Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy organizm

Hipokinezja – znak naszych czasów

Hipokinezja – znak naszych czasów
Zdjęcie: shutterstock
Masz odporność oseska i non stop łapiesz infekcje, jesteś ciągle zmęczony, a twój nastrój jest obniżony jak woda w stawie w upalne lato? Być może padłeś ofiarą hipokinezji, którą Światowa Organizacja Zdrowia uważa za coraz większe zagrożenie dla życia mieszkańców krajów rozwiniętych.

Spokojnie – hipokinezja to nie żadna nowa choroba rozprzestrzeniająca się poprzez śmiertelnie zjadliwego wirusa. Co więcej, jej jedyną przyczyną jesteś ty sam. Pod obco brzmiącą nazwą (połączenie greckich słów hipo – „poniżej normy” i kinesi – „ruch”) kryje się długotrwała dysproporcja pomiędzy zwiększającym się obciążeniem układu nerwowego i coraz mniejszym obciążeniem układu ruchowego. Czyli twoja głowa pracuje, a reszta ciała tkwi w bezruchu przez większość dnia. Brzmi znajomo? Pewnie tak, bo według danych CBOS-u tylko co piąty Polak idzie do pracy pieszo lub jedzie rowerem, a po pracowitym dniu zdecydowana większość z nas odpoczywa w sposób bierny. Do tego ponad 50 proc. rodaków nie uprawia sportu ani żadnych ćwiczeń poprawiających kondycję fizyczną. Witamy w XXI wieku – erze człowieka nieruchawego i przez to coraz krócej żyjącego.

Ciało kocha ruch...

Nasi pradziadkowie byli w ciągłym ruchu, my przez całe dnie tylko zmieniamy siedziska, fotel w samochodzie na biurowy, potem na kanapę i łóżko. To tylko pozornie nic złego – nasz organizm został przez matkę naturę zaprojektowany do nieustannej aktywności i gdy mu jej brakuje, rozregulowuje się i zaczyna gorzej pracować. Nie chodzi tylko o to, że spędzając całe dnie w fotelu czy na biurowym krześle, dorobisz się wałków tłuszczu na brzuchu i problemów z odcinkiem lędźwiowym kręgosłupa. Także, dosłownie, skrócisz sobie życie – jak wynika z badań opublikowanych sześć lat temu w „Archives of Internal Medicine”, ci, którzy siedzą przez 11 godzin dziennie, są o 40 proc. bardziej narażeni na to, że umrą w ciągu najbliższych trzech lat (!) niż osoby spędzające w pozycji siedzącej tylko cztery godziny. Bezruch obniża także pułap tlenowy uważany za podstawowy wskaźnik wydolności organizmu (wskazuje, jaką maksymalną ilość tlenu zużywasz w ciągu minuty). To dlatego jesteś tak słaby, gdy np. leżysz w łóżku ze złamaną nogą – już dwa tygodnie takiego leżakowania zmniejszają pułap tlenowy o 25-30 proc., za czym idzie mniejsza wydolność i sprawność fizyczna. Spowodowane brakiem wystarczającej ilości ruchu długotrwałe obniżenie zużycia tlenu prowadzi do zaburzeń wszystkich istotnych dla życia organów wewnętrznych, a wtedy każda praca fizyczna czy aktywność sportowa jest dla organizmu znacznie większym obciążeniem niż przy normalnej wydolności. To właśnie dlatego Światowa Organizacja Zdrowia uważa hipokinezję za bezpośrednią i pośrednią główną przyczynę zgonów z powodu choroby wieńcowej serca, zwłaszcza w krajach rozwiniętych.

…a bezruch zabija

Powoli, ale nieubłaganie. Po pierwsze dlatego, że skutkuje gorszym dotlenieniem organizmu – brak aktywności fizycznej przyczynia się do obniżenia objętości oddechowej płuc, mniej tlenu przenika z nich do krwi. Długi bezruch zmniejsza też o 10-30 proc. objętość wyrzutową serca (ilość krwi, którą wypompowuje w trakcie skurczu), a także jego objętość minutową (to, ile krwi przepływa przez serce podczas minuty), prowadzi także do spadku ilości czerwonych ciałek krwi. Wszystko razem powoduje, że twoje komórki, tkanki i narządy dostają mniej krwi bogatej w tlen i substancje odżywcze. Siedzący tryb życia zwiększa także skłonność do powstawania żylaków kończyn dolnych, ryzyko pojawienia się nadciśnienia tętniczego, powoduje również większą krzepliwość krwi, co może przyczyniać się do powstawania zatorowości w naczyniach krwionośnych.

Hipokinezja pogarsza także pracę układu immunologicznego, bo regularne ćwiczenia pobudzają produkcję limfocytów, m.in. rozpoznających i zwalczających komórki wirusowe i wytwarzających przeciwciała odpornościowe. Powolnej „erozji” ulega również układ ruchu – już kilka dni bez aktywności fizycznej powoduje uruchomienie procesu zaniku mięśni, zwłaszcza kończyn dolnych, w których poprzeczny przekrój mięśni ulega znacznemu zmniejszeniu, co skutkuje spadkiem siły. Cóż, mięśnie i stawy odżywiają się w ruchu, gdy zwiększa się ilość płynącej przez nie krwi – bezruch je dosłownie głodzi i pogarsza ich funkcjonowanie.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Powiązane artykuły

Bezruch szkodliwy jak papierosy!

Brak aktywności to prawdziwa światowa pandemia. I to wcale nie mniej groźna nawet niż palenie papierosów....
Brak aktywności to prawdziwa światowa pandemia. I to wcale nie mniej groźna nawet niż palenie papierosów.

Ruch i nastrój – zależność dwustronna

Gdy dokucza nam smutek i przygnębienie, to ruszamy się flegmatycznie, leniwie, bez wigoru. Strach z kolei...
Gdy dokucza nam smutek i przygnębienie, to ruszamy się flegmatycznie, leniwie, bez wigoru. Strach z kolei potrafi nawet paraliżować. Naukowcy dowodzą, że mechanizm działa też w drugą stronę. Między innymi dlatego właśnie ruch jest dla nas potrzebą podstawową!

Ruch oczyszcza ciało z toksyn

Jeszcze niedawno nie mieliśmy pojęcia, w jaki sposób wysiłek fizyczny niweluje szkodliwe skutki stresu....
Jeszcze niedawno nie mieliśmy pojęcia, w jaki sposób wysiłek fizyczny niweluje szkodliwe skutki stresu. Dzięki nowym doniesieniom wiemy, że podczas ćwiczeń z krwi usuwane są powstałe podczas stresu szkodliwe substancje.