Przejdź do treści

Dlaczego nie warto kłamać u lekarza?

Zdjęcie: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
doktor michał lipa przodem
Czy USG jest bezpieczne?
Meghan Markle jest w ciąży. Poinformował Pałac Kensington
Marta Frej dla Hello Zdrowie!
smutna kobieta
Czy kobiecy gniew może być zdrowy?
trójka niemowlaków na łóżku
Mama trojaczek zawiedziona swoim poporodowym brzuchem

W gabinecie lekarskim czujemy się czasem jak na egzaminie. Z różnych przyczyn nie zawsze mówimy prawdę, mimo że chodzi przecież o nasze zdrowie. Dlaczego tak jest i jak temu zaradzić?

Serialowy dr House mówił: Everybody lies. Dlatego nie dawał wiary zapewnieniom pacjentów, że prowadzą zdrowy tryb życia, z ironią traktował informacje o wzorcowym odżywianiu, unikaniu alkoholu, papierosów i innych używek. Zakładał, że mijają się z prawdą, mówiąc o wierności swoim partnerom, przestrzeganiu zasad zaleconej terapii. Podważał ich przekonanie, że dysponują podstawową wiedzą medyczną o tym, jak zażywać tabletki oraz jak obsługiwać podstawowe urządzenia medyczne (w jednym z odcinków bohaterka traktowała doustny inhalator jak atomizer perfum). Zakładał, że większość faktów mających wpływ na ich zdrowie pacjenci po prostu ukrywają: jedne symptomy wyolbrzymiają, inne – niewygodne lub krępujące – przemilczają. Na ile serialowa fikcja pokrywa się z rzeczywistością?

[sticker]

Każda informacja ma znaczenie!

Na co dzień żaden lekarz nie prowadzi diagnostyki przypominającej śledztwo. Do tego – w realiach polskich – specjaliści nie mają tak licznego zespołu pomocniczego, tak dużych budżetów na badania ani tak wiele czasu na rozpracowanie pojedynczych przypadków. Przykład doktora House’a pokazuje jednak pewną prawidłowość, niezależną od miejsca pracy lekarzy: do postawienia diagnozy potrzebny jest nie tylko konkretny pacjent i wyniki jego badań, ale też znajomość kontekstu choroby. Słowem: te wszystkie szczegóły dotyczące naszego trybu życia, rodzaju wykonywanej pracy, sposobu odżywiania, rodzaju podejmowanej aktywności, stanu psychicznego. Ale także – stosowania używek, zażywanych leków, choćby to miały być „tylko” suplementy na poprawę stanu cery czy przyspieszenie odchudzania, podejmowanych ryzykownych zachowań seksualnych itd. Niektóre z tych szczegółów to rzeczy „wstydliwe”, które często chcielibyśmy zachować tylko dla siebie. Wedle opinii lekarzy całkiem spora grupa pacjentów nie stosuje się także do zasad prowadzenia terapii. A bez dyscypliny pacjentów zarówno trafna diagnoza, jak i starannie dobrane leczenie nie zadziałają. Bo, wbrew naszym wyobrażeniom o potędze medycyny, o sukcesie terapeutycznym decydujemy w dużej mierze my sami, czyli pacjenci. Dlatego nie warto u lekarza bawić się kotka i myszkę. Każda informacja może być cenna.

Dlaczego nie mówimy wszystkiego lekarzowi?

Relacja lekarza i pacjenta jest osobliwa, dlatego trudno być wylewnym w mówieniu o swoich przypadłościach. W gabinecie spotykają się dwie obce sobie osoby. W grę wchodzą rozmaite uczucia. Po pierwsze: wstyd. Przykładowo – dolegliwości związane z narządami płciowymi, wypróżnieniem, niepokojącym wyglądem stolca, bolesnością odbytu są dla większości z nas tematem tabu. Po drugie: chęć ukrycia niewygodnej prawdy. Kiedy łykamy statyny na zbicie cholesterolu, nie chcemy się przyznawać, że nie przestrzegamy niskotłuszczowej diety. Kiedy mamy podwyższony poziom cukru, nie spowiadamy się przed lekarzem z grzechu podjadania ciasteczek. Po trzecie: potrzeba zatajenia „rodzinnych tajemnic”. Dlatego psychiatrze często nie mówimy o alkoholizmie ojca czy zmarłym przedwcześnie rodzeństwie.

Problem polega też na tym, że NFZ daje lekarzowi około 20 minut na wysłuchanie, zbadanie, zdiagnozowanie chorego. Pamiętajmy, że jest to jednocześnie czas na wypełnienie dokumentacji, wypisanie recepty, wyjaśnienie, jak zażywać leki. Dlatego na spokojną rozmowę, zadanie pytań, rozwianie wątpliwości często nie ma po prostu czasu, a do samej diagnostyki nieraz wkrada się rutyna. 

Zdjęcie: shutterstock

Standardy medyczne czy sztampowość diagnozy?

