony zaczynają obumierać. Miłość powoduje neurogenezę, czyli powstawanie nowych neuronów a nienawiść – śmierć neuronów, to są dwa przeciwstawne uczucia, które mają olbrzymią moc.

Źródło problemów może tkwić jeszcze głębiej, w życiu płodowym, jeśli matka przeżywa ogromny stres czy traumę w czasie ciąży.

Przy czym lęk, stres, trauma matki, o których pani wspomina, nie są związane z obawą o to, czy dziecko urodzi się zdrowe czy też jak to się wszystko poukłada w życiu – bo takie obawy przeżywa każda kobieta w ciąży. Tu chodzi o przeżycia traumatyczne: śmierć męża, wypadek, którego kobieta może być uczestnikiem albo świadkiem, zgwałcenie, molestowanie psychiczne, wszelkiego rodzaju przemoc domowa i tak dalej. W takiej sytuacji kobieta może zachorować na depresję lub PTSD, czyli zespół stresu pourazowego, a dziecko może odziedziczyć predyspozycje do tych chorób. Co nie znaczy, że każde dziecko będzie zaburzone. Mówimy tylko o zwiększonej predyspozycji do PTSD i depresji. Przecież w tej chwili na świecie rozpoznaje się już depresje noworodkowe…

Właśnie! To mnie bardzo zszokowało, że można przyjść na świat już z depresją.

Bo mało się u nas o tym mówi, właściwie wcale. Nieraz wręcz ludzie śmieją się: „jak niby rozpoznać depresję u noworodka? Bo płacze albo nie chce pić mleka?”. Oczywiście, w taki sposób się tego nie rozpoznaje, trzeba wykonać badania neuroobrazowe mózgu dziecka i na podstawie wyników, obserwacji zachowania dziecka i wywiadu z matką możemy podejrzewać i ewentualnie rozpoznawać depresję. Takie badania robi się na Zachodzie u kobiet, które przeżywały depresję w czasie ciąży i tak zwaną depresję poporodową. W Polsce się tego nie robi, nawet rzadko się o tym mówi, lekarze nie wierzą jeszcze w depresję u noworodków i niemowląt. Podobnie jest z badaniami nad epigenetycznym dziedziczeniem traumy po przodkach. Ale z racji tego, że się takich badań nie wykonuje w Polsce, nie znaczy, że tego nie ma.

prof. Jadwiga Jośko-Ochojska
Stylów i sposobów kontrolowania stresu i odreagowania na co dzień jest tak dużo, że każdy znajdzie co najmniej kilka dla siebie

Opisuje pani przypadek pacjentki, która cierpiała na nawracające bóle brzucha, a której nikt nie był w stanie zdiagnozować. Dopóki nie wyznała pani, że takie bóle ma od 1945 roku, kiedy na jej oczach radzieccy żołnierze zgwałcili i zabili jej matkę i siostry, a także zamordowali ojca. Wynika z tego, że każdy lekarz powinien prowadzić tak pogłębiony wywiad o korzeniach stresu i traumy, bo może to właśnie tam tkwi źródło problemów ze zdrowiem.

To nie jest takie proste, bo nasz system służby zdrowia wymusza bardzo krótkie wizyty, przez co część lekarzy będzie niezadowolona, jeśli pacjent będzie chciał drążyć swoje przeżycia. Ja natomiast stale przekonuję, że nowoczesny wywiad medyczny powinien być zupełnie inny, niż w XX wieku. Chociażby z racji tego, co obecnie wiemy na temat dziedziczenia traumy i wpływu przewlekłego, niekontrolowanego stresu na cały organizm. Nie może być tak, że przychodzi do lekarza na przykład pacjentka molestowana moralnie przez męża, doświadczająca psychicznej przemocy domowej, która skarży się na ból brzucha, migreny, palpitacje serca, zapalenie pęcherza moczowego, jakąkolwiek dolegliwość i chce opowiedzieć o swojej sytuacji domowej, a lekarz jej przerywa i mówi: „proszę przejść do konkretów, jak i gdzie panią boli?”. Bo jeżeli dojdę do przyczyny problemu, czyli molestowania moralnego w domu, wyślę ją do psychiatry, na terapię, doradzę, żeby założyła Niebieską Kartę, zgłosiła się na policję, to może się okazać, że jej problemy ze zdrowiem ustąpią, bo były to maski depresyjne spowodowane przez stres, a nie chorobę zasadniczą.

