Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Bezpruderyjnie

Pochwała wstydu

Pochwała wstydu
Ilustracja: Magdalena Pankiewicz | www.magdalenapankiewicz.com

Z tym wstydem w łóżku to nie jest prosta sprawa. Większość kobiet, które przychodzą do mnie po poradę, mówi, że chce przestać się wstydzić. Dosłownie mówią, że chcą przełamać swój wstyd. Ja zazwyczaj pytam - po co? I zapada chwila krępującego milczenia.

Jak to po co? "No, żeby było lepiej w seksie. Jeżeli nie będę się wstydzić, to od razu będę bardziej wyzwolona i lepsza w łóżku." Gdybym miała wąsa, to bym go wtedy podkręciła, gdybym wzorem starych psychoanalityków paliła fajkę, byłby to czas, żeby ją odpalić i rozgościć się wygodnie w swoim fotelu, dla zaznaczenia chwili maksymalnego napięcia. Bo lepiej w seksie się nie robi od wyskoczenia ze wstydu, jak z bielizny w gorącym momencie. Wstyd się oswaja, nie zwalcza. I robi to powoli, badając swoje granice i potrzeby, nie zaś łamiąc sobie deski na głowie i zmuszając się do rzeczy, na które nie mamy wewnętrznej zgody. Może być nawet tak, że od zupełnego wyjścia ze wstydu pojawi się bez-wstyd, stan bez rozpoznania tego, co dla mnie dobre i właściwe, rodzaj odejścia od zmysłów, w ramach którego robimy głupoty, a może rzeczy potencjalnie niebezpieczne.

Wstyd jest kategorią neutralną. To my nadajemy jej znaczenia. Może nas krępować, wikłać, pozbawiać możliwości ekspresji swojego ciała, seksualności. Może też chronić i nadawać naszym decyzjom konieczny szlif zdrowego rozsądku, umiarkowania i szacunku dla siebie. Jakie / jacy jesteśmy w tym wstydzie - to jest najważniejsze pytanie.

Wstyd i skrępowanie

Wstyd wprowadza do naszego świata kultura i wychowanie. Jest bezpośrednio związany z ciałem, funkcjami seksualnymi, ale także ochroną i porządkiem społecznym. Naprawdę jest nie najgorzej, że ludzie się trochę wstydzą i np. nie zmuszają bliźnich do oglądania swoich aktywności seksualnych uprawianych publicznie (wiem, jest dogging – skłonność do uprawiania seksu w miejscach publicznych – ale ma się kiepsko w naszym klimacie). Kiepskie dla nas jest to, że zarówno nasi rodzice, otoczenie np. w szkole, w grupie rówieśniczej lubiło i lubi używać wstydu, żeby nas kontrolować i (bardzo często) robić nam krzywdę. Te pozornie niewinne żarty z rosnących piersi u nastolatek, szkolne zawstydzanie i wyszydzanie - gdy dowiadujemy się, że to, jacy jesteśmy z naszym ciałem, emocjami, jest żenujące, gorsze, skazuje nas na społeczną banicję. To jest wstyd, który rani jak ciosy ostrym narzędziem i zostawia nas kurczonymi psychicznie na długie lata, czasami nawet na zawsze, jeżeli nie zaczniemy przyglądać się sobie wnikliwie.

Wstyd i ochrona

Jest też bezcenny dla nas wstyd obronny. Odczucie "już dość", "nie tak ma być", "nie chcę tego", który szczególnie w przypadku seksu pozwala nam dbać o własne granice i uniemożliwia innym ich przekraczanie. Mamy to w sobie, problem w tym, że często to odczucie w sobie tłumimy, myśląc o jakichś innych nagrodach - słynne: "Jak się z nim nie prześpię, to kolejnej randki nie będzie." Właściwie dawkowany wstyd pozwala poczuć, czego chcemy dla siebie, a gdzie siebie przekraczamy czy nawet nadużywamy. I nie ma po co go porzucać, bo to jakby porzucać parasol w deszczowy dzień. Wiadomo, że zmokniemy. Nie wiadomo tylko, czy będziemy mieć katar czy zapalenie płuc...

Oswoić własny wstyd

Najczęściej myśląc o wstydzie, zmagamy się z mieszanką tych dwóch rodzajów wstydu. Nie odróżniamy, co dla nas zasilające, a co nas ogranicza, bo wszystko zostaje wrzucone do wora z jednym napisem. Wstyd kojarzy się konserwatywnie, nudno i nie obiecuje dobrej zabawy. Więc chcemy wyrzucić go raz, a porządnie, żeby nie musieć się męczyć z tym oldschoolowym wrażeniem, że coś jest nie tak. Ma być super i na lajcie, a my wyzwolone / wyzwoleni i robiący to, na co mamy ochotę. Tyle tylko że jeśli nie dowiemy się nic o naszym wstydzie, nie dowiemy się też, na co naprawdę mamy ochotę.

Oswajanie wstydu wymaga czasu i wyczucia. Zaczyna się od prostego zrozumienia różnicy pomiędzy dwoma wstydami - jednym wynikającym z mieszczańskiej pruderii i drugim - wynikającym z naszych emocji. Często droga wiedzie przez zaprzyjaźnienie się z własnym ciałem, akceptację tego, jakie jest, uznanie seksu z całą jego fizjologią. Czasem trzeba przypomnieć sobie bolesne chwile, gdy byliśmy zawstydzani, ośmieszani i uporać się z kompleksami, lękiem, które przyszły po tym. Nie ma co na siłę przełamywać wstydu, bo możemy coś sobie przy okazji złamać. 


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Masturbacja to rewelacja

Marta Niedźwiecka

Porządnickie

Marta Niedźwiecka

Rozbierajmy się!

Marta Niedźwiecka

Najpopularniejsze wpisy

Łóżkowy savoir-vivre

Marta Niedźwiecka