Często mamy wrażenie, że lekarz traktuje nasze objawy rutynowo. Nie jest to jednak zwykle wina braku empatii lekarza. Jeśli bowiem zgłaszanymi objawami będą: uczucie rozbicia i zmęczenie, ból głowy, zatkanie nosa i towarzyszący mu wyciek, prawdopodobnie otrzymamy diagnozę: stan zapalny zatok. W 99 proc. przypadków będzie to prawda, choć – oczywiście – w 1 proc. powyższe symptomy mogą maskować inną chorobę, np. nowotwór. Trudno się jednak dziwić diagnozie lekarza, przynajmniej w pierwszej fazie leczenia, ponieważ medycyna posługuje się tzw. standardami medycznymi. Oznacza to, że na podstawie opisanych symptomów przyjmuje się diagnozę najbardziej prawdopodobną (typową). Pomimo indywidualnych dramatów (przeczących przywoływanej teorii) większość z naszych chorób to przypadki typowe, tak więc objawy łączy się z najczęściej występującymi schorzeniami. Praca większości lekarzy nie ma nic wspólnego ze śledztwem House’a, polega raczej na diagnozowaniu chorób występujących powszechnie.

Przestrzeganie zaleceń lekarskich

Pamiętajmy, że postawienie trafnej diagnozy to początek procesu leczenia. W kolejnych dniach (czasami miesiącach lub latach) wyłącznie na nas spoczywa obowiązek przestrzegania lekarskich zaleceń. A z tym różnie bywa. I to potwierdzają badania, np. przeprowadzone przez specjalistów z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie – wynika z nich, że co czwarty pacjent sam ogranicza przyjmowanie leków zaleconych przez lekarza. Ileż to razy samowolnie odstawiamy antybiotyk już w momencie, gdy poczujemy, że objawy ustępują, lekceważąc ryzyko powstania lekooporności. Podczas terapii nadciśnienia tętniczego potrafimy samowolnie przerwać terapię po kilkunastu dniach, by podjąć ją ponownie na chwilę przed wizytą kontrolną, licząc na to, że wyniki badań nie ujawnią naszej „lekowej samowolki”. Obywatelom Finlandii nigdy nie udałaby się ich narodowa walka z chorobami krążenia, gdyby tak lekceważąco traktowali zalecane schematy leczenia. Przy tych schorzeniach trzeba być upartym i skrupulatnym. Kolejne nasze przewinienia? W przypadku preparatów przeciwbólowych nie przestrzegamy dawek, potrafimy wielokrotnie je przekroczyć. Często w ogóle nie przyjmujemy przepisanych leków, „żeby na dłużej starczyło”, dzielimy niepodzielne tabletki, co zmienia dawkę substancji aktywnej. Suplementów diety w ogóle nie uznajemy za preparaty lecznicze i łykamy je ponad miarę, nie patrząc ani na kryteria dziennego zapotrzebowania na zawarte w nich substancje, ani nie badając, czy na pewno właśnie tych substancji potrzebujemy. Luźno traktujemy też zalecenia dotyczące czasu przyjęcia preparatu leczniczego (przed posiłkiem, w jego trakcie czy po nim), a także odstępów czasu między kolejnymi dawkami. 

Co zrobić, by unikać kłamania u lekarza?

Nie chodźmy od specjalisty do specjalisty. Zadecydujmy, który lekarz budzi w nas największe zaufanie, i trzymajmy się tej decyzji. Zaufanie do lekarza oznacza zaufanie do leczenia.
Systematycznie zażywane leki przechowujmy w specjalnym pudełku – najlepiej z przegródkami na cały tydzień.
Dzienną porcję leków miejmy przy sobie. Zapomnieliśmy o leku rano? Wyrównajmy po przyjeździe do pracy.
Sygnalizator w komórce – niech przypomina nam o godzinie zażywania leku i terminie wizyty u lekarza.
W czasie wizyty u lekarza notujmy zalecenia. Notatki włóżmy do segregatora, w którym zapisujemy inne parametry dotyczące naszego zdrowia (np. poziom cholesterolu, ciśnienie krwi, wagę).
Pilnujmy pory zażywania leków. Ponoć najbardziej obowiązkowi jesteśmy rano. Najczęściej zapominamy o lekach zażywanych w środku dnia i wieczorem. 

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Jak się odchudzać, mając 30, 40, 50 i więcej lat?

„Przychodzi baba do lekarza”, czyli cztery specyficzne typy pacjentek

Czy krem może zastąpić botoks?

Jak nie dać się grypie?

Jak odchudzają się kobiety, a jak mężczyźni?

Czy to coś poważnego?

Dopalacze – dlaczego są groźne?

Czy to już choroba?

Kłopotliwe zaburzenia snu

A ty, ile masz problemów na karku?

Letni problem z gardłem

Zaskakujące choroby, które mogą ci się przytrafić na urlopie