I może to jest sposób, by uzdrowić służbę zdrowia? Jeśli zainwestujemy trochę więcej czasu na wywiad medyczny, to oszczędzimy pacjentowi chorób i cierpienia, lekarzom pracy, a systemowi pieniędzy?

Oczywiście. Tylko że lekarze mówią często: „jak mam to zrobić, skoro mam 15 minut na pacjenta?”. I ja w to wierzę, bo tak po prostu w naszym systemie jest. Nie każdy pacjent wymaga pogłębionego wywiadu. Ile zdarza się ciężkich przypadków, kiedy pacjent ciągle powraca, żadne leki nie działają, jest tylko coraz gorzej? Jeden, dwa dziennie, trzy tygodniowo? Skoro brakuje czasu, to chociaż przy tych pacjentach, którzy nie reagują na leczenie, trzeba się właśnie zatrzymać.

To perspektywa lekarza. A co jako pacjenci możemy zrobić sami, żeby dojść do źródła naszych dolegliwości?

Możemy próbować rozmawiać. Jeżeli trafimy na dobrego lekarza, to się uda. Jeżeli lekarz nie będzie zainteresowany taką rozmową, można poprosić, żeby chociaż dał skierowanie na psychoterapię albo do psychiatry, żeby zbadać, czy nie mamy zaburzeń depresyjnych. Nota bene, lekarz rodzinny powinien rozpoznać zaburzenia depresyjne i depresję, gdyż problemy te lawinowo narastają i sami psychiatrzy apelują: nie damy rady, niech lekarze pierwszego kontaktu również zaczną rozpoznawać i leczyć zaburzenia depresyjne i depresje. I dopiero wtedy, kiedy sobie nie poradzą, kiedy przypadki będą bardzo trudne, skierują do nas.

Trudno jest zdać sobie sprawę z tego, że nasze dolegliwości, schorzenia, choroby mogą być skutkiem tego, że nie radzimy sobie ze stresem?

Oczywiście, człowiek automatycznie zawsze szuka winy poza sobą: we wszechobecnych bakteriach, wirusach, jedzeniu, powietrzu, wodzie, pracy, systemie, wszędzie dookoła. I gdy choruje, myśli na przykład: „winna jest bakteria, a nie to, że przez niekontrolowany stres mam słaby układ immunologiczny”. Tylko co w sytuacji, kiedy podczas epidemii grypy, w sześcioosobowej rodzinie choruje pięciu jej członków, a jeden nie? Skoro przyczyną grypy jest wirus, to dlaczego nie wszyscy chorują? Odpowiedź brzmi: przyczyną jest obniżona odporność, co skutkuje tym, że nasz organizm nie umie walczyć z wirusem.

Z czego to wynika?

Z niskiej świadomości tego, jak działa stres niekontrolowany i jakie niesie ze sobą zagrożenia nieradzenie sobie z nim. Z szukania usprawiedliwienia dla tego, że jemy w fast-foodach, nie uprawiamy żadnej aktywności ruchowej, nie dbamy o pozytywne emocje. A pozytywne emocje i myśli budują człowieka, bo powodują wydzielanie hormonów szczęścia, endorfin, serotoniny, które nie tylko powodują, że odczuwamy satysfakcję, jest nam miło i przyjemnie, ale też są odpowiedzialne za neurogenezę, czyli powstawanie nowych neuronów, które – jak wykazują badania – działają antydepresyjnie. Wykrzesanie pozytywnych emocji jest niewątpliwie najtańszą na świecie profilaktyką depresji.

Mamy jeszcze jakieś plusy pozytywnych emocji?

Pozytywne emocje poprawiają więzi międzyludzkie i rozwijają empatię, bo aktywują odpowiedzialne za nią neurony lustrzane. Sprawniejszy jest też układ immunologiczny, w konsekwencji czego jesteśmy po prostu zdrowsi. Mało tego, działają na długowieczność! Badania dowodzą, że wystarczą trzy miesiące medytacji, skupiania się na czymś pozytywnym, ćwiczenia pozytywnych emocji, żeby wydłużyły się telomery, czyli końcówki chromosomów odpowiadające za długowieczność. Wreszcie – dobre emocje przekazujemy w dziedziczeniu epigenetycznym naszym dzieciom, wnukom, kolejnym pokoleniom.

odchudzanie

To mnie właśnie bardzo zaskoczyło i ucieszyło w państwa książce: moc pozytywnego myślenia to nie jest wyświechtany frazes, tylko ma mocne uzasadnienie naukowe.

To ma wpływ na zarówno naszą psychikę, jak i na cielesność, a ja bym powiedziała, że również na naszą duchowość.

Państwo stawiają tezę, że brak rzetelnej wiedzy o stresie przynosi szkody nie tylko indywidualne, ale i społeczne. Chodzi m.in. o wypaczone rozumienie bezstresowego wychowania – czy coś jeszcze?

Przychodzi mi do głowy przede wszystkim molestowanie moralne, czyli przemoc psychiczna, o której wiemy bardzo mało. Ja dowiedziałam się ile jest tego typu problemów wokół nas dopiero wtedy, gdy zaczęłam prowadzić wykłady na ten temat, a do mojego gabinetu zaczęły przychodzić w związku z tym tłumy ludzi, wszyscy z molestowaniem moralnym. A wśród nich koleżanki i znajome, w tym lekarki, co do których nigdy bym nie podejrzewała, że mogą doświadczać molestowania moralnego we własnych domach.

prof. Jadwiga Jośko-Ochojska
Tak, bez stresu nie ma życia. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy stres jest przewlekły i gdy sobie z nim nie radzimy, nie mamy nad nim kontroli

Skąd to tabu?

Po pierwsze, ofiary nie mają pojęcia, że są molestowane moralnie, bo stosowana wobec nich przemoc jest bardzo dyskretna, w „białych rękawiczkach”, przez sprawców, którzy są zazwyczaj szalenie inteligentni. W związku z tym potrafią oni wymyślać niewyobrażalne wręcz tortury psychiczne, doprowadzając ofiarę nawet do depresji i PTSD, choć nie tylko, ofiary ciężko chorują także na przeróżne ciężkie choroby organiczne. Ofiary molestowania moralnego nie opowiadają o tym nikomu, bo to są, jak im się wydaje, drobne sprawy. „Przecież mnie nie bije, przynosi pieniądze do domu, jest bardzo lubiany przez otoczenie, o co chodzi?”, myśli. Po drugie, właśnie z tego powodu, takiej formy przemocy u nas się nie karze. Po trzecie, nie ma na ten temat rozpowszechnionej wiedzy. Po czwarte – nawet, jeśli są świadkowie, to nie wiedzą, o co chodzi. Obserwują związek i myślą: najpierw było dobrze, później się zepsuło, widocznie to jej – czyli ofiary – wina.

Żeby zaradzić chociaż niewiedzy, powiedzmy, jak najprościej wytłumaczyć, czym jest molestowanie moralne.

Trudno wyjaśnić to w paru zdaniach, ponieważ sposoby molestowania są przeróżne. Przede wszystkim dobrze byłoby wiedzieć, kim jest agresor. A jest to osoba z zaburzeniem osobowości perwersyjno-narcystycznym, czyli dbająca o siebie, dobrze ubrana, najczęściej bardzo dobrze wykształcona, z dobrze rozwiniętą inteligencją racjonalną i bardzo słabo emocjonalną. Najczęściej niszczona już w dzieciństwie – bita, niekochana, tkwiąca w toksycznej relacji. Gdy dorasta, już ma uszkodzony mózg, niedobór neuronów, mało aktywne neurony lustrzane odpowiadające za empatię. To osoba, która kłamie, nie dotrzymuje umów, manipuluje, traktuje innych instrumentalnie, jest miła wyłącznie po to, żeby kogoś wykorzystać, a gdy osiągnie swój cel i ofiara nie jest już jej potrzebna, rzuca ją jak ścierkę i szuka kolejnej ofiary. Żeby wiedzieć, czy jest się w taką relację uwikłanym, trzeba się zastanowić: kim jest ten człowiek, jak mnie kiedyś traktował, a jak traktuje teraz? Bo przy molestowaniu moralnym najpierw jest faza uwodzenia, kiedy partner jest miły, serdeczny, dobry, wyręcza nas we wszystkim, co widzą wszyscy dookoła. A po jakimś czasie dopiero zaczyna się proces destrukcji.

Jak już ma w garści ofiarę, już wie, że ją sobie całkowicie omotał.

Właśnie. Już wtedy nie jest miły ani uczynny, a nawet, gdy ofiara zwraca uwagę, że wcześniej było między nimi inaczej, odpowiada: „nie rozumiem, o co ci chodzi”. Charakterystyczne w tej fazie destrukcji jest to, że deprecjonuje ofiarę, robi z niej idiotkę, wariatkę, poniża ją. Jedna z moich pacjentek opowiadała, że na przyjęciach, spotkaniach rodzinnych jej mąż z uśmiechem podchodził do niej, całował w policzek i szeptał na ucho: „nienawidzę cię, zniszczę cię”. A rodzina i przyjaciele byli nim zachwyceni, jaki z niego jest cudowny mąż, jak jest w niej zakochany. Musimy to wiedzieć, żeby umieć się wyzwolić, jeśli jesteśmy ofiarą. A jeśli jesteśmy świadkiem – żeby pomóc i uratować życie drugiemu człowiekowi. Dlatego ta wiedza jest taka potrzebna.

Takie molestowanie moralne to jest ewidentnie sytuacja distresu, prawda?

Tak, dlatego ofiary zaczynają ciężko chorować na wszelkie choroby. Tylko, że jak idą do lekarza, to zazwyczaj dostają kolejne recepty na leki, które nie przynoszą żadnej ulgi w cierpieniu. Powinny zaś otrzymać albo tabletkę antydepresyjną, psychotropową, albo skierowanie na psychoterapię. Najważniejsze zaś jest uwolnienie się od agresora.

A uwalnianie się od stresu? Sama pani zauważa: „nie da się uwolnić od stresu”.

Bo to prawda, w ciągu dnia przeżywamy nieraz i dziesiątki sytuacji stresowych, przy czym część z nich jest pozytywna i dodaje nam motywacji do życia. Chociaż trzeba podkreślić, że są sytuacje, kiedy możemy, a wręcz musimy uwolnić się od stresu: gdy żyjemy w toksycznym związku czy jesteśmy ofiarami mobbingu w pracy. Na tym polega wtedy kontrola stresu, żeby jak najszybciej uwolnić się z takiej relacji, to jest najlepszy sposób na wyzdrowienie. Jeśli natomiast nie mam możliwości, żeby uwolnić się od takiej sytuacji, to trzeba znaleźć inny sposób, żeby ją jakoś przeżyć.

Jak?

Na przykład poprzez wizualizację. Powiedzmy, że praca wywołuje u nas mnóstwo stresu związanego z toksycznymi relacjami ze współpracownikami. Możemy wtedy przed wejściem do biura wyobrazić sobie, że nakładamy duży szklany klosz z dziurką do oddychania i że jesteśmy w nim bezpieczni, niczego się nie boimy, a wszystkie złe emocje, które są w nas wymierzone, odbijają się od niego. Albo wchodzimy na galeryjkę i patrzymy na wszystko z dystansem. A poza tym, dodatkowo, koniecznie należy stosować codziennie metody radzenia sobie ze stresem: spotykać się z miłymi, życzliwymi ludźmi, pomagać aktywnie komuś, kto wymaga pomocy, słuchać muzyki, medytować lub modlić się, chodzić do teatru, czytać pogodne książki, oglądać wesołe filmy, malować obrazy, szydełkować, uprawiać sport, zdrowo się odżywiać…

Tych sposobów jest mnóstwo. Pytanie za sto punktów: co i jak wybrać?

Odpowiedź jest bardzo prosta: każdy z nas ma swój własny sposób radzenia sobie ze stresem. Jeżeli lubisz spacerować, to spaceruj. Lubisz pływać – pływaj. Spróbuj różnych aktywności, które mogłyby być dla ciebie frajdą, także tych zupełnie dla ciebie nowych. Stylów i sposobów kontrolowania stresu i odreagowania na co dzień jest tak dużo, że każdy znajdzie co najmniej kilka dla siebie.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

kortyzol

Kortyzol – walcz albo uciekaj!

kobiety jedzące marchewki

10 zagrożeń drastycznych diet

Pheochromocytoma (guz chromochłonny) - czym jest? Jakie daje objawy?

Pheochromocytoma (guz chromochłonny) – czym jest? Jakie daje objawy?

Stres rujnuje ci życie? 7 sygnałów, których lepiej nie bagatelizować

Stres rujnuje ci życie? Psycholog opisuje 7 sygnałów, których lepiej nie bagatelizuj

Utrata miesiączki przez stres zdarza się bardzo często

Stres a okres. Utrata miesiączki przez stres zdarza się bardzo często. To niestety usypia czujność lekarzy i pacjentów

sałatka z łososiem

Jesteś często nerwowa? Przyczyną może być… dieta. Sprawdź, jakie zmiany warto w niej wprowadzić

kieliszek wina

5 rzeczy, których nie cierpi twój żołądek

Kobieta w kapeluszu stoi na ulicy

Masz problem z wypadającymi włosami? To może być łysienie telogenowe

kobieta owinięta kocem

Często łapiesz infekcje? Dowiedz się, w czym może tkwić problem

Czy herbata z miodem wyleczy przeziębienie? Fakty i mity o odporności

Różne suplementy dla kobiet

Suplementy na miarę potrzeb – sprawdź, czego potrzebujesz w zależności od tego, na jakim etapie życia jesteś i co robisz

Metoda TRE / unsplash.com

Przeżyłaś w swoim życiu traumę, jesteś zestresowana, nie możesz spać? Spróbuj TRE i po prostu zaufaj swojemu ciału

Nie możesz wyleczyć trądziku? Przyczyną może być stres

Leczysz trądzik i nie widzisz efektów? Kosmetolożka: przyczyną może być stres!

Praca, dom, obowiązki… Spokojnie, nie wszystko w życiu musi być idealne. Oto 5 powodów, dla których czasem dobrze odpuścić

Nerwy w konserwy! Czujesz, że zaraz wybuchniesz ze złości? To pierwsze objawy nadmiernego stresu

Stres. Jak sobie z nim radzić? Oto 14 pomysłów, jak poradzić sobie ze stresem

Melisa - herbata tylko na uspokojenie? Jakie jeszcze właściwości i zastosowanie wykazuje roślina?

Melisa – herbata tylko na uspokojenie? Jakie jeszcze właściwości i zastosowanie wykazuje roślina?

istockphoto.com

Wszystkim się przejmujesz, wiecznie jesteś zmęczona, ciągle czujesz stres? To nie muszą być hormony, a wypalenie zawodowe

Czasem lepiej jest odpuścić, niż żyć w ciągłym stresie i poczuciu winy. Psychoterapeutka podpowiada, jak się tego nauczyć

„Im bardziej jesteśmy zestresowani, tym częściej chorujemy, tym częściej ulegamy kontuzjom” – mówi Agnieszka Bonar-Sadulska, trenerka rozwoju osobistego

istockphoto.com

Jak polubić swoją pracę?

Tabletki na uspokojenie

Tabletki na uspokojenie – kiedy warto po nie sięgać?

Koszmar senny koszmarem dla organizmu

Koszmary senne negatywnie wpływają na nasz organizm. Jak im zapobiegać?

kobieta na hamaku

5 powodów, dla których praca zdalna jest zdrowsza

Najpopularniejsze

8 rzeczy, których organizm kobiety nie wybacza po 30-tce

Sandra Kubicka

Sandra Kubicka: nigdy już nie powiem, że jestem w stu procentach zdrowa, nawet jeśli kiedyś będę czuła się lepiej

„Wyjście z toksycznego związku nie łatwe, ale jest możliwe. I trzeba to zrobić. Dla siebie”. Dr Bogdan Stelmach o niezdrowych relacjach w parze

Masturbacja może być jeszcze przyjemniejsza. Co robić, aby przenieść doznania na wyższy poziom?

Lekarz siedzi przy biurku i wypisuje długopisem skierowania

Jak długo ważne są skierowania na badania lekarskie? Najważniejsze informacje, o których warto pamiętać.

Regeneracja organizmu po odstawieniu alkoholu. Sprawdź, jakie są efekty, kiedy zrezygnujesz z weekendowego drinka

Kobieta pokazuje język, na nim jest zaznaczony czerwony punkt

Krosta na języku – przyczyny powstawania, leczenie. Skąd się bierze krosta na języku i jakie ma formy?

kobieta, którą bolą plecy

O czym świadczy ból pod łopatką? Charakter bólu, objawy i możliwe sposoby leczenia

kobieta, leżąca na łóżku, z bolącym brzuchem

Jak rozpoznać zakażenie owsikami? Czy pasożytów można pozbyć się domowymi sposobami?

Mama zakleja plaster dziekcu. Na zdjeciu widoczne dłonie na drewnianym stole

Zastrzał – 7 domowych sposobów jak sobie z nim poradzić

sen

Co oznacza drętwienie rąk w nocy i podczas snu?

para w łóżku

Fellatio, czyli oswajanie penisa. 7 najważniejszych zasad!

kobieta z bólem zęba

Ropień zęba – domowe sposoby na opuchliznę

Kobieta krzywi się z powodu bólu spowodowanego złamanym palcem

Jak rozpoznać złamanie palca – czyli objawy złamanego palca u ręki i stopy?

Choroby mają zapach – wiedziałaś o tym?

Zbliżenie oka z wadą wzroku

Wada wzroku minus czy plus? A może astygmatyzm? Rodzaje wad wzroku